piątek, 17 czerwca 2016

Kaktusy

Gdyby nie wszechobecna flaga w paski to można by pomyśleć, że jesteśmy w Meksyku. Kaktusów takich rozmiarów może pozazdrościć każda palmiarnia a rosnący okaz przed lub obok domu mógłby być chlubą na skalę całej wsi lub miasteczka. 
Lubię kaktusy w naturze bo wtedy mają odpowiedni kolor i otoczenie sprawia, że są jeszcze ładniejsze. W doniczkach w domu jakoś giną i traktowane są jako kolejna roślina w domu. Po wielu zmaganiach udało się nam wyselekcjonować kaktusa który z łatwością przeżywa chicagowskie minus dwadzieścia pięć Celsjusza podczas zimy i kwitnie co roku wściekle żółtym kwieciem. Od razu zdradzę tajemnicę hodowania kaktusów w ogrodzie abyście sami mogli zaskoczyć znajomych cudem w ogrodzie. Lato kaktusom nie zaszkodzi więc można o nie nie dbać w owym czasie. Pod koniec jesieni zaczyna się proces osuszania rośliny która ma przetrwać najgorsze mrozy. Ponieważ kaktusy są jednym wielkim zbiornikiem wody trzeba go osuszyć przed nadejściem zimy. Zakładam, że kaktusa hodujemy na łatwo przepuszczalnej glebie czyli prosto mówiąc/pisząc na piasku z dodatkiem ziemi ogrodowej. Przed nadejściem mrozów kaktus powinien wyglądać jak uschnięty, pomarszczony i wielokrotnie leżący na ziemi. Bez wody przetrwa zimę gdyż mróz nie rozsadzi kaktusa a na wiosnę w ciągu trzech tygodni mamy roślinę jak nową która zakwitnie w maju. 
Polecam opuncję przywiezioną z Grecji lub innego kraju gdzie takowe rośliny żyją na wolności.
 Ogrodowe okazy nigdy nie będą tak dostojne jak dzikie więc gdy tylko mamy okazję pooglądać je na żywo zatrzymujemy się i patrzymy na nie z wielką przyjemnością. Południowa Arizona ma ich pod dostatkiem i dlatego nasze częste postoje wielokrotnie zniweczyły nasz plan podróży. Ostatnio mieliśmy okazję zabłądzić w okolice do złudzenia przypominające Meksyk. Upał, sucho aż skóra na twarzy się kurczy i oczywiście kaktusy! 
Dużo ale niestety za ogrodzeniem. Hmmm, USA grodzi wszystko uniemożliwiając dzikim turystom na wędrowanie tam gdzie im się podoba. Moje wysiłki aby dotrzeć w bezpośrednie sąsiedztwo jednego z nich zamieszkiwanego przez ptaki okazały się daremne. Ja oczywiście w sandałkach nie odważyłam się na forsowanie ostrych kamieni porozrzucanych pośród resztek martwych kaktusów. Nie chciałam ryzykować stąpania po kolcach które były w stanie przebić podeszwę lekkiego obuwia. Z kłopotu wybawił mnie teleobiektyw i ptaszek na kaktusie jest całkiem dobrze widoczny. 
Cwane ptaki wykorzystują kolczaste rośliny jako ochronę przed drapieżnikami i w miękkim pniu saguaro drążą dziuple. 
Pustynne tereny przeważnie kojarzą się właśnie z kaktusami ale wbrew pozorom tam gdzie rzeczywiście jest tragicznie sucho kaktusy nie rosną. Takie tereny mają specyficzną florę, krótkotrwałą i o bardzo atrakcyjnych kształtach. Arizona jest jakby przedłużeniem Meksyku na północ i aby zobaczyć ich więcej powinniśmy przekroczyć granicę. Póki co tyle powinno nam wystarczyć ale kto wie czy nie wybierzemy się tam gdzie są ich tysiące.