Bliżej rozwiązania zagadki

2140 dni
Chwytam kilka słów po hiszpańsku.

2116 dni
Jestem członkiem Expedition Portal

2100 dni
Zaczynam zastanawiać się, czy nie przeholowaliśmy z naszymi zamiarami.

2038 dni
Zapisałam się na kurs pływania i nurkowania.

2011 dni
Wreszcie przyszły zamówione mapy i zabieramy się do opracowania trasy pomimo tego, że mamy jeszcze sporo czasu.

1969 dni
Padło w końcu na Toyotę.

1943 dni
Po rekonensansie na Overland Expo WEST
zrezygnowaliśmy z Toyoty i znów szukamy ideału.

1907 dni
Chłop chodzi po chałupie i głową w ścianę łupie. Temat trudny do zgryzienia ale musimy w końcu się zdecydować na pojazd albo formę podróżowania. Ja już popadam w depresję i zaproponowałam wygodne buty i plecaki. 

1856 dni
Do końca roku ani słowa o dniu numer zero.  
W miarę rozgryzania problemu staliśmy się bardziej ostrożni i przezorni. Sam pojazd (nie zakup) pomimo tego, że wiemy jakiego typu powinien być daje nam tyle emocji, że nic nie wiemy. Czy o pół metra dłuższy będzie przeszkadzał w wąskich uliczkach latynoskich miast i wsi czy da nam większy komfort powiększonej powierzchni mieszkalnej.
Krótszy? Dłuższy?
Hiszpański wolno, bardzo wolno przyswajam.
Pojazdu nie mamy ale już jesteśmy przygotowani na chodzenie po wysokich trawach pełnych jadowitych węży. 
Wiemy, że Toyoty nie będzie z nami. Gdy znajdziemy odpowiedni egzemplarz to będzie to Chevrolet Silverado 2500 HD albo Ford F250 SD.
 
1837 dni
Dziś wreszcie zrobiliśmy pierwszy krok ponad przepaścią i kupiliśmy wymarzony pojazd czyli poważne 4X4 w srebrnym kolorze. 
Teraz zaczyna się kolejny etap realizacji zamierzeń.

1736 dni
Dziesięć minut po północy zostałam obudzona przez p.. Z wypowiadanych przez niego słów niewiele zrozumiałam ale nie było dymu ani ognia w domu co oznaczało, że nie pali się. Skąd zatem taki pośpiech? p. postanowił podzielić się swoimi wątpliwościami co do wytyczonej drogi. Gdy już po kilku minutach rozumiałam pojedyńcze słowa i potrafiłam je złożyć w zdanie, zrozumiałam, że p. proponuje sprzedaż pojazdu zakupionego sto dni temu i zaciągnął mnie przed ekran monitora. 
- Co myślisz o takim pojeździe? - Patrzyłam ze zgrozą na sylwetkę zupełnie innego auta. 
- Nie! - Kategoryczne "nie" sformułowałam dopiero po dwóch godzinach rozmowy i przemyśleń. - Zostajemy przy tym co mamy i nie budź mnie przed południem. 
- Ależ oczywiście śpij ile chcesz. - Czy doczekam dnia zero nie wiem ale na pewno w tym czasie nabawię się nerwicy.

 1630 dni
 Zupełnie na wyrost ale i tak konieczne;
Od momentu gdy p. pozbył się starych aparatów fotograficznych i ja w ten sposób straciłam swojego ukochanego Lumixa FZ8 nie mam swojego tego własnego aparatu. Zawsze trafiał mi się jakiś ochłap z pańskiego zasobu. p. od czasu do czasu wpada w panikę, że pozostaje w tyle za nowościami i dogania galopujący świat techniki. Trzy tygodnie temu zostałam zaciągnięta do sklepu abym mogła zobaczyć jaki kiedyś dostanę aparat. Do wyboru były dwa i tak na prawdę to żaden mi nie przypadł do gustu. Nie lubię dużych bo są  ciężkie i uciążliwe podczas naszych wycieczek. Brałam do ręki, ważyłam, przykładałam do oka i nic we mnie nie drgnęło. Nie zakochałam się w żadnym z nich. Musiałam się niemiłosiernie nagłowić jak delikatnie oddalić chwilę zakupu aparatu którego nie lubię. Zapewne moja mina lekko kwaśna i niezdecydowana powiedziała to chciałam wyrazić słowami. 
- Przymusu nie ma. - Kwaśno wyjaśnił p.. - Znajdę coś specjalnie dla ciebie. Te nie są  w twoim stylu. - Kamień z serca potoczył się z hukiem w przepaść przerażenia, że będę musiała posługiwać się jakimś dziwolągiem. Odetchnęłam z ulgą ale zostałam wciągnięta w pułapkę. 
- Pokażę ci jaki aparat musimy kupić. - p. uśmiechnął się i wskazał palcem egzemplarz zupełnie nie w jego stylu. 
- Taki? - Wypaliłam jak armata na statku korsarzy to znaczy głośno i mało celnie. Dawno temu ustaliliśmy, że wygoda przede wszystkim a nie jakość za wszelką cenę. Patrzę i oczom nie wierzę. Nikon, duży i olbrzymi. Superzoom do 2000 aparat zbudowany wokół obiektywu.
- Cena jak w internecie, kupujemy? 
- Kupujemy. - Zgodziłam się bez zastanowienia bo i tak p. kiedyś by go kupił więc niech będzie teraz. Przynajmniej na jakiś czas zapomni o moim dylemacie czy polubić to co mam czy samej starać się znaleźć ideał. Przez tydzień p. był zajęty poznawaniem nowego nabytku i wydawało mi się, że temat jest zamknięty na dłużej.
Minęło zaledwie kilka dni. Piekliłam się w kuchni bo wymyśliłam dość pracochłonny obiad i nie dość, że robota mi nie szła to mój ulubiony pomagier czyli mąż od dłuższego czasu nie pokazywał się w okolicach kuchni i nie mogłam liczyć na jego pomoc. Raptem pojawił się jak zmora, bezszelestnie i niespodziewanie. Oparty o wysoką szafkę przyglądał się mojej skazanej na zagładę pracy. 

- Dziś kupimy dla ciebie cacko, polubisz go zobaczysz. - Jak zwykle p. musiał powiedzieć mniej niż powiem aby wzbudzić we mnie ciekawość. Zapewne uśmiechnęłam się niezdarnie bo akurat w tej chwili nie byłam w nastroju na podejmowanie decyzji. - Rzuć to wszystko do lodówki, obiad zrobimy jutro. - Sposób na całe zło to właśnie on. - Jutro razem zrobimy wszystko w 10 minut. No rusz się bo umrę z niepewności. - Czy ja śpię, czy ja śnię czy mam halucynacje w biały dzień. Zakupiłam świeże warzywa na sałatkę, specjalnie pojechałam po żywe żabnice a p. tak po prostu "zrobimy to jutro". Przypatruję się tej gadzinie przewrotnej i muszę przyznać, że przedstawił propozycję nie do odrzucenia. Kusiciel ponownie namówił Ewę do grzechu nieróbstwa i cisnęłam ścierkę kuchenną na blat.
Na ekranie komputera była otworzona strona internetowa pokazująca mój nowy aparat fotograficzny. Zaczęłam się zastanawiać czy nie oszalałam słuchając o tym cacku wszystkiego jeszcze raz. Już wcześniej p. opowiadał mi o tym aparacie ale zaporowa cena wstrzymała go od roku przed zakupem. 

- Jest zbyt mały dla mnie a dla ciebie w sam raz. Nie musisz martwić się o obiektywy bo ten który jest w nim, jest na stałe. Należy ci się coś wyjątkowego i mam nadzieję, że polubisz go gdy go dotkniesz. - Zawirowało mi w głowie, tyle kasy za takie gówienko ale przyznam, że mile zostałam zaskoczona. 
- Pokaż go z każdej strony. - Już straciłam resztkę rozumu i chciałam aby natychmiast znalazł się w domu. - No klikaj, kupuj! - Jak dziecko wpatrywałam się jak pieniądze zmieniają właściciela a Sony RX1 rusza w podróż do mnie.
Przesyłka dotarła do nas w ciągu kilku dni i gdy tylko awizo wyjęłam ze skrzynki pocztowej prawie z piskiem kół ruszyłam na pocztę. Małe ale cenne pudełko mogłam odebrać po złożeniu podpisu aby potwierdzić odbiór. W domu po wyjęciu zawartości stwierdziłam, że za te pieniądze to aparat wcale nie ma wyglądu drogiego a wręcz przeciwnie wygląda na plastikowe tanie pśtrykadło. Musiałam mieć nie tęgą minę i p. zapewnił mnie, że dla amatora z aspiracjami profesjonalny sprzęt z górnej półki powinien wystarczyć. Niby wszystko wiem ale jednak upłynie trochę czasu zanim oswoję się z nowym nabytkiem. 


 1616 dni
 Kolejny zakup poczyniliśmy w Iowa dokąd udaliśmy się po rozpoznaniu internetowym. Nigdzie nic innego nie znajdziemy w ludzkiej cenie więc nie ma co czekać na cudowną obniżkę cen. Czas upływa a dostosowanie tego co dostępne na rynku do naszych potrzeb będzie bardzo pracochłonne. Musimy mieć teoretycznie wszystko zanim ruszymy z modernizacją sprzętu.

1353 dni
W zeszłym tygodniu kupiliśmy kolejny aparat fotograficzny. Decyzja zapadła po wnikliwej selekcji firm i modeli oferowanych na amerykańskim rynku. Czy na pewno potrzebujemy jeszcze jeden? Okazało się, że tak bo tam gdzie wkrótce się znajdziemy będzie wilgotno i parno jak w pralni oraz zimno jak na Czomolungmie więc konieczny będzie taki który sprosta niesprzyjającym warunkom dla fotografa. Poszukiwania trwały przez prawie rok i w końcu padło na Fujifilm X-T1 z obiektywem o lekkim zoomie. Cały zestaw jest „weather resistant” czyli pogodowo-odporny. Jego zaletami są małe gabaryty i znakomita jakość zdjęć. Nikon i Canon odpadły właśnie ze względu na wymiary i wagę. Nasz wielko-zoomowiec Nikon P900 jest do sprzedaży gdyż kiepsko wypadł podczas naszych wypraw na Florydzie. Pozbyliśmy się również Forda i obecnie jeszcze raz z rocznym opóźnieniem zaczynamy poszukiwania pojazdu idealnego. Już się boję następnego roku ;-)
Jedyną pocieszającą mnie rzeczą w naszych przygotowaniach jest wyznaczenie trasy w 95% choć nie wiemy w jakiej kolejności dotrzeć do wyznaczonych punktów. Problem sam się rozwiąże w odpowiednim czasie czyli na żywo gdy nie da się go odłożyć na później. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz