czwartek, 5 czerwca 2014

Zwariowany początek.

WYBÓR
  Nie można zwiedzać bagien Florydy tylko piechotą więc ulegając reklamom i opisom tych którzy przeżyli atrakcje podróży łodzią ze śmigłem postanowiliśmy przeżyć kilka chwil o których mówi się „niezapomniane”. 


Duży wybór nie zawsze stanowi ułatwienie w podjęciu decyzji i jak można było się po nas spodziewać nie braliśmy tych najbardziej rozreklamowanych firm pod uwagę. Przeglądając pobieżnie foldery reklamowe wychodziło na to, że każda firma oferuje te same rozrywki i atrakcje. 

Dla nas największą i jedyną atrakcją miało być spotkanie z aligatorami. Tym razem ja podjęłam decyzję gdzie mamy się udać. Jeszcze przed wyjazdem wyczytałam, że „Byczy Tygrys” jest właścicielem kilku łodzi i na dodatek jest Amerykaninem/Indianinem. To przeważyło szalę na jego korzyść i z ulgą mijaliśmy zatłoczone, najbardziej popularne miejsca. 

ŁAPÓWKA
  Po prawej stronie na parkingu przy Buffalo Tiger stało kilka aut. 

Tam właśnie pozostawiliśmy nasz pojazd i weszliśmy do biura gdzie można nabyć bilety na odpowiednią godzinę i wybraną łódź. 
- Ja nie chcę jechać autobusem, wolę taką małą i zwinną łódź. - p. jak zwykle ma swoje preferencje od których trudno go odwieść. Na początku nie widziałam różnicy pomiędzy jedną łodzią a drugą ale po dokładnym przyjrzeniu się musiałam (niestety) przyznać rację malkontentowi. - Musimy mieć miejsce w pierwszym rzędzie i łódka nie może mieć przedniej szyby aby poczuć pęd przygody. - Mnie zadowoliłaby każda łódź i im wyżej i dalej od krokodyli tym lepiej. Kupiliśmy bilety na wyjazd w bagna i okres oczekiwania wynosił 15 minut. Zupełnie zadowalająco bo w tym czasie mogłam oswoić się ze świadomością co nastąpi za chwilę. p. kręcił się i wiercił. Nie mógł usiąść na miejscu i ruszył w kierunku zaparkowanych łodzi aby bliżej przyjrzeć się parkowi maszynowemu. 
- Taka. Żadna inna. - Oświadczył zdecydowanym głosem i odszedł w stronę bramkarza który ustawiał ludzi w kolejce do następnego wyjazdu. - Zaraz wracam. - Rzucił nawet nie odwracając się w moją stronę. Stałam zatem wpatrując się w źródło napędu wehikułu którym miałam podążyć na spotkanie aligatorów. Po trzech minutach wrócił p. z zadowoloną miną i oświadczył, że dał łapówkę bramkarzowi aby wpuścił nas pierwszych na małą łódź bez przedniej szyby. Uśmiech mu nie zniknął nawet wtedy gdy oświadczył mi iż musimy poczekać dodatkowe 45 minut gdy właśnie taka powróci z bagien. Łapówka to rzecz znana i praktykowana na całym świecie ale nie bardzo mi to się podobało.
Czas oczekiwania uprzyjemnialiśmy sobie spacerem wzdłuż pobocza drogi wypatrując szansy na zobaczenie jakiegoś gada. 



Dzisiaj szczęście nam sprzyjało bo w nasza stronę przypłynął krokodyl-aligator. O kurcze blade! One są wszędzie! Ochota na wypłyniecie zupełnie mi odeszła. Wróciliśmy w pobliże cywilizacji i ostatnie 15 minut grzecznie siedziałam na ławce oczekując na dodatkowo opłaconą łódź. 

BRAK WPRAWY
  Gdy nadeszła pora aby wejść na pokład „naszej” łodzi bramkarz wprawnie nas zablokował wpuszczając na pierwszą ławkę czteroosobową rodzinę. Dla nas pozostała opcja zajęcia miejsc w tyle. Podałam bilety wstępu dla dwóch osób ale tej drugiej osoby przy mnie było. Zdezorientowana zaczęłam się rozglądać za mężem którego zobaczyłam stojącego jakieś dwadzieścia metrów dalej. Wyraz mej twarzy mówił „no chodź” ale oblicze męża było martwe i złowieszcze. 

- Nigdzie nie płynę. - Usłyszałam syk pomieszany z gulgotem wściekłego indora. Pokornie wycofałam się od wejścia a p. w kilku susach znalazł się przy mnie. Stałam jak oniemiałe cielę gdy on wyrwał mi bilety z ręki i w kolejnej sekundzie zniknął w budynku biura. Nerwowo zaczęłam szukać papierosów w kieszeniach przeciwdeszczowej kurtki. Powrócił p. i wręczył mi pieniądze ze zwrotu biletów. To jak teraz będzie? Koniec wycieczki na bagna? 
- I co? - Spytałam z głupia frant bo raptem po ponad godzinnym oczekiwaniu znaleźliśmy się z palcem w du... lub w punkcie początkowym. - Przebił cię, wyszedłeś z wprawy kochanie. - Chciałam jakoś załagodzić sytuację ale niestety dolałam oliwy do ognia.  
- Nie martw się, po prostu ten gość zapłacił dużo więcej niż ty. - Kontynuowałam spokojnie i wyrozumiale ale nie wiem czy p. dosłyszał koniec zdania bo znów się zdematerializował. Dostrzegłam go idącego w stronę wejścia i podążającego prosto do bramkarza. p. ujął go pod pachę i odciągnął na bok. Indianin nie stawiał oporu i chociaż nie słyszałam rozmowy to widziałam dokładnie, że łapo-biorca oddał kasę łapo-dawcy. 

ATANER DAJE POPIS
- Przyjedziemy tu jutro? - Moja wyrozumiałość jest podziwu godna i w duchu zgodziłam się na ponowny przyjazd w to samo miejsce. 

- Coś ty! - Odparował i obrzucił mnie spojrzeniem którego wolałabym już nigdy w życiu nie widzieć. - Pojedziemy dalej... - Tu przerwał i podszedł do bramkarza. Byłam blisko i słyszałam jak z ust p. ulatnia się trujący gaz pomieszany ze słowami: czy mógłbyś polecić nam jakąś inną firmę? No nie, to już szczyt bezczelności, dać łapówkę, po chwili zażądać jej zwrotu i jeszcze poprosić o poradę lub przysługę. Patrzyłam jak przede mną rozgrywa się farsa dnia powszedniego. 
- Pięć mil dalej. - Odrzekł nagabywany a p. wylewnie mu podziękował i na dodatek życzył miłego dnia swemu rozmówcy. Już nie musiałam pytać gdzie jedziemy i co robimy. Zasiadłam za kierownicą i uruchomiłam silnik. Mój pasażer dyszał ciężko jak w zawale i nic nie mówił. 
Przed szopą udającą dom parkowały dwa auta i zapowiadało się krótkie oczekiwanie na przygodę w tym nowym miejscu. Ledwo zamknęliśmy drzwi samochodu a już podążał do nas młodzian o ryżych włosach z uśmiechem od ucha do ucha i papierowo bladej cerze. Żywy Irlandczyk w indiańskim rezerwacie na Florydzie, do prawdy świat zwariował. Od razu na parkingu wypytaliśmy naganiacza o typ łodzi, cenę i termin oczekiwania. Okazało się, że trafiliśmy w wymarzone miejsce gdyż posiadają tylko zwinne łodzie, czekać nie musimy bo już jest prawie komplet a cena jeszcze niższa niż tam gdzie byliśmy poprzednio i co najważniejsze, miejsca z przodu są gwarantowane!!!!! Ucieszona faktem, że taniej ruszyłam w stronę mało atrakcyjnego wejścia. Pchnęłam drzwi wejściowe i środek mnie urzekł odmiennością. Czysto, elegancko i przyjaźnie. 
Wymieniliśmy między sobą uwagi o niebywałym szczęściu, że wszystko idzie po naszej myśli i zaczęliśmy przyglądać się wyrobom w stylu kultur indiańskich oraz ciuchom a'la Indianka gdy irlandzki naganiacz poprosił nas abyśmy zapłacili za usługę bo czas udać się na pokład szalonego pojazdu. Przymierzanie spódnic musiałam odłożyć na później bo nie było teraz na to czasu ale byłam pewna, że coś kupię bo zwrócona łapówka plus różnica w cenie przejażdżki na bagna równa się spódnica. Dolary zawirowały mi w głowie i zamąciły zdrowy rozsądek. Uśmiechałam się do wszystkich obecnych pod strzechą i nawet dokładnie nie dosłyszałam ceny którą powinnam uiścić w kasie. p. stał niezbyt daleko ale jakby udawał, że mnie nie zna. Jemu tylko krokodyle w głowie a nie spódnice dla ukochanej żony. No cóż przecież to odmienna płeć. Kameralny nastrój jakby mnie uskrzydlił i nie dbając o bilety odeszłam od kasy pozostawiając na ladzie 40 dolarów. Minęłam p. którego oczy pałały dzikim przerażeniem i grymasem niesmaku na twarzy i przeszłam przez drzwi przytrzymywane przez Irlandczyka tam gdzie czekała łódź. 
- Ale masz tupet, orżnęłaś ich w żywe oczy. - Trajkotał p. idąc tuż za mną. 
- O co ci chodzi? - Stanęłam a p. dziobnął mnie w plecy obiektywem aparatu który wisiał mu na szyji a brodą uderzył w moją głowę. Popłynęła łacina. Z obu stron. Śmigło wolno obracało się na łodzi gotowej do odpłynięcia a my staliśmy i dyskutowaliśmy o mym zuchwale cinkciarskim oszustwie. - Przecież zapłaciłam. Kurka wodna płaciłam. Zostawiłam dolary na ladzie
- Tak tylko o 16 dolarów mniej. 
- Ja? - Nie mogłam zrozumieć o czym p. mówi. 
- A kto!? Rzuciłaś cztery dychy, odwróciłaś się na pięcie i poszłaś do wyjścia. Wszyscy jeszcze trwają nieruchomi w szoku. Nic nie zauważyłaś? 
- Nie. Nic. - Odjęło mi mowę gdy znaczenie słów dotarło do mego zaprzątniętego spódnicami umysłu. - I co teraz? - Poczułam jak życie ze mnie uchodzi i nogi zamieniają się w waciane podpory niezdolne utrzymać mnie w pionie. 
- Teraz wskakuj na ławkę bo już wszyscy czekają
- Idź pierwszy bo ja z brzegu nie siadam. - Nie wiem jak czuje się złodziej przyłapany na gorącym uczynku ale jestem pewna, że przynajmniej bardzo podobnie jak ja wtedy.
CIĄG DALSZY ZA TYDZIEŃ LUB 10 DNI :)))

20 komentarzy:

  1. Świetna opowieść :)) Namieszane, jak zawsze, niespodziewane zwroty akcji i nie wiadomo, jak się skończy ;) Tzn. krokodyle Cię nie pożarły .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam podzielić moją kolejną relację podzielić na dwa kawałki bo post byłby długi jak Przeminęło z wiadrem pełnym krokodyli. O pożeraniu będzie dużo pózniej ale szczęśliwy koniec zapewniony.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Jakie znow krokodyle na Florydzie???
    A P. zamiast sie cieszyc, zes taka oszczedna, jeszcze sie obrusza.
    Zaczynam sie obawiac, ze w ramach rekompensaty za stracone 16$, rzucili aligatorom kogos na pozarcie.
    Czekam niecierpliwie dalszego ciagu! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tak się nawyrabiało, że od niedawna również i krokodyle są na Florydzie. Teraz mamy aligatory i krokodyle i inne niespodziewane gatunki jak pyton birmański.
      Myślę, że pozbawiłam właścicieli tylko części zysku a nie całego bo nie utopili nas ani nie poszczuli głodnymi gadami.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Floryda w ogóle nie kojarzy mi się zbanami :-)))
    Raczej ze słońcem :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z bagnami :-)))
    Przepraszam literówka wyszła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słońca tam pod dostatkiem o każdej porze roku a cudowne plaże wręcz kuszą swą urodą. Tak jest na wybrzeżu a w środku lądu na południu rozciąga się rozległy teren gdzie ląd miesza się z wodą i zamieszkują na nim zwierzęta bo nie ma jak postawić domów aby człowiek znów zapanował nad tym kawałkiem lądu. Dziki to teren i ciągle zaskakujący.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Zupełnie nieoczekiwane zajścia na początku dnia zapowiadały emocjonujący przebieg wydarzeń zaraz po odpłynięciu w szuwary.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Spódnice przecudne! Ta kolorystyka indiańska, niezwykła. Ach, pal sześć, że cosik pokręciłaś z zapłata. Przezyją jakoś! A co do aligatorów, to juz drżę na mysl o tym ,co tam dalej zobaczyliście i co Was zobaczyło!:-))
    Całusy!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprawa na aligatory byla niezwykla juz wkrotce o tym napisze. Oj bedzie sie dzialo, bedzie. Moge zdradzic, ze przezylam chwile grozy.
      Pozdrawiam:)


      Usuń
  7. Fajne te kiecki.
    Aligatory mniej fajne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele kobiet marzy o torebce z takiego potwora albo chociaz o malym portfeliku ja wole podziwiac je w ich naturalnym srodowisku.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Przecież jesteś kobietą i to oszczędną kobietą, więc nic dziwnego, że licząc ewentualne korzyści nie dotarło do Ciebie ile ta wodna frajda kosztuje.Ja potrafię płacąc gotówką 80 zł dać dziesięć zł i jeszcze na resztę czekać.Średnio po 10 sekundach, gdy kasjerka i ja patrzymy się na siebie z niemym zdziwieniem na ogół przytomnieję i przepraszam za pomyłkę. Miałam kiedyś sakwojaż ze skóry aligatora, z czasów sprzed II wojny światowej.Mało praktyczny, bo nawet pusty był dość ciężki. Czekam na c.d.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać głowę miałam zaprzątniętą ciuchami a nie krokodylami a na dodatek troche się lękałam wypłynięcia w bagna bez szans na przeżycie w razie katastrofy.
      W obecnych czasach są takie dobre podróby, że nie potrzeba zabijać aligatora aby pochwali się krokodylową torebką.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Łodzie na pierwszy rzut oka wcale nie wyglądają bezpiecznie. Chyba ze strachu opóźniałabym wejście na ich pokład. Te płytkie fotele, z których tak łatwo się ześliznąć!!!! Już robi mi się słabo!
    Co innego spódnice - po prostu bajka. Tam bym przeczekała wycieczkę, bo takich "kasowników zębowych" to strasznie się boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam powracających z wyprawy na bagna i jakoś zaufałam tym płaskodennym krypom. Wracali ludzie z bagien ale nie wiadomo czy wszczyscy i czy wszystkie łodzie powrocily z eskapady bo przecież czymś aligatory się karmią!!!!!!
      O tym jak broniłam się przed wypadnięciem z łodzi do wody bedzie w kolejnym poście.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. A mnie tylko ciuchy w glowie bo czytam i nie wiem czy kupilas ktoras z tych spodnic czy nie?
    Piekne, marzy mi sia taka dluga kiecka w takie wzory kolorowa na lato jak znalazl, do tego co w japonskich sklepach to istne cuda!

    A w ogole w takiej sytuacji Japonski sprzedawca podszedly do Ciebie, przeprosil, gial sie w uklonach i zapytał czy przypadkiem nie zapomniała Pani zostawić odpowiedniej ilości pieniędzy...

    no wiec ciekawa jest cd...

    buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, gdy zamieściłam dokończenie tego posta mogę odpowiedzieć, że nie kupiłam spódnicy. Emocje związane z atrakcjami odsunęły ciuchowe zachcianki na dalszy plan.
      Moje niecodzienne zachowanie przy ladzie pewnie i Japończyka wprowadziłoby w osłupienie. Konkurencja czasami zmusza do obniżki cen gdy trafia się kilent:))))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Jeszcze się wyprawa nie zaczęła a już przygody. Mnie gady nie kuszą bo nie da się ich przytulać i głaskać. Ale poczytam z ciekawością dalszego ciągu

    OdpowiedzUsuń