środa, 31 sierpnia 2016

Expo-zycja błota.

 Nadszedł czas gdy zdecydowaliśmy się na zakup domku do naszego pickupa. Na tutejszym rynku modeli jest dużo ale jakoś nie mogliśmy zdecydować się na ten jedyny. Dodatkowo wyposażenie takiego niby mieszkania miało dla nas duże znaczenie i postanowiliśmy zapoznać się z tematem z pierwszej ręki czyli nie od producenta ale od użytkownika.
Mokre +5°C zawaliło sprawę dokumentnie. Wystawa na którą przyjechaliśmy specjalnie w okolice Flagstaff w Arizonie okazała się totalnym bałaganem organizacyjnym. Trochę to dziwne bo takie przedsięwzięcie organizowane jest dwukrotnie w ciągu roku. Raz na wiosnę a drugi jesienią. Celem naszej wizyty na Overland Expo było zapoznanie się ze specjalistycznym sprzętem dla ludzi którzy chcą dojechać w niedostępne dla zwykłych zjadaczy chleba tereny i przeżyć tam dowolnie długi okres. Mieliśmy zamiar porozmawiać z użytkownikami produktów i poznać ich opinie. Interesowały nas; jakość, wykorzystanie możliwości i sprawność danego wyrobu. Na naszej długiej liście pytań znalazły się między innymi; baterie słoneczne,  akumulatory deep cycle, filtry powietrza do silnika zdatne do ponownego użycia, lodówki o najdłuższej żywotności,  filtry uzdatniające wodę z kałuży do picia oraz kompaktowe toalety. Teoretycznie odpowiedzi na nasze pytania są gdzieś w internecie i nie potrzeba ruszać się z domu aby wszystko mieć załatwione. My jednak zdecydowaliśmy się na interaktywny sposób rozwiązania problemu.
Takiego rozwiązania gdzie oparcie siedzenia jest w oknie nie spodziewałam się w najgorszym koszmarze!!!
Rozmawiając na przykład z użytkownikiem lodówki można dowiedzieć się czy lepiej zasilać ją gazem, prądem z akumulatorów czy przetworzonym napięciem 120v, czy trzeba zastosować dodatkowe wiatraki chłodzące czynnik oziębiający wnętrze lodówki, czy taki model nie podda się w temperaturze +55°C. Dodatkowo można dotknąć i popatrzeć z każdej strony. Internet takich możliwości nie ma i dlatego zdecydowaliśmy się na wyjazd.

To tylko przykład jak wiele pytań ma potencjalny nabywca.
Pomimo aury tak ponurej, że żal było opuszczać hotel ruszyliśmy na spotkanie uśmiechniętych szaleńców którym GPS a nie asfalt autostrady wskazuje kierunek. Mogłabym narzekać bez końca albo chwalić organizatorów, że nie poddali się gdy nocą posypało śniegiem. Nasz zapał ulotnił się jak dym z papierosa i brodzenie w błocie po kostki uznaliśmy za bezpodstawny dowód poświęcenia. Zwiedzający których o dziwo nie brakowało snuli się szutrowymi alejkami wpatrzeni w kałuże których czasami nie dało się ominąć. Wystawcy swoje ekspozycje przykryli plastikowymi płachtami a sami rozgrzewali się w znany od wieków sposób, gorącym napojem z procentami. Pół godziny zwiedzania bałaganu na błotnistym terenie skierowało nas do auta. p. na samym początku wyraził niepochlebną opinię i po jednej próbie, zupełnie nieudanej, zdobycia informacji zamilkł i podążał za mną milczący i ponury jak niebo nad nami.
Nasz wyjazd okazał się zupełnym fiaskiem. Wystawcy nie mieli nastroju do rozmowy a o udzielaniu wyczerpujących informacji nie było mowy gdy mokro i zimno. Pozostał nam internet i wiele godzin czytania opisów które nie koniecznie są prawdziwe.

piątek, 26 sierpnia 2016

Dwa i pół miliona lat z Żurawiem Kanadyjskim.

 Rutynowa wizyta na stacji benzynowej w Steele w Północnej Dakocie okazała się bardzo ciekawa. Jak zwykle p. tankował pojazd gdy ja w tym czasie udałam się do łazienki. Na tej stacji można kupić dobrą kawę i przy okazji coś do zjedzenia. Po obejrzeniu wszystkiego co oferowane było na wieszakach i półkach w mini sklepiku spotkaliśmy się w części przeznaczonej dla głodomorów. Ja stanęłam w kolejce po dwie duże kawy a p. w drugiej aby zakupić kanapkę o długości jednej stopy w Subwayu. Odległość około trzech lub czterech metrów nie przeszkadzała aby p. wyprowadził mnie z równowagi.
- Pewnie chcesz zobaczyć to straszydło z bliska.
- Pewnie, że tak. Zaraz pójdziemy.
- Odpowiedziałam w miarę cicho bo do porozumiewania się na odległość już dawno wymyślono telefon i było mi niezręcznie rozmawiać ponad głowami znajdujących się wokół ludzi.
- Już to widzę, jak paradujesz z papierowym kubkiem i bułą aby zobaczyć kolejną atrakcję. - Milczenie jest złotem ale akurat wtedy o tym zapomniałam. Nastąpiła uczuciowa wymiana zdań która na dobrą sprawę nigdzie nie prowadziła. Jeżeli p. chciał podnieść mi ciśnienie krwi w ospałym z nudów organizmie to przyznam, że udało mu się wspaniale. Z wielką przyjemnością przypomniałam p., że nie jadam podczas spaceru a kawę oczywiście wezmę nawet na szczyt Mt. Everest jak przyjdzie mi taka ochota. p. nie dawał za wygraną i podkręcał tempo wymiany zdań.  Wiem do czego pił, gdy jem hamburgery, burito albo coś co jest większe niż otwarcie moich szczęk to gdy usiłuję ugryźć bułę w której jest mięso, trawa, ketchup i majonez to z drugiej strony wszystko zaczyna się wysuwać. Nie mam paszczy jak hipopotam jak niektórzy. Przed utratą zawartości posługuję się palcami i czy chcę czy nie mogę być wzorcem jak nie należy jadać szybkiego żarcia. Po prostu nie umiem tak jeść. Jeszcze kilkanaście lat i być może nabiorę wprawy w takim jedzeniu albo zacznę nosić ze sobą plastikowy nóż i widelec. Przekomarzamy się zatem na całego bo nie była to kłótnia gdy niespodziewanie nadeszła moja kolejka na zamówienie.
- Co dla ciebie? - Po drugiej stronie lady młodzian starał się uśmiechać pomimo tego, że było już późne popołudnie i zapewne myślał o swej ukochanej kanapie przed TV albo o butelce piwa.
- Poproszę dwie duże kawy. - Rzuciłam zamówienie i znów zajęłam się walką na słowa. Jednak p. tylko patrzy na mnie z brwiami podniesionymi na środek czoła. Oczy ma wielkie a usta zaczynają drgać w początkowej fazie uśmiechu.
- On cię nie rozumie.
- Czego znowu nie rozumiesz?!
- Trzeba mieć świętą cierpliwość do mojego męża i ja ją mam na co dzień i od święta.
- On nie rozumie po polsku. - p. kiwnął głową w stronę przyjmującego zamówienie. Minęła sekunda albo dwie gdy dotarło do mnie znaczenie słów i gestów. Odwróciłam głowę i z paraliżująco niewinnym uśmiechem ponowiłam prośbę ale tym razem w rozumianym tutaj języku. Strawę zjedliśmy nie zostawiając ani okruszynki. Nie dlatego, że była to potrawa godna zapamiętania o wykwintnych zawijasach smakowych ale dlatego, że od domu dzieliło nas dziesięć godzin jazdy i nie przewidywaliśmy innych postojów jak na tankowanie.

Ja zabrałam kubek z nie dopitą kawą a p. swoją zostawił w aucie. Gdy znaleźliśmy się w pobliżu pomnika Kanadyjskiego Żurawia prawie straciłam ciągle ciepły napój. Poszukałam kamienia aby na nim postawić zupełnie zbyteczną kawę. Nie chciałam stawiać go bezpośrednio na trawie lub ziemi w obawie przed mrówkami albo innymi robalami. p. już zrobił kilka zdjęć więc w pośpiechu chciałam uwolnić jedną rękę. Moje wolne kojarzenie sprzed kilkunastu minut nie miało nic wspólnego z tym co rozegrało się w ciągu ułamka sekundy. Niedbale postawiony kubek stracił równowagę zamierzając położyć się na boku. Widziałam jak przechyla się aby wylać moją kawę. Czas przestał płynąć i ucichły zegary. Szanse na ratunek były znikome ale pewność siebie przyniosła zwycięstwo. Dłoń ruszyła w pościg i udaremniła niecny zamiar kubka. Trzymałam kubek z powrotem w ręce. p. nie byłby sobą gdyby nie kląsknął lub nie cmoknął przy przeczącym ruchy głowy. Uświadomiłam sobie, że jestem non stop obserwowana nawet gdy p. patrzy w inną stronę.
Zrobiłam kilka zdjęć tego wątpliwej urody pomnika i zastanowiłam się co to za ptaszysko niesamowite, że zasługuje na pomnik. Przeczytałam tablicę informacyjną i podparłam się internetem.
- Nieprawdopodobne! - Gdy czytałam o tym przedziwnym ptaku nie informowałam p. o postępie jaki uczyniłam. Czekał cierpliwie wiedząc, że i tak wszystko mu opowiem. Postaram się jakoś to poukładać w strawną całość bo ptak ten zasługuje na szczególną uwagę.
Sandhill Crane albo Żuraw Kanadyjski jest prawie taki sam jak dwa i pół miliona lat temu. Ze względu na różnorodność rozmiarów znalezisk tak jak i żywych przedstawicieli gatunku trudno jednoznacznie określić początek pochodzenia ptaka. Ogólnie uznano, że najstarsze szczątki pochodzą z okresu sprzed 2.3 - 1.8 milionów lat. Można by rzec, że to żywy pterodaktyl o różnorodnych upodobaniach gdyż niektóre zmieniają miejsce pobytu wraz ze zmianą pory roku a inne pozostają w tym samym miejscu przez cały rok.

Żuraw Kanadyjski zamieszkuje Amerykę Północną i Syberię oraz Kubę gdzie jest ich ok 300 sztuk. W USA latem upodobały sobie miejsce niedaleko Albuquerque w Nowym Meksyku gdzie przybywa ich około 10,000. Jednakże Nebraska bije rekordy gdy migrują te niezmienione od milionów lat ptaki. Nad rzeką North Platte jednorazowo można ich zobaczyć pół miliona.
Wymiary ptaka są bardzo zróżnicowane i ornitolodzy mają urwanie głowy z nazewnictwem. Pozostawmy szczegóły naukowcom a warto wiedzieć, że ich maksymalne wymiary to; wysokość do 122 cm, waga do 6.7 kg, rozpiętość skrzydeł do 2.3 m.

Rzeźba nie przypomniała mi o tym, ale zdjęcia w internecie tak, że dużo wcześniej mieliśmy okazję zobaczyć żywe okazy w Michigan. Było to w roku 2008 i zrobiliśmy im kilka zdjęć bo wydawały nam się bardziej podobne do strusia niż do ptaka latającego. Były dziwaczne i wielkie, dlatego zwróciły naszą uwagę swymi rozmiarami i wyglądem.
Powyżej zdjęcie sprzed lat.

piątek, 12 sierpnia 2016

Co widzi krasula gdy po wzgórzach hula.


 North Dakota (Dakota Północna) jest trochę nijaka. Brak zabytków nawet w skali północno amerykańskiej gdzie zabytkiem jest nawet rupieć ze strychu prababki. Brak krajobrazowego szaleństwa i brak historycznych wybryków którymi może poszczycić się jej południowa siostra czy Wyoming.
 O tym, że nic nie ma w Dakocie Północnej już wiecie ale zawsze przecież coś tam jest. Będąc sprawiedliwą wspomnę o ropie naftowej której intensywne wydobycie fatalnie odbiło się na wizerunku sennej Dakoty. Powstające szyby wiertnicze i pompy zupełnie nie pasują do krajobrazu. To moje zdanie na ten temat ale bogacenie się Stanu to jakby priorytet w drodze do dobrobytu. Żeby nie było tak zupełnie nic to pomysłowi mieszkańcy uatrakcyjniają swój Stan bez charakteru. Prerią można zachwycić się na chwilkę ale bardzo surowy to teren. Zimą jest przeraźliwie zimno a stolica Bismarck notuje rekordy poniżej zera. Latem natomiast preria nagrzewa się jak żelazko z zepsutym termostatem. Upał wzrasta z godziny na godzinę i najcieplej jest około piątej po południu.
 Aby podróżujących jakoś rozerwać to przy autostradzie I-94 powstają nie lada atrakcje. O największych rzeźbach z metalu pisałam już wcześniej tutaj. Teraz przyszedł czas na krowę. Tak, oto właśnie krowa może być atrakcją bo jak wyglądają dinozaury to każde dziecko wie ale czy naprawdę mleko pochodzi z fabryki?
W mieście New Salem na wzgórzu stoi sobie Sue. Pomnik krowy rasy Holstein. Kilka razy mijaliśmy Sue bez szczególnego zachwytu i nie odwiedziliśmy jej wcześniej. Jednak nadszedł czas kiedy i my zjechaliśmy z autostrady aby podziwiać największą krowę świata. Jest duża bo ma 11.6 m wysokości, 15.2 m długości i waży prawie 5,5 tony. Pomnik powstał w 1974 roku i wzniesiono go za 40.000 dolarów. Jeżeli liczby nie przemówiły do wyobraźni w co nie wątpię bo sama zdziwiłam się rozmiarami to popatrzcie sami jaki mały jest człowiek który chciałby napić się świeżego mleka.

 Krótki spacer okazał się bardzo przyjemny i z wielką przyjemnością rozkoszowaliśmy się widokiem jaki od lat podziwia Sue. Przed nami roztaczał się widok zasobnego kraju tak dużego, że każdy z łatwością znajdzie miejsce na wypoczynek, chwilkę relaksu czy miejsce zamieszkania na całe życie.
Otarliśmy pot z czoła i ruszyliśmy na spotkanie pewnego ptaka który oczekiwał nas w bezruchu.