piątek, 20 października 2017

Co drze opony.

- Jadę po zielonym asfalcie! - Albo byłam tak zmęczona albo rzeczywistość mnie zaskoczyła.
- Co? Jedziesz po zielone? - Zaspany p. jeszcze nieprzytomny a już się uśmiechał, że “zielonych” nam przybędzie. Głodnemu zawsze chleb na myśli. Oczy miał otwarte ale ciągle trwał w pozycji z której nie łatwo znów powrócić do takiej jaka przystoi człowiekowi. Spanie na przednim fotelu podczas jazdy można uznać za zupełnie niemożliwe i jeżeli komuś to się udało to wie, że wiele trudu trzeba włożyć w to aby znów usiąść i oprzeć się o oparcie. Pomijam już ułożenie nóg ale wygięcie kręgosłupa w potrójny paragraf można uznać za zagrażające życiu. Bardzo wolno p. zajął normalną pozycję ale proces ten urozmaicił stękaniem i jęczeniem. Zupełnie jakbym go maltretowała. Jak to jest, że po wypoczynku wyglądamy bardziej zmęczeni niż przed nim.

- Zaraz się skończy więc patrz szybko.
- Skąd wiesz?
- No wiem i już. Miałam już taki odcinek, że aż w głowie się kręciło.
- A mówiłem nie pij świństwa… Dobrze, dobrze nic nie mówiłem. 

Przed nami autostrada znowu zmieniła kolor i p. w końcu zaczął robić zdjęcia. Mieliśmy całkiem niezłą zabawę w zgadywanie koloru który nastąpi po obecnym. W miarę jak zabawa nabierała rumieńców autostrada zdecydowanie utrudniała nam przewidywania. Do zmiennego koloru całej autostrady doszły kolorowe pobocza. Przestaliśmy zgadywać bo uznaliśmy, że nie jesteśmy w stanie zgadnąć co przed nami. 
- Co ukopią w okolicy to taki jest asfalt albo beton. Wypada zmieniać się w takim tempie jak zmieniają się czasy aby nie zostać w tyle. Jeżeli beton był szary to już tylko był bo obecnie może być na przykład granatowy albo różowy. Jednak najlepiej jakby był...
- Czerwony! - Dokończyłam za niego. p. stracił dobry humor albo tylko udawał bo rozszyfrowalam jego rewelację. Znam jego upodobania i nie trudno mi było zgadnąć, że dla p. kolor to oczywiście krwista czerwień a nie szary czy jakiś beżowy.  Mijały godziny i kolor nawierzchni powrócił do swej beznadziejnie monotonnej barwy i podróż urozmaicały nam większe lub mniejsze nierówności.
Zachodnia część Północnej Dakoty i Montana mogą pochwalić się zupełnie nietypową nawierzchnią. Krótko mówiąc jedziemy tam po kocich łbach. Tak po kamieniach! 

W ostatnią warstwę asfaltu wgniatane są malutkie kamienie. Taki asfalt jest wyjątkowo równy i trwały bo nie widać śladów zużycia ani dziur. Jedzie się jak po zamarzniętym jeziorze.
Aż trudno uwierzyć, że po latach z przyjemnością jechałam po nawierzchni naszych dziadków.