wtorek, 19 czerwca 2012

Śmierdząca drożyzna.

   Dzisiaj Edamski, jutro Gouda a pojutrze Edamski i tak na okrągło do obrzydzenia. Od tej pory nienawidzę żółtego sera. Jakoś nie czułam różnicy pomiędzy nimi bo ponoć jej wcale nie było.
   Chociaż Ameryka nie jest ojczyzna serów to wybór jest niewyobrażalny. Importuje się chyba wszystko co z mleka zostało wymyślone a rodzima produkcja nie ustępuje światowej klasie. W czasie zakupów robionych razem z p. ślepłam przy stoisku z serami i powalam mu na wybór co dusza zapragnie. Niektóre sery tak cuchnęły w lodowce, ze obawiałam się iż cala zgromadzona tam żywność przejdzie tym zapachem. Aby do tego nie dopuścić kładłam dwa opakowania oczyszczanej sody co dwa tygodnie. Może to i pomagało ale jak przygotowane przekąski z serami znalazły się na półmisku odruch wymiotny mojego organizmu był nie do powstrzymania. 

- Spróbuj tego, jest przepyszny jak potrzymasz trochę w ustach aż się zacznie rozpływać. Nie pożałujesz. – Zielono brązowe świństwo na małym widelczyku w dłoni p. wędrowało w stronę mych zaciśniętych ust. Kiszki zakręciły gordyjski węzeł i nie było mowy o przełknięciu nawet najmniejszego kawałka. I jeszcze ten zapach, jaki tam zapach. Smród. 
- Bardzo cie proszę połóż to na talerzu,  spróbuje za chwile. - Przez wiele lat udawało mi się nie skorzystac z jedzenia zepsutego pożywienia. Usilny trud wkładany w gastronomiczna edukacje zony przyniósł nieprzewidywalne skutki. Każde z nas ma swoje przyzwyczajenia i nawyki oraz ulubione potrawy, on sery ja owoce morza. Kiedy serwuje ośmiornice, krewetki albo co tam trafi się świeżego p. zje najmniejsza z nich, obliże usta jęzorem i wytrze wierzchem dłoni i nawet powie”wspaniale”. Oczy jednak mówią co innego ale za to lubi ryby.
Pewnego razu gdy do sałatki dosypywalam fetę obok w tym samym pojemniku leżało coś co serem zostało nazwane przez bardzo wyrafinowanego producenta. Tego czegoś znalazł się malutki odłamany kawałek i jakoś tak odruchowo włożyłam go do ust. Nikt nie widzi jestem sama w kuchni i zawsze mogę wypluć do zlewozmywaka gdy zajdzie taka potrzeba. Od razu nie przełknęłam bo odruchowo przełyk zacisnął się i nawet nie mogłam oddychać. Ser nabrał temperatury, zmiękł i po podniebieniu rozszedł się aromatyczny smak. Cos jakby pleśń ze starej piwnicy i zjełczałe jajko. Cos jeszcze poczułam ale trudno mi dzisiaj to przypomnieć sobie. Nie bardzo miałam co wypluć więc połknęłam ślinę i ta odrobinę sera. Dreszcz wstrząsnął mym ciałem z obrzydzenia. Najważniejsze, ze żyję. W ustach jednak już nie czułam przykrego smaku, wręcz przeciwnie czułam coś słodkiego i wytrawnego zarazem. Sięgnęłam po pojemnik z serami i ostrożnie aby nie dotknąć trucizny odkroiłam plasterek. Nie mogłam się zdecydować na oczywiste samobójstwo więc plasterek leżał sobie i czekał na chwile desperacji. Intensywny zapach sera zaczął mnie drażnić więc nalałam sobie lampkę wina w przekonaniu, ze będzie to odtrutka dla organizmu. Aby wreszcie pozbyć się śmierdziela z kuchni postanowiłam zjeść źródło niemiłego zapachu. Teraz świadomie jak smakosz roztarłam ser językiem, trochę pogryzłam i wolniutko takiej substancji pozwoliłam spłynąć do żołądka. Smaczne pomyślałam sobie i od razu skarciłam się za takie słowa. A jednak było to dobre.
 Obecnie jestem zupełnie zniewolona serami i ślinię się do nich gdy przechodzę obok stoiska z najbardziej wykwintnymi serami. Tyle straciłam lat życia bez śmierdzących serów, ze teraz nadrabiam zaległości. Nie mogę nie kupić choć kawałka jakiegoś spleśniałego gluta. Doszukuje się delikatnych smaków o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Im bardziej śmierdzący tym lepszy!
Dobre sery są drogie a te którymi ja się zajadam są bardzo drogie. Za niecałe pół kilo czyli funt musimy zapłacić od 15 do 35 dolarów co czynimy z bólem serca i przyjemnością ale przecież ja mogłam się bez tego obejść. Sam p. mnie do tego namawiał więc teraz częściej wietrze lodówkę.

30 komentarzy:

  1. Śmierdząca,drożyzna.Konsumenci serów łączcie się.W Polsce minęły bezpowrotnie czasy gdy bułka z serem i butelka śmietany były b.tanim śniadaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, doskonale pamietam te czasy, mialam sero-wstret przez kilkanascie lat. A teraz sama jestem w szoku, uwielbiam te smierdziuchy:)

      Usuń
    2. :)Renato zaglądnij na pocztę mam dla Ciebie kulinarną propozycję.

      Usuń
    3. Macieju
      Dziekuje bardzo za przemile slowa ktore napisales na e-mail, jest mi bardzo milo, ze przecztales moj blog od dechy do dechy:)
      Dopiero teraz sprawdzilam poczte, przepraszam, ze odpowiadam na blogu ale mam maly problem z poczta internetowa.
      Z przepisu chetnie skorzystam, dzieki:)
      Zycze milego pobytu w Kroscienku, piekne okolice. Wspolczuje jednak braku dostepu do internetu, ja juz jestem od niego uzalezniona:)
      Odezwij sie po powrocie, pozdrawim serdecznie:)

      Usuń
  2. Poki co jestem na Twoim pierwszym etapie ...nie moge tych smierdzieli polubic ! A jak czytam jeszcze przepisy w stylu pierozki z TYM serem to mysle, ze tyle pracy idzie na zmarnowanie... Jestem wielbicielka serow pachnacych i Holenderskich, i bialych. Nawet za feta (choc mam ja na codzien od 20 lat ) specjalnie nie przepadam.
    Co do cen to mozna oszalec. Przedwczoraj poszedl maz z corka , bo mi kregoslup nawala, na zakupy. Byle jakie, jedna torbe przyniesli jajka , parowki, sok...Maz z rachunkiem przyszedl do mnie abym sprawdzila , bo niemozliwe aby to NIC tyle kosztowalo !!! Niestety bledu nie bylo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Producenci serow przescigaja sie w produkcji bakterii i tak na dobra sprawe nie wiadomo czy faktycznie jesc takie wyroby czy nie.
      Moze lepiej rzeczywiscie zostan przy fecie ( ktora tez uwielbiam) bo to ser sprawdzony od lat.
      Zdrowka zycze:)

      Usuń
  3. I ja nie lubie i nie jadam tych smierdzacych "pysznosci", z tym ze tak jest u mnie od zarania dziejow i nigdy nie zmienilo sie. Lubie szwajcarski, gouda, zwykly bialy lub kremowy i oscypki. To mi wystarcza. A w restauracjach upominam 10 razy by dania czy salatki nie byly upiekszane zadnym serem. Ponadto nie lubie potraw posypanych gruboziarnistym pieprzem i wciaz sie dziwie dlaczego kucharze mysla ze im wiecej tym lepiej - jesli ktos lubi to sam sobie doprawi.
    Czesto wysokie ceny produktow sa tlumaczone wysokimi cenami benzyny, ale gdy ta spada to jakos zapominaja natychmiastowo obnizyc ich cene. Wygodne, co nie?
    Wiesz, Ataner, gdy widze co ludzie jadaja to dochodze do wniosku ze me upodobania sa tradycyjne i nawet nudne...... Z usciskami Serpentyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez ostroznie podchodze do nowosci kulinarnych ktore tym bardziej nie zachecaja zapachem ale zawsze kusi mnie zeby cos nowego chociaz sprobowac.
      Zgadzam sie, ze niektore dania podawane w knajpach to przerost formy nad trescia i nie wiadomo jak to "ugryzc".
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. Ataner!!Kocham Cie za ten opis:)))Tez byl taki czas w moim zyciu,niecheci do serow wyrafinowanych.Za to teraz jak chodze po sklepach i patrze na te cuda smierdzace to kopara(czyt.szczeka)wisi mi do podlogi:)Mam zawsze w lodowce rozne smierdziuchy i nawet kupilam pojemnik szczelnie zamykajacy sie,ktory nie wypusci na teren lodowki ani jednego zapaszku.Za to gdy wyjme pojemnik i go otworze to gdyby byly jakies muchy w domu to na sto procent jestem pewna ze padlyby w locie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki temu, ze mamy takie sery to nie mamy zadnych robali w domu:))))

      Usuń
  5. A ja wciąż nie mam odwagi sięgnąć po te śmierdziele, choć sery ogólnie lubię ;-)
    Cały czas też mam nadzieję, że mój portfel będzie też kiedyś zasobniejszy, aby poeksperymentować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eksperymenty niech robia inni, czasami schabowy jest lepszy jak najwykwintniejszy ser:)
      Za moich czasow byly do wybory dwa gatunki serow zoltych ktore jadla sie na okraglo, teraz jest duzo wiekszy wybor i wcale nie znaczy, ze te tansze sa gorsze, kwestia gustu.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  6. A ja od samego poczatku jak przyjechalam to sie rzucilam na smierdziuchy:)) Pamietam jak nasza gospodyni Victoria buntowala Owczesnego, ze jak mi nie zabroni kupowiac francuskich i wloskich smierdziuchow to pojdziemy z torbami. Victoria twierdzila, ze one takie drogie, bo ja place za samolot, ktorym przyjechaly;))) Moze i tak bylo, to bylo prawie 30 lat temu, teraz mam sklepy wloskie w dzielnicy gdzie mieszkam i oprocz tego, tak jak piszesz, rodzima produkcja tez jest super. KOcham smierdziuchy!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Pamietam kiedys wachalam cala droge dlonie, bo ciagle pachnialy mi smierdzielem a nie moglam doczekac sie kiedy wroce do domu i bede mogla spozyc te pysznosci.
    Ale owoce morza tez uwielbiam, rozne, rozniste, nawet najbardziej dziwne, lubie i tyle:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takimi serami to jak z wachaniem perfum, zbyt duzo gatunkow na polmisku przyprawia o zawrot glowy.
      Musimy skoczyc na weekend do Francji na degustacje takich smierdzieli jakich tutaj nie ma:))))

      Usuń
  7. Właściwie to wcale nie jem serów zółtych i pleśniowych, bo po nich najzwyczajniej w świecie choruję.Generalnie jadam tylko mozzarellę, a do niej oliwki czarne, pomidory i bazylię. Owoców morza i ryb morskich też nie jadam, mam szlaban. Lubię pstrągi pieczone, ale nie lubię sama robić ryb.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety czasami tak bywa, ze ze wzgledow zdrowotnych pewnych potraw jesc nam nie wolno.
      Jest tyle roznosci na swiecie, ze bez serow da sie przezyc zupelnie niezle.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  8. Dunczycy nie nauczyli mnie jesc smierdzacych serow, a tam bylo z czego wybierac; tutaj nie mam za duzego wyboru, w supermarkecie z 10 gatunkow szczegolnie z Vermontu i 5-6 europejskich w zabojczych cenach. W polskim sklepie tylko morski i krolewski :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybor serow w twoim polskim sklepie powalil mnie na kolana, to zupelnie tak jak za komuny w Polsce.
      Art, ale dobrze, ze ten sklep jest bo jak ci sie znudzi morski to zawsze mozesz kupic krolewski:)))

      Usuń
  9. Witaj Ataner.
    Wyobraź sobie ,że ja wciąż nie znam smaku pleśniowych serów.Nie potrafiłam się przełamać.Mimo,że tak pięknie opisałaś przecudny ich smak, znając siebie, pewnie się nie skuszę.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teniu, nic na sile. Jesli nie czujesz ochoty to nie zmuszaj sie, mnie zajelo wiele lat zanim przekonalam sie do smierdzieli.
      Pozdrawiam slonecznie:)

      Usuń
  10. Ja tam sery, szczególnie pleśniowe, lubię od lat. Obawiam się jednak, ze tak wyszukanych nie jadłam zbyt wiele razy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, ze nie wszedzie sa dostepne. Jednak skoro lubisz i bedziesz miala okazje to koniecznie sprobuj:)
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  11. Czasami mi się śni śmierdzący pleśniak przegryzany winogronami i popijany winem. Tak wygląda mój wymarzony zestaw, może dlatego, że rzadko go mam w całości.
    Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Winogrono jest bardzo sprzyjające spożywaniu smierdziuchow, łagodzi zdecydowanie zapach sera. Kolejnym wyjściem może być dżem wiśniowy. Dobrze pasuje z brie z piekarnika.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  12. Witaj, Ataner.
    Sery wszelkiej maści przedkładam ponad inne przysmaki. Im bardziej śmierdzące, tym lepsze( dla mnie. Tylko ja w rodzinie mam taki gust. Pozostali reagują podobnie do Ciebie z okresu przedserowego.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w klubie posiadaczy wyrafinowanego smaku. Wydaje mi sie, ze zrobilam sie jakas odwazniejsza bo w lodowce znajduje zupelnie, wczesniej, niejadalne warzywa i owoce. Przymierzam sie do zjedzenia kaktusa ale jeszcze nie w tym roku.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  13. Ale jak zjesz już tego kaktusa to powiesz jak smakował? Mam nadzieję, że odkroisz kolce? Czy wtedy kolców używa się jako wykałaczek? Po tej serii pytań widzę, że umysłowo wracam do etapu pytalskiego, czyli przedszkolnego, więc kończę, bo mogę zajść za daleko.

    OdpowiedzUsuń
  14. Joasiu kochana obecnie jestem na etapie przygladania sie kaktusom na stoisku warzywnym i nie jestem gotowa do ich konsumpcji.
    Pokusa jest jednak wielka bo to chyba niezle przezycie jedzac kaktusa. Widze, ze juz to robi furore.
    Jeszcze kaktusa nie jadlam ale pilam go pod postacia Tequili.
    Po Tequili boli mnie glowa apewnie po zjedzeniu kaktusa bedzie bolal mnie zoladek.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. jesteśmy serojadami - my rodzina czyli .Niestety niektóre zapachem powalają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami te najbardziej smierdzace sa najsmaczniejsze. Teraz jest ogromny wybor wiec kazdy moze cos znalezc dla siebie.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń