piątek, 13 lutego 2015

Przy kawie


  Tytuł jest przewrotny bo ktoś mógłby posądzić mnie o wysiadywanie przy kawie i pogaduszkach na tematy które nie wszystkich mogą zainteresować ale wzbudzające emocje rozmawiających. Było zupełnie inaczej. Gdy jedna kawa podczas krótkiego rozeznania okolic Fairbanks przestała działać i powieki pozostawały zamknięte coraz dłużej nastąpił czas na kolejną porcję błąkającej się kofeiny pośród mało apetycznie wyglądającego płynu. O smaku nawet nie wspomnę bo nie dla niego zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. Moim skromnym zdaniem sprzedaż takiego wyrobu powinna być prawnie zabroniona albo przynajmniej zmienić nazwę aby ludzi co kawę kiedyś posmakowali nie wprowadzać w błąd i osłupienie. 
Auto o dziwo zostawiliśmy na miejscu parkingowym a nie przy dystrybutorze tak jakbyśmy przeczuwali, że zakup  kawy zajmie nam dużo więcej czasu niż zwykle. Jak to bywa w nieznanych miejscach kilka pierwszych minut upływa na rozpoznaniu terenu. Trzeba przecież zorientować się gdzie co jest usytuowane i rozmieszczone na regałach. Zwykle kawy zaparzane są w olbrzymich ilościach tak na oko wiadro z okładem kilku litrów. Wybór czasami jest zaskakująco duży a nazewnictwo ukazuje nieskończenie wielką inwencję bo spotkać można; Colombian Supreme, Java Dark Roast, House Mild, Pumpkin Spicey i wiele innych których nie pamiętam bo niby po co skoro i tak smakują tak samo. Ja zajęłam się przeglądaniem regałów gdy p. rozpoczął nalewanie płynu do kubka. Niby nic wielkiego a i tak zapoznanie się z rozmiarem pojemnika może przysporzyć kłopotu. Large czyli duży może mieć pojemność 24 fl. oz. (czyli płynnych uncji) jak i 16. Trzeba patrzeć przytomnym wzrokiem i porównywać wszystkie na raz a mogą być ich np. cztery rozmiary. Nie wiem jak duży czy mały pojemnik kubek wybrał p. ale gdy ja wróciłam z rekonesansu po stacji benzynowej p. miał taki jaki chciał. Już zamierzał podstawić kubek pod jeden z ogromniastych termosów gdy został staranowany przez obcą kobietę. Na moich oczach rozegrało się to zdarzenie więc mogę je opisać w szczegółach nie konsultując się z ofiarą ataku. Krew mi zaczęła szybciej krążyć w żyłach bo przecież żoną jestem i to wcale nie obojętną na swoją własność. Już chciałam pazurami mordę jej podrapać ale cofnęłam się o dwa kroki aby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Indywiduum owe wskoczyło w dwudziesty pierwszy wiek ze średniowiecza. Zdaję sobie sprawę, że takie rzeczy nie zdarzają się codziennie ale ta kobieta wyskoczyła z wehikułu czasu a nie ze swego pickupa. Za czasów inkwizycji czarownice palono na stosie i ponoć spalono wszystkie. Tak głoszą oficjalne dokumenty sporządzane przez sumiennych skrybów ale okłamali historię bo jedna z nich żyje do dziś na Alasce. Właśnie mieliśmy okazję ją spotkać przy kawie.
 Zacznę od podłogi. Buty w postaci gumiaków ubłocone po samą górę były tylko dodatkiem do całej postaci. Dużo obuwia nie widziałam bo większa ich część była ukryta pod wymiętą niemiłosiernie spódnicą. Stan wyprasowania aż tak bardzo mnie nie zaskoczył bo sama czasami zakładam podkoszulkę wyjętą z torby podróżnej i nawet przez głowę mi nie przechodzi myśl o prasowaniu. Zatem rozumiem, że wstręt do prasowania może iść w parze ze schludnością co może budzić sprzeciw niewielu czytających. Plama na plamie tworzyły interesujący deseń i nawet trudno było zgadnąć jaki kolor miała spódnica przed wiekami kiedy była ostatni raz prana. Jakieś kawałki suchej trawy i być może resztki sierści z oprawianego jelenia dodawały posmaku niesamowitości osadzonej w rzeczywistości. Kobieta owa zdobyła przewagę nie tylko nad p. który wpatrywał się niemo w owo zjawisko ale również nade mną bo ja tylko trwałam, byłam ale nie reagowałam. Lubimy poznawać nowe miejsca i spotykać nowych ludzi. Nauczyliśmy się wyrozumiałości do granic przyzwoitości i do tej pory sądziłam, że mnie już nic nie zadziwi. Jakże mylny to był pogląd. Stałam jak na rozstaju dróg nie mogąc zdecydować się czy w lewo czyli rzucić się na nią czy w prawo czyli stać i podziwiać uroki nieznanego mi świata magii i czarów.
 p. nerwowo (tylko ja jestem w stanie rozpoznać jego ukrywane uczucia) utrzymywał bezpieczną odległość od napastnika niby przestępując z nogi na nogę ale niezauważalne drobne kroczki moje oko dostrzegło. Teraz, aby nie wchodzić w kolizję p. zaczął się interesować przykrywkami do styropianowego kubka które umieszczono na drugim stole po przeciwnej stronie niż kawa. Przecież nic w życiu nie jest łatwe i nawet pokrywki są daleko od kawy. Atakująca kobieta ubrana w czarno czerwony sweter w którym tkwiło świadectwo posiadania starej pierzyny lub odpieprzania upolowanego ptactwa napełniwszy największych rozmiarów kubek odwróciła się w stronę gdzie stał p. aby dosypać cukru, dolać śmietany i przykryć całość przykrywką. Poruszała się jak w transie nie bacząc, że oprócz niej jest jeszcze jakaś żywa i spragniona picia osoba na świecie. p. skrzywił się co oznaczało, że jego nerwy już nie wytrzymują i prawie odskoczył w tył aby nie mieć ponownego kontaktu z warstwą ochronną na ubiorze kobiety. Gdy p. stał oparty o drzwi lodówki z napojami do kobiety dołączył członek jej rodziny pod postacią małolata płci męskiej. No od razu było widać, że to syn bo jego gumiaki po ojcu pasowały do całości jak ulał. Pasowały do całości ale nie do jego stóp bo były za duże o trzy albo cztery numery. Czy na zmianę z ojcem czy ze starszym bratem używają to obuwie to mało znaczący fakt ale zbyt duża bluza z polaru wskazywała, że jest to odzienie przechodnie a nie kupowane na rozmiar. Chłopak zachowywał się zupełnie przeciwnie niż jego rodzicielka bo jego przykurczona postać i świdrująco przenikliwe oczy aż krzyczały, że czuje się niepewnie. Miał dwa opakowania ciastek położone jedno na drugim, po dwanaście w każdym. Szybka analiza niemytych od tygodni włosów kobiety wskazywała na pochodzenie tych ludzi z odległego buszu gdzie kontakt z ludźmi jest ograniczony a takie udogodnienia jak bieżąca i ciepła woda nie istnieją. Czy jest to możliwe przekonacie się gdy opiszę nasze spotkanie z Susan która mieszka w Fairbanks od wielu lat i zna Alaskę od samej podszewki. Matka zamieniła dwa słowa z synem i p. rozluźnił się na tyle, że zbliżył się do wymarzonej kawy. Już miał chwycić kurek aby napełnić kubek kawą gdy nastąpił nieoczekiwany zwrot sytuacji i przez kolejne parę chwil p. pozostał wyłączony z akcji stając się czynnym jej obserwatorem. 
Młodzian też miał ochotę na kawę i zgodę matki więc położył pudła na skrawku blatu chwycił kubek i łypnął na p. okiem wygłodniałego szakala. Byłam tak blisko całego zajścia, że mogłam wręcz wyczuć napięcie jakie otaczało te trzy metry kwadratowe na których znajdowały się cztery osoby. Ułamek sekundy zadecydował, że chłopak nalał sobie kawy a p. znów usunął się o pół kroku. Desperacja wzięła górę nad uprzejmością. Przeważnie w sklepach nie wolno robić zdjęć więc nie zabieramy ze sobą aparatów nawet na stacje benzynowe aby nie wchodzić w słowne pojedynki z właścicielami takowych przybytków. Teraz jednak żałowałam, że nie mogę sfotografować tego zajścia. Z drugiej strony może lepiej, że nie mogłam bo pewnie oprócz nieodwracalnego uroku jaki rzuciłaby na mnie czarownica to dodatkowo zabrałaby mi aparat. 
- K... widziałaś coś podobnego? - p. jakoś musiał odreagować i wcale się nie dziwię, że sobie ulżył gdy opisane osoby znalazły się przy kasie. - Pędzę bo muszę zrobić im zdjęcie.
- Jak nie widziałam! Ja to opiszę! - p. pofrunął do auta i pozostawił mnie przy stanowisku z kawą i z pustym kubkiem. Znów cała robota na mojej głowie.

33 komentarze:

  1. Na początku po przeczytaniu Twego posta pomyslałam: Dzicy ludzie...Ludzie mający rzadki kontakt z cywilizacją. Gardzący innymi, a może bojący sie ich a swój lęk pokrywający arogancją, bezczelnością, lekceważeniem.
    Potem moje mysli poszły innym torem: może ludzie przyzwyczajeni na codzień do tego, że atak jest formą obrony. Żyjący w stanie zagrożenia. Moze ojciec alkoholik terroryzuje ich nieustannie? Moze zyją w społecznosci, w której wszystko trzeba wyrywać sobie pazurami...?
    Też wyglądam czasem jak czarownica (a ostatnio nawet jakby częściej). Nikogo nie taranuję ani sie przed nikogo na siłę nie wpycham i niczego mu nie zabieram, ale bywa, iż wyglądam dziwnie...Mieszkanie na odludziu oducza mnie dbania o pewne sprawy, o to co mam na sobie i o to, co sobie ludzie o mnie pomyslą, zimą ubieram na siebie mnóstwo warstw wszystkiego, co mam pod ręką...A jak ostatnio przez trzy miesiace nie miałam pralki, to prałam tylko bieliznę, bo reszty nie miałam gdzie powiesić a wiec chodziłam w usmolonych sadzą swetrach i ubłoconych spodniach...Na szczęście zazwyczaj w takim stanie widziały mne tylko moje zwierzęta i Cezary, wygladajacy nie lepiej.
    Piszę to wszystko nie po to by usprawiedliwic dziwaczne zachowanie tych dwojga, ale po prostu lubie sie zastanawiac i doszukiwać drugiego dna.
    Ciekawa jestem opowieści Twojej znajomej - Suzan z Fairbanks.
    A w ogóle, to bardzo ciekawe spotkanie z tą niby czarownicą - straszne, ale ciekawe! To są takie mocne smaczki z podrózy, które wyrywaja ją z pocztowkowatości. Tego sie nie zapomina!
    Ataner !Pozdrawiamy Was oboje serdecznie z naszej samotni!:-))*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dolożyłaś do pieca i teraz wychodzi na to, że przyczepiam się do wyglądu kobiety z dziczy. Nie, nie i jeszcze raz nie! Każdemu wolno nawet nago wejść do sklepu i dopóki go w kajdany nie zakłują to taki golas nie zrobi na mnie wielkiego wrażenia. W poście moim o ile nie wyrazilam się jasno chodziło właśnie o zachowanie. Tyle byłoby wstępu.
      Jest to jakby wprowadzenie do opowieści o trudnym życiu na Alasce i teraz wyciąganie wniosków jest przedwczesne. Opis zaistniałej sytuacji wydaje mi się trafny i nie godzący w ludzi i ich upodobania. Chamstwo istnieje bez względu na ubiór a brak umiejętności zachowania się jest ułomnością a nie cechą charakteru którą można wybaczać.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Ale przygoda, dobrze, że Wam się nic złego nie stało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło jest powspominać nawet takie chwile które uzupełniają ten idealny świat.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. U mnie wiosna, a u Ciebie?

      Usuń
  3. Alaskańska patologia jak nic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patologia i to pełną gębą:)
      Może byli wygłodniali a obecność ludzi zamiast niedźwiedzi uszła ich uwadze. Nie tylko my trwaliśmy w bezruchu gdy kobieta owa wepchnęła się przed kolejkę przy kasie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Tutejsza patologia też tak ma. Uważa, że wszystko jej się należy, bo jest patologią!

      Usuń
  4. Jest chyba wielkim naduzyciem nazywac kawa TO, co podaja w Ameryce na stacjach benzynowych i w knajpach. Mam wlasna teorie. Otoz kobieta owa na pewno pila te ciecz w nadmiarze i skutki nie daly na siebie dlugo czekac. Dobrze kumam, nie? :)))
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze kosztuje tyle co Starbucks to COŚ.
      Mało lotny to naród i nie można go przekonać do nowości rynkowych. Zanim coś trafi na rynek amerykański to w Europie wychodzi z mody a wiele modeli jest niedostępnych. Co kraj to dziwactwo a o ludziach to można pisać bez końca i jak ktoś się uprze to nie użyje ani jednej superlatywy.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Padłam i leżę z otwartą szczęką ;) Dzikie chamstwo w czystej postaci. Dobrze, że nie rozorałaś babie twarzy, bo jeszcze się byś czymś zaraziła ;) Przerażają mnie tacy ludzie.
    A zdjęcie trzeba było komórką trzasnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam totalny paraliż członków. Komórka była w aucie bo nawet torebki nie wzięłam ze sobą ale p. cyknął babę przy jej pojeździe i na zdjęciu wygląda całkiem dobrze. Dlaczego ze mną tak nie ma i wiele zdjęć nie nadaje się do ponownego oglądania.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Dają się oglądać ;)) Przynajmniej te, które na bloga wrzucasz :))
      Patologia wszędzie jest taka sama, nie da się ukryć.

      Usuń
  6. O matko ale historia!!!Dobrze,że Wam sie nic nie stało:)Ależ boję się takich ludzi:)Buziole:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuwałam aby p. nic złego się nie przytrafiło:))) Sam też zadbał o siebie bo utrzymywał bezpieczną odleglość od wrogo nastawionych ludzi. Lepiej trzymać dystans i zwiększać go od takich co pępkiem świata się nazywają.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Ataner, ale to jej fura? I, co z tego, że ja w szpileczkach i z nową fryzurą i ą, ę, proszę i przepraszam,. Takiej fury to ja nigdy mieć nie będą, chociem nie z lasu. Po prostu baba brudas i cham. A mało to u nas takich, choć przy takiej furze to nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie pojazdy to chleb powszedni na Alasce bo asfaltu tam mało i większość dróg jest utwardzona szutrem i kamieniami które mają zapewnić przejezdność. Konieczne zatem są pickupy i suvy z napędem 4x4 bo innym do domu nie dojedziesz.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Znaczy, że czarownice są na świecie i trzeba się mieć na baczności! Jak podobnych dziwaków w Tokio widziałam juz kilku i nie wiem czy to były ONE czy to byli ONI? Ubrania dziwne, brudne, długie włosy... i niestety nikogo nie interesują tu takie dziwactwa (przeważnie bezdomni ale nie tylko) bo ludzie mijają z daleka udając, że nie widzą. Ale to inny świat!

    A najważniejsze z Waszego spotkania, że w końcu się kawy napiliście :)

    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zderzenie dwóch światów zazwyczaj jest niemiłe. ONI patrzą na nas złym okiem a my na NICH z przerażeniem. Jak świat światem zawsze istniały osobniki które pozostawały w tyle za cywilizacją mając za złe innym, że są uśmiechnięci i zadowoleni z życia.
      Kawę p. przyjął podejrzliwie sprawdzając ilość śmietanki bo ja leję jej za dużo według niego:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. do tych wszystkich komentarzy chciałam dodać tylko tyle że p ma typowe objawy blogera ( w sensie że wszystko co dziwne lub ciekawe fotografuje ;-)
    czekam na dalsze opowieści
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotografowanie to hobby dla p. i robi dużo zdjęć. Mnie również zaraził tym bakcylem ale w dużo mniejszym stopniu. W czasie wakacji we dwójkę robimy ok dwustu zdjęć dziennie a czasami więcej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Ona "była u siebie". Niektórzy autochtoni bywają z lekka przerażający i tak jest w każdym miejscu na świecie.
    Niektórzy po prostu są abnegatami a na domiar złego brak im kultury w ogólnym tego słowa znaczeniu. Jak Ci już pisałam oglądam serial dokumentalny o Alasce - tam chyba nie mieszkają "normalni" ludzie. Niemal każdy ma jakiegoś mola podgryzającego go mocno w łepetynę.
    Zresztą gdy się mieszka w dziczy, a do najbliższego sąsiada ma się trzycyfrową ilość kilometrów leśną drogą, to się chyba całkiem regularnie dziczeje, nawet gdy to kilkuosobowa rodzina.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic więcej nie można dodać i zgadzam się z tym, że coś z nimi jest nie tak jak być powinno. Jedyna pociecha, że mieszkają na końcu świata z dala od normalnych.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. odpisałam Ci na @
    co do opisu tego zajścia, to jak mówi Hana- patologia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
  12. TO taki typ! napewno juz spotkalam mase takich osob -zastanawialam sie czy ja jestem nie widoczna co jest ze mna ,nie lubi mnie przeciez mnie nieznaja!!!!!!!!a zdarza mi sie to jak wracam na chwile TAM ZKAD WYjECHALAM .albo nadzieje sie na mloda emigracje TU gdzie zyje 27-lat aha i uslysz gruba gdzie sie pchasz (przytylam po steroids )oni mysla ze ja nie rozumie mowy mej ojczystej!!!hi,hi p.Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre porównanie z tą niewidocznością, może trzeba zakładać ciuchy z kolcami jak jeżozwierz? Młodzi nie są winni, że są nieokrzesani jak neandertalczycy to zasługa TV, szkoły i przede wszystkim rodziców.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Ludzie mieszkający w ostępach lesnych, tundrach,i innych, niedostepnych zazwyczaj miejscach na ziemii, bardzo często zapominają, że są ludźmi. Miałaś tego dowód niewątpliwie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachowanie jak lekko oswojonego skunksa który zawsze jest gotowy zaatakować przeciwnika stojąc do niego tyłem. Smutne, że potomkowie dzikusów będą dzikusami bo boją się nieznanego i zaszywają się w jeszcze bardziej odległe zakątki.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Cześć, wróciłam, bo chwilę mnie nie było. Mam teraz blog od nowa :)). Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Cesiu! Miło mi, że mnie powiadomiłaś. Na pewno wpadne i poczytam co u ciebie słychać.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Szczęśliwe zakończenie tego epizodu pozwala nam wspominać go z lekkim uśmiechem.
      Pozdrawiam:)

      Usuń