środa, 18 marca 2015

Chena Hot Springs

 Oprócz marznięcia po nocach aby pooglądać zorze polarne Alaska dała nam również trochę wytchnienia. Za radą Susan spędziliśmy popołudnie i póżny wieczór na zabawie i rozrywce. Nasze ciała wymagały relaksu więc ruszyliśmy się do znanego ośrodka wypoczynkowego Chena Hot Springs.
Zbyt wiele atrakcji tam na nas nie czekało bo... Alaska to dziwny Stan po którym zbyt wiele nie powinniśmy się spodziewać. Widoki owszem ale cała reszta jest bardzo specyficzna i ciekawostki eksponowane jako zabytki znaleźć można w wielu innych miejscach na ziemi.
 Minęliśmy hangar zbudowany z brył lodu i oczywistym było, że tam mieści się lodowe muzeum. Aby kupić bilety wstępu udaliśmy się do centrum turystycznego mieszczącego się w hotelu. Okazało się, że mamy dość czasu aby coś zjeść więc nie zwlekając udaliśmy się do restauracji na prawdziwy obiad.
Wnętrze restauracji w całości z drewna trochę zaskoczyło i po chwili okazało się męczące natłokiem gadżetów. Wszystko w jednym kolorze umykało pamięci i gdyby nie zdjęcie nie potrafiłabym odtworzyć go z pamięci.
Jedzenie nie powaliło na kolana ale dało się zjeść obiad ze smakiem i na deser zafundowaliśmy sobie krótki spacer po terenie ośrodka.
Gorące źródła są atrakcją szczególnie zimą. Woda jest bardzo ciepła i nie zamarza przez cały rok, dzięki temu służy jako miejsce wodopoju dzikich zwierząt zamieszkujących okolice. Widok dla mnie był trochę odrażający i za żadne skarby nie zanużyłabym swego ciała w takim bajorze z glonami koloru brązowo-zielonego.
 Jednak miejsce kąpieli wyglądało zupełnie przyzwoicie i przez dalszą część spaceru nie obawiałam się kąpieli w algach i glonach.
 Nogi poniosły nas trochę za daleko i ledwo zdążyliśmy na godzinę wejścia do muzeum lodu.
Miła obsługa poczekała z zamknięciem drzwi przed nosem ostatniego spóźnialskiego i od razu ruszyliśmy do baru Aurora na martini z lodowego kieliszka.
Wszystko w środku tego igloo jest z lodu, ściany, kolumny i wszystkie rzeźby. Temperatura utrzymywana jest w granicy +8C i aby jak najdłużej zachować okazy nie wolno ich dotykać. Oczywiście nie byłam jedyną osobą która nie zastosowała się do zakazu i własnoręcznie przekonałam się, że to lód.
 Bar z lodu, krzeseło barowe z lodu, podstawka na kieliszek z lodu i sam kielich wyrzeźbiony z lodu.
Uciekłam od pijącego towarzystwa aby podzielić się niecodzinnym drinkiem z Panterą a dopiero później z p..
Pantera z przyjemnością liznęła jednego łyczka i śmiech zagościł na jej obliczu pokazując ostre kły. 
Pozostałe resztki z uwielbieniem wylizał konik morski swoją długą na pół metra mordką.
 Lekki niedosyt szalonych rzeźb zaskoczył nas oboje bo spodziewaliśmy się natłoku fantazji ale nic z tego. Jedyną godną uwagi i podziwu była rzeźba pojedynkujących się rycerzy. Więcej lodowych atrakcji można znaleźć na blogu Susan która zamieszcza co roku relacje z odbywających się zawodów rzeźby lodowej w Fairbanks. Zapraszam do poszperania w jej zasobnym blogu w okolicach marca. Zdjęć dużo a to co zobaczycie potwierdzi mą opinię, że troszkę pusto w muzeum.
Dziesięć minut wystarczyło aby dotknąć zapoznać się ze wszystkimi okazami udostępnionymi dla zwiedzających. Organizatorzy byli na tyle krytyczni do ekspozycji, że zaraz zaczęto wypraszać nas z igloo bo czas zwiedzania już się zakończył.
Drzwi lodowej krainy zamknęły się za nami z lekkim sykiem odsysanego powietrza aby zachować odpowiednią temperaturę w środku muzeum a my biegiem ruszyliśmy w stronę przeciwności wiecznej zmarzliny.
Aaaaa!!!! Ale gorąco! Woda była tak ciepła, że z ulgą wynurzałam się z otmętów upalnych źródeł aby nie ugotować się żywcem.
I kto by przypuszczał, że przyda mi się kostium kąpielowy zimą na Alasce.

33 komentarze:

  1. A kieliszeczek można było zabrać ze sobą? był przypisany do drinka? hm! wyobraźnia mnie ponosi, może te glony były w źródełku młodości? jak w bajce, kto się zanurzy, "wychodzi młodym", sama bym wtedy pojechała na Alaskę:-) pozdrawiam z porannym przymrozkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kielich był wliczony w cenę drinka bo ktoś mógłby wylizać zbytnio jego brzeg albo odgryźć kawałek przy piciu alkoholu. Oczywiście zabrałam go ze sobą ale został gdzieś w krzakach gdzie go porzuciłam. Pierwszy raz rzucałam kieliszkiem w przyrodę bez obawy o jej zanieczyszczenie:)))
      Po drinku poczułam się młodziej więc kąpiel w błocie i glonach już zeszła na plan dalszy, wystarczyła kąpiel w ukropie i po paru minutach byłam gotowa pójść spać.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Aaaaaa!!! To mi tam rzezby stawiajo na tej Alasce... Ale fajnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sławno jezdeś jak nie wim co.
      Nie dość, że pomnik to jeszcze można go oglądać tylko i wyłącznie po uiszczeniu opłaty. Pomniki byle jakich stoją na rondach i skwerkach ale nigdy Pantery! (i to w klimatyzowanym pomieszczeniu)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Jakie fantastyczne fotografie:)) Jakie fantastyczne tematy fotografii:) Pięknie dziękuję za pokazanie tego wszystkiego. Mi się tam podoba:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciemno było tam i ponuro aby stworzyć klimat tajemnicy zaklętej w lodzie ale do zdjęć koszmarne światło. Cud, że cokolwiek wyszło i da się oglądać. Ogólnie to co dwa miesiące mogłabym spędzać tam weekend jakby ktoś zafundował bilety.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Niesamowite to muzeum, podziwiam ludzi, którzy z bryły lodu potrafią wyrzeźbić takie fantazje ;)
    A gorące źródla - super sprawa dla zmarzluchów. I wniosek - strój kąpielowy trzeba mieć zawsze przy sobie. Nawet na Alasce zimą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Torby podróżne są jakby z gumy gdy je pakujesz a po przyjeździe na miejsce okazuje się, że nic nie zabrałaś odpowiedniego. Tym razem było zupełnie inaczej i własny kostium okazał się idealnym wyjściem z sytuacji bo można było wypożyczyć takowy aby skorzystać z gorących źródeł.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Ale bym siedziała w takiej ciepłej wodzie oj. :) Byleby nie za długo serduszko może nie wytrzymać.
    Piękne dzięki za dużo zdjęć stanowczo jednak za mało piszesz, masz dużo zaległości do opowiedzenia. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wysiadłam w ekspresowym tempie i po wyjściu z ukropu kręciło mi się w głowie. Jakoś nie jestem przyzwyczajona do nagłych zmiam temperatury. Mogłaby to być wspaniała sauna gdy był w pobliżu zimny prysznic.
      To ja go nie w piętkę aby wszystko opisać a okazuje się, że marudzę zupełnie niepotrzebnie. Błagam powiedz o czym zapomniałam napisać bo kolejny post będzie ostatnim o Alasce!!!!!!
      Pozdrawiam:)
      Co przegapiłam?

      Usuń
  6. jak dla mnie za "lodowato" by było:) choć na wypad rekreacyjny bym się pisała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie trzeba potraktować nasz wyjazd bo o życiu w tamtym zapomnianym kraju nawet nie myślałam. Wolę swoje cztery kąty niż nieograniczoną dal ze świszczącym wiatrem przy temperaturze minus dwadzieścia.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Lodowe wnętrza nieziemskie, takie martini z lodowego kieliszka ... ach, z przyjemnością :-) ale na lodowym stołku barowym to chyba za długo nie posiedziałaś , mnie już od patrzenia bolą jajniki :-)
    Widoki cudne, Szczęściara jesteś, że możesz tego doświadczyć
    Pozdrówka ciepłe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz w życiu byłam w budowli z lodowych cegieł i jakoś nie miałam odczucia, że to kruche i wszystko zaraz runie nam na głowy. Jedynie niesamowita była cisza, lód na ścianach idealnie wytłumiał wszystkie odgłosy z zewnątrz i okazał się wspaniałą izolacją. Wszystko tam tak niesamowite, że trudno pojąć i opisać.
      Gołym tyłkiem na lodzie nie kazano nam siedzieć aby mieć maksymalne doznania z lodowymi wyrobami:)))))) Drink załatwiał znieczulenie ale gdy poczułam szron w okoliczy czterech liter poszłam oglądać eksponowane dzieła:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. No właśnie! Jak siedzi się na bryle lodu? I ona nie topi się pod zadkiem? Jakoś mnie to nie ekscytuje. W przeciwieństwie do gorrrącej kąpieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No masz zadałaś mi wprawki z liczenia a matematyką u mnie kiepsko od zawsze; wydatki są niestabilne i za wysokie rachunki płacimy za wszystko. Skupiłam się jednak i policzyłam dwukrotnie raz od góry a drugi raz od dołu i wyszło tak; od góry 28 zdjęcie, od dołu natomiast osiemnaste. Na tym wlaśnie zdjęciu siedzę na lodowym stołku i widać, że jest przykryty futrem niedźwiedzim aby gorące tyłki nie rozpuściły pracy rzemieślników. Posiedzieć pewnie można by i dłużej ale czas jak zwykle naglił i oderwałam się od lodowego zydla z trudem aby pooglądać to co było do oglądnięcia.
      Kąpiel zapowiadała się wspaniale ale woda była tak gorąca, że uciekałam w stronę kamieni z dala od wrzącego źrodełka.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Widziałam ten biedny zezwłok (niedźwiedzi) na stołku - ale czy to aż taka izolacja od ciepłości Twego zadka?

      Usuń
    3. Główna barierą ochronną była warstwa tłuszczu zmagazynowana w dupsku :)

      Usuń
  9. Nawet ciepło jest w tym lodowym muzeum. Gorąca kąpiel jednak... To dopiero coś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na lodową jaskinię to nawet +8C wydaje się dużo. Może utrzymują taką temperaturę aby zwiedzający nie zamarzli podczas zwiedzania i dołączyli do już istniejącej galerii rzeźb:))))
      Kąpiel z początku miła ale końcówka to już walka o przetrwanie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. +8? To jak u mnie dziś rano.Kąpiel w glonach to takie alaskańskie SPA - trzeba je zapewne docenić. Coś słyszałam, że wcale nie jest łatwo otrzymać taki idealnie "kryształowy" lód na rzezby, więc może dlatego było tam mało eksponatów. Fajny taki kieliszek z lodu - można go nawet pogryzć, jak się klient zdenerwuje.
    Przyszło mi w tej chwili do głowy, że ilekroć byłam w restauracji całej w drewnie, to w każdej panował natłok wszelakich gadżetów. Zapewne właściciele uważają, że takie "zwykłe drewno wymaga ozdoby.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miałaś pogodę jak w muzeum nic tylko brać opłatę od sąsiadów za taką temperaturę. Kieliszka nie gryzłam bo zimno w zęby a jak piszesz to szlachetny lód więc pozwoliłam mu stopnieć na zewnątrz pod choinką a nie na śmietniku. Za glonami nawet takimi leczniczymi nie przepadam i wręcz brzydzę się takiej zarośniętej wody. Nadmiar glonów jak i ozdób w restauracjach wprowadza zamieszanie w zmysłach i zagloniona woda odstrasza a przeładowane wnętrze sprawia, że jedzenie mniej smakuje.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Niezłe ekstremalne przygody: raz pustynia i upały a teraz lodowe wnętrza i gloniaste bajora. Mnie się wszystko podoba, bo mogę poznac, co mi pokażecie a że ciekawa jestem i pustynnych klimatów jak i lodowatych przestrzeni z zorzą polarną, to śledzę z wypiekami każdy Twój krok.
    ps. tylko nie wlazłam do basenu, bo zapomniałam z wrażenia kostiumu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że takie wyjazdy nie męczą cię a brak kostiumu to błąd karygodny! :)))))
      Gdy wyruszasz na wycieczkę z Ataner to nigdy nie wiadomo co cię spotka więc oprócz kostiumu kąpielowego zabieraj też czapkę zimową i ciepłe rękawice. Już za kilka postów przekonasz się, że brak odpowiedniego ekwipunku i figle aury potrafią zniweczyć długotrwałe przygotowania.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. U nas zimy w tym roku nie było, więc podziwiałam te piekne lodowe rzeźby, zupełnie nie mając poczucia, że ich jest mało! :-)))) A takie kapanie się w ciepłej wodzie, gdy na dworze aura zimowa, to chyba musi być nie lada przeżycie! Pewnie zwłaszcza dla tzw.morsów -chleb powszedni! :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to u nas niespodziewany atak zimy i sniegu po kostki i ciagle pada. Uwielbiam kąpiele gdy dookoła śnieg i narciarze w pełnym ekwipunku, tutaj brakowało mi śnieżnej pokrywy ale było tak ciemno, że nie robiło to dużej różnicy, przynajmniej było zimno.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Wszystko pieknie, bardzo mi sie podoba i fascynuje, ale mam prostackie pytanko: czy na takim stołku z lodu nie jest aby bardzo zimno w tyłek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stołki były przykryte kawałkiem futra ale i tak chłodziły organizm po chwili więc wtedy przyszła pora na zwiedzanie ekspozycji po jednym głębszym:))))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. No, tak podejrzewałam!!!

      Usuń
  14. I have posted an updated blog with photos of this year's Ice Festival, if you want to see them. Also photos from the Iditarod and other events and places nearby.

    http://susanstevenson.com/blog/2015/03/ice-art-and-happy-dogs/

    I used Google Translate and this is what it told me the above translates into in Polish:

    Pisałem zaktualizowaną blog ze zdjęciami tegorocznego Festiwalu Lodu, jeśli chcesz je zobaczyć. Także zdjęcia z Iditarod i innych zdarzeń i miejsc w pobliżu.

    http://susanstevenson.com/blog/2015/03/ice-art-and-happy-dogs/

    It's probably not very accurate! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. It's a pity I wasn't there! Your photos are so good that when I touch monitor I feel real ice:))
      Link to your post will be very helpful for those who want to know more about Alaska. Your Polish is amazingly good so everyone understood what is written.
      Thanks for visiting my blog:)

      Usuń
  15. Ależ pieknie... jak w lodowym palacu. To chyba było takie pozegnanie zimy?
    Czy wiosne juz u was widać?
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Amelio, faktycznie muzeum lodu mozna okreslic lodowym palacem. Niewatpliwie jest atrakcja dla ludzi ktorzy tam zawitaja a pozniej kapiel w cieplych zrodlach, niezapomniane wrazenia.
      Glownym celem naszej podrozy na Alaske bylo zobaczenie zorz polornych o ktorych pisalam kilka postow wczeniej. Bylismy tam w okresie jesiennym w pazdzierniku.
      Wiosna lekko opozniona, wczoraj padal snieg i jest zimno i wietrznie.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń