sobota, 8 grudnia 2012

Nowy Orlean

Bardzo, bardzo wcześnie rano prawie równo ze słońcem wzięliśmy się za pakowanie naszego kempingowego bałaganu. Dzisiaj wreszcie ruszamy na podbój Nowego Orleanu. Gdy już większe klamoty siedziały w aucie na stole rozłożyliśmy stertę ulotek i folderów w poszukiwaniu taniego hotelu. 
Ofert bez liku na każdej stronie i wydawać by się mogło, ze hotelarze to najwięksi przyjaciele turystów a nie pijawki wysysające dolary zamiast krwi i prędzej serce podadzą na dłoni niż wprowadza klienta w zakłopotanie astronomiczną ceną za pokój na jedną noc.
Telefon pomógł nam rozszyfrować dokładnie widoczne ceny. Rozmawiając z recepcją hotelu dowiadywaliśmy się, ze owszem jest taka cena ale dla członków takiego lub innego klubu. Drukowane ulotki być może nie były aktualne bo druk i dystrybucja zajmuje trochę czasu więc wzięliśmy się za internet. Okazało się, ze ofert nie z tej ziemi jest więcej niż chętnych i również tak tanio, ze powinniśmy wyprowadzić się z domu i zamieszkać w hotelu. Nie lubimy kupować w ciemno i zwykle oglądamy pokój który chcemy wynająć jeszcze przed zapłaceniem. Oczywiście gdyby w rachubę wchodził jakiś luksusowy hotel to jest gwarancja, ze jak na zdjęciu tak jest i w rzeczywistości. Nasze skromne fundusze jednak wykluczały nas z grona zamożnych turystów. 
Znaleźliśmy jednak internetowy kupon zniżkowy do hotelu w samym centrum Nowego Orleanu. Razem z nim cena w miarę rozsądna i obraliśmy kierunek na to właśnie miejsce.
Nie bez trudu znaleźliśmy hotel którego wejście usytuowane pomiędzy  witrynami sklepów umknęło naszej uwadze za pierwszym razem. Drugi podjazd okazał się szczęśliwy ale za to rozmowa z panienką za kontuaru to zupełne nieporozumienie. Nie wdając się w szczegóły napisze, ze żadne kupony nie były honorowane w tym miejscu. Niedaleko francuskiej dzielnicy znaleźliśmy parking z którego podzwoniliśmy do kilku moteli i znaleźliśmy pokój dla dwojga za normalna cenę.
Siedzieliśmy w aucie tuz obok widocznego od tylu hotelu Marriott. Była niedziela więc turystyczny, weekendowy szczyt właśnie powinien wyjeżdżać do domu i sądziliśmy, ze właśnie w takie martwe dni duże hotele powinny łapać okazje na noc z niedzieli na poniedziałek. Im więcej informacji tym lepiej więc zadzwoniliśmy właśnie tam aby przekonać się, ze tak nie jest. 185 dolarów za pokój bez okna poprawiło nam humory i kolejny telefon do sieciowego motelu zakończył nasze poszukiwania. Jak żyję nie mieszkałam w pomieszczeniu bez okna. Od razu skojarzyłam takie miejsce z aresztem bo w wiezieniu nawet cele maja okna. Gdy już zapłaciliśmy 73 dolary za dwuosobowy pokój w miejscu oddalonym od nas  siedem mil poczułam się bezpieczna i ruszyliśmy piechotą zwiedzić perełkę Nowego Orleanu czyli French Quarter.
Wizyta w tym mieście nieodwołalnie kojarzy mi się z kolorowymi sznurami korali na szyi każdego przedstawiciela ludzkiej rasy który zagłębia się w stare uliczki francuskiej dzielnicy. Zapewne i ja tak postąpiłabym gdyby nasza wizyta przypadła na koniec lutego kiedy szaleństwo Mardi Gras ogarnia wszystkich. Teraz jednak zadowoliłam się kolczykami w kolorze żółtym-żarówistym.
 
Emocje związane ze znalezieniem miejsca do spania w nadchodzącą noc minęły i opadła adrenalina w mym organizmie. Potrzebowaliśmy dobrej kawy aby stawić czoła wędrówce przez stare miasto. Jak kawa w Nowym Orleanie to nieodwołalnie w Cafe Du Monde. Ponoć serwują tam najlepszą kawę na południowym wybrzeżu. Bardzo często, włócząc się po nieznanych miastach zbaczamy z utartych szlaków turystycznych aby poznać je „od kuchni”. Traf chciał, ze od kuchni trafiliśmy w to znane miejsce. Przeciskając się pomiędzy urządzeniami zaplecza oczy pracowników zaledwie zwróciły się w naszą stronę a ich naćpane mózgi nie zdążyły nawet zareagować na naszą niespodzianą wizytę. Zupełnie niespiesznie kierowaliśmy się w stronę pomieszczeń dla konsumentów i przyznam, ze takiego brudu nie widziałam nawet w najuboższych dzielnicach ubogich miast. Tam gdzie mieliśmy oddać się niezapomnianej wręcz degustacji kawy było jeszcze brudniej. Na podłodze, plastikowych krzesłach i stolach walały się resztki jedzenia. Frytki rozgniatane naszym obuwiem przywodziło mi na myśl chodzenie po dżdżownicach . p strzelał wzrokiem jak zawodowy bodyguard w celu znalezienia jakiegoś miejsca nadającego się do chwilowego oddechu.
 
- Uciekajmy stad jak najdalej. Chrzanię ta kawę, nawet nie mam ochoty patrzeć na to a co dopiero jeść lub pić. Potrzebuję świeżego powietrza. Duszę się tu! - Znam tego mojego typka i wiem, ze nie było nawet nadprzyrodzonej siły aby zostać tutaj chwile dłużej.
Kelnerzy w brudnych zielonych fartuchach siedzieli pod ścianą a obok nich stały miotły do zamiatania podłogi. Pod dachem nie było jednak ani jednego wolnego miejsca. Niewiele lepiej było na otwartej przestrzeni. Ja, może jeszcze z wielkimi oporami natury estetycznej mogłabym poczekać na stolik ale w żaden sposób nie udało się to p. Usłyszałam „nigdy w życiu” na moje zachęty i skierowaliśmy się na lunch do Hard Rock Cafe.
Moje niespełnione nadzieje topiłam z przyjemnością w kolejnej margaricie a p. pil siurowatą kawę. Nie byłam w stanie zjeść całej przyniesionej porcji ale i tak czułam się najedzona do jutra. Lekko rozleniwiona i syta zmusiłam się do dalszej drogi która pomogłaby mi zrzucić nadmiar szalejących w moim organizmie kalorii.
Nowy Orlean to zwariowane miasto przyciągające artystów, nibyartystów i dziwaków. Każdy z takich ulicznych wykonawców liczy na chwilę dobroduszności lub naiwności przechodnia i wrzucony grosz do niebieskiej patelni jak na zdjęciu powyżej lub do stalowego kociołka jak na zdjęciu poniżej.
Bourbon Street jest sercem francuskiej dzielnicy tętniącej życiem przez całą dobę.


Przy moich zdolnościach kręcenia głową, sowa wydaje się początkującym adeptem tej niespotykanej zdolności. Dookoła dzieje się coś ciekawego i nie dość, ze trzeba to zauważyć to jeszcze zapamiętać. 
Knajp na jednej ulicy jest tyle, ze aby skusić przechodnia trzeba uciec się do wyszukanych sposobów. Tańczącej „piękności” w wejściu do jednej z nich z pewnej odległości przyglądali się dwaj funkcjonariusze policji. Ich beznamiętne twarze zdradzały większe zainteresowanie nadchodzącą wyplatą niż tym co dzieje się na ulicy.
Ameryka to niezrozumiały kraj. Tutaj mężczyzna ma już 21 lat a nie dopiero 18. Przy zakupie alkoholu w supersamie jestem legitymowana jak nastolatka choć na oko widać, ze nią nie jestem (przyznam, ze czasami poprawia mi to samopoczucie) a tutaj wszystko wolno. Pije każdy i wszędzie. Aby lepiej to widać to drinki na wynos sprzedawane są w rzucających się w oczy kolorowych menzurkach.
Dopóki ludzie bawią się jest bardzo przyjemnie w takim mało rygorystycznym mieście. Gdy alkoholu za dużo w głowie to i w tak barwnym miejscu jest zupełnie pospolicie.
Pośród wielu osobników płci obojga istnieje przeświadczenie, ze piwo to napój orzeźwiający a nie alkoholowy ale od dziś ja uznam, ze do takowych zalicza się również wino. Zupełnie oficjalnie spożywane jest w uczęszczanych miejscach a pan „hoodoo” jako dodatkowy rekwizyt swego tajemnego kącika na chodniku pozostawił nawet korkociąg tan gdzie go włożył w celu otwarcia butelki z boskim napojem.
Nie ma brzydkich kobiet tylko wina czasem brak. Patrząc bacznie pod nogi zapraszam na krotki spacer tą jedyną w swoim rodzaju ulicą.
Jak wygląda wolna chwila w życiu człowieka XXI wieku?
Nie ma takowej bo w całości wypełnia j
ą telefon komórkowy!
Czy francuska dzielnica może się podobać? To bardzo subiektywne odczucie, mnie nie bardzo. Ulice zaniedbane, domy zwyczajne i gdyby nie balkony i kwiaty byłoby tutaj smutno. Takie miałam wrażenie po dniu spędzonym w tym miejscu. Jak zmieni się mój stosunek do Nowego Orleanu okaże się już niebawem gdy obudzę się po rozkoszach poznawania nocnego życia.

45 komentarzy:

  1. Ileż tam osobliwości! Wydawać by się mogło, że po sfotografowanych przez Was ulicach chadzają same nietuzinkowe osoby. Pełny wachlarz osobowości.

    Mnie również nie podoba się Nowy Orlean, ale to nie zmienia faktu, że z przyjemnością i naprawdę dużym zainteresowaniem przeczytałam Twoją fotorelację. Fajnie było zobaczyć nie tylko pejzaże, ale przede wszystkim ludzi - nie od dziś wiadomo, że mają oni spory udział w tworzeniu klimatu danego miejsca.

    Bez Waszych "modeli i modelek" Nowy Orlean byłby dla mnie tylko brzydki, a tak jest kolorowy i ciekawy.

    Pozdrowienia z chłodnej wyspy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wspolczesna Wieza Babel, ludzie tu zjezdzaja ze wszystkich zakatkow kraju aby poszalec do woli. Dac upust swym emocjom i znalezc sie w odmiennych niz domowe warunkach. Gdyby nie French Quarter to nie byloby po co tam jechac.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Witaj Ataner :)
    Przebogaty materiał na dzisiejszym poście , mam mały mętlik w głowie zobaczyłam Nowy Orlean Twoimi oczami jest piękny , dziwny , ekscytujący i taki normalny :)
    W pokoju bez okna też bym się czuła jak w celi , jutro na spokojnie wrócę do Ciebie :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciezko sie w tym szalenstwie polapac, sama ciagle nie wiem czy chcialabym tam pojechac jeszcze raz. Miejsce ciekawe ale baaaaardzo odmienne od okolic w ktorych mieszkam.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. A ja sie zakochalam w NO juz ponad 20 lat temu, kiedy bylam tam pierwszy raz. Potem odwiedzilam to miasto jeszcze 3 razy i gdybym nie mogla mieszkac w NYC to pewnie wybralabym NO. Chociaz nie wiem jak jest teraz po Katrinie, bo nie bylam jeszcze i przyznam, ze troche sie obawiam, ze zmienilo sie na gorzej..;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moja koncowa opinia wstrzymam sie do nastepnego posta gdy noc odkryje swe uroki. W dzien nie stwierdzilam zniszczen Katriny, ludziska bardziej dewastuja niz sporadyczne anomalia przyrody. NO zyje swym szybkim tempem i nie sprawia wrazenia leniwego poludniowego miasta.
      Pozdrawiam z lekko zimowej polnocy.

      Usuń
  4. Wspaniały jest Twój reportaż z Nowego Orleanu!:-))
    A dlaczego uważam go za wspaniały? Bo nie dość, że zawiera mnóstwo dobrych, dokumentujących sprawy, o których piszesz zdjęć, to jeszcze sam Twój opis miasta zaciekawia i sprawia, że chciałoby sie samemu tam pojechać, by zobaczyć, dotknąć, poczuć ten klimat i zapachy.Nawet perypetie zwiazane z poszukiwaniem kwatery na noc są fajne, bo przecież jakże to inne od zwykłych standardów hotelowo, motelowych. Nie było nudno, w każdym razie!
    Ataner - mam jedną uwagę w sprawie zdjeć. Otóż wiem, że w wielu krajach zabronione jest robienie wyraźnych zdjec obcym osobom, tak wyraźnych, ze można na nich rozpoznać ich twarz.Czy nie miałaś z tym problemu? Czy nikt na Ciebie nie krzyczał? ( np. ta pani z dziwaczną otyłościa, która wygląda jakby miałą z przodu pupę?!).
    O przepisach związanych z zakazem publikacji zdjęc bez zgody portretowanych osób przeczytałam niedawno na jednym z portali, zajmujących sie sprzedażą zdjęć. Ale może, gdy publikuje sie takie zdjecia w celach nie komercyjnych a kulturoznawczych, to nie ma takich obostrzeń?
    Pozdrawiam i przesyłam wyrazy uznania za kawał dobrze wykonanej, reporterskiej roboty!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie sadze aby ktos mnie skarzyl za swoj wyglad. Chcialam zrobic zdjecie niebieskiej patelni ale ta para wpadla mi w kadr i takie oto wyszlo zdjecie.
      Gdyby bylo takie prawo, to wszyscy paparazzo mieliby wyroki dozywotniego wiezienia. Nie zarobkuje sprzedajac zdjecia ulic, zatloczonych czy pustych.
      Znalezc dobry i tani hotel to nie lada zadanie. Mozna zaplacic pelna cene ale my wolimy zaoszczedzic kilka %. Np hotel "A" zada za pokoj 100 dolarow a internetowa strona Hotels.com sprzedaje go za 70 dolarow. Dziwne ale tak juz jest w USA.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. No widzisz! Nie wpadło mi do głowy to o paparazzich.
      A tak w ogóle to uważam, że zdjęcia ludzi są najciekawsze. One dokumentują ich obyczaje, zachowania, sposób ubierania, ciekawe miny. A tyle ciekawych osobników na ulicach Nowego Orleanu chodzi, że aż pewnie korci, by ich fotografować.
      Ja miałam to samo w Australii, ale musiałam fotografować ostrożnie i czasami z ukrycia, bo po prostu nie każdy sobie tego życzył. A na dodatek Aborygeni w ogóle nie pozwalają na robienie sobie zdjęć (a szkoda!). A jest to związane z ich wierzeniami i silnym tabu, co do uwieczniania fizjonomii...
      Ech, Ataner! Patrzę jak sobie podrózujesz i też mi sie znowu zamarzyło! A tu tymczasem zima sroga i trzeba się cieszyć, że jeepek da radę dojechać tych parę kilometrów do najbliższego sklepu!
      Serdeczne pozdrowienia od osiadłej( na jakiś czas) wędrowniczki!:-))

      Usuń
    3. Masz racje, co czlowiek to inna historia, inne zachowania i ponoc wszystko mamy wypisane na twarzy nie zawsze jednak udaje sie to uchwycic na fotografii.
      Tutaj szczegolnie Indianie sa uczuleni na to jak robi im sie zdjecia, nie lubia tego. Wedlug ich wierzen fotografia kradnie dusze, co kraj to obyczaj.

      U nas zima jeszcze nie zagoscila, ale jak sypnie sniegiem to przynajmniej dwa dni nie pojde do pracy:))

      Usuń
    4. Jak rozumiem, przydałby się taki mały odpoczynek, co? Zima też sie na cos przydaje...He, he!

      Zauwazyłam, droga Ataner, że na blogu Utygan pytałaś o to, jak sie robi zakwas na chleb. Podam Ci wobec tego linka do strony, z której ja sie nauczyłam go robić i w ogóle wypiekać chlebki i bułeczki.

      http://piekarnia.wordpress.com/2008/07/04/jak-zrobic-zakwas-na-chleb/

      To nie jest trudne, tylko po prostu trzeba o tym zakwasie co jakis czas sobie przypominać, by dosypać do niego odrobinkę mąki zytniej i wody i by go przemieszać. Ten zakwas, to takie żywe stworzenie, bo rośnie i potrzebuje opieki. Tylko do pieczenia chleba potrzebny jest dobry piekarnik - grzejący równomiernie i najlepiej z termoobiegiem.

      Podobnie jak zakwas robi kisi się żurek.Tylko poza mąką i przegotowaną wodą daje się tam trochę skórki od chleba i czosnku. I już po czterech dniach mozna gotować pyszny, zdrowy żur czy zalewajkę na włąsnoręcznie robionym zakwasie!

      Spróbuj Ataner! To daje niesamowitą frajdę i jest kawałkiem Polski na obczyźnie!Wiem, co mówię, bo bawiłam się w to w Australii...
      Pozdrawiam ciepło!:-)

      Usuń
    5. Olu, bardzo dziekuje za adres strony i przepis. Chetnie skorzystam, tutaj niby mamy duzy wybor polskich produktow ale nie ma to jak wlasnorecznie zrobiony chlebek. A zurek uwielbiam, jeszcze raz dziekuje.
      Zycze Wam milego dnia:)

      Usuń
    6. Olgo, to Ty masz rację jeśli chodzi o publikację zdjęć. Paparazzi robią zdjęcia osobom publicznym, aktorkom, politykom, piosenkarzom. Na zdjęciach Ataner są osoby prywatne i bez ich zgody nie wolno takich zdjęć publikować. Nawet jeśli zapytasz kogoś czy możesz mu zrobić zdjęcie, a on wyrazi zgodę, oznacza to tylko zgodę na zrobienie zdjęcia, nie na jego publikację. Nie ma też żadnego znaczenia tłumaczenie, że chciałam zrobić zdjęcie kotu, a ta pani wlazła mi w kadr.
      Anna

      Usuń
  5. :)Olga napisała tak dużo,jakby z ust mi wyjęła.Mnie najbardziej rozwalił Trabant i zwłoki roweru.Zaciekawiło zdjęcie buma z flaszką wina i no właśnie co było pod stolikiem mleko?? Sprężaj się proszę znowu będę musiał czekać miesiąc na nocne życie NO.W Krakowie w nocy było -15 zapowiada się ładny słoneczny dzień,termometr na północnej stronie wskazuje -11.U Ciebie cieplutko( 1)i oby tak było jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mleko jest w innych butelkach ale pomysl popijania wina cieplym mlekiem uwazam za bardzo wyrafinowany, taki dla smakoszy:))))))
      U nas ciezko szpanowac autem chyba, ze jedziesz Ferrari albo Aston Martinem. Trabant wzdudza zainteresowanie bo jest ich niewiele.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Czesc, Ataner. Pamietam ze juz wczesniej wyrazilam opinie o NO i podalam fakt ze mieszkajac blisko nigdy nie czulam checi zwiedzenia go. Teraz widze jak bardzo mialam racje. Serdecznie pozdrawiam z za cieplego Arkansas - Serpentyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serpentynko w sekrecie zdradze, ze na lampke szampana warto tam wybrac sie na weekend.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Nowy Orlean to wielce osobliwe miasto , jak widać. Nie wiem nawet, czy nie za wiele tu tego "folkloru"? Widziałam kiedyś ten nowoorleański karnawał- wyglądało to nawet zabawnie i kolorowo, ale nie jestem wcale pewna, czy au naturel też bym to tak odebrała.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telewizja klamie, wydaje mi sie, ze uczestniczac w takiej zabawie na zywo jest o wiele fajniej.
      Dla ludzi ktorzy lubia taka forme zabawy jest to raj na ziemi ale trzeba miec dobrze wypchany portfel dularami:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. "Pokój bez okna" - to musi być coś ekstra. Tylko dla orłów. ;)

    Swoją drogą, jak tak czytam o tęsknotach za dobrą kawą, to pomyślałem, że muszę wskrzesić mój wpis o kawie (skasowany, ale zdjęcia się zachowały), który udowadniał, że nie tylko sieciówki się liczą, w "spelunie" też może być fajnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to czysta abstrakcja i nawet nie wiem jak sie do tego ustosunkowac. W zyciu w takiej celi za ktora trzeba jeszcze slono zaplacic nie spedzilabym nocy.
      Ja od dluzszego czasu nosze sie z zamiarem napisania o amerykanskiej kawie, poczekam jednak na twoj post, bo moze zamkniesz w nim wszystkie tematy ktore chcialam poruszyc.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. och, jak bym chciała pojechać kiedyś do Nowego Orleanu! Oczywiście mi też w pierwszej kolejności kojarzy się z koralikami kolorowymi na szyjach;-)
    No ale teraz juz wiem coś wiecej dzieki Tobie! Super fotki! I trabant powala:)
    Bardzo dziwne to, ze tak mozna sobie chodzić po ulicach z tymi kolorowymi drinkami:)
    Odnośnie pokoju bez okna- nawet nie wiedziałam, ze takie mogą istnieć w hotelach! masakra..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokoj bez okna robi furore i widze, ze nie tylko ja zostalam zaskoczona takim pomyslem.
      Ja nosilam sie z zamiarem odwiedzenia Nowego Orleanu juz od dluzszego okresu czasu i dopiero w tym roku mi sie udalo i nie zaluje.
      Pomysl na fosforyzujace drinki chyba wprowadze w domu:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. I wyprzedziłaś mnie :) Byłaś u mnie na blogu szybciej, niż ja u Ciebie :)

    ale, ale: teraz oficjalnie:)

    Zapraszam Cię do blogowej zabawy i odpowiedzi na kilka pytań. A chciałabym, żebyś na nie odpowiedziała ponieważ uwielbiam Twój blog i niezmiernie cenię sobie znajomość z Tobą :)
    dziękuję, że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, jeszcze raz serdecznie dziekuje za wyroznienie i chetnie odpowiem na zadane przez ciebie pytania.
      Ja rowniez bardzo cenie sobie znajomosc z Toba, buziaki:)

      Usuń
  11. rzeczywiście, wygląda to bardzo liberalnie, na dłuższą metę można się przyzwyczaić pewnie, ale na turystach zrobi to z pewnością niesamowite wrażenie
    życie & podróże
    gotowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewatpliwie Nowy Orlean rozni sie od innych amerykanskich miast i moze dlatego cieszy sie taka popularnoscia.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. super fotki i super relacja /handbikerka/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo milo mi, ze moja relacja przypadla ci do gustu.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Witaj Ataner
    Mam mieszane uczucia.Nie wiem co napisać.To co pokazałaś to na pewno nie jest moim snem o Ameryce.
    Pozdrawiam Cię serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Teniu, jaki ten kraj fajny i kazdego moze zaskoczyc.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Ataner kochana, zrobiłaś rewelacyjne zdjęcia, niesamowity reportaż, obnażający Amerykę z jej kiczem, brudem, dziwactwem... Oto Ameryka... Pozdrawiam ! Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ameryka, to kraj pelen kontrastow. Sa miejsca gdzie jest brudno, a sa i takie, gdzie mozna pisze to oczywiscie w przenosni jesc z chodnika.
      Nowy Orlean to miasto tetniace zyciem non stop, a najlepsza zabawa rozpoczyna sie wieczorem i trwa do bialego rana.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Niesamowity koloryt! Na pierwszy rzut oka robi wrażenie, ale na dłużej chyba już nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa miejsca ktore sa mniej lub bardziej atrakcyjne. Nowy Orlean, to miejsce wiecznej zabawy wiec dla kogos kto lubi inna forme wypoczynku, to nie jest wlasciwe miasto.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  16. Bardzo mi sie podoba Twoja fotorelacja. Swietne zdjecia i opisy, zrobilam z Toba spacer wirtualny z wielka przyjemnoscia! Kazda taka relacja zza oceanu mnie ciekawi i zadziwia, niby tacy sami ludzie jak my tytaj w Polsce, a inni. Tej wolnosci i fantazji zazdroszcze Nowoorleanczykom.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Rozyczko, milo mi, ze wirtualny spacer przypadl ci do gustu. Zapraszam wiec na nocna wycieczke ktora opisze wkrotce.
      Nowy Orlean to kolebka jazzu, a z tego co pamietam to lubisz ten gatunek muzyki:)

      Usuń
  17. o cholera! wyglada to jak ameryka lacinska. jak san telmo w buenos aires albo dzielnice quito.
    a czy ta pani na zdjeciu z niebieskim talerzykiem nie ma czasami posladkow z przodu?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda nie bylo tam argentynskiego szalenstwa ale zaledwie namiastka. Dobre i to gdy szaro i ponuro dookola. Troche wolnosci nikomu nie zaszkodzi gdy zakazow i nakazow jest tyle, ze az nie wiadomo czy wolno ci oddychac w odleglosci dziesieciu metrow od innego osobnika aby go nie pozbawic tlenu.
      Pani ze zdjecia z niebieskim rekwizytem jest rzeczywiscie niesamowita.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Nie przypadl mi do gustu Nowy Orlean..., ale o gustach i smakach sie nie dyskutuje. Dziwny to kraj ta Ameryka...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zywo wszystko wyglada lepiej i moze az tak nie razi jak wyrwany kadr z calosci. Pomimo wszystko tak wlasnie jest we Francuskiej Dzielnicy i najlepiej przezyc to samemu. Swiat jednak jest za duzy aby wszystko zobaczyc i poznac. Dzieki internetowi mozemy liznac jego rozna kawalki i narobic sobie smaku aby tam pojechac albo pojechac gdzie indziej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  19. Nie wiem, czy by mi się tam spodobało. Zobaczyć bym chciała. W liceum miałam przez rok nauczycielke j. angielskiego, która przyjechała do nas właśnie z N.Orleanu. Bardzo barwnie przedstawiała to miasto :)
    Pozdrawiam Ataner!
    O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto poznawac nowe miejsca, nawet te kontrowersyjne. Cos w czlowieczej duszy zawsze ciagnie nas do nieznanego i dlatego zdobywamy szczyty gor aby rozejrzec sie dookola i stwierdzic, ze za kolejna gora moze byc jeszcze ciekawiej. Ale, ale co ja wypisuje przeciez ty doskonale o tym wiesz bo nie na darmo jestes Obiezyswiatka!!!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  20. Jestem pewna, ze gdybym przeczytala i obejrzala Twoj post gdy miałam 20 lat i jeszcze kilka lat potem, to zapozyczylabym sie w znanych firmach pozyczkowych i pojechalabym aby zabawic sie, posluchac jazzu i poodychac miejscem tak niezwykle barwnym. Wiem, że nawet pokoj bez okna nie wystraszyl by mnie. Dzisiaj juz nie ta perspektywa. Cudownie oglada sie cudzym okiem, bez poniesionego trudu znalezienia hotelu. Zdjecia cudne, obiekty na zdjeciach niezwykle opisy kapitalne, czegoz chciec wiecej? Nawet nie staram sie powiedziec co zrobilo na mnie najwieksze wrazenie, tyle tego jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, teraz bysmy pokazaly malolatom jak sie bawic. Juz nie jedna nieudana impreza za nami wiec nie powtorzymy tego samego bledu dwa razy. Joter i Ataner roznioslyby caly French Quarter a alkoholu brakloby na dwa nastepne tygodnie. Naszymi goscmi byliby wszyscy mieszkancy NO, a co tam raz sie zyje.
      Jestes gotowa?:)))))))

      Usuń