Gdy już mieliśmy pod dostatkiem
Luizjany pomknęliśmy w stronę Florydy aby wreszcie tam nacieszyć
się złotym piaskiem plaż i w miarę wyrozumiałym słońcem o tej
porze roku.
Z Nowego Orleanu do Mobile w Alabamie,
jak na amerykańskie warunki, mamy zupełnie niedaleko bo tylko 2
godziny jazdy czyli rzut beretem.Przez Mississippi przemknęliśmy nawet nie wiadomo kiedy a widok bagien już tak bardzo nas nie fascynował. Alabamę tez chcieliśmy pominąć ale możliwość zwiedzenia okrętu wojennego uniemożliwiła nam nasze niegodne podróżnika zamiary.
Jak na duże miasto to trzy wysokie
budynki które nie można nazwać nawet drapaczami chmur to stanowczo
za mało. Za jego początek uważa się datę 1702 gdy Mobile zostało
pierwszą stolicą kolonii francuskiej. W 1763 roku miasto i okolice
zostały przekazane Brytyjczykom a w 1779 roku Hiszpanie wzięli w
posiadanie Mobile aż do roku 1812 kiedy Amerykanie przejęli
kontrolę nad tym terytorium.
Nie tylko miniaturowe centrum z ładnymi
trzema wysokościowcami są charakterystyczne ale również tunel pod
nimi aby ruch autostradą nie kolidował z ruchem lokalnym.
Tunel pod centrum jest rzadko spotykany
w podmokłym terenie gdzie wystarczy na dziesięć centymetrów
wykopać dziurę w ziemi aby pojawiła się woda a w niej już po
chwili kijanki albo inne wodne życie.
Zaraz za tunelem jest zjazd z
autostrady którym skierowaliśmy się w stronę zakotwiczonego i
przysposobionego do zwiedzania USS Alabama. Rzuciwszy okiem na jedną
z czterech śrub o wadze 18 ton napędzających ten okręt o wadze 44
tysięcy ton, po przerzuconym trapie weszliśmy na pokład
rozciągający się na odległość 210 metrów.
W 1947 roku okręt skończył czynną
służbę w armii ale dopiero w 1962 roku postanowiono przerobić go
na drut albo żyletki. Dzięki zabiegom rozpętanej kampanii na rzecz
uratowania okrętu w celach edukacyjnych i zebraniu 100 tysięcy
dolarów udało się ochronić go przed zniszczeniem. W 1965 roku
udostępniono go zwiedzającym ale dopiero po 47 latach później
Ataner postawiła swą nogę na jego pokładzie.
Zwiedzanie wnętrza nie przypadło mi
do gustu bo wąskie przejścia i strome schody jak drabina
przytłaczały mnie. Pomieszczenia dla załogi przynajmniej te
udostępnione dla zwiedzających były małe, niskie i ponure więc i
zdjęć nie robiliśmy bo nie było możliwości objęcia chociażby
większego kawałka przestrzeni. Az trudno wyobrazić sobie, ze
załoga liczyła 1800 dusz. To dopiero był tłok pomimo kilku
poziomów.
Postanowiłam, ze zużyję swą energię
na wspinanie się do góry aby ogarnąć wzrokiem jak najwięcej się
da. Na ósmym piętrze dostałam lekkiej zadyszki bo moja forma ledwo
zaczęła kiełkować dwa dni wcześniej a już po wyczynach we
francuskiej dzielnicy mogłam budować ją od nowa.
Z samej góry widok był imponujący i
poczułam się jak kapitan.
Wydałam rozkaz odpoczynku przez pięc minut. Załoga w składzie jednej osoby ugięła się pod moim groźnym wzrokiem i z wielkim zadowoleniem zastosowała się do niego.
Wydałam rozkaz odpoczynku przez pięc minut. Załoga w składzie jednej osoby ugięła się pod moim groźnym wzrokiem i z wielkim zadowoleniem zastosowała się do niego.




