Zwykłemu zjadaczowi chleba przychodzą natychmiast na myśl trzy najważniejsze postacie związane z tym Stanem którymi są; Serpentyna, Sam Walton i ex prezydent Bill Clinton. Tego ostatniego pominę zupełnie w tym poście bo... Warto natomiast wiedzieć, ze Sam Walton byl twórcą drugiego mocarstwa finansowego jakim jest Walmart (pierwszym jest Royal Dutch Shell, dane na rok 2013). Teraz już wiadomo, ze Serpentyna zainteresowała mnie najbardziej. Powodów jest wiele aby o niej napisać kilka tomów, ja jednak streszczę się do do niebywale krótkiej formy.
Ludzie
mówią, ze internet to blaga, ze na blogach ani słowa prawdy nie
znajdziesz bo każdy ubarwia i kłamie aby zdobyć popularność. Nic mi o
tym nie wiadomo bo jakoś tak blądze w wirtualnej rzeczywistości, ze nie
trafiam na naciągaczy i czytając Wasze opowieści wierze, ze staracie się
przekazać to co przeżyliście, wasze odczucia i myśli. Któregoś dnia sławna blogowiczka zamieściła post o swym (proroczym) śnie ze mną w roli głównej.
- Czy to możliwe, ze piszą o tobie posty za życia? - Zadrwił ze mnie p. z którym, natychmiast po przeczytaniu posta Serpentyny, podzieliłam się nowina. Jako ostatni z niedowiarków p. rzadko ulega iluzjom i nie działa pod wpływem chwili. Pomyśli, poduma i podejmie decyzje. Jakie było moje zdziwienie gdy po chwili usłyszałam; zróbmy tak aby jej sen się spełnił, wpadnijmy do niej na kawę. Obsypałam go trzema pocałunkami w jeden policzek i zaczęłam piszczeć jak nastolatka.
- Kiedy? - Zapytałam trochę trwożliwie bo z dziadami nigdy nie wiadomo.
- W przyszłą sobotę. Najpierw trzeba zadzwonić i umówić się na spotkanie bo to 12 godzin jazdy.
Po tygodniu w piątek a nie w sobotę ciut po południu zameldowaliśmy się przed drzwiami domu Serpentyny. Wiedziałam, ze będzie wspaniale bo po kilku rozmowach telefonicznych odkryłam bratnią dusze w Little Rock. Po wymianie serdecznych uścisków na dzień dobry rozpuściłyśmy swe języki zapominając o bożym świecie. Należą się wielkie podziękowania przedstawicielom płci brzydkiej którzy zajęli się całą resztą jak napojami i przygotowaniem posiłku bo my mogłyśmy tylko gadać i gadać zapominając o otaczającej nas rzeczywistości.
Tematów poruszyłyśmy tysiąc sześć ale oczywiście żadnego z nich nie wyczerpałyśmy pozostawiając sobie furtkę na ich dokończenie w przyszłości. Gdy czas naszej wizyty zbliżał się do końca udaliśmy się na krotką wycieczkę podczas której nie mogłam oderwać oczu od cudnie kwitnących drzew na osiedlu domków jednorodzinnych tam gdzie mieszka Serpentyna. Był spacer nad stawem zamieszkiwanym przez znajome kaczki oraz rzut lewego oka na najwyższą gore w niedalekiej odległości od domu. Chciałoby się tu zostać na tydzień lub dwa lecz do powrotu mąż wzywa i z bólem serca spoglądałam na zegarek który wskazywał czas pożegnania.