czwartek, 24 kwietnia 2014

HUJ 603

  Na największych mękach, łamana kołem czy w dybach przez pół roku albo już lekko tląca się na stosie nie przypomnę sobie znaku rejestracyjnego swego auta. Nie ma takiej siły na świecie albo nawet poza nim abym zwracała uwagę na taki nikomu niepotrzebny szczegół. 
Czasami moje zainteresowanie rośnie współmiernie do ciśnienia krwi gdy tematem są znaki rejestracyjne. Odbywa się to raz do roku gdy trzeba przedłużyć ważność znaków na kolejny rok. 
U nas w Illinois kosztuje to 100 dolarów i w zamian za gotówkę otrzymujemy nalepkę małą jak 1/4 paczki zapałek. Trzeba ten ważny plastik przykleić w prawym górnym rogu tylnej tablicy przed upływem daty widocznej na poprzednim znaczku. Gdy tego nie zrobisz to jak niedawno się przekonałam gliniarze z dziką satysfakcją przykleją ci mandat na szybę i dodatkowe 35 dolarów odpływa z portfela na konto ukochanej policji.  
Zupełnie inaczej do całokształtu motoryzacji podchodzi p., on widzi markę samochodu i przygląda się znakom rejestracyjnym z uwagą. Jednak nie swego auta bo inaczej nie zapłacilibyśmy mandatu za przegapienie daty odnowienia. Można wykupić sobie za odpowiednią sumę (u nas dodatkowe 100 zielonych) osobiste znaki z tekstem który składa się z ośmiu literek i wolnych pól na nie przeznaczonych. Pomysłów ludziom nie brakuje i zauważyć można „Renata”, „Renatka”, „Filip 1” i takie różne inne wyrazy. Obecnie ze względu na to aby słowa umieszczone na tablicach nie były obraźliwe są specjalne oddziały zatwierdzające tekst którym właściciel chce się pochwalić z przodu i z tylu auta. Teraz wiadomo dlaczego nie widzimy aut przyozdobionych „fakami”, „sukami” i innymi obleśnymi wyrazami jak na przykład „ateista”. Właśnie ta nazwa trafiła do sądu w stanie New Jersey bo nakazano właścicielowi ją oddać do wydziału komunikacji lub mu nie pozwolono na tą nazwę. Taka dbałość o idealny wizerunek Ameryki i jej wspaniałych obywateli jest zrozumiała bo jak na pieniądzach jest zapewnienie, że „Wierzymy w Boga” to każdy biorący banknot w dłoń powinien to powiedzieć w głos; wierzę w Boga który dał mi dolara, a ateista? Jemu pozostaje karta kredytowa. 
W Ameryce banda wygłodniałych papug czeka na takie sprawy aby rozprawić się z nierządem i udowodnić rządowi jego słabość jednocześnie wynosząc swe nazwisko na pierwsze strony gazet.
  Wszyscy wiemy, że aby dojechać do miejsca wakacyjnej przygody musimy pokonać setki mil nudną autostradą. Zupełnie abstrakcyne wyczyny naszej fantazji pozwalają nam przetrwać nudę kilkunastu godzin za kierowicą przy zdrowych zmysłach. Śpiewamy, gadamy wymyślamy kolejne scenarjusze do filmów które nigdy nie zagoszczą na srebrnym ekranie i bacznie przyglądamy się otaczającemu nas otoczeniu. Widoki z autostrady znają już wszyscy którzy czytają mój blog ale gdy ja prowadzę to p. czepia się aparatu fotograficznego i zamienia się w paparazzi czyhającego na ciekawostki dnia codziennego. Dzięki jego zapałowi zgromadziliśmy kilka ciekawych ujeć znaków rejestracyjnych pojazdów z przeróżnych Stanów. 
Różnorodność tablic rejestracyjnych może doprowadzić do zawrotu głowy.
 - Ciekaw jestem jakie dziwo zobaczę w ciągu kilku godzin zanim oddam się w objęcia Pana Snów. - p. ma dar do przyciągania niesamowitych zdarzeń. Dzieje się to na codzień i w czasie wakacji również. Zamiast relaksować się przed przejęciem kierownicy gdy przyjdzie na to czas bawi się aparatem fotograficznym robiąc zdjęcia na pozór mało atrakcyjnym objektom. 
- Jedzie przed nami JUH. - Nie nadążyłam za jego wyobraznią bo kolejna godzina nudnej trasy sprzyjała odmóżdzeniu kierowcy. - Ciekawe czy pojawi się lustrzane odbicie "juha". - Dam sobie ująć 10% z konta aby zapewnić, że nie miałam pojęcia o czym rozprawia p..
- Czy możesz prościej lub jaśniej. O co chodzi? - W czasie naszych podróży wiele słów minęło bez echa i po czasie ich znaczenie zmalało do zera. Jednak kilka z nich miało nagiąć rzeczywistość do wymogów mówiącego.
Pomimo wielu niedogodności to USA ciągle jest oazą wolności. Zakazy, nakazy i obowiązki to rzeczy które łatwo da się ominąć aby żyć swobodnie.
   - Popatrz co może stworzyć siła woli. Wymyśliłem sobie "huja" z "juha" i proszę bardzo dowód na moją moc jest uwieczniony na zdjęciu. - p. podskakiwał na fotelu a ja ledwo trzymałam się prawego pasa ruchu bo zmęczenie za chwilę wezmie górę nad rozsądkiem. 
 Dziwny to kraj zaiste, zajęci sobą Amerykanie wcale nie dbają o obcokrajowców albo o obcojęzycznych bo jak raptem jedzie przede mną HUJ 603 z Północnej Dakoty to czuję się lekko zażenowana/urażona/rozbawiona (niepotrzebne skreślić).
Znaki rejestracyjne poszczególnych stanów są różnorodne i bardzo kolorowe tylko Colorado ma trochę ponure. Nie ma się czemu dziwić bo tam jest ładnie zimą i to w bogatych, turystycznych miastach bo gdzie indziej to "Czterysta Siedemdziesiąty Dziewiąty SYF".

piątek, 18 kwietnia 2014

Ostatnia butelka.


Jeżeli myślicie, że będzie o abstynencji to się mylicie. (I to bardzo.) Lampka wina do obiadu to bardzo udany dodatek i nie uważam alkoholu za wroga ludzkości. Kto umie korzystać z życia z umiarem to nawet nie wie co to kac.

Przyłapałam męża na obwąchiwaniu korka.
Tyle się mówi i pisze o wyzwoleniu kobiet spod jarzma mężczyzn, że niektóre z nas zbyt mocno uwierzyły w swą niezależność upodobniając się właśnie do nich. Nosimy fryzury na chłopczycę, wciskamy się w spodnie chodzimy w trampkach i nosimy bluzy z kapturem. Któregoś razu spotkał mnie nie lada afront gdy wystrojona w „męskie” ciuchy usłyszałam; trochę mało kobiecy ten twój dzisiejszy strój. Cholera, cholera i jeszcze raz cholera. Pewnie, że ma facet rację, cała szafa kiecek a ja wyglądam jak dresiarz. Nie byłoby damskiej mody gdybyśmy nie stroiły się dla facetów. Szpilki nie są najwygodniejszym obuwiem ale czego się nie robi dla płci przeciwnej. Ponoć wyglądamy w nich zgrabniej więc katujemy się prawie codziennie skazując się na skręcenie kostki gdy obcas usunie się na jakieś nierówności a o podbiegnięciu nie ma nawet co marzyć. Chcemy wyglądać ładnie i powabnie więc pomijamy niedogodności damskiej toalety tylko po to aby uchwycić krótkotrwały błysk podziwu w oku mężczyzny. 
  Tyle byłoby wstępu na temat niewolniczej roli i niedoli kobiety w społeczeństwie a głównym tematem niech będą zapachy. Z perfumami jest podobnie, damskie zapachy muszą się podobać mężczyznom. Cóż to za dziwactwo aby zapach kobiety był podporządkowany dziurkom w nosie płci przeciwnej i ich zwyrodniałym zmysłom powonienia. Od kiedy jako dziewczę niewinne kupiłam sobie Masumi wkroczyłam na drogę poszukiwań zapachu mego życia. Porzuciłam "Być może" i "Zaczarowaną dorożkę" aby flakoniki z markowymi nalepkami zapełniały moją toaletkę. Nie musiałam się martwic, że siostry wypsikają całą zawartość drogocennej perfumy na swe ciała gdyż to co na mnie pachniało na nich śmierdziało, że nawet muchy uciekały z domu. One znalazły swoje zapachy i okazało się, że ja po użyciu ich perfum dostaje bólu głowy i tylko prysznic z dużą ilością mydła mógł mnie od niego wyzwolić. Tak więc każda kobieta musi dobrać zapach współgrający z chemią swego ciała.
Kilka lat poszukiwań zaowocowały tym, że mam kilka zapachów które siedzą na mnie przez cały dzień nie zmieniając swej intensywności. Jedno zdarzenie niech poprze me słowa. Razu pewnego z p. pojechaliśmy do salonu samochodowego na gwarancyjną naprawę która miała trwać nie dłużej niż godzinę więc gdy auto poddawane było torturom mechanika my snuliśmy się pomiędzy autami wystawionymi dla potencjalnych nabywców. Mieliśmy do wyboru kilka aut i we wszystkich posiedzieliśmy chwilkę aby zabić czas oczekiwania na koniec naprawy. Gdy p. poszedł odebrać kluczyki do naszego wreszcie naprawionego auta doczepił się do mnie jakiś facet. 
- Dzień dobry. - Zagaił z uśmiechem na ustach. 
- Dzień dobry. - Odrzekłam szczerze bo dzień w rzeczy samej zapowiadał się dobrze właśnie do tego momentu. Co to może być? Podryw gdy tylko mąż na krótką chwilę mnie opuścił. Ciągle miałam ten znany amerykański uśmiech przyklejony do twarzy ale wcale mi do śmiechu nie było. Spojrzałam na typa w eleganckim garniturze. Lekko siwe włosy ładnie zaczesane, krawat zawiązany jak należy, koszula dzisiejsza bez śladów przejść imprezowych. Buty też niczego sobie. Gość wyglądał schludnie i elegancko. Zaskoczona chciałam się cofnąć aby lepiej ogarnąć całość ale stojące za mną auto uniemożliwiło ten manewr. 
- Pani tak oszałamiająco pachnie, że … - No nie! Tego jeszcze nie przeżyłam aby facet podrywał mnie na zapachy. W ułamku sekundy z mych oczu zrobiły się gały pełne zdziwienia ale uśmiech pozostał. Bardzo interesująca sytuacja co on właściwie czuje czy aby nie spociłam się i chce mi zwrócić uwagę. Tutaj właśnie wylazł mój brak wiary w siebie. Zamiast cieszyć się, że oszałamiająco pachnę to pomyślałam, że cuchnę jak górnik po dwóch szychtach przepracowanych bez przerwy. - … chciałbym prosić panią o zdradzenie sekretu jak nazywają się pani perfumy. - Kurczę ale jestem naiwna. To wcale nie podryw. Coś ze mną nie tak, czy już nikt we mnie nie widzi kobiety oprócz mego chłopa. Uśmiech z twarzy odleciał daleko za drzwi wejściowe i poczułam się brzydka i nieatrakcyjna. Zupełnie zaskoczona nie mogłam sobie przypomnieć czym pachnę bowiem dobrze dobrane perfumy stają się niewidoczne dla użytkownika. Poruszyłam głową aby poruszyć powietrze wokół siebie i poczuć samą siebie. O tak, poczułam co na mnie siedzi i ponoć zabójczo pachnie. Bąknęłam niewyraźnie nazwę bo przecież żadna kobieta nie zdradzi sekretów swego seksapilu. Facet wyglądał na otumanionego. 
- Czy mogłaby pani mi tą nazwę napisać. - O kurcze blade, czy moja dykcja jest aż tak do dupy, że nikt mnie nie rozumie. Czy mój mąż jest aniołem cierpliwości i tyle lat męczy się ze mną nie rozumiejąc ani jednego mojego słowa? Czy to tylko ten człowiek wpatrujący się we mnie jak w wyrocznię delficką ma kiepską pamięć. Wolałam tą drugą opcję. Tego dnia jednak nie zapomnę do końca życia bo jednak schlebiał mi fakt, że wokół mnie roznosi się mgła zniewalającego i oszałamiającego zapachu. Zapachu tak zniewalającego, że mężczyźni pragną go mieć wokół siebie na swej kobiecie. Oj, próżność moja została tak połechtana, że naskrobałam na wizytówce nazwę firmy i nazwę perfum. Podziękowań nie było końca i znów uśmiech zagościł na mym lekko pąsowiejącym licu. Jeszcze raz zalotnie powłóczyłam wzrokiem i zobaczyłam męża który z przekąsem przypatrywał się całemu zdarzeniu. Czar prysł ale miłe uczucie pozostało do końca dnia. Jedyną pociechą była myśl, że to babsko obdarzone galonem „moich” perfum nie będzie tak ładnie pachniało jak ja i ofiarodawca będzie mnie wspominał do końca swego żywota. Mnie tak zabójczo pachnącą. 
  Mężczyzni lubią damskie perfumy i to oni powinni wybierać nam, kobietom zapachy. Jak wspomniałam wczesniej przyłapałam męża na wąchaniu korka od butelki. Butelka albo trafniej flakonik, albo buteleczka swieciła pustkami. Może jeszcze tylko opary przecudownej woni unosiły się przy kolejnej, nieudanej próbie wydobycia na zewnatrz ostatniej kropli perfum. 
- To nie masz perfum?! - Z wyraznym wyrzutem i zdziwieniem p. spoglądał na mnie zdumiony. Zupełnie tak jakbym pozbawiła go jakieś zabawki. Dosłownie tak się poczułam jakbym odcięła go od wszelkich przyjemnosci w życiu doczesnym. Tak się dzieje dziwnym trafem, że nawet perfumy się kończą. Mam jeszcze inne więc jakoś sobie radziłam ale dla p. była to wiekopomna tragedia.

Zawiedziony moim postępowaniem zasiadł przy swoim komputerze i rozpoczął poszukiwania na eBayu. Minęła krótka chwila gdy podeszłam do niego zobaczyć jak mu poszło internetowe poszukiwanie i zamrugałam nerwowo gdy zobaczyłam ceny. Wielokrotnie robiłam zakupy perfum na tym internetowym portalu bo ceny u prywatnych importerów są dużo niższe niż w sieci sklepów detalicznych.  
 - Tyle kasy? - Powietrze uszło ze mnie jak z balona. 
- Sprawdzę jeszcze Europę bo w Stanach są już tylko końcówki za niebotyczną cenę. - p. wydawał się niewzruszony trzykrotnie wyższą ceną niż poprzedni zakup i rozpoczął poszukiwania na eBay Deutschland. Owszem znalazł ale 206 Euro obojgu nam wydało się dużą przesadą i już wspólnie powróciliśmy na krajowy rynek gdzie cena była ciągle bardziej atrakcyjna. 
Widać mój chłop był zdesperowany bo zanim zdążyłam się zastanowić czy warto tyle pieniędzy ładować w żonę on już zakupił 100ml rozkosznego zapachu. Zaskoczona ale zadowolona cmoknęłam go w ucho. Mam najdroższe perfumy w swej kolekcji. Szkoda tylko, że nie zdecydowałam się kupić je gdy we flakoniku była połowa zawartości. Teraz gdy ten zapach jest wycofany z produkcji amatorzy zapłacą każdą cenę. Wiem, że to moja ostatnia butelka Marielli Burani i jest mi żal, że gdy skończę jej zawartość pozostanie mi jedynie obwąchiwanie korka z nowej butelki bo tą starą zostawię mężowi.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Anonimy mile widziane.

  Nie mam innej możliwości jak poprosić was o poradę. 
Piszę sobie w wolnych chwilach post za postem i trudno mi odnieść się do nich i do samej siebie jako bloggerki z dystansem. Przypatruję się swemu blogowi z tej i tamtej strony i jestem zadowolona z mej twórczości. W ogólnym zarysie tak bo jednak chciałabym zmienić w poprzednich postach coś co napisałabym dzisiaj inaczej. Czasami powracam do starych wpisów i zastanawiam się czy tekst powinien być inny. Ci którzy są tutaj długo i ci którzy są od niedawna zapewne mają wyrobione zdanie o mnie i o tym co i jak piszę
Chciałabym prosić was o krytykę mojego bloga i przy okazji mnie samej. Najlepiej anonimowo aby nie było kadzenia w stylu „wszystko jest wspaniale” gdy wiadomo kto to pisze. Mogą być krótkie notki jak ''za dużo zdjęć z Ataner'' albo ''treść aż kapie cynizmem'' itd. 

czwartek, 3 kwietnia 2014

Zadziobią nas glapy.

   Każdy wakacyjny dzień, niestety, musi być zapełniony wydarzeniami do późnych godzin nocnych. Jeszcze przed chwilą byliśmy zafascynowani spotkaniem pierwszego w życiu aligatora a już jechaliśmy dalej na południowy zachód aby spotkać ich więcej. Nieszczęsne ulotki których miałam się pozbyć ciągle znajdowały się w aucie ale tym razem poniewierały się dosłownie wszędzie. Na tylnym siedzeniu tworzyły okropny śmietnik a część z nich uformowała jakby chodnik pod stopami p..
- Co nas czeka po drodze do Flamingo Camping? - Skoro tyle informacji p. już przyswoił to wypadałoby podzielić się nimi z kierowcą. 
- Zupełnie nic. - Kwaśno zakomunikował pilot. 
- To po co tam jedziemy? 
- Nigdy nie wiadomo co ci się przytrafi, może akurat napadnie cię pantera. - p. przez cały czas trzymał aparat fotograficzny w pogotowiu tak jakby wierzył w swe słowa.
Dodało to trochę dramatyzmu ale uważałam, że to kiepski żart. Droga gładka jak stół i po bokach zarośnięta drzewami i krzewami tak gęstymi, że wydawało się, że jedziemy w tunelu wyciętym bardzo ostrym nożem. 
- Za chwilę usnę jak nie będzie widoków. - Czułam znużenie i powieki niebezpiecznie zaczęły mi ciążyć. Co jakiś czas ściana zieleni zanikała i mogliśmy przekonać się po raz kolejny, że dookoła są bagna. 
- Widziałaś śmiałków? Widziałaś tych szaleńców? - p. aż podskakiwał na fotelu. Ledwo widziałam drogę i chyba tylko widok czarnej pantery, obiecanej na znaku ostrzegawczym był w stanie wytrącić mnie z odrętwienia. Jechałam dalej bez zbytnich emocji bo nie zawsze co fantastyczne zdaniem p. zasługuje na uwagę zwykłego śmiertelnika. - Zawróć. - Zawróć, zawróć łatwo powiedzieć ale wykonanie manewru zawracania nie było łatwą rzeczą. Wąsko i pewnie grząsko więc musiałam odczekać aby nadjeżdżające pojazdy nas minęły i pobocze nie było zbyt miękkie. NIE-DO-WIARY! Warto jednak było zawrócić. 
- Patrz, patrz! 
- Widzę. - Kilka osób wędrowało po bagnach skazując się na oczywistą zagładę. 
- Pożrą ich krokodyle i tyle! - Niedowierzanie w to co widzą oczy wynikało z niewiedzy. „Teraz błysnę intelektem ulotkowy molu” zaświtało mi w głowie i oświeciłam ciemną masę swą wiedzą.
Zwiedzanie bagien może odbywać się na wiele sposobów, łodziami wiosłowymi, motorowymi lub pieszo. 
Chodzenie po bagnach jest dozwolone i (nie)bezpieczne gdyż prawie nigdzie nie jest głębiej niż pół metra tam gdzie rosną jakieś rośliny. 
Oprócz żaby lub ogromniastego węża nic nam nie grozi gdy robimy odpowiedni hałas i tumult. Aligatory zejdą nam z drogi w sobie tylko znane zacisze gdyż atakują z głodu lub wystraszone a człowiecze mięso nie smakuje żadnemu drapieżnikowi ani krokodylowi. Niby można i wolno ale ja za żadne skarby nie poszłabym śladem widocznych na zdjęciu śmiałków.
Wreszcie dotarliśmy do najbardziej wysuniętego na południe skrawka lądu pośród bagien Everglades. Widok otwartej przestrzeni uradował moją znękaną duszę podczas przejazdu przez, dla mnie, nienaturalne środowisko. Kemping o dziwo okazał się zaludniony i zimowa pora na Florydzie wydaje mi się bardziej odpowiednia na mieszkanie w namiocie niż lato ale i tak świadomość zwierząt i insektów które mogą zainteresować się smakiem mojej skóry nie zmusiłyby mnie do tak heroicznego czynu. Jak Południe to hotel i nie ma co dłużej o tym rozmawiać.
 Przemierzając trawnik o dziwnej i dość wysokiej trawie w kapetkach cienkich jak grube rajtuzy utwierdziłam się w przekonaniu, że bezpieczeństwo mieszkania w namiocie to rzecz prawie niemożliwa a i spacer może okazać się ryzykowny. Dziura w ziemi idealnie okrągła nie była drzwiami do mieszkania myszy i na myśl przyszedł mi obraz długiego węża wciskającego się w otwór. Chwila relaksu dla oczu skończyła się na dźwięk zdecydowanego głosu wzywającego do kontynuowania wycieczki.
Nie zarobiłabym dużo pieniędzy gdybym zawodowo miała jęczeć ale tym razem jęknęłam sobie cichutko, ukradkiem bo pomimo uroku bagien wolę od nich nawet najbrzydszą plażę i marne fale na horyzoncie.  
- Co te ptaszyska tak lubią samochody? - p. z przekąsem przypomniał ostrzeżenie przed sępami na poprzednim postoju a tutaj mała czapla zakochała się w pojeździe i nie chciała go opuścić gdy zachodziliśmy ją od różnych stron. 
- Dobrze, że na naszym aucie nie wypoczywa wielki aligator, ptak to pikuś. 
- Ale ty masz fantazję. Lepiej od razu się przyznaj czy zamknęłaś dokładnie okna po zaparkowaniu aby nam jakieś świństwo nie wlazło do auta? - p. jak zwykle potrafi zaognić jątrzącą się ranę. No nie wytrzymam z tym chłopem.  
- Jakaś jaszczurka albo kudłaty pająk. Jak widzisz auta stanowią nie lada atrakcję dla bagiennej fauny. - Dodał już zupełnie niepotrzebnie. Odkocham się, rozwiodę się i znajdę sobie niemowę aby nie pobudzał we mnie wizji skaczącej jaszczurki na kierownicę w czasie jazdy. W takiej sytuacji śmiertelny wypadek gotowy, dostałabym zawału serca zanim auto zjechałoby na pobocze. 
- Naszego nie lubią. - Stwierdziłam z ulgą gdy zbliżyliśmy się do naszego pojazdu.
 Gdy poprosiłam o zdjęcie pod palmą błagałam jednocześnie wszystkie bożki aby p. nie wspominał o tym co może skoczyć na mnie z korony drzewa. 
- Teraz możemy spokojnie pooglądać bagna z bliższej odległości. - Usłyszałam chyba zapał w słowach p.. 
- Ja nigdzie nie wchodzę! Wybij to sobie z głowy. - Na samą myśl o zbliżaniu się do nie wiadomo czego schowanego w szuwarach i zdechłych badylach dostałam gęsiej skórki. 
- Zobaczymy jak to wygląda bo na mapie wygląda ciekawie. - Podjechać mogę ale jak nie będzie cywilizowanej ścieżki to siedzę w aucie.
Po drodze do wyspy Chokoloskee mieliśmy możliwość zjechania z głównej drogi aby dostać się w mniej uczęszczane okolice. Skręciliśmy w jedną z odchodzących dróg która na mapie ginęła daleko w głębinach bagien. 
- Może być ciekawie. - Zawczasu zawyrokował p. Upłynęło 15 minut jazdy po drodze utwardzonej ale bez asfaltu i zamiast wylegujących się aligatorów wpadliśmy na pikietę Zielonych przed bramą poligonu wojskowego. Nasze poszukiwania przygód kiedyś zawiodą nas w tarapaty. Zupełnie zaskoczeni powróciliśmy w bardziej przyjazne człowiekowi miejsca. Jak bardzo przyjazna człowiekowi była to okolica aż trudno uwierzyć. Znowu naszym łupem padła jakaś byle jaka droga która wiodła nas wprost do więzienia. Znak informacyjny jasno określał kres tej drogi - „zakład karny”. Miałam już dość odkrywania bagien na własną rękę. Jeszcze zanim zawróciłam udało mi się wysyczeć zjadliwie „tylko nie rób zdjęć” i bez dalszych słów skierowałam auto do głównej drogi. Tam gdzie rządowe tereny staramy się nie robić zdjęć bo dbając o własne tyłki nie chcemy narażać się na tłumaczenie się oficerowi patrolu co tu robimy i po fotografujemy, etc. Nigdy nie wiadomo kto nas obserwuje w takich miejscach a ukryte kamery prawdopodobnie są tak dobrze ukryte, że są nie do wykrycia. 
- Super miejsce na więzienie. Jak ktoś ucieknie to nawet go nie ścigają, aligatory odwalą czarną robotę za strażników. - Zupełnie trafnie ujął dobrą lokalizację więzienia. Coś tu jednak nie pasowało bo droga nie wyglądała na uczęszczaną i prawdopodobnie cały ruch odbywał się drogą powietrzną albo główny wjazd znajdował się w innym miejscu.
Gdy emocje opadły zaproponowałam abyśmy kierowali się drogowskazami dla turystów a nie skazanych na karę ograniczenia wolności. Ku memu zdziwieniu p. już więcej nie wykazywał chęci na zapuszczanie się gdzieś, gdzie znów zostaniemy zaskoczeni, zdziwieni i zniechęceni.

Odwiedziliśmy kilka miejsc przeznaczonych dla normalnych turystów i mogłam spokojnie rozkoszować się otaczającą nas przyrodą. Relaks zakończył się jednak nieoczekiwanym zdarzeniem.
Gdy wsiadaliśmy do auta nasze poczynania były obserwowane uważnym wzrokiem czarnych ptaków. Kilka z nich krążyło ponad nami a kilka siedziało na niedalekim trawniku. Wszystkie patrzyły na nas i czując na sobie wzrok czarnych małych ślepi z ulgą zatrzasnęłam drzwi samochodu. p. chyba wcale nie zwrócił uwagi na otoczenie. Usiadł obok mnie i zaczął przeglądać zdjęcia jakie zrobił swym aparatem a ja wolno ruszyłam z parkingu. W tym momencie zostaliśmy zaatakowani przez czarne straszydła.
 Jeden z ptaków prawie uderzył w szybę pasażera i p. wrzasnął sprośnym słowem. Drygnął i ze zdumieniem spojrzał na mnie. 
- One chcą mnie zeżreć! - Ledwo wypowiedział te słowa gdy na masce wylądował kolejny ptak. 
Zatrzymałam się zdumiona do granic wytrzymałości nerwowej. Zacisnęłam ręce na kierownicy a p. rozpoczął sesje zdjęciową. Ptaszysko z dużym dziobem zrobiło kilka kroków i zatrzymało się przy samej przedniej szybie. 
Wpatrywało się w p. jakby oceniało możliwości ataku. Zupełnie zdezorientowani patrzyliśmy jak coraz więcej ptaków zniżyło swe loty zataczając nad nami małe kółka. 
- Być zjedzonym przez krokodyla to jeszcze rozumię ale zostać rozszarpanym przez ptaki to już lekka przesada. - Z obrzydzeniem prychnął pasażer. - Uciekajmy bo czuję się jak zwierzyna łowna! - Znany mi talent mojego męża do kolorowania zwykłych wydarzeń nie wydawał mi się nie na miejscu więc prawa stopa opadła na pedał gazu aby zakończyć tą co najmniej głupią sytuację. Ptak siedzący na masce ratował się przed porwaniem i odleciał ale jego kolega jeszcze przez chwilę towarzyszył nam patrząc co wyprawia p.. 
- Widziałaś? Dasz wiarę aby coś takiego nas spotkało? Horror w biały dzień. - Jeszcze coś gadał ale nie pomnę co bo zadumałam się nad całą tą sytuacją. Skoro ptaki są tak nachalne to czego można spodziewać się po innych mieszkańcach bagien. Już wkrótce ta myśl miała się zmaterializować w sytuacji której nie życzę nawet wrogowi.