czwartek, 24 stycznia 2013

Diabelska gimnastyka

- Chyba zmieniam się w wampira. - Zakomunikowała mi Petronela na samym początku kolejnej naszej rozmowy.
- Co takiego?
- Nie widzę się w lustrze.
- Nie odpowiedziałam rozmyślnie aby nie wytrącić jej z toku myślenia bo o przerwaniu rozmowy na ten temat mogłam sobie tylko pomarzyć.
Petronela przeglądając się w swym pionowym lustrze obok sypialni wyszła poza jego ramy. Tak właśnie było, Petronela nie mieściła się w lustrze i jej boki nie miały swojego lustrzanego odbicia.
- Utyłam jak krowa i nie widzę się cała w lustrze. Zaniedbałam się i efekt widać gołym okiem. Nie mogę na siebie patrzeć.
- Trochę ci przybyło nie powiem ale … - Już chciałam powiedzieć coś bardzo delikatnego ale w nieszczerych komplementach jestem słaba jak wejherowskie nici. Nie mogłam tego ująć inaczej niż zrobiła to sama Petronela. Rzeczywiście gęba jak księżyc w pełni a cztery litery wciśnięte w spodnie wyglądały jak baleron przygotowany do wędzenia.
- Zapisałam się do klubu. - Stwierdziła rozsiadając się wygodnie na kanapie zakładając przy tym nogę na nogę. Ze też dżinsy wytrzymują takie tortury, przemknęło mi przez myśl uznanie dla producentów odzieży. O mały włos a zapytałabym czy do klubu grubasków ale powstrzymałam się bo i mnie przybyło trzy kilo przez jesień. Mniej ruchu i efekt gotowy. Ze mną to normalka; zwiększam swa objętość na zimę a chudnę na lato. Cyklicznie i bez jakiegokolwiek wysiłku.
- Kupiłam sobie trenera za tysiąc dolarów i będę chodzić codziennie. - Teraz już mogę przerwać cytowanie wypowiedzi Petroneli bo nikt by się w tym nie połapał więc streszczę rozmowę trwającą trzy godziny. Przepraszam za zamaszyście napisane „rozmowę” gdyż w 90% był to monolog w wykonaniu mojej koleżanki.
Aby nie wdawać się w szczegóły okazało się, ze zrozpaczona swym wyglądem Petronela zdecydowała się na wykupienie za tysiąc dolarów zestawu ćwiczeń pod okiem osobistego specjalisty od zrzucania zbędnych kilogramów i tkanki tłuszczowej. Nic nie jest w stanie odwieść od decyzji zdesperowanej kobiety więc i Petronela nie poddała się chwilowym słabościom i bólom mięśni. Do klubu fitness chodziła codziennie gdzie spędzała sześć godzin na katowaniu się fizycznie podnosząc ciężary, biegając z ciężarkami i nie pomne czym jeszcze.
- Ale jestem silna. - Oświadczyła mi Petronela po miesiącu jednoczesnie zdając wyczerpującą relacje z tego co robi, jak i kiedy. Brzmiało to jeszcze gorzej niż łamanie kołem albo wielodniowe dręczenie czarownic w sredniowieczu. Z jej opowieści wynikało, ze złapała formę i już nie może doczekać się kolejnej porcji katowania ciała. - Jak zobaczysz moje muskuły to ci oko zbieleje. - Ciągnęła zachwycona swymi sukcesami.
- Jak rozbudujesz mięśnie to i w trzydrzwiowej szafie się nie obejrzysz. - Palnęłam od serca i w obawie, ze przyjedzie i swymi silnymi łapskami urwie mi głowę za chwile szczerości dodałam. - Mam nadziej
ę, ze nie bierzesz anabolików albo syntetycznych prochów na wzrost masy mięśniowej. - Starałam się zatrzeć moje głupie faux pas.
- No co ty, przecież to niezdrowe. - Odparowała natychmiast z oburzeniem w g
łosie.
- A to co robisz to wydaje ci się zdrowe? - Nie mogło pomieścić mi się w głowie jak można sześć godzin spędzać na katuszach w pocie i duchowej udręce, ze jak nie zrobię serii ćwiczeń to nie schudnę. Minęły dwa miesiące podczas których temat siłowni i tłuszczu jakby zniknął z agendy rozmów koleżeńskich. Mnie to nie interesowało a Petronela jak zwykle miała zbyt dużo tematów do omówienia aby wspomnieć o swych osiągach osiągnięcia sylwetki osy po czterdziestce. 
Traf chciał, ze zaparkowałam trzy auta obok Petroneli pod sklepem. Rozmawiałyśmy przez telefon siedząc w samochodach nie widząc siebie. Gdy stwierdziłyśmy, ze każda z nas idzie na zakupy przerwałyśmy rozmowę aby dokończyć ją później. Zdziwienia nie było końca gdy spojrzałyśmy na siebie jak na nocną zjawę. Trajkotanie Petroneli zupełnie uniemożliwiło mi zakupy. Nie mogłam się skoncentrować co wkładam do koszyka i czy to co już tam się znalazło powinnam kupić. Pomijając dwa kilogramy marchewki i cztery kalafiory które kupiłam nie wiadomo dlaczego to rozmowa, przyznam okazała się zajmująca.
Petronela już nie chodziła na sześciogodzinny wycisk bo okazało się, ze serce jej wysiadło. Lekarz rodzinny skierował j
ą na dokładne badania do specjalisty który zawyrokował szlaban na intensywne i forsujące ćwiczenia. Lekko sfrustrowana takim obrotem spraw postanowiła szukać innej formy zadośćuczynienia swym zachciankom aby stać się powabną szesnastką.
- Zapisałam się na jogę, mówili, ze dzięki różnym ułożeniom ciała można przyspieszyć metabolizm organizmu. - Zrobiła znaczącą pauzę tak niepodobn
ą do jej normalnego zachowania, ze odniosłam wrażenie, ze chce zrobić na mnie wrażenie. Przełknęłam ślinę wzięłam głęboki oddech oczekując czegoś nieoczekiwanego.
- I co? Pomaga? - Taksującym wzrokiem zmierzyłam Petronel
ę od czubka głowy po same buty i przyznać muszę, ze ubyło jej krowiego wyglądu na tyle, ze rozpoznałam w niej Petronelę sprzed roku. - Teraz to będziesz laska!
- Co
ś ty, już nie chodzę. - Z wielką pogardą skwitowała mój przedwczesny zachwyt nad starohinduską filozofią. - Czy ty wiesz jak oni składają dłonie? - Gapiłam się na nią bez reakcji, ona z kolei na mnie jak na ociemniałego bezmózgowca który ani przeczytać nie może ani zrozumieć ludzkiej mowy. - Oni modlą się do Diabła!

wtorek, 15 stycznia 2013

Metairie

Cmentarz Metairie powstał pod koniec dziewiętnastego wieku na terenie wcześniej należącym do klubu wyścigów konnych. W czasie wojny secesyjnej znajdował się tam obóz Konfederatów aby w końcu stać się najsławniejszym cmentarzem w Nowym Orleanie.
Patrząc na plan cmentarza widać po lewej owalny kształt toru wyścigowego. Osobiście nie przepadam za odwiedzinami takich miejsc bo kojarzą się ze smutkiem utraty bliskich osób.
Po podjęciu decyzji postanowiłam oglądać nagrobki jako dzieła sztuki w muzeum i rzeczywiście wielką pomocą okazała się architektura nagromadzonych tutaj grobowców. Chwilami zapominałam, ze to normalny cmentarz a nie skupisko dziwacznych budowli; mini piramid, kościołów z dzwonnicami i greckich świątyń.

Bardzo sławnym miejscem jest grobowiec Armii Stanu Tennessee na szczycie którego uwieczniony został Generał Johnson. 
Po prawej jest pomnik żołnierza odczytującego listę poległych.

wtorek, 8 stycznia 2013

(247365) Fabryka chmur

Różnorodnych chmur na niebie jest kilkanaście rodzajów i urozmaicają one dość jednostajny widok nieba. Wiatr przemieszcza je tworząc zadziwiające kształty malując jakby żywe obrazy.
Miłe chmury są jednak wielkim laboratorium chemicznym gdyż może zachodzić w nich około 100 różnych reakcji chemicznych. Gdyby nie deszcze niewiele to nas by dotyczyło gdyż chmury unoszą się powyżej strefy powietrza którym oddychamy. 
Gdy jednak nadciągną deszczowe cumulonimbusy które są jakby kominem transportowym pomiędzy najwyższymi strefami atmosfery a ziemią to warto się zastanowić czy odświeżający deszczyk nie jest zabójczy.
 Reakcje chemiczne w białych obłoczkach często prowadzą do znaczącej zmiany kwasowości opadów – wywołują kwaśne deszcze, które są niebezpieczne dla roślin i zwierząt, zwłaszcza wodnych, a także powodują zniszczenia budynków. Główne substancje wywołujące kwaśne deszcze to tlenki siarki i azotu. Co jeszcze siedzi w chmurach w głowie się nie mieści; dwutlenek azotu NO2, metan CH4, chlorofluorowęglowodory itd.
Już same nazwy wywołują dreszcz na karku a przecież to nie wszystko. Składniki nieorganiczne dominują w składzie stratosfery, a są to: tlenki azotu, kwas azotowy, kwas siarkowy, ozon, halogeny i tlenki halogenowe z rozpadu CFC, do tego wszystkiego dodajmy gazy jak; kwasy halogenowe takie jak HCl i HF lub dwutlenek siarki SO2, który jest utleniany do kwasu siarkowego H2SO4. Cząsteczki kwasu siarkowego są jednymi z najważniejszych jąder kondensacji, koniecznymi do tworzenia się chmur. Już wiem, ze na deszcz nie wyjdę bez kosmicznego skafandra albo zostanę w domu zastanawiając się czy przypadkiem człowiek nie ma zbyt znaczącego wkładu w trujący skład chmur.
 247365

środa, 2 stycznia 2013

Niezwykła ulica

Jest taka pokazowa ulica w Nowym Orleanie przy której znajdują się bogate i sławne domy. Wybraliśmy się na poranną przejażdżkę aby na własne oczy podziwiać posiadłości których próżno by szukać w innym południowym mieście. Każdy dom wyglądał jak wczoraj pomalowany pomimo tego, ze wiele z nich pamięta IXX wiek. Czuć tutaj wielkie pieniądze i szpan zamieszkiwania na najdroższej ulicy St. Charles.
W takiej okolicy widzę siebie i nie byłabym bardzo wybredną z wyborem rezydencji do zamieszkania. Jedyną przeszkodą wstrzymującą mnie przed zamieszkaniem w tej cudownej i obrzydliwie bogatej dzielnicy jest moje konto bankowe ciągle oscylujące w granicach zera nie poprzedzonego jedynką z nic nie znaczącymi, pięcioma lub siedmioma zerami.
Zauroczona wielkimi dębami powyginanymi jak w zaczarowanym lesie z bajki czułam się jak w innym świecie aż tu raptem biegnący człowiek zupełnie popsuł mi nastrój. Od dawna wiem, ze bieganie jest niezdrowe bo biegacze uszkadzają sobie mózg od ciągłych podskoków. Wielokrotnie biegacz po zdrowie jest przyczyną totalnego korka gdy biegnie ulicą olewając ruch pojazdów samochodowych. Nie zdaje sobie sprawy z tego, ze jezdnia jest przeznaczona dla aut a nie dla pieszych. Pobłażliwi kierowcy zwalniają i z duszą na ramieniu omijają biegacza idiotę. Taki właśnie „show man” biegł po torach tramwajowych zamiast po chodniku z dala od komunikacyjnych zagrożeń. Żeby tylko jeden świr pojawił się w tak bezsensownym miejscu to uznałabym to za wybryk natury który płata figle zabierając możliwość rozwoju szarych komórek pewnym jednostkom. No właśnie gdyby tylko jeden gość kpił ze zdrowego rozsądku byłoby to jeszcze do zaakceptowania. Po chwili zobaczyłam kolejnych samobójców podążających śladem pierwszego. Świat nieuchronnie dąży do zagłady ludzkości, teraz jestem tego pewna.
Ci którzy przeżyją dzień dzisiejszy będą mogli biegać jeszcze przez jakiś czas ale ci którzy polegną na ścieżce zdrowia wylądują na zwykłym cmentarzu lub na tym bardzo sławnym który znajdzie się już w następnym poście o Nowym Orleanie