piątek, 26 sierpnia 2016

Dwa i pół miliona lat z Żurawiem Kanadyjskim.

 Rutynowa wizyta na stacji benzynowej w Steele w Północnej Dakocie okazała się bardzo ciekawa. Jak zwykle p. tankował pojazd gdy ja w tym czasie udałam się do łazienki. Na tej stacji można kupić dobrą kawę i przy okazji coś do zjedzenia. Po obejrzeniu wszystkiego co oferowane było na wieszakach i półkach w mini sklepiku spotkaliśmy się w części przeznaczonej dla głodomorów. Ja stanęłam w kolejce po dwie duże kawy a p. w drugiej aby zakupić kanapkę o długości jednej stopy w Subwayu. Odległość około trzech lub czterech metrów nie przeszkadzała aby p. wyprowadził mnie z równowagi.
- Pewnie chcesz zobaczyć to straszydło z bliska.
- Pewnie, że tak. Zaraz pójdziemy.
- Odpowiedziałam w miarę cicho bo do porozumiewania się na odległość już dawno wymyślono telefon i było mi niezręcznie rozmawiać ponad głowami znajdujących się wokół ludzi.
- Już to widzę, jak paradujesz z papierowym kubkiem i bułą aby zobaczyć kolejną atrakcję. - Milczenie jest złotem ale akurat wtedy o tym zapomniałam. Nastąpiła uczuciowa wymiana zdań która na dobrą sprawę nigdzie nie prowadziła. Jeżeli p. chciał podnieść mi ciśnienie krwi w ospałym z nudów organizmie to przyznam, że udało mu się wspaniale. Z wielką przyjemnością przypomniałam p., że nie jadam podczas spaceru a kawę oczywiście wezmę nawet na szczyt Mt. Everest jak przyjdzie mi taka ochota. p. nie dawał za wygraną i podkręcał tempo wymiany zdań.  Wiem do czego pił, gdy jem hamburgery, burito albo coś co jest większe niż otwarcie moich szczęk to gdy usiłuję ugryźć bułę w której jest mięso, trawa, ketchup i majonez to z drugiej strony wszystko zaczyna się wysuwać. Nie mam paszczy jak hipopotam jak niektórzy. Przed utratą zawartości posługuję się palcami i czy chcę czy nie mogę być wzorcem jak nie należy jadać szybkiego żarcia. Po prostu nie umiem tak jeść. Jeszcze kilkanaście lat i być może nabiorę wprawy w takim jedzeniu albo zacznę nosić ze sobą plastikowy nóż i widelec. Przekomarzamy się zatem na całego bo nie była to kłótnia gdy niespodziewanie nadeszła moja kolejka na zamówienie.
- Co dla ciebie? - Po drugiej stronie lady młodzian starał się uśmiechać pomimo tego, że było już późne popołudnie i zapewne myślał o swej ukochanej kanapie przed TV albo o butelce piwa.
- Poproszę dwie duże kawy. - Rzuciłam zamówienie i znów zajęłam się walką na słowa. Jednak p. tylko patrzy na mnie z brwiami podniesionymi na środek czoła. Oczy ma wielkie a usta zaczynają drgać w początkowej fazie uśmiechu.
- On cię nie rozumie.
- Czego znowu nie rozumiesz?!
- Trzeba mieć świętą cierpliwość do mojego męża i ja ją mam na co dzień i od święta.
- On nie rozumie po polsku. - p. kiwnął głową w stronę przyjmującego zamówienie. Minęła sekunda albo dwie gdy dotarło do mnie znaczenie słów i gestów. Odwróciłam głowę i z paraliżująco niewinnym uśmiechem ponowiłam prośbę ale tym razem w rozumianym tutaj języku. Strawę zjedliśmy nie zostawiając ani okruszynki. Nie dlatego, że była to potrawa godna zapamiętania o wykwintnych zawijasach smakowych ale dlatego, że od domu dzieliło nas dziesięć godzin jazdy i nie przewidywaliśmy innych postojów jak na tankowanie.

Ja zabrałam kubek z nie dopitą kawą a p. swoją zostawił w aucie. Gdy znaleźliśmy się w pobliżu pomnika Kanadyjskiego Żurawia prawie straciłam ciągle ciepły napój. Poszukałam kamienia aby na nim postawić zupełnie zbyteczną kawę. Nie chciałam stawiać go bezpośrednio na trawie lub ziemi w obawie przed mrówkami albo innymi robalami. p. już zrobił kilka zdjęć więc w pośpiechu chciałam uwolnić jedną rękę. Moje wolne kojarzenie sprzed kilkunastu minut nie miało nic wspólnego z tym co rozegrało się w ciągu ułamka sekundy. Niedbale postawiony kubek stracił równowagę zamierzając położyć się na boku. Widziałam jak przechyla się aby wylać moją kawę. Czas przestał płynąć i ucichły zegary. Szanse na ratunek były znikome ale pewność siebie przyniosła zwycięstwo. Dłoń ruszyła w pościg i udaremniła niecny zamiar kubka. Trzymałam kubek z powrotem w ręce. p. nie byłby sobą gdyby nie kląsknął lub nie cmoknął przy przeczącym ruchy głowy. Uświadomiłam sobie, że jestem non stop obserwowana nawet gdy p. patrzy w inną stronę.
Zrobiłam kilka zdjęć tego wątpliwej urody pomnika i zastanowiłam się co to za ptaszysko niesamowite, że zasługuje na pomnik. Przeczytałam tablicę informacyjną i podparłam się internetem.
- Nieprawdopodobne! - Gdy czytałam o tym przedziwnym ptaku nie informowałam p. o postępie jaki uczyniłam. Czekał cierpliwie wiedząc, że i tak wszystko mu opowiem. Postaram się jakoś to poukładać w strawną całość bo ptak ten zasługuje na szczególną uwagę.
Sandhill Crane albo Żuraw Kanadyjski jest prawie taki sam jak dwa i pół miliona lat temu. Ze względu na różnorodność rozmiarów znalezisk tak jak i żywych przedstawicieli gatunku trudno jednoznacznie określić początek pochodzenia ptaka. Ogólnie uznano, że najstarsze szczątki pochodzą z okresu sprzed 2.3 - 1.8 milionów lat. Można by rzec, że to żywy pterodaktyl o różnorodnych upodobaniach gdyż niektóre zmieniają miejsce pobytu wraz ze zmianą pory roku a inne pozostają w tym samym miejscu przez cały rok.

Żuraw Kanadyjski zamieszkuje Amerykę Północną i Syberię oraz Kubę gdzie jest ich ok 300 sztuk. W USA latem upodobały sobie miejsce niedaleko Albuquerque w Nowym Meksyku gdzie przybywa ich około 10,000. Jednakże Nebraska bije rekordy gdy migrują te niezmienione od milionów lat ptaki. Nad rzeką North Platte jednorazowo można ich zobaczyć pół miliona.
Wymiary ptaka są bardzo zróżnicowane i ornitolodzy mają urwanie głowy z nazewnictwem. Pozostawmy szczegóły naukowcom a warto wiedzieć, że ich maksymalne wymiary to; wysokość do 122 cm, waga do 6.7 kg, rozpiętość skrzydeł do 2.3 m.

Rzeźba nie przypomniała mi o tym, ale zdjęcia w internecie tak, że dużo wcześniej mieliśmy okazję zobaczyć żywe okazy w Michigan. Było to w roku 2008 i zrobiliśmy im kilka zdjęć bo wydawały nam się bardziej podobne do strusia niż do ptaka latającego. Były dziwaczne i wielkie, dlatego zwróciły naszą uwagę swymi rozmiarami i wyglądem.
Powyżej zdjęcie sprzed lat.

10 komentarzy:

  1. Troche sie rozni ten Wasz od naszych europejskich zurawi. Nasze ladniejsze ;)
    Mnie nieraz zdarzalo sie przemawiac po polsku do Niemcow i jeszcze dziwilam sie, ze patrza na mnie glupkowato, jakby nie rozumieli. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W początkowej fazie używania obcego języka takie pomyłki zdarzały się dość często.
      p. tak mnie wkurzył, że wszystko mi się pomieszało. Wiesz co, języka polskiego tutaj też nie rozumieją:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. To niech się w końcu nauczą, hehe ...

      Usuń
    3. Oj myślę, że mieliby wielki problem. Chyba, że kilka słów :)

      Usuń
  2. Czyli żywa skamielina, jak mniemam. Cos takiego, jak gady z Komodo! :-)
    Swoją drogą to ciekawe, że ogromne figury bele czego, sa na każdej szerokości geograficznej jakby tak samo szkaradne! ;-(
    Gratuluję refleksu kawowego! ;-)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek tak sobie chodzi do sklepu i z powrotem do domu. Wyjeżdza na wakacje ogląda przyrodę i nie zdaje sobie sprawy z tego jak prehistoryczne zwierzęta "wpadają mu w oko".
      Kto by przypuszczał, że żuraw jest taki mało reformowalny:))))
      Figura byle jaka ale stała się przyczynkiem do innego spojrzenia na żurawia.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Żurawie to ciekawe ptaki i tegoż cudaka nie posądziłabym o to, że to żuraw. Najpiękniejsze są te mandżurskie, w symbolice japońskiej oznaczają szczęscie i długowieczność... ale tak w ogóle to żuraw dla mnie jest prawdziwą oznaką wiosny, w mojej kaszubskiej wsi a w zasadzie opodal na skraju lasu żyje para żurawii i kiedy się pojawia się w naszej wsi, to znaczy, że przyszła wiosna. Mówiąc szczerze wszyscy mieszkańcy czekają na tę parę żurawii i kiedy tylko się pojawia(co słychac z daleka) powiadamiają się wzajemnie, że już są!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są również bardzo romantyczne jak łabędzie. Kochają się wprost zabójczo.
      Ja widzę żurawie w przelocie, albo zza szyby samochodu albo wysoko na niebie:))
      A propos latania; żurawie są ptakami które najwyżej szybują w czasie migracji, mogą nawet latać nad chmurami.
      Mandżurskich żurawi nie znam tak jak wielu innych gatunków bo na ptakach nie znam się wcale. Te które są wokół nas posiadają swoje indywidualne nazwy nadane im przeze mnie. W ten sposób powstały Czerwone Brzuchy które okazały się Drozdem Wędrownym itd itd.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Podobaja mi sie te zurawie na Twoim zdjeciu, w tej wysokiej trawie, dostojnie poruszaja sie na dlugich nogach. I to upierzenie brazowo-szare tez w moim stylu. Czy dobrze zrozumialam ze po tym posilku mieliscie jechac 10 godzin bez jedzenia? Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie Twój komentarz w poprzednim poście zainspirował mnie do napisania tego. Nie przepadam za stawianiem takich pomników ale gdy już są to automatycznie zwracamy uwagę na dany obiekt jak truskawka czy żuraw. Parę chwil poświęconych danemu przedmiotowi lub zwierzakowi może przynieść wiele korzyści tak jak stało się w przypadku tego ptaszyska (piszę o pomniku) dowiedziałam się wiele dzięki temu, że zrobiłam dodatkowych kilka kroków pomimo tego, że już i tak byłam zmęczona podróżą.
      Pozdrawiam:)
      Tak, dziesięć godzin jazdy to nasze "normalne" życie podczas wakacji. Trasy tutaj długie do przejechania gdy chce się coś zobaczyć. Zupełnie bez jedzenia to nie bo już pisałam o mojej słabości do chipsów gdy trzymam kierownicę w dłoniach a p. pochrapuje sobie na fotelu obok.

      Usuń