piątek, 26 lutego 2016

Nasze auta - do dziś.

 Nissan Versa
Dla osoby drobnej i skromnej duże auta są za duże i szukałam czegoś co byłoby łatwe do zaparkowania i w miarę tanie w użyciu. Spodobał mi się Nissan niby kombi i pomyślałam, że coś takiego zadowoli nas na codzień i w czasie wakacji.
To typowo miejskie auto dla kobiety przypasowało mi od pierwszego spojrzenia. Małe jak na tutejsze warunki zapełnione krążownikami szos sprawdzało się na ulicach pierwszorzędnie. Cena benzyny ustawicznie szła w górę w tym czasie więc oszczędne auto było piorytetem w wyborze. 
Przez trzy lata właśnie to auto sprostało niecodziennym zadaniom stawianym przed pojazdami mającymi zadowolić nas w czasie wakacji. Gdy kończyła się gwarancja auto zaczęło prosić o naprawy. Kilka z nich wykonano w ramach gwarancji ale rozklekotane zawieszenie stało się sporem nie do zaakceptowania przez firmę Nissan. Gdy przyszło do większej naprawy to raptem każdy nabrał wody w usta i stał się i ślepym i głuchym. Dwa tygodnie na telefonie z głównym biurem producenta okazały się stratą czasu więc z dziką satysfakcją sprzedaliśmy nieudany produkt francusko-japoński w meksykańskim wykonaniu do komisu. Problem zniknął ale w tej samej chwił pojawił się kolejny czyli zakup nowego pojazdu dla żony. Przy zakupie zawsze pojawia się problem pieniędzy ale tym razem nie bylo źle bo pozbyliśmy się niezbyt udanego tercetu tequili, żab i sake za całkiem niezłą sumkę ale tylko dlatego, że cena benzyny w tym czasie osiągnęła historyczny szczyt.

Jeep Grand Cherokee 
Marzenia o posiadaniu idealnego wehikułu na wakacyjne eskapady stały się realne gdy dziecko pozostało bez auta kasując w wypadku naszego złotego Hyundaia. Układ miał być prosty i zrozumiały nawet dla małolata; jeździsz na codzień, rodzice dbają o stan techniczny a w czasie wakacji my, rodzice stajemy się jedynymi i dzikimi właścielami tegoż pojazdu. Przeważnie dostajemy w cztery litery od dnia codziennego czyli niezłe lekcje finansowe i uczuciowe i tak również postanowił potraktować nas nasz syn. Dostał Jeepa Grand Cherokee i po dwóch dniach zaczął narzekać. "To auto za dużo pali" i dodał, że jak na jego studencką kieszeń to auto jest zbyt drogie w utrzymaniu.
Na tym zakończył swe utyskiwania na głupotę ludzi z którymi żyje pod jednym dachem. p. po prostu trafił jasny jeżeli nie najjaśniejszy szlag! Usłyszałam po kątach, że "gdyby moi starzy dali mi auto w prezencie za rozbicie poprzedniego to nawet nie wpadłbym na pomysł aby wybrzydzać". Było innych stwierdzeń w ilości dużej ale po co je wymieniać skoro nawet nie wiadomo jak większość słów powinno się napisać poprawnie. Jeep przeszedł na własność p.. Ambitny i bekompromisowy charakter p. zaczął przygotowywać Jeepa na nasze przyszłe eskapady.
Zaczęło się od zawieszenia, amortyzatory, łożyska i inne pierdoły o których nie mam pojęcia i już w życiu nic o nich nie będę wiedziała. Kasa płynęła a mechanicy stali się naszymi przyjaciółmi do dziś a Jeep rzeczywiście zawiózł nas w miejsca niedostępne dla innych pojazdów. Najgorsze wertepy były dla nas największym sprzymierzeńcem gdy w skórzanych fotelach i pełnej klimatyzacji przedzieraliśmy się przez bezdroża Stanu Michigan. To właśnie wtedy trafiliśmy na luksusową willę pośród niczego na samej plaży. Stała odłogiem i teoretycznie mogliśmy tam zamieszkać na tydzień lub dwa tylko.... No tak, zawsze przecież istnieje zawsze jakieś tylko. Nie zaczyna się zdania od tylko ani od więc. Więc tylko gdybym miała na koncie milion dolarów na drobne wydatki to Jeep do dziś byłby naszym "numero uno". Zawsze coś się nadawało do naprawy i p. naprawiał jak szalony do momentu gdy stwierdził, że już kupiliśmy nowego Mercedesa. Jeepa sprzedał na eBayu i do dziś żałujemy, że nie jesteśmy milionerami.

 Subaru Outback
Takim autem powinniśmy wybierać się na wycieczki. Duże kombi z napędem na cztery koła było dla nas wzorcem nieosiągalnym ze względu na jego cenę. Do salonu sprzedaży trafiliśmy aby nabyć inny model którym był Subaru Forester. Wiedzieliśmy  jaką chcemy wersję i jakie wyposażenie. Drodzy panowie nigdy nie słuchajcie kobiet przy zakupie auta. Wybrany egzemplarz już podjechał na parking gdy mnie w oko wpadł inny model. p. trochę kręcił nosem, że droższy, że większy i nie taki jaki mieliśmy w planie kupić. Wystarczyło mi mniej niż dziesięć minut aby p. zmienił zdanie. W rozliczeniu oddawaliśmy Jeepa i wynikło lekkie zamieszanie. Była sobota i zrobiło się na tyle późno, że nie mogliśmy uzyskać potwierdzenia pożyczki. Jednakże diler był tak ucieszony transakcją, że zaproponował nam wzięcie auta do domu a podpisanie papierów pozostawiliśmy na wtorek bo w poniedziałek było święto. Auto już nasze z tablicami z Jeepa prezentowało się okazale a wnętrze aż się prosiło aby zapełnić je śpiworami i resztą ekwipunku biwakowego. Nikt nie musiał namawiać drugiej połowy do pracy. W ciągu godziny byliśmy gotowi do wyjazdu. 

 
Mnie znów przypadło w zaszczycie pierwszeństwo używania nowego pojazdu. Dla mnie wszystko było OK ale gdy p. zmienił mnie na trasie to zaczęła się zgaduj zgadula. "Coś z tym pojazdem jest nie tak" usłyszałam i p. rozpoczął poszukiwanie usterki już w czasie jazdy. Dopiero kolejnego dnia na parkingu wyszło szydło z worka; auto jest przekoszone! Idzie bokiem jak po kiepskiej naprawie po niezłej kraksie. 
Po powrocie z weekendu poprosiliśmy o zwrot naszego wychuchanego Jeepa. Na wieść, że oddajemy Subaru sprzedawca omal nie padł trupem. Po godzinie utrudnień i prawie walki wręcz p. zadzwonił na policję która w kilka minut sprowadziła dilera na ziemię i bez problemu w obecności oficera policji odebraliśmy nasz zostawiając za sobą pojazd którego byliśmy właścicielami raptem przez dwa dni.

  Chevrolet Cobalt
Rozpoczęło się polowanie na auto dla juniora.
Ja zupełnie nie wiedziałam co można kupić bo przecież kupić można wszystko gdy masz pieniądze. Dziecko (stary chłop) znalazło wreszcie swój ukochany pojazd. p. aż puścił pianę i o mało co nie dostał zawału albo jakieś innej starczej dolegliwości.
 Stanęłam pomiędzy dwoma samcami z których jeden miał słuszną rację a drugi miał moje serce do końca życia. Kto nie był matką to nie wie, że nie można rzucić na szalę tych dwóch miłości. Powinnam dziękować wszystkim bóstwom bo jeden bóg nie wystarczy za to, że p. pomimo wszystkich swoich wad ciągle jest ojcem. Warczał i charczał ale podpisał dokumenty spłaty pożyczki na auto i raptem po godzinie nasz junior jechał do domu swoim autem.


 Honda Magna CB 750 
Nie mam pojęcia dlaczego każdy mężczyzna marzy o motocyklu. Sama jeździłam motorem ale nic super męskiego w nim nie odnalazłam.
p. za czasów wolności miał swoją zaczarowaną emzetkę i po kilku latach jęczenia, że bez motocykla czuje się niedowartościowany nabył wreszcie Hondę Magna CB 750. Chicagowska pogoda jest bardzo kapryśna i nie znosi kompromisów, jak ciepło to upał a jak chłodno to mróz nie do zniesienia. Gdy wieje wietrzyk to tak dmucha, że zrywa dachy domów. Jeżdzenie motorem do pracy okazało się bardzo upierdliwą i niewygodną formą przemieszczania się pomiędzy dwoma punktami na kuli ziemskiej. Oprócz zwykłej torby motocyklisty p. musiał zabierać równierz ciuchy na przebranie gdyby złapał go deszcz w czasie jazdy. Minęło lato udręki i znów auto powróciło do łask. Honda zagarażowała na 3/4 roku. Kolejne lato nie sprzyjało motocyklistom bo nieznośne upały wręcz udaremniały jazdę w mieście. Byłoby zupełnie inaczej gdybyśmy mieszkali na wsi ale gdy asfalt dookoła a mtemperatura tak nieznośna, że czarna nawierzchnia aż płynie to każde włączenie się chłodnicy czterocylindrowego silnika doprowadzało do omdlenia w korkach. Zatem motor przestał prawie całe lato i kolejną zimę w garażu. 

Przez ten czas życie nam zawirowało i z coraz to większą obawą obserwowaliśmy nieubłagalnie zbliżającą się katastrofę finansową.
Nasze konto w banku przypominało wybrzeże oceanu. Nie żeby było cudowne i zachwycające ale doświadczało bezustannych przypływów i odpływów gotówki. Napisałam bezustannych a nie regularnych bo właśnie z przypływami gotówki były i co tu ukrywać są największe problemy. Nieużywany motocykl znalazł nowego właściciela dzięki eBayowi i marzenie mężczyzny zamieniło się w równo leżące na stole stówki. Do dziś żyję z "niedowartościowanym" p. i jakoś nikomu z nas to nie przeszkadza. Pieniądze za motor uratowały nas na chwilę i po załataniu najbardziej ziejących dziur finansowych ruszyłam odnowić zapasy spożywcze. Śpiżarnia ziała pustką od dłuższego czasu nie mówiąc już o lodówce czy zamrażarce. W ciągu dwóch dni stan zaopatrzenia powrócił do normy i rozpoczęliśmy konsumpcję Hondy. Ze względu na to, że pojazd nie był drogi to zjedliśmy jego połowę przez kilka pierwszych dni a reszta jakoś rozmyła się w czasie. 


 Suzuki Esteem
Ten pojazd pojawił się jak Pontiac w poprzednim poście, na załatanie dziury i pozostał z nami przez rok. Został oddany dilerowi podczas transakcji zakupu tego poniżej. Auto nie cieszyło się powodzeniem u fotografów i nie mogę odnaleźć zdjęcia tego starego pojazdu oczywiście w kolorze srebrnym.

 Hyundai Elantra Touring
Miało być Porsche 911 a do dziś jeżdzę kombi za którego kierownicą czuję się jakbym miała o czterdzieści lat więcej i zero zadowolenia z jazdy pojazdem mechanicznym. Dlaczego akurat to auto a nie inne i dlaczego porzedni model a nie najnowszy opiszę w kilku zdaniach. 
Robimy zakupy raz na tydzień i jest tego tyle, że tylne drzwi ułatwiają życie. Gdy jedziemy na wakacje i nie wypożyczamy auta to cały nasz sprzęt jesteśmy w stanie załadować do kombi pozostawiając sobie tyle wolnej przestrzeni aby było wygodnie. Gdy trzeba przywieźć do domu nową zmywarkę do naczyń, pralkę czy suszarkę to kombi połknie ładunek bez najmniejszego problemu. Rynek północno-amerykański od dawna został opanowany szałem SUVów których jest duży wybór. To też kombi tylko bardziej wystraszone i na dużych kołach a normalnych pojazdów z tylnymi drzwiami jest jak na lekarstwo. Wybór jest ograniczony i gdy nie stać cię na klasyka w postaci Volvo Cross Country to składasz wizytę w salonie Hyundaia. W tym czasie gdy przyszła kolej na nowe auto do sprzedaży wszedł nowy model. Pojechaliśmy przymierzyć się do niego bo nie ma co patrzeć na auto na ulicy, trzeba się nim przejechać aby poznać jego wady i zalety. Nowy model był bardziej na czasie konstrukcyjnie i stylistycznie więc jechaliśmy zaprzyjaźnić się właśnie z nim. Jak zwykle poprosiliśmy o kolor dla brudasów. Na parking podjechał miły pan  srebrnym egzemplarzem i pozostawiając otwarte drzwi zaprosił p. do zajęcia miejsca za kierownicą. Tu od razu mnie się naraził bo kobieta przecież ma pierwszeństwo. Był to trzeci dzień po wyjściu p. ze szpitala i jeszcze nie był w stanie jeździć autem. Swym wyglądem mógł wystraszyć każedgo gdy słońce oddało miejsce na niebie księżycowi gdyż krwawe cięcia na w połowie wygolonej czaszce przyprawiały ciało obserwatora o dreszcze przerażenia. Bardziej przypominał Frankensteina ze swej prawej strony niż znanego nam wszystkim p. którym był z lewego profilu. W ogóle był jakiś pokurczony, sino-blady, pomarszczony i nie z tej ziemi. Ja wskoczyłam do środka i swobodnie zmieściłam się za kierownicą, miejsca jakby nawet za dużo. p. otworzył drzwi pasażera i naśladując żonę chciał znaleźć się w środku jak najszybciej i raptem coś walnęło w karoserię jeszcze nie zakupionego auta. To głowa p. walnęła zdrową stroną w dach albo otwarcie drzwiowe. Ja wrzasnęłam z przerażenia, że kolejny uraz głowy pozbawi mnie męża na zawsze, p. zaklął jak to w jego zwyczaju a sprzedawca odskoczył na dwa kroki w tył. Przednia szyba w nowym modelu jest bardzo pochylona i dlatego wejście jest na prawdę skąpe. Aby nie uderzyć w słupek szyby przy wsiadaniu p. odchylił głowę do tyłu i walnął w słupek pomiędzy drzwiami. Opadł na siedzenie i ryknął z wyrzutem; ja takiego auta nie chcę. Diler nadal trwał w zauroczeniu rozmyślając zapewne czy ten koszmarny Quasimodo nie wyzionie ducha na jego terenie. Mnie tam obojętne jakie auto niech będzie nowe i takie aby p. nie obijał się przy wsiadaniu. Wychodzący z produkcji model okazał się bardziej wybaczający i chyba trochę bardziej przestrzenny. Mam go do dziś i gdy ja prowadzę to nie mogę się oprzeć pokusie aby nie powrócić myślami do zakupu tego auta.

 Ford F250
Szalonych pomysłów w naszym życiu jak do tej pory nie brakowało ale to co wymyśliliśmy pod koniec 2015 roku po prostu nas przeraziło. 

Do pokonania dróg którymi ma biec nasza trasa nie nadaje się SUV a tym bardziej auto osobowe. Kto pozostanie z moim blogiem jeszcze przez dwa lata to nie pożałuje czasu oczekiwania. Nie chcę opowiadać o odległej przyszłości bo nie wiadomo czy wystarczy nam sił aby pokonać wszystkie przeszkody a jest ich dużo i coraz więcej gdy zagłębiamy się w temat. To istny potwór a nie auto, nie widziałam jeszcze silnika bo nie mam pod ręką drabinki abym mogła wspiąć się na trzeci szczebel. Obecnie przechodzi serię badań technicznych i drobnych usprawnień aby wkrótce zmienić swój wygląd nie do poznania. 

31 komentarzy:

  1. O matko, zmiany jak w kalejdoskopie ;)
    Kiedyś w Polsce, do przewożenia wszelkich klamotów służył maluch :)) I dawał radę ;)
    No i w końcu przyznałaś, że Twój p. taki znowu zły nie jest, ma jakieś i to całkiem sporo ;) pozytywów :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka ma ale aniołem już nie zostanie, a szkoda. Maluch to cudowna konstrukcja bo można było w niego zapakować tyle co w Żuka tylko nie każdy potrafił tak upchać Malucha.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Jako niekumata technicznie osoba, co to tylko wsiada w niewielki samochodzik oczekując, aby tylko jechał, jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy o samochodach! No moja Droga, chapeau`bas!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fusillko, no widzisz jak pozory mogą mylić. Niby blondynka a taka mundra:)))) Ja te wiadomosci wyssałam z resztek dogorywającej inteligencji p. który trochę orientuje się w samochodach.
      Pozdrawiam:)

      sonic - Ładnie wygląda jak się czyta, a w rzeczywistości wygląda troszkę inaczej. Bardziej kwadratowo i trudniej:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Bardzo mnie zaciekawilas. Jak ja wytrzymam te dwa lata? Przeciez po drodze umre z ciekawosci. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę zdradzić tylko tyle, że jeśli uda nam się zrealizować plan i nasze marzenia to będziemy tak samo zaskoczeni jak i Ty.
      Rowniez i nam czas się wlecze bo to niby dwa lata a szybciej miną niż podejrzewamy.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Ło matko, ileż dobra! W życiu tylu bliskich pojazdów nie mialam, nawet jesli zliczyć szanowna rodzinę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzisz to dobro na przestrzeni lat przychodziło i odchodziło. Pozostało nam jedynie po aucie na głowę co w tych warunkach gdzie wszędzie trzeba dojechać swoim środkiem lokomocji jest poniżej normy bo ponoć średnio przypada półtora auta na osobę w USA.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Ciekawa jestem co to bedzie za dwa lata. Samochodziki fajne, widze, że niezły kalejdoskop, nawer motory - fiu fiu... ale zaczyma się zastanawiać czy już zapomnieć o Jeepie, bo taki obok Land Cruisera mamy w na mysli (po powrocie do Polski), niestety mieszkamy na wsi, gdzie nie ma dróg i potrzebne dobre auto, żeby go nie musiał traktor sołtysa wyciągać z błota na przedwiośniu (co już miało miejsce).
    Ten, który macie podoba mi się, na Wasze wycieczki chyba się nadaje.
    Czekam na kolejne wakacyjne posty :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeep to klasyka ale to dość drogie rozwiązanie w użytkowaniu. Z tego co mawiają offroaderzy to Toyota jest OK a Land Cruiser to po prostu tylko wzdychać z zachwytu. Gdy mieszka się z dala od miasta to każda terenówka jest nieoceniony pojazdem bo i po śniegu i po błocie jedzie bez najmniejszego problemu. Nasza "kruszynka" dzięki temu, że jest na biegi znalazła się w naszej zagrodzie. Szukaliśmy jak najprostrzego i w miarę bezawaryjnego pojazdu aby nie naprawiać go w drodze. Konstrukcja na ramie i udźwignie to co chcemy załadować.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Za dwa lata czołgiem będziesz śmigać?
    Aut u Was jak w komisie:) U nas dopiero trzecie:) Ja się przyzwyczajam, ale też i druga sprawa to kasa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że będę śmigać bo na razie przyuczam się do zawodu kierowcy przedziwnych pojazdów. Gdy odbieraliśmy go od dilera p. zaproponował abym to ja jechała nim do domu a on osobowym. Miało to podłoże historyczne bo zawsze nowym autem ja jechałam pierwsza pomimo moich nagłych i głośnych sprzeciwów. Panika zaćmiła mi umysł i gdy p. zaproponował "asfalt mój a szuter twój" zgodziłam się natychmiast pomimo tego, że sama położyłam głowę na katowski pień.
      Na auta idzie dużo pieniędzy ale gdy nie ma tramwajów, autobusów a na rower za daleko to jedynie pozostaje auto. My i tak kupujemy w miarę tanie auta i nie ulegamy czarowi czterech kółek aby poszpanować. Wychodzimy z założenia, że lepszy nowy Hyundai niż stary Mercedes.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. pogubiłam się co kogo i dla kogo :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda to bardzo prosto, jeździmy jednym autem (dziecko ma swojego Cobalta) a ciężarówa jest używana tylko czasami i czeka na swoje pięć minut aby przewieźć nas przez najdziksze miejsca jakie wybierzemy. Właśnie ja mam być kierowcą a p. zajmie się nawigacją i kierowaniem kierowcy:))))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Podziwiam Cię, że wsiadasz do każdego auta i po prostu jedziesz. Ja za kierownicę "potwora" z pewnością bym nie wsiadła. Myślę, że jak on przerobiony zostanie, to już nie będziesz brała namiotu na wszelkie wyjazdy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze wpadam w panikę gdy zasiadam za kierownicą innego auta. Idea prowadzenia jest ta sama ale zawsze wskaźniki są inne i w innym miejscu są niektóre przyciski. Najważniejsze, że pedały są tam gdzie zawsze i kierownica przed nosem. Trochę stresu na początku a po chwili już czuję się jak w domu.
      Dobrze kombinujesz. Myśli poszły w dobrym kierunku bo niby po co komu potwór w mieście:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. No nie dotrwałam do końca, strasznie dużo tych samochodów miałaś ;-)
    Dla mnie w większości za długie, ja to lubię krótkie ;-)malucha wspominam z sentymentem
    Uściski, pa, pa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olbrzymi wybór samochodów na rynku zawęża się straszliwie gdy zaczynamy liczyć ile co kosztuje. Wtedy o wiele łatwiej jest zdecydować się na dany model.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Ojej ile aut! :O Post bardzo przyjemnie się czyta, a czytając o Synu czuję jakby to był brat bliźniak mojej pociechy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małolaty są tak samo zepsute na całym świecie:) Główną przyczyną ich postępowania są rodzice zwariowani na punkcie swoich pociech. My nie ustrzegliśmy się przed błędami popełnianymi przez rodziców od pokoleń.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Bogaty przegląd ;) Ja z czułością wspominam nasze cinquecento, do którego wchodziły dwa wózki, dwa rowery, cztery osoby i pies. A teraz w toyocie kombiaku nic się nie chce zmieścić... ;)
    Hm... dieta wskazana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Broń boże, żadna dieta! Samochod trzeba większy kupić:)
      Z rozrzewnieniem wspominam czasy kiedy do malucha miesciła się cała rodzina, bagaż i pędziło sie na wczasy nad morzem.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Ło matko! To my tylko mieliśmy dwa maluchy, jedną pandę i teraz opla! Ale mi i tak najbardziej motor się podoba! :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie teraz chciałabyś pojeździć Syrenką którą pogardziłaś wcześniej:))))
      A nie miałaś ochoty na Trabanta tyle fajnych pojazdów było w Polsce ale strach było nimi jedzić.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. mam hyundai tucson nabytek 2015 UWIELBIAM ,KOCHAM ale juz marze o wlasnie http://www.carandclassic.co.uk/car/C615017# no to tyle pozdrawiam aha maz marzy o Harley-Davidson no i moze spelnie jego marzenie a lat ma uwaga 62 hihi p.Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, widzę, że mamy podobny gust! Nasz Ford jest prawie identyczny tylko ma inną kabinę. Marzenia się spełniają ale czasami trzeba im troszkę pomóc więc życzę twojemu mężowi aby poczuł wiatr we włosach na wymarzonym Harleyu Davidsonie. Wiek nie ma nic do rzeczy bo najważniejsze co w duszy gra:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. ja jeżdżę autem z 1995, wstyd przyznac, ale no cóż, taki life :D Matko ja w to auto poza tym, że ciągle pakuję kasę na naprawę to nic więcej nie mogę pozytywnego powiedzieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To żaden wstyd Ewa, my nauczeni przykrym doświadczeniem wolimy płacic raty do banku i jeździć w miarę nowym samochodem niż napełniać kieszeń mechanikom samochodowym.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Cudowny czołg do zdobywania świata! Będę czekać nawet lata na Twoje sprawozdania. Wszystko jest niebanalne, począwszy od Autorki bloga i Jej rodziny! :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle nas zawstydzasz swą domyślnością:))))
      Czołg przyda się na pewno ale teraz jest tylko utrudnieniem na co dzień. Ja nim nie chcę jeździć bo za duży a p. musi od czasu do czasu pojechać do mechanika albo technika.
      Szykujemy się na całkiem ciekawy kawałek zwiedzania ale jak napisałaś trzeba troszkę odczekać. Trzymaj kciuki za nas a my trzymamy kciuki abyś z nami wytrwała do końca bo jak wiesz tylne siedzenie jest dla Ciebie od lat.
      Pozdrawiam:)

      Usuń