wtorek, 27 grudnia 2016

Bąbelki z butelki.

 Gdy deser postawiłam na stole poprosiłam syna aby zajął się szampanem. Otwieranie butelki ze zmagazynowanym w niej dwutlenkiem węgla nie należy do tak trudnych zadań aby był do tego potrzebny mężczyzna i sama świetnie sobie radzę z tą bardzo efektowną czynnością. Obecność dwóch mężczyzn zwolniła mnie z tego obowiązku i jako najmłodszy w rodzinie Wiktor ochoczo zabrał się do roboty. Sreberko i drut wprawnymi ruchami zostały odseparowane od ciemnego szkła. Pozostał jedynie korek i oczekiwanie zostanie zakończone. Korek jednak nie poddawał się. Tkwił jak przyklejony najlepszym klejem. Nie drgnął ani na milimetr i usłyszeliśmy coś w rodzaju załamującego się głosu „nie mogę otworzyć”. 
Nigdy nie miałam problemów z korkiem od szampana i co prawda z oporami ale poddawał mi się po chwili. Chwyciłam butelkę w jedną dłoń a drugą za korek. W górę ani drgnie i obrócić się nie da. Ja też poddałam się. 
Wtedy do boju ruszyła głowa rodziny bo jakże to nie można otworzyć szampana. Przecież to jedna z najprostszych rzeczy na świecie. p. zacisnął łapska na szyjce butelki i w jego oczach zabłysło mordercze światełko. Druga ręka zacisnęła się jak imadło na korku a korek jakby był całością ze szkłem i nie ustąpił. Słabość rąk p. zastąpił nad podziw wymyślnym urządzeniem. W ruch poszła hydrauliczna „żabka” i efekt nie kazał na siebie długo czekać. Korek został ukręcony w połowie i dolna część ciągle tkwiła w szyjce butelki. Szampan zdawał się walczyć o życie i najwidoczniej nie chciał być połknięty przez spragnione paszcze oprawców. Po chwili jednak musiał się poddać gdy w ruch poszedł korkociąg. Takiego otwierania nie widziałam jeszcze w życiu i zapewne niewielu ludzi doświadczyło czegoś podobnego.

piątek, 23 grudnia 2016

Liście zamiast igieł?

 Ponieważ nie mamy jeszcze choinki to nie mogę pochwalić się jej świątecznym wyglądem. Po powrocie z wakacji wydawało mi się, że mam tyle czasu iż mogę sobie pozwolić na kilka dni odpoczynku po odpoczynku na Florydzie.
Rzeczywistość mnie przerosła i gdy wzięłam się do roboty okazało się, że czasu mam za mało albo kiepsko się zorganizowałam.
Choinka pojawi się zapewne jutro ale wtedy będzie za późno na życzenia. Zatem dzisiaj zamiast choinki moje życzenia wzmocnią; śnieg za oknem i wilczomlecz nadobny.



                                 Wesołych Świąt!

czwartek, 8 grudnia 2016

Zamiast plaży i palmy, choinka i śnieg.

 Lekka bryza znad Antlantyku wpada przez otwarte okno. Ciągle przeciągam się leniwie w łóżku czekając na zmaterializowanie się rozkosznego zapachu kolumbijskiej kawy.
Obiecaliśmy sobie leniwy koniec roku i dotrzymaliśmy słowa. p. zadbał o luksusowy hotel z widokiem na ocean a ja dotrzymałam słowa i wyleguję się w łóżku tak długo jak mogę.

Jako przykładna żona wstaję przed wschodem słońca razem ze swym mężczyzną aby sprawdzić jak wygląda kolejny początek dnia i gdy stwierdzamy, że chmur zbyt dużo na horyzoncie zaraz wracam do ukochanego sposobu odpoczynku, do snu. Wtedy p. goli swe drapiące policzki i ponownie zdatny do “użycia” pachnący kawą budzi mnie jeszcze raz i jeszcze raz.
Czy uda nam się dotrzeć do domu przed Świętami jeszcze nie wiemy bo taka zima jak w Miami to po prostu raj na ziemi. Obiecałam synowi, że spędzimy razem Święta więc powinnam dotrzymać słowa pomimo tego, że dorośli synowie nie przepadają za szalejącą matczyną miłością. Będzie nam milej razem więc wracamy do domu na 100%.
 

 Tego i Wam moi drodzy znajomi blogowicze życzę; 

          Leniwych Świąt Bożego Narodzenia 

w towarzystwie najbliższych sercu osób
oraz
     Szczęśliwego Nowego Roku.