środa, 23 sierpnia 2017

Zaćmienie

 Przygoda nas kocha a my lubimy przygodę. Już od samego początku coś wisiało w powietrzu. Pomimo tego, że wyjechaliśmy o wyznaczonym wcześniej czasie to i tak nie dojechaliśmy tego samego dnia na miejsce z którego mieliśmy obserwować zaćmienie słońca. Zupełnie nieprzewidziane okoliczności zmusiły nas do spędzenia nocy jakieś 100 kilometrów wcześniej. Nie przewidzieliśmy, że chętnych będzie aż tylu, że zapchają autostradę na wiele mil. Mieliśmy pokonać trasę w ciągu 5 godzin a okazało się, że po siedmiu godzinach byliśmy właśnie 100 kilometrów od celu. Gdy dzień zamienił się w noc postanowiliśmy dojechać nad jezioro rankiem aby po nocy nie błądzić po wiejskich drogach.
Tylu chętnych wyległo na drogi USA, że zablokowali miasta i miasteczka w pasie całkowitego zaćmienia. W mieście Marion policjanci sterowali ruchem aby można było wyjechać z autostrady. Czegoś podobnego nie doświadczyłam jeszcze w życiu. Ja chyba nie byłam jedyną zaskoczoną osobą bo ludziska z innych aut również jak my wznosili oczy w stronę ku niebu ale jakoś pomoc nie przychodziła od wszechmogącego, auta stały w korkach długich na 80 kilometrów.
 Dodatkowym utrudnieniem były roboty drogowe. Wystarczyło zamknięcie jednego pasa ruchu aby spowolnić ruch kołowy do zera.  
Tak się złożyło, że upał dopisał jak nigdy w tym roku. 36 stopni w cieniu, zamieniło się w ponad 40 na rozgrzanym asfalcie. Wszędobylska wilgoć dodała swoje kilka stopni i w środku pojazdu panowała atmosfera pralni piekielnej. Klimatyzacja dmuchała zimnym powietrzem z wylotów w desce rozdzielczej i po godzinie musiałam założyć koszulę z długim rękawem co wręcz zakrawało na szaleństwo. Zimne powietrze skierowane gdzieś z dala od mojego ciała, tylko sobie znaną drogą owiewało mój kark. Byłam tak umęczona, że było mi już wszystko jedno jaką ilość potu wydzieli moje ciało ale nie mogłam pozwolić sobie na letnie przeziębienie. Jest to chyba najgorsza forma tej choroby bo nie ma, teoretycznie, jak się wychorować.
Poranek przywitał nas bezchmurnym niebem i raźnie świecącym słońcem. Temperatura podnosiła się o jeden stopień na pół godziny i o godzinie dwunastej dojście do nasłonecznionego miejsca z którego mieliśmy oglądać to wyjątkowe zjawisko wymagało ode mnie zagryzania zębów na języku aby nie wrzeszczeć z obrzydzenia. Jak można lubić spacer gdy każdy oddech może zakończyć się śmiercią przez utonięcie. Wdychać tyle wilgoci może tylko ryba a nie człowiek!
Przez liście drzewa podglądaliśmy czy przypadkiem nie nastąpił początek wielkiego zaćmienia.
To była dobra kryjówka bo po porannym spacerze mieliśmy wrażenie, że naszym ciałom  zaaplikowaliśmy trzydniową porcję słońca.
Gdy księżyc stanął na drodze promieni słonecznych byliśmy gotowi. Skryci w cieniu wielkiej gałęzi i uzbrojeni w aparaty oraz domowej roboty filtry. Jestem wielką miłośniczką blogów i prawdopodobnie nie zamienię bloga na fejsa. Blog daje większy kontakt z osobami zostawiającymi komentarze. Tutaj nadarza się okazja do podziękowania Pellegrinie za podzielenie się prostym i zarazem genialnym pomysłem na oglądanie Słońca. Zdobycie kliszy z prześwietlenia okazało się wyzwaniem ponad możliwości współczesnych szpitali. Po poruszeniu wszystkich sznurków które mogły mieć cokolwiek wspólnego ze szpitalem okazało się, że dzisiaj już nie używa się kliszy fotograficznej do prześwietleń. Po wykonanym prześwietleniu jego wynik od razu jest dostępny na ekranie komputera. Kasety z filmami i wywoływanie zdjęć poszły w zapomnienie. Jako cud uważam znalezienie czterech prześwietlonych zdjęć w garażu jednego z naszych znajomych. Pojechały z nami i p. podczas oczekiwania na zaćmienie wyciął “profesjonalny” filtr. Do jego zamocowania użył mikroskopijnych gumek recepturek stosowanych w ortodoncji. Patrzyłam na to wszystko z powątpiewaniem w pomyślny efekt super fotografii. Jednak jego zadowolona i pewna mina świadczyła o tym, że wie co robi. Nie byłam jednak zupełnie przekonana o cudownych możliwościach amatorskiego sprzętu i delikatnie, tak od niechcenia poruszyłam ten temat. Otrzymałam solenne zapewnienie o pozytywnym wyniku eksperymentu ale na moje “co będzie jeśli zdjęcia się nie udadzą”, p. westchnął głęboko i z mało wesołą miną oświadczył.
- Jeżeli spierniczę robotę dzisiaj to za dwa lata, 2 lipca powtórzymy tę sesję w Chile lub Argentynie. Jeżeli i tam coś się nie uda to będziemy koczować w Andach do 14 grudnia 2020 roku. - Pierwszą myślą która mi zaświtała było utopienie aparatów w pobliskim jeziorku. Od razu jednak odrzuciłam ją w zapomnienie bo druga myśl goniąca tą pierwszą to był widok topionej Ataner przez p.. A niech tam zrobi zdjęcia ale nie takie super o jakich marzy bo wycieczka w Andy bardzo przypadła mi do gustu.

Jak widać moje prośby trafiły w przestrzeń kosmiczną bo filtr Pellegriny zadziałał wprost idealnie i zdjęcia na mój gust są bardzo dobre.
 Kolejne fazy zaćmienia nie fascynowały nas tak bardzo jak oczekiwanie na moment gdy Księżyc zasłoni całe Słońce.
Gdy pozostał cienki rogalik rozżarzonej bomby atomowej na niebie, ziemię opanował przedziwny mrok. Zrobiło się zimno i jednocześnie przerażająco. p. dostał gęsiej skórki i włosy stanęły mu dęba.

Sądzę, że to częściowo z przejęcia i częściowo z nagłego ochłodzenia. To nie była noc do której organizm przygotowuje się wraz z nadejściem zmierzchu.
Przed zaćmieniem...
i podczas dwóch minut zaćmienia.
 Raptowny brak promieni słonecznych i ciemność w południe wywołały we mnie lekki niepokój. Nie jestem w stanie opisać co czułam poza zachwytem nad zjawiskiem które trwało zaledwie niepełne dwie minuty.

 Promienie słoneczne znów zaczęły docierać do powierzchni Ziemi i mogłam przekonać się jaką energię niosą ze sobą. Znów zrobiło się upalnie i po chwili świat wrócił do normy.
Zabraliśmy statyw i nie bacząc na strugi potu płynące nam po plecach żwawym krokiem ruszyliśmy aby jak najprędzej obejrzeć zdjęcia.
 Gdy znaleźlismy się w naszym domu na kołach od razu wgraliśmy zdjęcia do komputera. Nikt nie mógł doczekać się zdjęć korony słonecznej podczas całkowitego zaćmienia. 
 Jednak najbardziej lubię to zdjęcie poniżej gdy Księżyc wreszcie pozwolił Słońcu na dominację w ciągu dnia.
 Rozumiałam lekkie zdenerwowanie p. bo przecież obiecał...
 Dech w piersiach nam zatkało bo efekt naszych poczynań przeszedł najśmielsze oczekiwania. Zdjęcia wyszły fenomenalnie!!! Nawet lepsze niż na stonie Canona (http://learn.usa.canon.com/resources/articles/2017/solar-eclipse/solar-eclipse-photography-intro.shtml) i jedne z lepszych jakie oglądaliśmy w internecie przed wyjazdem.
 To są najcenniejsze zdjęcia w naszym zbiorze którymi mogę się pochwalić i z przyjemnością pochwalę p. za naukowe podejście do tematu i perfekcyjnie wykonaną pracę. 
- I co z koczowaniem? - p. wpatrzony w ekran laptopa dopiero po dłuższej chwili spojrzał na mnie niewidzącym wzrokiem. Poczekałam z uproszczoną wersją pytania mając nadzieję, że p. powróci do realnego świata w miarę szybko. Nic nie wskazywało, że wie o co go pytam. - Co z kolejnym zaćmieniem w Argentynie?
- No tak. Nie, nie. - Długa pauza wskazywała, że zaćmienie Słońca w jakiś cudowny sposób przyćmiło inteligencję męża. - Zdjęcia są OK ale czuję niedosyt. Minuta z groszami to wyzwanie ponad moje siły. Sądzę, że mogłyby być lepsze. 
 - Czy dwa lata ci wystarczą na lepsze przygotowanie się do zdjęć?
- Pewnie, że tak przecież to szmat czasu a jak znajdziemy miejsce na pustyni w Argentynie gdzie nie ma grama wilgoci w powietrzu i widoczność jest o wiele lepsza niż tutaj to ... - p. już tam był i nawet nie zdawał sobie sprawy, że jeszcze nawet nie dotarliśmy do domu z tej wyprawy.
- To może Chile, gdzieś tam, wysoko w górach...
- Jeszcze nie wiem ale jedno jest pewne. - p. zamilkł i zapadła cisza urozmaicana jedynie brzękiem cykad. Wydawało się, że temat jest skończony a ja nie istnieję. 
- Jedziemy? - Nie mogłam doczekać się jednoznacznego stwierdzenia czy ma zamiar podjąć rękawicę i walczyć o lepsze zdjęcia, było mi obojętne gdzie ta walka będzie miała miejsce, czy w Argentynie czy w Chile.
- Oczywiście, że jedziemy nawet na rowerach dojedziemy na czas. 
 Co bardziej niecierpliwi natychmiast wsiedli do aut aby zatłoczonymi drogami dotrzeć do domu. 
Minęło pół godziny zachwytu przed ekranem komputera i również ruszyliśmy w drogę powrotną. Autostrada w przeciwnym kierunku była zupełnie pusta. Podążaliśmy na północ a wraz z nami mieszkańcy północnych stanów. Poniedziałek 21 sierpnia 2017 roku udowodnił, że Ameryka oszalała na punkcie zaćmienia słońca i miliony szaleńców do których i my się zaliczamy było w stanie poświęcić trzy czy cztery dni aby znaleźć się w pasie całkowitego zaćmienia.
Zmęczeni koszmarną drogą w obydwie strony i paskudnym upałem nawet nie rozmawialiśmy. Każde z nas przeżywało wydarzenie wczesnego popołudnia i pewna jestem, że p. myślał jak ja; warto było. Zobaczenie dwuminutowego spektaklu kosmicznego warte było poświęcenia czasu i pieniędzy. Zapewniają was o tym; Renata i p.

41 komentarzy:

  1. No coz, moge Wam tylko bardzo bardzo pozazdroscic. Nie tej strasznej drogi, nie tych tlumow, ale zjawiska, ktore zdarza sie tak rzadko. Bywa, ze raz w zyciu, a bywa, ze wcale. Warto bylo sie pomeczyc.
    Gratuluje perfekcyjnych zdjec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że trud dojazdu i powrotu bardzo się opłacił bo czegoś tak imponującego jeszcze nie widziałam. Na dodatek jest co wspominać bo ulotne chwile udało się uwiecznić na fotografiach. Wykorzystaliśmy okazję w stu procentach bo nawet pogoda nam sprzyjała choć na mój gust było zbyt parno i gorąco. Obyło się bez niespodzianek jak pochmurne niebo przysłaniające całe niebo sinymi chmurami
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. A ja się przestraszyłam właśnie tego, że utknę w jakimś korku i zadowoliłam się zaćmieniem nie-całkowitym (98%) za to oglądanym z własnego ogródka. Rzeczywiście Wasze zdjęcia są fantastyczne!BARDZO profesjonalne!

    Jak nie Argentyna, jak cierpliwości Ci wystarczy, to kolejne zaćmienie w USA za 7 czy 8 lat...

    Pozdrawiam serdecznie,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś twardy orzech do zgryzienia z podjęciem decyzji czy 98% cię zadowoli. U nas mogliśmy się spodziewać około 75% więc decyzja była jednoznaczna i wyruszyliśmy z domu na spotkanie wielkiego cienia. Kolejne zaćmienie w 2024 będzie miało inną trasę ale znów południowe Illinois będzie na jego trasie. Mapy znajdziesz na tej stronie http://xjubier.free.fr/en/site_pages/SolarEclipsesGoogleMaps.html
      Niby tylko 2% różnicy w zakryciu Słońca ale za to 100% komfortu w oglądaniu zaćmienia. Gratuluję wyboru.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Tak, z tego co pamietam jak pokazywali w TV, to znowu Ty bedziesz miala dosc "blisko" (zdecydowanie blizej niz do Argentyny!). A ja, kto wie?
      Pozdrawiam!
      Motylek

      Usuń
    3. Jak to co z tobą? Ja wiem; pojedziesz z nami:)))

      Usuń
  3. Gratuluję, wspaniałe zdjęcia, reportaż, dzięki za możliwość zobaczenia Waszego bloga...serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacja na żywo lub prawie na żywo to trudne zadanie więc zajęło mi to cały dzień przemyśleń.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Raz , kilkanaście kroków od własnego domu oglądałam całkowite zaćmienie Słońca.Robi wrażenie. Ale nie było tak całkowicie ciemno,określiłabym poziom światła jako zmierzch. Z wrażenia przypaliłam obiad, który właśnie gotowałam- wybiegłam z domu zapominając o wyłączeniu gazu.
    Zdjęcia porobiliście super - ja się wtedy ograniczyłam do oglądania zjawiska przez kliszę filmu, przymocowaną do okularów p.słonecznych.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez 190 sekund trudno nasycić się widokiem który w niektórych rejonach pojawia się niezmiernie rzadko. Ja wykorzystałam je maksymalnie na oglądanie korony słonecznej ale p. zerknął jedynie dwa razy gołym okiem. Resztę czasu poświęcił na kontrolę ustawień aparatu.
      W takiej niesamowitej chwili zapomina się o wszystkim i warto dla niej poświęcić nawet obiad:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. na pewno ciekawe przeżycie! Wyobrażąm sobie te korki w okolicy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To były sceny jak z filmu katastroficznego; auto za autem po horyzont bez szans na ucieczkę od tłumu.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Zdjęcia Wasze są piękne i profesjonalne :)
    Zaćmienie zawsze wywoływało spore zainteresowanie, a i strach nawet, więc dziwne nie jest, że szaleństwo obejrzenia opanowało wszystkich niemalże :)
    W Polsce będzie można je oglądać za ponad 100 lat. A to sprzed 18 pamiętam bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki internetowi dotarliśmy w miejsce gdzie była idealna widoczność ale nie mam pojęcia jak np starożytni Egipcjanie mogli przewidzieć takie wydarzenie. Zapewniam, że przeżycie o dużej ilości emocji i trudne do sklasyfikowania, może dlatego, że przeżywa się je jeden raz w życiu.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Czekalam z niecierpliwoscia na ten wpis, zdjecia fenomenalne. U nas bylo tylko 97 pro cent, widno I zadne zdjecie mi nie wyszlo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda i jeszcze raz szkoda, że fotki nie wyszły bo własne zdjęcia cieszą najbardziej. Nic straconego za kilka lat możesz znów stanąć do boju:))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Wzruszyłam się okrutnie, że moja rada (której nie pamiętam) i doświadczenie praktyczne ze zdjęciem cycka, dało taki piękny i wręcz naukowy plon. Wy go jeszcze udoskonalicie bo ja po prostu robiłam zdjęcia przez kliszę i pamiętam, że wyszło dobrze bardzo.
    Pozdrawiam uroczo szalonych poszukiwaczy okazji i przygód - Renatę i P.
    Czy dowiemy się kiedyś co sie kryje za tym P?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klisza sprawdziła się doskonale i jeszcze raz dziękuję za podpowiedź. Prosty i genialny pomysł w rękach wprawnego rzemieślnika wydał owocny plon. Twój filtr został wykorzystany przy fotografowaniu częściowego zaćmienia. Samą koronę fotografuje się bez filtrów długim teleobiektywem. Niby takie proste a jakie emocjonujące.
      Z tym panem p. to prosta sprawa, ani to Tajemniczy Don Pedro z Krainy Deszczowców ani zwykły Pietja tylko po prostu Piotr.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Serdeczne pozdrowienia do Piotra, to Prawdziwy Bohater Drugiego Planu, co niełatwe przy takiej barwnej, fascynującej osobowości jak Twoja.
      Dawno już nie pisałeś Piotrze tutaj. Czekamy!

      Usuń
    3. Dzisiaj jestem gwiazdą posta ale bez Ataner nawet nie załapałbym się na drugi plan.
      p.

      Usuń
  9. W sprawie kliszy trzeba się było porozumieć ze mną, mam w szafie niezły zapasik ;) Zamierzam z nich zrobić jakieś grafiki, bo szkoda mi ich wyrzucić, a teraz widzę że mam dokumenty historyczne, jeszcze trochę a będą warte majątek ;)
    No dość dygresji, pora na zachwyt :)
    Zdjęcia idealne!!! Kilka lat temu robiłam przez kliszę zdjęcia zaćmienia u nas, ale to nie było całkowite zaćmienie, a zdjęcia wyszły nawet dość dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to prawda, że posiadamy rzeczy czasami mało ważne dla nas ale dla innych mają wartość na wagę złota.
      Klisze filmowe to obecnie rarytas i zrobienie z nich dowolnej formy sztuki będzie wielkim rarytasem na rynku i zarazem odważną decyzją bo prawdopodobnie nie da się tego powtórzyć.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Ależ mieliście ekstremalne przeżycia! Pełna jestem podziwu dla Waszego uporu i wytrzymałosci wobec neisprzyjajacej, upalnej pogody.Pełna podziwu, ze otrząsnęliście sie szybko ze zmeczenia i zrobiliscie zdjecia jak profesjonalni fotografowie. Piękne i niezwykłe to fotografie.Nie dziwie sie, że jesteście z nich dumni. Mnie ostatnio upał tak męczy i osłąbia, że pewnei nie zdołałąbym wykrzesac w jego trakcie siły do tak efektownej, twórczej działalnosci. Tym bardziej zachwycam się Waszą nieustajacą siłą, checia przezywania nowych przygód i ciekawych podrózy!
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie, Renatko i Twego utalentowanego fotograficznie Piotra. Jesteście prawdziwymi pasjonatami. Ciekawam, swoja droga, czy ruszycie za dwa lata do Ameryki Południowej!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze względu na mą jasną karnację szybko się opalam i latem wyglądam jak UFO poubierana w bluzki z długim rękawem, okulary przeciwsłoneczne o monstrualnych rozmiarach i kapelusze lub czapki z daszkiem naciągnięte na sam nos. Same upały są do wytrzymania ale gdy towarzyszy im wilgoć zwyczajnie wysiadam, nie nadaję się do życia w takim klimacie gdzie ciągle byłoby wilgotno i ciepło. Chociaż ciało do cienia chciało nie mogłam opuścić okazji spoglądania prosto w Słońce smażąc się we własnym sosie.
      Podział pracy ułatwia nam życie a moja anielska cierpliwość wygładza zgrzyty, czyli normalnie jak w małżeństwie:)))
      Jak skakać do wody to od razu w jej wartki nurt i albo utoniesz albo nauczysz się pływać dlatego półkula południowa bardzo nas zainteresowała. Jest to duże wyzwanie które postawiłoby nasze życie na głowie. Odpowiem na twoje pytanie nie wprost, jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli to tak. Jednakże plany lubią chadzać krętymi ścieżkami więc co przyniesie przyszłość doprawdy nie wiadomo.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Zacmienie na zdjeciach ktore pokazujesz, jest niesamowite, no zachwyca, wiec na zywo to musialo byc wielkie przezycie, tak jak opisujesz, mozna z wrazenia doznac wlasnego zacmienia, macie przezycie ktore zostanie z Wami na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze względu na krótki czas zaćmienia chciałabym powtórki która mogłaby trwać pięć minut albo dłużej. Jest to przeżycie nie do zapomnienia które zrobiło na nas wielkie wrażenie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Jak zwykle fascynujący post :-) ... a ja tak rzadko zaglądam :-( a mozna Cię znaleźć na FB ? tam bywam częściej ostatnio ... Pozdrawiam bardzo ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie jestem przekonana do mordoksięgi. Nie lubię się rozmieniać na drobne prowadząc jednocześnie bloga i fb powielałabym temary co uważam za bezcelowe. Istnieją o wiele ciekawsze formy komunikowania się na odległość jak np stary dobry Skype lub email.
      Nie mam fb ale może kiedyś przekonam się do niego.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Ooo... Ale nic to może się zmobilizuję do blogowania :-) Pa, pa :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem jak to się stało, że zaglądając tu zaraz po Twoim wpisie nie zostawiłam komentarza. Dzisiaj przewijałam w kółko trzy razy szukając odpowiedzi na mój nieistniejący komentarz...coś główka chyba szwankuje!!
    Zdjęcia to po prostu jak marzenie każdego ambitnego dokumentalisty, niesamowite i tak piękne, że aż banalne! Wyobrażam sobie napięcie oczekiwania,(prawie jak na spóźniający się poród). Tak mi się skojarzyło dziwacznie. Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był zupełnie zwykły poniedziałek którego końca nie opiszę. Zaćmienie wywołało na nas wielkie wrażenie i miało pozostać największą atrakcją nie tylko dnia ale prawdopodobnie całego roku. Jeszcze przez godzinę cieszyliśmy się udaną wycieczką gdy zadzwonił telefon p..
      Dzwoniła policja oznajmiając, że nie mogą dodzwonić się do naszego syna i szukają kontaktu z rodziną. Dzwoń do niego! Nie muszę chyba dodawać kto to powiedział. Po godzinie zadzwonił syn z wiadomością, że w jego apartamencie było pewno wody i jedzie z psem do szpitala bo jest prawie na amen utopiony.
      Wpadłam w panikę i w panice ruszyliśmy do domu. Nasze emocje sięgały zenitu ale zapewniam, że do szczytu wytrzymałości było jeszcze daleko.
      Wspaniałe zdjęcia korony poszły w zapomnienie jak i ostatnia wiadomość, że pies jest pod tlenem i ma wodę w płucach, zaczęła szwankować automatyczna skrzynia biegów. Jak wspomniałam wcześniej końca dnia nie opiszę bo komentarz zamieniłby się w dość długi i wstrząsający post.
      Jesteśmy cali i zdrowi a i przygód nam nie braknie.
      Na głowie wszyscy mamy chyba zbyt wiele i czasami zapominamy co zrobiliśmy lub co powinniśmy zrobić.
      Jeszcze nikt nie wymyślił emerytury od zmartwień i gdy nawet o nich nie piszemy to wcale nie oznacza, że ich nie mamy.
      Twój komentarz jak Feniks powstał ponownie i cieszę się, że z poczuciem humoru podeszłaś do sekundowego zaćmienia koncentracji.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  15. Jazda w korkach, upał makabryczny, warto to jednak było przeżyć. Zjawisko jest niesamowite, a zdjęcia fantastyczne. Ja takiego zjawiska pewno nigdy nie przeżyję, bo u nas będzie podobne, ale dopiero w 2075 roku, a do Chile i Argentyny z pewnością nie polecę. Pozdrawiam. Ja ciągle czekam na zabieg w szpitalu i jestem już tym bardzo zmęczona i zniechęcona. Czeka na telefon ze szpital z terminem zabiegu. Ma być w tym miesiącu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy szpital jest tak źle zorganizowany,że nie wiedzą kiedy przyjąć pacjenta?
      Czy może lekarze strajkują?
      To zupełnie dołujące takie czekanie w niepewności, nie dziwię się, że jesteś wyprowadzona z równowagi.
      Do Argentyny po samo zaćmienie jechać nie warto ale już bliskość Chile może cię skusić do wyjazdu. Nigdy nie wiadomo gdzie pojedziesz za kilka lat.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Wyjątkowe zjawisko. Zbyt krótkie jak na mój gust ale pozostały zdjęcia i ulotne wspomnienia co powinno mnie zadowolić do kolejnego zaćmienia.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  17. Nie pytaj czy warto bylo -BO BYLO WARTOprzeeeppiekne zdjecia brawo jestescie mistrze ,)
    co do nie pokoju zawsze w takich mometach mysle o czasach gdzie ludzie byli nie swiadomi -co sie dzieje !mam nadzieje ze macie sie dobrze i nie wiatr wam nie zagraza my dostalismy n e-meil wiadomosc


    British Red Cross HURRICANE IRMA APPEAL szok w tv dopiero zobaczylam co sie dzieje

    pozdrawiam serdecznie pGosia



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do nas huragany nie docierają ani trzęsienia ziemi, mieszkamy w bezpiecznym miejscu. Wiatr u nas wieje ale do tragedii na szczęście daleko. Po atrakcje musimy ruszyć się z miejsca i tak właśnie zrobiliśmy.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Brawo! Świetne zdjęcia, aż zazdroszczę!!!

    Pozdrawiam serdecznie z zimnych Kaszub :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że fachowiec nas chwali:)))
      Jeżeli lato nie wygrzało ciebie dostatecznie to zapraszam na następny post w którym upałow jest pod dostatkiem i może troszkę się ogrzejesz.
      Pozdrawiam:)

      Usuń