wtorek, 30 grudnia 2014

2015 już tuż, tuż.

Szczęśliwego
Nowego Roku
życzą Ataner
oraz p. i 247365

Nie ma rzeczy niemożliwych!!!

 Dwa posty dziennie to już przesada ale mam nadzieję, że wybaczycie mi to szaleństwo.
Do Kanab przyjechaliśmy aby brać udział w loterii i aby wygrać wstęp na teren gdzie znajduje się THE WAVE. Pisałam już o tym tutaj. Dzisiaj nasze marzenie zostało spełnione po dwóch tygodniach codziennego uczestnictwa w loterii i jutro będziemy mogli zobaczyć skałę na własne oczy. Mało tego, również i Wy (w odpowiednim czasie) bo zdjęć narobię milion.
Oto dowód, że nie zmyślam. Zezwolenie oraz tajna mapka ze zdjęciami jak dojść w to tajemnicze miejsce.

Piękną być.

 Aby piękną powitać Nowy Rok przed Sylwestrem znalazłam czas aby moja cera była zrelaksowana i młoda.
Jak być piękną to na maksa!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Będzie ciekawiej!

 Niech zwiastuny przyszłych postów rozpalą waszą ciekawość do czerwoności jak czerwone są skały w Utah i Arizonie.

niedziela, 28 grudnia 2014

Nocne powroty

Grudniowe dni są krótkie a dla nas stanowczo za krótkie. Powroty do hotelu odbywają się już po zmroku ale aparaty fotograficzne pełne są zdjęć a my pełni optymizmu, że jutro pogoda dopisze na tyle abyśmy mogli kolejny dzień spędzić pośród skał w uroczych kanionach.

sobota, 27 grudnia 2014

Pogoda zmienną jest.

 Wyścig z niskimi chmurami zakończył się remisem. Gdy dotarliśmy na miejsce mgła rozgościła się w niektórych partiach wielkiej dziury.

piątek, 26 grudnia 2014

Białe Święta

 Gdyby brakowało Wam śniegu to ja mam go pod dostatkiem i zapraszam do wspólnego lepienia bałwana:))))

czwartek, 25 grudnia 2014

I co teraz?

Poszukiwania ciekawych miejsc odbywały się różnymi drogami i dróżkami. Niektóre z nich okazały się nieprzejezdne. Ciekawe kto tu się zakopał?

Świąteczny tłok

Duże miasta chwalą się swymi ogromnymi choinkami. Gromadzą się wokół nich tłumy ludzi podziwiających bogato przybrane świąteczne drzewa. A w małych?

środa, 24 grudnia 2014

Czerwone piaski wciągają nas.

Prawie pół kilograma piasku powstałego ze skruszonych korali pradawnego praoceanu przywiozłam z naszej wyprawy na Różowe Koralowe Wydmy.

niedziela, 21 grudnia 2014

Serdeczne życzenia

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia 
i szczęśliwego 
Nowego 2015 Roku 
życzą
Ataner i p.

środa, 17 grudnia 2014

Czary mary; wóda ale nie smary.

 Co kraj to obyczaj ale nawyki (czytaj nałogi) pozostają te same. W nocy nie wiele było widać więc szybko zrezygnowaliśmy z nocnego poznawania miasta pozostawiając sobie tą przyjemność na dzisiejszy poranek. Dosłownie parę godzin snu przed nami nie nastrajało nas optymistycznie przed siedmiogodzinną trasą do Fairbanks. W drodze do hotelu zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej w celu zakupu bylejakiego alkoholu aby uczcić nasze miękkie lądowanie na rubierzach świata i cywilizacji. 
 Zatrzymałam samochód a p. wpłynął tanecznym krokiem do wnętrza rozświetlonego jak najlepsze kasyno. Według tamtejszego czasu była 5 rano i tylko parę osób kręciło się przy dystrybutorach. Tak mnie pozostawił samą na pastwę nieznajomych typków którzy nie śpią po nocy i tylko czekają aby napaść bezbronną kobietę. Tego typu myśli zaczęły mi krążyć po głowię gdy w drzwiach budynku stacji benzynowej ukazał się p. machając do mnie ręką abym weszła do środka. 
Otworzyłam drzwi auta i usłyszałam głos; "tu jest taki wybór, że zgłupiałem i nie wiem co kupić". No tak właśnie objawia się brak wprawy w zakupach. Przed takimi dylematami kobieta staje za każdym razem jak przekracza próg sklepu w którym musi dokonać wyboru co kupić i za ile. Ruszyłam niechętnie swe wymordowane ciało i weszłam do środka. Wolę to niż siedzieć sama w aucie. Nie do wiary. Wnętrze jakby z bajki dla alkoholików. Oprócz kilku torebek z czipsami sześć regałów z wódą. Przystanęłam zdziwiona. Na dzień dobry zamiast kawy wóda! I do tego jaki wybór! Na wielu stacjach benzynowych przyszło nam w życiu tankować zbiornik paliwa i przeważnie alkohol jest trzymany z dala od wzroku potencjalnego nabywcy bo ponoć szkodzi zdrowiu po zażyciu i nie sprzyja kierowcy przy spotkaniu z policjantem. Tutaj natomiast nie dość, że reklamy krzyczą w oknach to w środku nie kupisz wycieraczki gdy potrzebujesz wymienić starą. Nie kupisz nic do auta oprócz paliwa. Zrobiłam rundkę z obowiąku i wybrałam dżin. Pytanie "który" wyprowadziło mnie z równowagi. Dżinów rzeczywiście było kilka rodzajów. Wskazałam wybrany trunek i poszłam do auta oszczędzając siły i nogi na przyszłość. Resztę niech p. załatwia bo przecież wie jak zachować się przy kasie. Po chwili znów pojawił się w drzwiach i wykonał tem sam przyzywający ruch ręką. Co do cholery nie ma na wynos, trzeba spożywać na miejscu? Znów wygramoliłam się zza kierownicy jeszcze bardziej niechętnie bo -10C atakowało bez uprzedzenia za każdym razem jak opuszczałam ciepłe auto. 
- Nie chcą mi sprzedać bez ciebie. - p. wyglądał na zupełnie bezradnego ale i ubawionego tą sytuacją. Zastanawiałam się jak ja mogę pomóc przy zakupie alkoholu. Czy p.wygląda na nastolatka choć nie wygląda a ja wyglądam na staruszkę choć nie wiele mi do jej wyglądu brakuje? Szczególnie o piątej rano po nieprzespanej nocy. Okazało się, że pomimo weryfikacji daty urodzin p. nie mógł kupić alkoholu dopóki ja, która towarzyszyła mu przez króciutką chwilę nie okażę się również pełnoletnia. Nie uczestniczyłam przy transakcji kupna-sprzedaży to i tak pani zza lady według tamtejszych przepisów musiała mieć pewność, że umię obchodzić się z tym zgubnym płynem. Udało się i zapakowaliśmy zakupy do auta które według wskazań p. zawiozło nas do hotelu. Jak zwykle przy wypożyczeniu auta powstaje krótki spór kto pojedzie nieznanym pojazdem i jak zwykle przegrywam ten pojedynek. p. twierdzi, że lepiej poprowadzi mnie przez nieznane miasto a mnie pozostaje tylko kręcić kierownicą. Nie mam nic na swoją obronę ale ile mam stresu zasiadając w nieznanym pojeździe nikt nie wie. Przeważnie pierwsze kilometry pokonuję na ślepo bo zanim wyreguluję fotel, lusterka itd mija dobra chwila. Przełączniki niby w tym samym miejscu ale i tak zanim je poznam narażam się na uwagi pilota, nie zawsze przychylne. 
Prysznic swą cudowną siłą nie przyciągnął mnie do łazienki i rzuciłam się na komputer aby sprawdzić co dzieje się na świecie czyli na moim blogu. Krótki rekonesans po znajomych uspokoił mnie, że wszyscy cali i zdrowi więc odłożyłam kąpiel na rano i ogłosiłam dzień dziecka. Jakie rano przecież za chwilę wzejdzie słońce a ja jeszcze nie w pościeli. Dwie i pół godziny w łóżku to dla mnie stanowczo za mało więc rano ściskałam koce tak mocno, że p. zrezygnował z walki ze mną aby pozbawić mnie przykrycia. Musiałam powtarzać sobie kilka razy, że powinnam wstać bo wakacyjny kierat już ruszył i o wypoczynku nie ma mowy. Gorąca woda lejąca się na moje śpiące jeszcze ciało uświadomiła mi, że kolejny dzień albo kontynuacja poprzedniego już w pełni i trzeba wziąć się w garść.
- Dzisiaj ty prowadzisz! - Udało mi się zaskoczyć p. który pakował torby. Spojrzał na mnie z dezaprobatą i już chciał coś rzec obrzydliwie rozsądnego gdy nie dałam mu szans na mądrusiowanie. - Wczoraj ja jeździłam, dziś twoja kolej.
Efekt mego stwierdzenia był piorunujący. p. prychnął głośno albo parsknął donośnie, że aż kropelki śliny zrosiły na szczęście zamkniętą już torbę. Później dodał, że pojeździłam sobie do woli i o dziwo przejechałam nie więcej niż pięć mil. Co mogłam poradzić, że hotel był tak blisko lotniska.
Poranne zwiedzanie miasta okazało się nieporozumieniem. W każdą stronę miasto kończyło się po kilku ulicach i za żadne skarby nie przypominało Chicago. Dostaliśmy obuchem w głowy bo nasze wyobrażenie największego miasta nie miało nic wspólnego z oglądaną rzeczywistością.
 Anchorage to czyste i zadbane miasto otoczone zewsząd wysokimi górami. Miejsce urokliwe o bardzo specyficznej atmosferze; mieszkańcy jakby wyciszeni i bardzo uprzejmi, nie ma korków ulicznych i czuje się, że tutaj koniec świata i cywilizacji znajduje się już za kolejnym zakrętem. Będzie o tym jeszcze później ale teraz postanowiliśmy ruszyć na północ aby przekonać się na własne oczy czy Alaska zawładnie naszymi sercami na zawsze.

piątek, 12 grudnia 2014

Lekkie opóźnienie.

 Na smakołyki w samolocie nie ma co liczyć więc przed wyjściem z domu zjedliśmy porządny obiad w postaci steków i sałaty. Mięso będzie siedziało w żołądku przez parę godzin więc o głodzie lub ssaniu w trzewiach nie bedzie mowy. Sałata pomoże w trawieniu półkilogramowego mięsiwa. W połowie domowego przysmaku zrezygnowałam bo takiej ilości nie byłam w stanie zjeść. 
Do odlotu samolotu mieliśmy jeszcze wystarczająco dużo czasu więc picie kawy wypełniło nam jego nadmiar. Wyszliśmy z domu już lekko spóźnieni pomimo tego, że nie było ku temu żadnych przesłanek. 
 Dopiero roboty drogowe które trwają od kilku lat w związku z powiększaniem lotniska O'Hare wyprowadziły nas z równowagi. Od strony Chicago dojazd jest w miarę prosty i szybki ale od zachodu objazd dłużył się w nieskończoność. 
Potwierdzenie emailowe lub wydrukowana w domu kartka potwierdzenia wylotu wystarczyło do przekroczenia bramki odprawy biletowej. Teraz jeszcze odprawa antyterrorystyczna i droga na pokład będzie wolna. Wrzuciliśmy nasze bagaże na taśmociąg i gdy jeden wyszkolony pracownik prześwietlał nasze osobiste rzeczy p. "zapiszczał" w bramce. Od zawsze wiedziałam, że zadaję się z podejrzanym typem ale do tej pory o tym wiedziałam tylko ja.
Zamarłam bo sama na Alaskę nie polecę pozostawiając w łapach służb porządkowych nawet takiego typa jak mój mąż. Przeszłam przez kontrolę bez problemu i wszystkie nasze rzeczy ułożyłam na ławce obok. Zaczęłam przyglądać się czynnościom mającym dowieść, że p. nie powinien latać pojazdami podniebnymi a spędzić kilka godzin w areszcie aby później znaleźć się w więzieniu o zaostrzonym rygorze. 
Został poproszony o zdjęcie butów i zaproszony do specjalnego akwarium z wirującym ramieniem-skanerem. Po prześwietleniu pomazano mu dłonie specyfikiem uczulonym na narkotyki i gdy to nic ciekawego nie wykazało byliśmy wolni ale bez butów na które przyszło nam poczekać kolejne pięć minut. Czas upływał nieubłaganie i kurczył się zbyt szybko. Do rękawa prowadzącego do naszego samolotu mieliśmy kilometr jak nie więcej i gdy do niego dotarliśmy oprócz nas były jeszcze trzy osoby. Każdy podróżny widać nie mógł się doczekać wylotu bo do startu było jeszcze 10 minut i wolał siedzieć w samolocie niż rozkoszować się wolnością przed sześciogodzinnym lotem.
Wreszcie przyszedł czas i na nas aby wejść do środka i okazało się, że nie ma ani jednego wolnego miejsca oprócz dwóch czekających na nas. Na moim miejscu przy oknie siedziała panienka udająca sklerozę gdy poprosiliśmy ją aby posadziła swą pupcię na przynależnym jej miejscu. Z grymasem bólu pozwoliła mi zająć moje miejsce i już więcej nie miałam okazji na nawet krótką z nią rozmowę gdyż rozdzielał nas p. co uważam za bardzo dobre rozwiązanie.
Rękaw odjechał od kadłuba zaraz jak zapięliśmy pasy i rozpoczęło się długie kołowanie na pas startowy.
 Alaska wydaje się popularnym miejscem bo ciężko kupić bilety na lot bezpośredni pomimo tego, że jest kilka linii obsługujących to połączenie. Udało mi się sfotografować Air Alaska i Frontier które przed nami miały wyznaczony start.
Wreszcie start po półgodzinnym kołowaniu po lotnisku.
 O'Hare nie jest największym lotniskiem na świecie ale dzierży palmę pierwszeństwa w ilości przylatujących i odlatujących samolotów. Zaletą jego jest bliskość Chicago i dwóch autostrad biegnących ze wschodu na zachód i z północy na południe.
Duże czy małe to pojęcie względne ale i tak wygląda imponująco z lotu ptaka. Szybko wzbijaliśmy się na wysokość przelotową i po chwili już tylko chmury widać było za oknem.
Na pokładzie linii krajowych trzeba płacić za posiłki, internet i telewizję oraz za bagaż. Wszystko płatne plastikiem a nie gotówką. Przepraszam zapędziłam się w płaceniu, jedynie kawa jest za darmo!
Problem z oglądaniem pojawił się od razu gdyż odległość do ekranu w fotelu przede mną była tak mała, że trudno było mi wyostrzyć wizję na odległość łokcia. Zrezygnowaliśmy zatem z oglądania kolejnego odcinka Planety Małp na malutkich monitorach i pogrążyliśmy  się w letargu na sześć godzin. O spaniu nie było mowy bo fotele zupełnie do tego się nie nadają.
Lotnisko w Anchorage też lubi piechórów i do wypożyczalni aut tachaliśmy swoje bagaże kląc jak dwa szewce bo nigdzie nie mogliśmy znaleźć wózków. Doszliśmy umordowani i po odebraniu samochodu ruszyliśmy na krótki nocny rekonesans po największym mieście Alaski. 

środa, 3 grudnia 2014

Oda do drogi

 Ostatnie dwa dni wakacji psują nam humory i już nie tryskamy radością zarażając samych siebie entuzjazmem i chęcią poznawania nowych miejsc. Czasami przychodzi paskudna myśl do głowy, że nie chce nam się wejść na kolejną skałkę. Tak było i tym razem. Dzięki temu, że podróżujemy we dwójkę to wspomagamy się i wspólnymi siłami zwalczamy chwilowe słabości ducha.
Spacer po szczycie wzniesienia w upalny dzień nie nastrajał nas do podskoków więc wolno, noga za nogą jak skazańcy wlekliśmy się wytyczoną ścieżką. Czekało nas spotkanie ze skamieniałymi kawałkami drzew. Choć temat ten już nam znany ale zawsze ciekawy i warto było spocić się jak maratończyk na olimpiadzie.
 Żałując, że to nie jest kopalnia kamieni szlachetnych i nie ma co odłupywać kawałka skały ruszyliśmy w ostatni etap wakacyjnej eskapady. Przed nami jakże dziwna droga kładła się pośród skał i równin.
 Jeszcze jesteśmy w Utah i podąrzamy na północ do Colorado drogą numer 12. Podaję tą informację dla tych którzy kiedyś zapuszczą się w te tereny aby nie pojechali inną trasą. 
Droga z nikąd do nikąd łączy miasteczka do których można dojechać w inny sposób ale pomimo braku strategicznego jej znaczenia powstała tylko dla tyrystów. Nie można pominąć faktu, że Million-dollar Road (Droga miliona dolarów) jest jedną z najciekawszych i chyba najtrudniejszych do wybudowania. Nasz przejazd został udokumentowany zdjęciami poniżej. Nie będzie opisów bowiem wirtualną podróż każdy przeżyje na swój sposób.
Krowa po lewej ma chyba piątą nogę pod gardłem?
 Podziwianie naskalnych rysunków zawsze wprawia nas w zakłopotanie bo wydaje nam się, że są one odnawiane aby przyciągnąć turystów. Czy prawdziwe czy nie zostały pobieżnie obejrzane i po krótkiej przerwie powróciliśmy do auta aby 36C nie rozpuściło naszych wycieńczonych ciał.
97F=36C


Kolejny tunel zaprowadzi nas w zaczarowaną krainę przygód których końca nie będzie!