poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Koszmarny drób.

 Drzwi auta zamknęły się za nami i od razu zrobiło się weselej gdy oddzieliliśmy się od zimnej i niesympatycznej mgły. Być może dlatego, że znajdowaliśmy się wysoko ponad poziomem morza bo około 2500 npm to mgła nie ustąpiła a wręcz przeciwnie zgęstniała i jazda stała się udręką gdyż widoczność teoretycznie spadła do granic resztek rozsądku. Podróżna prędkość spadła do 30 km na godzinę i wydawało się, że nigdy nie wyjedziemy z mglistej krainy.
Moje obawy o mało co a by się spełniły bo raptem wjechaliśmy w przestrzeń zamieszkałą przez spacerujące sarny po asfalcie. Było ich na tyle dużo, że zdążyliśmy wygrzebać odłożone aparaty i uwiecznić ostatnią z nich. Jeżeli znak drogowy jest wystarczająco czytelny to widać na nim niebezpieczny zakręt a jeżeli nie to musicie uwierzyć mi na słowo, że droga zaczęła się wić pomiędzy lasami i polami.
Gdy oczy zaczęły mnie już boleć od wypatrywania mgła lekko się przerzedzała i brakowało mi atutu na zamianę miejsc z pasażerem. Jednak gdy zaatakowało nas stado dzikich indyków zatrzymałam pojazd. p. od razu wyskoczył z auta uważając, że jestem aż tak wspaniałomyślna i zatrzymałam się aby on mógł zrobić lepsze zdjęcia indykom. Nic bardziej mylnego gdyż miałam szczerze dość wypatrywania kształtów zwierząt w sinej mgle i interesowanie się kolejnym gatunkiem samobójczych zwierząt spacerujących asfaltową drogą. Wyszłam na chwilę na świerze powietrze aby rozprostować kręgosłup od łopatek w górę gdyż czułam, że tam właśnie mam napięte mięśnie od mimowolnego wysuwania głowy do przodu. Tym czasem p. zniknął w lesie w pogoni za indykami. Kilka ruchów rękami zaspokoiło moje zapotrzebowanie na ruch i uznałam te pięć minut jako gimnastykę relaksacyjną. Dodatkowym efektem było nawilżanie cery wodą unoszącą się w powietrzu. Wróciłam do auta z przyjemnością. Połowa samochodu znajdowała się na asfalcie i pomimo tego, że nikogo nie spotkaliśmy jak do tej pory to światła awaryjne miały ostrzegać o przeszkodzie na drodze kogoś udającego się w tym samym kierunku co my. Spojrzałam w kierunku gdzie zniknął mąż i ciarki przeszły mi po plecach bo upiorny las niknący we mgle przypomniał mi wszystkie horrory obejrzane do tej pory. Patrzyłam na lekki stok porośnięty drzewami bez liści o szarych brzydkich pniach. Tam w górze wszystko już traciło kształty i zlewało się w jednolitą szarą masę. Typowa sceneria aby kogoś przestraszyć a, że nie było kogo straszyć więc wystraszyłam samą siebie. Patrzyłam tam gdzie wydawało mi się skąd powinien wrócić p. ale nie zbyt dużo było widać więc zaczęłam się rozglądać dookoła i wtedy serce przestało bić. Tylko na sekund kilka. Od tyłu stokiem na ukos w stronę auta szły same nogi. Widoczne były same nogi gdyż cala reszta, jeżeli takowa była, skryta była we mgle gęstej jak mleko. Już chciałam zablokować drzwi od środka gdy zdałam sobie sprawę, że to połowa męża idzie w moim kierunku. Takiego upiornego widoku nie widziałam na żadnym filmie. Teraz widziałam jeszcze charakterystyczną bluzę, tzn jej ściągacz w pasie i byłam przekonana, że to p. we własnej osobie. No, w połowie swej własnej osoby. Idące ubranie męża wcale mnie nie uspokoiło ale jedynie wprowadziło w zamęt myślowy. Cudów na świecie nie ma i nikt zdrowy na umyśle męża z doświadczeniami nie ukradnie, ubranie samo nie spaceruje w Nowym Meksyku gdzie nic nie spaceruje oprócz wielkich ptaków i saren. Krótka gimnastyka uczyniła dużo dobrego bo spoglądałam przez ramię w tył skąd nadchodził mąż bez głowy. Zatrzymał się a ja aż podskoczyłam na siedzeniu. Nacisnęłam przycisk blokujący drzwi. Ubranie męża wskoczyło na asfalt i ruszyło w moim kierunku. Już było widać ramiona ale głowy ciągle nie. Dopiero jakieś kilka metrów przed autem dostrzegłam znane rysy twarzy która wreszcie zmaterializowała się jako ostatni element chodzącego upiora. p. chwycił za klamkę drzwi ale palce zsunęły się z niej nie otwierając drzwi. 
- Oszalałaś! Zamykasz drzwi przede mną? A jakby „coś” mnie goniło? - O kurczę nie odblokowałam drzwi. 
- Zamknęłam aby to „coś” mi nie wlazło do środka. - Szybko odparowałam aby nie wyszło na jaw, że przestraszyłam się własnego małżonka a już na pewno nie chciałabym aby dowiedział się jakie negatywne wrażenie sprawia widok jego chodzącego ubrania.
Zdjęcie z Wikipedii
- Straszy tam niemiłosiernie i gdybym to nie ja gonił drób a stado wielgaśnych ptaków mnie to wiałbym jeszcze szybciej niż największy indor.  
- Przyznaj się, przestraszyłeś się kurczaka, duży chłopczyk boi się kaczuszki. - Parsknęłam śmiechem. p. jednak nie chwycił przynęty tylko zaczął opowiadać mi jak indyki wyprowadziły go w pole, w tym przypadku w las. Gdy ruszył za całym stadem to ono zaczęło się dzielić na mniejsze aż w końcu p. podążał za jedną sztuką. 
- Nie nawidzę chodzącego drobiu. Nie nawidzę drobiu na żywo. W garnku jego miejsce a nie straszyć po lasach. Czy wiesz jak koszmarnie wygląda indycza gęba? - Prawdę mówiąc to wiem jak wygląda głowa drobiu domowego ale nigdy jakoś nie interesowało mnie szczególnie zapamiętywanie widoku głowy dzikiego indyka. 
- Trochę pamiętam. 
- To najbrzydsza gęba z koszmarnego snu, to jak wyrzut sumienia albo istota nie z tej ziemi. Sama popatrz jak upiornie wygląda indyk. Ma silne, szaro-zielone łapy, długie i zakończone ostrymi pazurami. Przypomnij sobie jego dziób i niewiarygodnie obrzydliwy nos. Oj spotkać coś takiego w czarnym lesie na swojej drodze to po prostu strach i nie pomoże potrójne spluwanie przez lewe ramię. - Rzeczywiście natura nie obdarzyła tego gatunku urodą. Gdy przyszedł czas na fantazjowanie p. ja miałam już dość bo jednak byłam w stanie wyobrazić sobie głowę indyka na szczycie wędrującego ubrania sprzed kilku chwil. Jakoś nie mogłam powstrzymać lawiny straszliwych obrazów tym bardziej, że moją fantazję podsycały wizje p.. Mgła wcale nie ustąpiła i jeżeli to możliwe była gęstrza. Sina i nieprzyjazna okolica zaczęła wydawać się groźną. Zupełnie bezwiednie p. wprowadzał mnie w paranoję strachu swymi opowieściami o wampirzych indykach których czerwone korale są czerwone bo ubrudzone krwią ofiary. Takie głupie gadanie potrafilo napędzić mi stracha ale tylko i wyłącznie dlatego bo ciągle przed oczami miałam "idące ubranie". Zaklełam szpetnie i zdecydowanie bo już dłużej nie mogłam słuchać bzdur o straszliwym drobiu wydziobującym oczy staremu farmerowi. Zaległa martwa cisza. p. urażony i wpatrzony w mglistą przestrzeń na pewno nadal rozmyślał o brzydkim i koszmarnym drobiu a ja starałam się pomyśleć o czymś zupełnie innym niż o stadzie dzikich indorów goniących nasze auto.

30 komentarzy:

  1. Tak to jest, kiedy człowiek horrorów się naogląda. Wyobraźnia pracuje, że aż miło.
    Dobrze, że koszmary z ubraniami i drobiem w tle to tylko Twoja wyobraźnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to przez nadmiar oglądanych horrorów ale od tej pory indyki wolę oglądać w ladach sklepowych.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Ja kiedys w nocy zobaczylam idace same spodnie. Reszta to byla czarna koszula, a w srodku byl murzyn, ktorego w ciemnosciach w ogole nie widzialam. TO byl dopiero horror! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego wynika, że ubieranie się pod kolor nie zwsze jest mile widziane. Z drugiej strony to szkoda, że delikwent się nie uśmiechał bo wtedy ostrzegałby innych bielą swych zębów (chyba, że ich nie miał).
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. To dopiero byłby horror, zęby w spodniach ;)

      Usuń
  3. Co Ty chcesz od wyglądu indorów, zobacz jakie mają ładne błyszczące piórka i ta piękna koralowa czerwień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolory mają ładne ale wygląd paskudny. Przyznam rację p., ze najlepsze są jak wyjmuje je z pieca.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Ale ten indor jest bardzo, bardzo piękny!!Misterny, ma coś w sobie ze starca i czlonka Św. Inkwizycji- nie uważasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dostojny ale mało przystojny:) Nóżki ma chude, dupsko grube i te narośla na nosie. Nawet czerwone korale nie przekonają mnie do jego urody.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Jeżu, nigdy nie zastanawiałam się nad urodą indyków! Fakt, piękne to one nie są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też na myśl nie przyszło aby dzielić drób na ładny i brzydki. To p. stworzył precedens i wolę pocałować kurę niż pogłaskać indyka.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Jednym słowem- indyki Wam kota popędziły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpisały się w ten upiorny krajobraz idealnie, trudno byłoby znaleźć lepszych statystów do straszenia we mgle.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Nie da się ukryć, że indyki urodne nie są. Ale mają ciekawe te swoje pióra, wyglądają jakby były z cieniutkiej blachy.Nienawidzę mgły - działa na mnie paraliżująco, nawet w mieście.
    Poprzedni komentarz mi zjadło, ciekawe czy ten się uchowa.
    Serdeczności,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba ograniczone pole widzenia wprowadza nas w stanie niepewności. Zwykłe widzimy daleko i mimochodem analizujemy bodźce dochodzące do nas z różnych kierunków. Gęsta mgła jest jak wygłuszony i ciemny pokój bez okien i drzwi.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Ale horror :) Nie dziwie sie, że indyki Was przestraszyły, taki brzydki to i nieprzyjemny , mnie kiedys pogoniły gęsi, pamiętam też szczypiącego łabędzia choć taki to piekny ptak, generalnie zwierząt sie nie boję, ale wiem, ze respekt trzeba mieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syczące i szczypiące gęsi są przykładem na to, że drób może być niebezpieczny. Ja również przekonałam się o tym za młodu.
      Koguty, gęsi i indyki omijam z daleka.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. W pewnym momencie sprawdziłam, czy nie dałaś tego tekstu 1 kwietniua na Prima Aprilis, ale nie. Stado dzikich indyków????? W głowie mi się nie mieści!!!Chyba bym oszalała ze strachu, jakby mnie w takich okolicznościach zostawiono samą w nagim lesie we mgle!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że opisuję realia zza Oceanu i stado indyków w lesie może zaistnieć właśnie i tylko tu. Indory razem z Hiszpanami po zdobyciu Ameryki pojawiły się w Europie ale nie straszą jak tutaj bo od razu zostały udomowione.
      We mgle wszystko staje się tajemnicze i nieznane pomimo tego, że wcale nie jest nam obce. Jednak udało się nam wyjechać z tego przeklętego/zaklętego miejsca aby znów opisać miejsce słońcem słynące. W sekrecie powiem, że na imię ma Sedona.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Dobrze mi sie czytalo ten Twoj opis podrozy we mgle, postoj i wracajacy z lasu p. we mgle i horrorowe indyki we mgle. Lepsze to niz kryminal ktory akurat czytam. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty dopiero musisz mieć różnorodność ptactwa chodzącego w tej ciekawej Australii. Jak takie Kiwi nogę ci podstawi i potem się skrzywi to ciarki na plecach przez tydzień nie chcą zniknąć.
      Przez chwilę dam ci odpocząć od horrorów ale... kto wie co jeszcze nas spotka.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Uchichrałam sie z nutką lekkiej histerii! Wyobraziłam sobie stado oszalałych, agresywnych indorów i przypomniała mi ise scena z Parku Jurajskiego, jak jakieś małe raptory czy cos w tym stylu jezy sie na człowieka, opluwa go i zabija jadem. Brr! Dobrze, że u Was to tylko indory. I dobrze, że Ci męza nie porwały!A mgły i u nas pod dostatkiem. Prawie że dzień w dzien. Nic ino horrory oglądać!
    Pozdrawiam Cię pogodnie, Ataner!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niech Cię gęś kopnie!!!!!!
      Tego mi brakowało w opisie wydarzeń. Brakuje mi takiej wyobraźni jak twoja aby stworzyć najbardziej poczytny blog na świecie. Razem napiszemy kiedyś najlepszą powieść kryminalną, że Hitchcock siada w przedbiegach a Agata Ch. weźmie u nas korepetycje z gmatwania wątku. Pozwolimy naszym chłopakom pić i wyć aby stworzyć wyjątkowy nastrój do horroru albo suspense.
      Dużo słońca już za chwilę na moim blogu.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Nie powiem, że mnie ten opis nie rozbawił! :-))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ROZBAWIŁ ? ? ? ? ? ? ? ?
      Ja dwie extra zmarszczki dostałam na widok połowy mojego chłopa a Tobie do śmiechu:))))
      Może właśnie połówka powinna nam wystarczyć!!!!!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Hihi...zapowiadał się nudny, sobotni poranek w pracy, ale gęba sama się cieszy do monitora, kiedy zaczytuje się w Twoich relacjach-rewelacjach;)
    Choć zapewne Tobie do śmiechu nie było. Mogę sobie wyobrazić jak przerażająca musiała być taka chodząca połowa chłopa. Nie dość, że zmysły wyostrzone od wpatrywania się w drogę, to jeszcze jakieś ciała wyłaniające się z mgły...brrr...ja bym chyba odjechała siną w dal:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyślałam o tym żeby pozostawić p. na pastwę indorów w tej mgle. Cenna wskazówka Weroniko, dzieki i być może kiedyś ją zastosuję:)
      Miło mi, że umiliłam ci sobotni poranek w pracy. Cieszę się, że do mnie zaglądasz. Długo cię nie było w blogosferze, oj długo.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Koszmary zamieniasz w komedie, horrory w tragifarsy, życie widzisz na różowo - la vie en rose. I tak nam słódź Renatko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzurszyłaś mnie tymi słowami, życie jest piękne i proste. Od nas zależy jak je widzimy czy w kolorach, czy w czerni.
      Pozdrawiam:)

      Usuń