wtorek, 26 kwietnia 2011

Sequoia 3

Zdawało się, ze jest to krajobraz jak na sterydach. Olbrzymie drzewa dookoła i intensywność zapachów sprawiały wrażenie, ze wszystkiego jest za dużo. Pomijam turystów, których zawsze jest pod dostatkiem na szlakach. Aby uniknąć tłoku wyruszyliśmy bardzo wcześnie rano. Słońce wreszcie wstało i od razu wzięło się ostro do roboty. Świeciło tak intensywnie, ze pomimo ciemnych szkieł w okularach mrużyłam oczy.
Z parkingu do „Generała Shermana” wiedzie oznakowany szlak dla piechurów. Co chwila drogę przelatywał chipmunk, w niedużej odległości przysiadywał jakiś ptak i wiecznie zapracowane wiewiórki towarzyszyły nam przez cały czas naszego spaceru.
Nie sposób nie zauważyć dorosłej sekwoi (minimum 500 lat), lecz trzeba wiedzieć jak szukać drzew młodszych. Młode sekwoje mają zupełnie ciemną korę i trudno je odróżnić od innych drzew. Dopiero z wiekiem ich kora przybiera kolor coraz bardziej pomarańczowy, a także zmienia fakturę. Przez pierwsze 100 lat życia sekwoje rosną normalnie jak wszystkie inne drzewa dookoła. Osiągając wysokość ok. 60 m zaczynają grubnąć praktycznie bez ograniczeń. Drzewa te mogłyby rosnąć w nieskończoność, gdyby nie to, że czasem się przewracają.
Składniki kory uodporniają sekwoje na insekty i grzyby. Jedynym zagrożeniem dla tych potężnych drzew jest wiatr i ich wlasny ciezar uzupełniany opadem śniegu. Powodem jest płytki system korzeniowy, sięgający zaledwie 1,5 m w głąb ziemi. Niekiedy rozrasta się nawet na powierzchni 4000 m2. Sekwoja musi rosnąć w pobliżu wody i potrzebuje jej w duzych ilosciach.
Chipmunk
Najwyższa sekwoja jaką zmierzono ma 113 metrów wysokości. Najbardziej znana sekwoja w parku nazwana została "Generał Sherman". Jest to najwieksze drzewo na swiecie. Nie jest najwyższa, ale z pewnością najpotężniejsza. Ma 84 metry wysokości, obwód pnia wynosi 31 a srednica 11 metrów. Z tego jednego drzewa można wybudować 50 domów lub wykonać 5 miliardów zapałek. System korzeniowy zajmuje ponad hektar, a całe drzewo wraz z korzeniami waży ponad 2,5 tysiąca ton. "Generał" liczy sobie już ok. 2200 lat i wciąż rośnie. Roczny przyrost wynosi 1 milimetr, co daje taką ilość drewna jakby co roku wyrastało nowe drzewo o wysokości 15 metrów i średnicy pnia 30 cm., taka niezła sosna każdego roku.
Stojąc obok tego olbrzyma czułam się jak „pani krasnalek” ale pomyliłam się w różnicy wzrostu. Z tablicy informacyjnej wynikało, ze różnica jest o wiele większa, mianowicie człowiek spoglądający na koronę „Generała” to jak mysz patrząca na wysokiego mężczyznę. Gigantyczny pień zawiera w sobie 1,5 miliona metrów sześciennych wody. Nie mogę jakoś wyobrazić sobie takiej ilości. Z pomocą przyszło przeliczenie, ze to tyle co codzienna kąpiel przez 27 lat. Teraz wszystko jasne.
Udało nam się objąć przywództwo nad gęstniejącym tłumem zwiedzających, powstrzymaliśmy bezładne szwendanie się przed obiektywem i mogliśmy zrobić sobie zdjęcia sam na sam z „Generałem Shermanem”, odeszliśmy na bok i inni zajęli nasze miejsce.
Fauna tez nas zafascynowała, mały ptaszek uczepił się gałęzi i wykręcił głowę w taki sposób, ze wyglądał jakby miał nogi na plecach. Od wielu lat nie widziałam prawdziwego dzięcioła takiego z czerwona czapeczka, dziś widać szczęśliwy dzień bo pozował do zdjęć przez dłuższą chwile i przypatrywałam mu się z dużą przyjemnością.
P. postanowił policzyć ile lat mogę objąć w ramiona. Mozolna praca po minucie zamieniła się w zabawę i swoim zachowaniem zwrócił uwagę przechodzącej grupki. Głośno liczył, uważnie wpatrując się w pień ściętego drzewa. Gdy odległość była na tyle mała aby wszyscy usłyszeli oświadczył, ze ten pień ma 983 lata ale mógł się pomylić o jakieś piec. Spojrzał na mnie szelmowskim wzrokiem profesora. Usłyszałam słowa uznania dla włożonej pracy, zaskoczone miny kilku osób były tak przejęte i wpatrzone w pień, ze zaczęłam się gryźć w wargę aby nie roześmiać się na głos. Kiedy ten człowiek wydorośleje. Skręciłam głowę w bok kryjąc już roześmiane oblicze i wycofałam się w angielskim stylu nie zwracając na siebie niczyjej uwagi.
Gigantyczne sekwoje mają paradoksalnie małe szyszki, wielkości kurzego jajka. Dorosłe drzewo może w ciągu życia wyprodukować 60 milionów nasion, z których kilka ma szanse osiągnięcia dojrzałości. Ogromne szyszki widywane przez nas przynależą do sosen. Najładniejsze okazy znalazły miejsce w naszym mieszkaniu.

środa, 20 kwietnia 2011

Alleluja!

Wielkanoc to najważniejsze i najstarsze święto w religii chrześcijańskiej upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, przypada w pierwszą niedzielę po pierwszej pełni Księżyca przypadającej po 21 marca, oznacza to, że Wielkanoc wypada pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia.
W ten szczególny dzień jaja są traktowane wyjątkowo. Wiele z nich nie trafi na patelnie w celu przygotowania porannej jajecznicy ale stanie się obiektem twórczości artystycznej.
 Nie zrobię pisanki z koronki na szydełku,
 ani takiej bajecznej,
 ani takiej wielokolorowej.
Jestem zwolenniczka jednokolorowych pisanek ze względu na moje dwie lewe ręce do malowania i rysowania. 
Nie stanę nigdy na podium w konkursie na najładniejszą kraszankę ale za to z przyjemnością będę w nim uczestniczyła jako widz. Już niedługo, w kościele nadarzy się ku temu okazja.
W chrześcijaństwie wprawdzie każda niedziela jest pamiątką zmartwychwstania ale ta niedziela bedzie najbardzej uroczysta.
Świąteczne dni zawsze przypominają mi o bliskich osobach.  Tych, które już odeszły na zawsze i tych oddalonych o setki lub tysiące kilometrów. Choć nie jedna łza popłynie po policzku to radujmy się w tym szczególnym dniu.

sobota, 16 kwietnia 2011

Cyce jak donice.

Petronela spada na słuchacza jak lawina śnieżna w Alpach. Zasypuje słowami i nie daje wytchnienia, dusi i tłamsi rozum. Słuchałam już od dziesięciu minut o Sylwii i jej systemie oszczędzania ale nic nie wchodziło do mojego zakutego łba. Jak można oszczedzac na wszystkim i kupować nie to co potrzeba tylko to co jest w danym dniu na przecenie. Powolutku traciłam kontakt z moja rozmówczynią gdy raptem włączył się alarm ostrzegawczy.
- Będę za chwile bo już skręciłam w lewo. - Aby do mnie dojechać zapewne powinna wykonać przynajmniej dziesięć skrętów w lewo i tyle samo w prawo jak nie więcej. Więc przy którym skręcie w lewo znajdowała się w danej chwili nie wiedziałam ale mogłam się spodziewać, ze przy ostatnim.
- Gotowa jesteś? Zabieram cie na zakupy.
- Ale ja nigdzie nie jadę, nie mam potrzeby włóczenia się po sklepach. - Starałam się wykręcić się od wspólnego wypadu. Znam Petronele na tyle, ze wiem, ze nie wiem kiedy wrócę. Woodfield Mall ma 295 sklepów pod jednym dachem i spędzić tam można więcej czasu niż planowałam.
- Nie martw się wpadniemy tylko do kilku sklepów. Potrzebuje zmiany pościeli w kwiatki i kieckę. - Wszystko zabrzmiało złowrogo. Wybór pościeli nie należy do łatwego gdy jest w czym wybierać a i sukienek nie brakuje w tym kraju. Parkowanie auta w wykonaniu Petroneli nie należy do czynności bezpiecznej, koniecznie chciała zostawić auto przed samym wejściem i wykonała kilka okrążeń tego kawałka parkingu bez oczekiwanych efektów. Jak zwykle najbliższe miejsca parkingowe są zajęte i Petronela z okazywanym głośno niezadowoleniem zaparkowała dwadzieścia metrów dalej niż zamierzała. Kilka wtrąceń o kierowcach pozbawionych mózgownicy nie przerwało opowiadania o Sylwii, które wałkowała obecnie od innej strony. Dobrze, ze widujemy się niezbyt często bo w innym przypadku doszłabym do wniosku, ze mogę poddać się dobrowolnemu usunięcia języka. Nie powiedziałam jak do tej pory więcej niż dwa zdania.
- Czy pamiętasz gdzie zostawiłaś auto? - To było moje pierwsze zdanie. Drugim było mruczane zapewnienie Petroneli, ze słucham jej uważnie. Kolejny sklep nie uwolnił nas od obsesyjnego wyszukiwanie sukienki na imprezę u Krzyska. Już czułam zmęczenie i postanowiłam poszukać czegoś dla siebie zamiast dla Petroneli. Co ja uważałam za stosowne, spotykało się z dezaprobata potencjalnej właścicielki. Odeszłam od  wieszaka z kolorowymi cienkimi bluzkami i przystanęłam obok stolika ze sweterkami. Wzięłam do reki jeden z nich i poczułam, łamiący zebra i zatykający oddech w piersiach, ból pod pacha. Sweter wyleciał mi z rak, otworzyłam usta aby chwycić choć odrobinę powietrza i usłyszałam jak Petronela drze się na pół sklepu.
- Ataner zobacz jakie ta baba ma cyce! - Po otrzymanej sojce w bok aby zwrocic moja uwage, moje ciągle wytrzeszczone oczy spotkały inne wpatrujące się we mnie. Duże szare oczy, nad którymi unosiły się w zdziwieniu ładnie ukształtowane brwi, wyrażały zniesmaczenie ta sytuacja. Olbrzymi i ładny biust zafalował i zza drugiego stolika podążyła za nim jego właścicielka. Młoda i ładna kobieta zgrabnie skierowała się w moja stronę. Jeżeli seryjny morderca może okazać skruchę na swojej twarzy to wyraz mojej wręcz krzyczał o ułaskawienie. Jaki wspaniały stanik ma ta babka, jak świetnie trzyma jej obfity biust, nic nie wylewa się ponad niego ani z boku. Wyższe o głowę ode mnie i świetnie umięśnione ciało nieub
łaganie zmniejszało dzielący nas dystans. Widać od razu, ze zniosło wiele godzin zmagań z maszynami na siłowni. Jeszcze tylko dwa metry i zginę od kolejnego ciosu. Moje osłabione ciało po tym pierwszym zadanym przez Petronele nie zniesie następnego. Przynajmniej zginę z reki ładnego osobnika a nie byle jakiego dresiarza. 
- Czy zdaje sobie pani sprawę z tego, ze oprócz pań jeszcze ktoś rozumie po polsku. - Bystra dziewczyna skierowała swe słowa bezpośrednio do Petroneli. Teraz iskry w oczach, właścicielki unoszących się miarowo monstrualnych piersi, nie wróżyły niczego dobrego. W krytycznych sytuacjach organizm ludzki jest w stanie uruchomić skryte pokłady energii. Wiedziałam, ze muszę się odezwać zanim Petronela walnie coś na odlew. Wrócił mi oddech i jasność umysłu.
- Przepraszam panią bardzo ale koleżanka w tak niecodzienny sposób wyraziła podziw pani wspaniałego biustu. Nie miała nic złego na myśli. Na prawdę bardzo mi przykro. - Mimo woli stanęłam między nimi. Nieznajoma westchnęła głęboko i z politowaniem spojrzała na nas. Może trochę połechtałam jej próżność ale na pewno nie uspokoiłam jej buntowniczego nastroju. Odwróciła się na piecie i odeszła jak
burza gradowa. Teraz ja gadałam jak najęta, ostre słowa krytyki pod adresem Petroneli wypowiadałam jeszcze długo po oschlym pożegnaniu się z nią.

środa, 13 kwietnia 2011

Szybkie baby nocą.

-->
- Wstawaj! Jest już późno. Kawa czeka. - Skąd takie glosy w mym cudownym śnie? Cos jakby p. usiłował pozbawić mnie zakończenia przygód bohatera kolorowego snu. Gdy trzeci raz usłyszałam podobne zdania moje marzenia ulotniły się i wysunęłam głowę z namiotu. Na niebie nie było słońca i z powrotem otuliłam się śpiworem.
- Wiem, ze jest późno. - Krzyknęłam aby p. usłyszał dokładnie. - Widzę księżyc więc już śpię i nie przeszkadzaj mi. - Mój podstęp nie na wiele się zdał ale przynajmniej miałam jeszcze konieczne dwie minuty na rozprostowanie kości. Nie mogę tak od razu wstać i funkcjonować jak robot.
- Zobacz jakie pałace wystawiły te wściekle szybkie baby. - Najwidoczniej p. kombinował jakim sposobem wyciągnąć mnie z namiotu nie używając siły. Udało mu się bo teraz mam powód do wyjścia z namiotu. Kobieca ciekawość wzięła gore nad wylegiwaniem się i wypełzłam na czworaka z mojego przytulnego domku. Przyznam, ze trochę mnie zamurowało na widok tak przygotowanego pola namiotowego. Wieczorem gdy byliśmy gotowi udać się na spoczynek i już mieliśmy umyć kubki po herbacie i schować je do metalowej szafki sejfu na pole obok zajechały dwa auta.
- Ale późno przyjechali. Teraz nie dadzą nam spać przez dwie godziny. - p. wprowadzał nastrój przygnębienia. Z aut wysiadły dwie kobiety, wyłączyły nawet światła i w zupełnej ciemności bez wdawania się w rozmowę zabrały się ochoczo do rozbijania namiotów. Na niebie nie było księżyca ani oszałamiającej ilości gwiazd, które mogłyby pomoc w rozpoznawaniu terenu.
- To są mutanty i mają noktowizory w oczach bo poruszają się tak pewnie i szybko jak sowy. Jak one mogą się połapać w takiej ilości rurek do rozkładania namiotów. Przeciez nic nie widac. - Każda z pan zajęła się swoim placem budowy i po trzydziestu minutach wsiadły do samochodów i odjechały pozostawiając po sobie duży namiot do spania, jeszcze większy do ochrony stołu i przyszlych biesiadnikow przed komarami oraz rozstawione krzesła i dodatkowy stolik z siedzeniami. Obydwa stoły przykryły obrusami, ten swój oraz kempingowy bliżej grilla.
Wczoraj w nocy coś widzieliśmy ale w ciemnościach mogliśmy  tylko domyślać się co zobaczymy rano. Gotowe obozowisko wyglądało schludnie i podziwiałam profesjonalizm nocnych gości.
- Dzisiaj jest piątek i zapewne przyjedzie tu masa weekendowych turystów. Wieczorem nie będzie ani jednego wolnego miejsca.  Spryciary przyjechały w nocy i problem mają z głowy. Co za poświęcenie! - Nam pozostało jeszcze największe drzewo świata i dzisiaj pożegnamy wiekowe staruszki.

piątek, 8 kwietnia 2011

Sequoia 2

Nawet nie zwocilam uwagi, ze zostalam sama z otaczajaca mnie surowa przyroda najstarszego lasu. P. wlasnie podszedl do mnie.  
- Sekwoje sa niepalne i dlatego mogly przezyc tyle lat. Przewodnik opowiadal a ja akurat krecilem sie w poblizu. Malo tego sekwojom do zycia potrzebny jest ogien, bez niego nie moglyby istniec. - Takiego polaczenia nikt by nie wymyslil. O zbawiennym dzialaniu ognia na las jeszcze nie slyszalam. Przysunelismy sie blizej aby posluchac o niespotykanych wlasciwosciach sekwoi.
Ani okresowe pożary, ani żadne choroby nie stanowią zagrożenia dla tych olbrzymich drzew. Nawet najstarsze cieszą się doskonałym zdrowiem. Ich żywe tkanki chronione są warstwą blisko półtorametrowej grubości kory zupelnie pozbawionej zywicy.
Żywa sekwoja potrafi tlić się tygodniami dopóki deszcz lub ludzie jej nie zagaszą. Zresztą ogień jest konieczny do rozwoju tych wielkich drzew. Ich szyszki są niewielkie, maja zaledwie kilka centymetrow, których łuski pozostają zamknięte przez kilkanaście lat a nasiona zupełnie maciupeńkie. Dopiero po przejściu „próby ognia” szyszki wysychają tak bardzo, że uwalniają nasiona i po wypaleniu leśnego podszycia potrafią się zakorzenić. Nasiona potrzebują użyźnionej pożarem gleby, słonecznej przestrzeni wokół i eliminacji konkurencyjnych, szybciej rosnących, ewolucyjnie młodszych gatunków (świerki, jodły).
Rolę ognia w rozwoju sekwoi odkryto nie tak dawno i trochę trwało, aby zmienić myślenie ludzi o pożarach. Jak dotąd głównym zadaniem pracowników parku było ich gaszenie i zapobieganie im. Teraz prowadzone są kontrolowane wypalania (zupełnie nieduże) aby być bardziej w zgodzie z przyrodą.
Czas rozejrzeć się za noclegiem bo spędzimy noc w tym pniu. Powalone drzewo spokojnie zaspokoiłoby nasze skromne wymagania a miejsca było w nim na następne dwadzieścia osób. Szkoda, ze takie drzewo nie upadło przed wejściem do naszego domu, taka brama wejściowa to wyjątkowy element zdobniczy.
Ostrzeżenia o Czarnych Niedźwiedziach (Black Bear) towarzyszyły nam na każdym kroku. Jeżeli zobaczysz niedźwiedzia w innym kolorze to tez jest czarny. Czarne Niedźwiedzie są w kolorze od jasno szarego po ciemno brązowy, czarnych w Kalifornii nie ma. Przy opłacie za kemping jest wielka tablica z rysunkiem drapieżników i przypomnienie o schowaniu jedzenia do specjalnie w tym celu przygotowanych pojemników. Ich sprytny sposób otwierania nie pozwala miśkom na częstowanie się smakołykami.
Wybraliśmy miejsce z numerem 13 aby żaden niepowołany gość nie zawitał w nocy. Teraz patrząc na zdjęcie to nasz namiot ustawiliśmy zupełnie blisko spożywczego sejfu. Sadze, że za blisko.
Niedźwiedzi nie było, tylko sarny przechadzały się stadami w pobliżu i wcale nie marzyłam o spotkaniu z innym gatunkiem fauny.
- Zaraz się przekonamy czy sekwoja jest odporna na ogień. - p. skierował się do najbliższego okazu.

- Tylko nie próbuj bo jeszcze ci się uda i spalimy cały Park Narodowy. Najlepiej będzie jak ... - Zaniemówiłam bo albo za głośno myślę, albo mogę kontrolować inne osoby. Robił dokładnie co ja uważałam za wystarczające do eksperymentu. p. nazbierał kilka małych kawałków kory i ułożył je na stole, który po kolacji został starannie sprzątnięty i umyty a okruchy jedzenia powędrowały do palącego się ogniska.
- Czy mamy jakiś kawałek papieru do podpalenia tych okazów? - P. zapytał abym to ja ruszyła się z miejsca w poszukiwaniu niepotrzebnej ulotki. Wtedy przypomniałam sobie, ze w mej zaczarowanej torebce mam gazetę informacyjną z parku. Rozpostarłam ją na stole i już chciałam poświecić ją do przeprowadzenia eksperymentu gdy zauważyłam tytuł artykułu: Sekwoje i Ogień.
- Patrz! Tutaj wszystko jest opisane. - Z zadowoleniem podsunęłam gazetę pod sam nos p.
- Wiedziałem, ze można na ciebie liczyć. Dobrze, ze nie jesteś ratownikiem na plaży. Z twoim refleksem. - Parskn
ął z przekąsem. W poszukiwaniu informacji o sekwojach ta gazeta towarzyszyła nam przez cały czas i była pierwszą, którą wzięliśmy przy wjeździe do Parku Narodowego. Tkwiła w kieszonce torebki i nikt z nas nie zwrócił na nią uwagi.
Zebrane próbki kory z rożnych pni drzew położyliśmy na patelni i płonącym, skręconym kawałkiem gazety próbowaliśmy je zapalić. Nic z naszych dobrych chęci obalenia teorii o niepalności drewna, papier wypalił się doszczętnie a kora została. Teraz jako doświadczony podpalacz mogę potwierdzić, ze to prawda co napisałam wcześniej.
Niektórzy jak widać na zdjęciu posunęli się dalej niż my i podpalali korę na rosnącym drzewie.

Największe zainteresowanie wzbudziła w nas kora (sosny?), która łuszczyła się na malutkie kawałki. Łatwo można było je odłupać co p. czynił z mina naukowca. Zapadał zmierzch i przed nami długa noc podczas której może coś się wydarzyć.

sobota, 2 kwietnia 2011

Sequoia 1

Teren zalesiony sekwojami (rożnych odmian) to; Sequoia National Forest, Kings Canyon National Forest i Sequoia National Park. Granice pomiędzy nimi są bardzo skomplikowane i bez znaczenia dla zwiedzającego. Rosną tutaj drzewa mające ponad dwa tysiące lat i są największymi na świecie biorąc pod uwagę ich masę. Teren jest ogromny bo ma ponad 4600 kilometrów kwadratowych. Gdy wyobrazimy sobie 4000 kilometrów dróg i 1300 kilometrów szlaków dla pieszych to już wiadomo, ze można tam spędzić pokaźny kawałek życia na zwiedzaniu. Dla zwykłych śmiertelników takich jak my to przynajmniej dwa miesiące aby lekko zaznajomić się z okolica.
Od samego początku dręczyło mnie pytanie w jaki sposób las może przetrwać ponad dwa tysiąclecia. Planeta Ziemia nie należy do bardzo spokojnych planet. Ma atmosferę, która zsyła na powierzchnie ziemi rożne kataklizmy. Takim bardzo oczywistym i wprost zagrażającym lasom są pożary. Pytanie czy to możliwe aby właśnie tu nigdy nie płonął las nie dawało mi spokoju. Przy temperaturach 100F i suchym górskim klimacie nawet najdrobniejsza iskra przypadkowego pioruna zapala las, który plonie jak dynamit. Cos mi tu nie pasowało, ze akurat tutaj nie było pożarów lasu. Z nosem w ulotkach i informatorach spędziłam godzinę szukając wyjaśnienia. W każdym wydawnictwie było dużo informacji o samych parkach i ich historii powstania ale nie mogłam znaleźć, wydawałoby się prostej informacji dlaczego sekwoje mogły przetrwać dwadzieścia wieków. Na drewnianym stole, przede mną piętrzył się stos nieuporządkowanych papierzysk. Nasze poszukiwania rozwiązania zagadki utrudniał nam wiatr porywając co chwila jakąś informacyjna broszurę. Zdarzyło się kilka razy, ze do reki brałam przejrzany już wczesniej informator.
-->
Zawiedzeni naszym nieudanym poszukiwaniem prawdy złożyliśmy wszystko na nierówna kupę i schowaliśmy nasze podręczniki do bagażnika. Zapach rozgrzanej ściółki leśnej utwierdzał mnie w przekonaniu, ze paliło się tu nie raz. Wiec jak sekwoje oparły się temu żywiołowi? Nierozwiązana zagadka towarzyszyła nam aż do samej sekwoi nazwanej imieniem Generała Granta. Słońce stalo w zenicie a powietrze bylo tak czyste, ze aż krystaliczne. Zapach lasu sosnowego był nie do zniesienia dla takich mieszczuchów jak my. Jego intensywna won drażniła nasze zmysły powonienia do tego stopnia, ze czasami zdawała się zbyt intensywna.
Szukamy trzeciego największego drzewa na świecie. Oto one Drzewo Generała Granta. Zamieszczam kilka wymiarów aby można uzmysłowić sobie rozmiary tego giganta; wysokość 82m, średnica przy ziemi 12m, ma 1700 lat i wazy 1200 ton.
Zanim doszliśmy w pobliże sławnej sekwoi, która od 1926 roku jest Narodowa Choinka Świąteczną rozbolała mnie szyja od ciągłego podnoszenia głowy w gore i wpatrywania się w konary drzew.
Jest kilka tras dojścia do sekwoi Granta, długa, średnia i krotka (dla tych w podeszłym wieku). My wybraliśmy ta najkrótszą aby jak najszybciej stanąć oko w oko z niebywałym okazem przyrody. Mimo woli wydłużyliśmy krok i tempo marszu było na tyle duże, ze wyprzedzaliśmy innych użytkowników asfaltowej ścieżki. Mijane przez nas drzewa były wielkie i wysokie. Postanowiliśmy przyjrzeć się im w powrotnej drodze. Szliśmy tak szybko, ze o mały włos nie przegapiliśmy skrętu drogi prowadzącej do celu. Udało nam się dotrzeć na miejsce przed zorganizowana wycieczka i zrobić kilka zdjęć bez obcych. Zadzierając głowę do góry trudno mi było wyobrazić wysokość pomimo tablicy informacyjnej. Nie docierało do mnie, ze drzewo obok którego stoję ma 27 pieter i siega do polowy wysokosci Palacu Kultury i Nauki w Warszawie. Zrobienie zdjęcia tak wielkiemu drzewu okazało się niemożliwe. Nasze obiektywy mogły w najlepszym przypadku objąć tylko polowe wysokości. Ta dolna jest rekordzista wśród sekwoi bo jest najgrubsza, góra natomiast składa się zaledwie z kilku gałęzi. Pod naporem przybylej wycieczki odeszliśmy trochę na bok aby lepiej przyjrzeć się okolicy. Pośród olbrzymich drzew panował półcień i tylko w niewielu miejscach promienie słońca docierały do powierzchni ziemi. Było ciepło ale nie upalnie, suche powietrze pachnialo igliwiem. 
Dziwne to okazy gdyż jak na swoje rozmiary to mają małe korony i konary pojawiają się dopiero na samym wierzchołku. Gałęzie są krótkie i mało na nich igieł.
Zdjecie z Wikipedii
Oparta o drewniana barierkę zagubiłam się w rozmyślaniach.
- Wiem wszystko.- Powiedzia
ł p.

Ciag dalszy niebawem.