niedziela, 29 stycznia 2012

Finlandia - początek.

 Korzystam z uprzejmosci p. Krauze i zamieszczam tutaj jego zdjecia.
 ***
To było bardzo dawno temu. Zapakowane po dach tylne siedzenie w maluchu zawierało, naszym zdaniem wszystko co powinno przydać się nam w czasie dwóch miesięcy podróżowania po Finlandii. Nie mogłam się nadziwić dlaczego prom nie utonie skoro ma podniesiony dziob i ma poklad prawie na poziomie wody. Po ruszających się kawałkach blach stanowiących regularne połączenie z lądem wjechaliśmy do środka promu.
Kierujący ruchem marynarze nasze małe autko skierowali na półkę. Półkę tak wąską, że ledwo dało się uchylić drzwi aby wyjść. Tym razem jechaliśmy już po raz drugi i już wiedziałam, że muszę zaraz lecieć na górny pokład bo znów zarzygam się do nieprzytomności. Na samo wspomnienie o śmierdzącym promie chce mi się do baru aby chociaż troszkę ulżyć sobie zanim wszystko zwrócę sedesowi. Nawet upić się nie mogłam bo alkohol nie zdążył zawładnąć moim umysłem. Teraz promy maja stabilizatory i bujają o wiele mniej. Ja zamknęłam oczy gdy zjeżdżaliśmy z półki na główny pokład i przez dziurawą kładkę na stały ląd. Byłam tak wykończona, ze wolałam nie ryzykować i nie dręczyć się kolejnymi stresami. Helsinki to bardzo przyjazne miasto. Gdy zmieszaliśmy się z ruchem ulicznym.... Kłamię bo maluch nie mógł zmieszać się bez zgrzytów. Przyśpieszał za wolno i denerwował spokojnych kierowców. Swym wyglądem wzbudzał zainteresowanie i rozpraszał uwagę innych użytkowników dróg. Bez większych trudności wyjechaliśmy ze stolicy i pognaliśmy na północ tam gdzie królują jeziora a ląd zdawał się być intruzem.
 Dokładna mapa zawiodła nas w miejsce gdzie czekała na nas łódź wiosłowa. Zamiast jednej na brzegu spoczywały dwie łódki i jak to mawiaja, ze od przybytku głowa nie boli, to nas akurat rozbolała. Jedyny problem to, ze jutro rano ktoś zaklnie pod nosem i jeżeli będzie musiał to wsiądzie nie do swojej łodzi. Wszystko jakoś się wyjaśni bo przecież nie kradniemy a najwyżej weźmiemy nie tą łódź co trzeba. Na wszelki wypadek wybraliśmy najlepszą naszym zdaniem. Do tego ustronnego miejsca przyjechaliśmy na tydzień i będzie to siedem dni bez cywilizacji. Do domku jest tylko jedna droga, łodzią. Musieliśmy zostawić auto na plaży, małej plaży w lesie i zapakować co niezbędne na kilka dni. P. chwycił za wiosła i tak jak na filmie, bo nigdy wcześniej nie wiosłował, zaczął zanurzać i wynurzać wiosła. Ja miałam go kierować. Trasa była prosta, z plaży trzeba wypłynąć za cypel po lewej stronie, minąć wyspę po prawej  i kierować się w stronę lądu. Tam gdzie miniaturowe molo jest nasz dom. Przyglądałam się zmaganiom wioślarza z politowaniem. Takich zyg-zaków na wodach tego kraju już od stu lat nikt nie wykonywał. "Trochę w lewo a teraz w prawo" następowało po sobie cyklicznie i precyzyjnie jak w szwajcarskim zegarku. Płynęliśmy o wiele za wolno i dotarliśmy na miejsce bardzo późno. Dzięki ci słońce, ze tutaj tak tylko na chwile chowasz się za horyzontem dając dużo światła w nocy. Białe noce uratowały nam życie bo nie było kogo prosić o pomoc.

26 komentarzy:

  1. Moja pojechała do Finlandii w podróż poślubną.Ale Oni wzięli tam na miejscu samochód i zrobili trasę objazdową, zaplanowaną zresztą z góry, bo mieli zarezerwowane noclegi. To było lato 2003r i w Finlandii były 30-stopniowe upały.Im bardzo podobała się Finlandia, a zwłaszcza renifery wędrujące samopas po szosach, zjadające pelargonie i polegujące gdzie popadnie.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kraj potrafi zachwycic swymi urokami. Ma w sobie utajona magie, ktora obejmuje twoja dusze i zagarnia ja na zawsze. Wydaje mi sie, ze warto tam pojechac.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Juz niedlugo ciag dalszy nastapi. Sadze, ze w lutym bedzie kolejny odcinek o kraju polnocy.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Odwazylam sie przeczytac. Bardzo 'duzo' ciekawych 'szczegolow'. Maly fiacik nie wzbudzal tak strasznie zainteresowania bo jezdzilo tam kilka maluchow sprowadzanych z Italii :-). Zdziwienie musialo budzic cos innego ;-)))) Co?
    Renifer nie je pelargoni, najwyzej je wacha ;-)))
    Pozdrowienia. -A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, ze czytasz bo Twoje uwagi beda bardzo wazne ze wzgledu na to, ze znasz obyczje panujace w Finlandii na codzien. Ja tylko jako wakacjuszka dziele sie z wami swoimi uwagami.
      Pozdrawiam:)
      PS
      To na pewno nie moj ubior ani moja szokujaca uroda odwracaly glowy kierowcow i jestem sklonna twierdzic, ze to wlasnie zasluga auta zoltego jak cytryna.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Nie przeceniaj mnie, prosze.
      Myslisz, ze to cytrynkowy kolor? Mnie sie wydaje, ze Wasz maluszek zajal pas przeznaczony tylko dla ruchu komunikacji miejskiej i wszyscy sie patrzyli z pewnym ubawieniem, ze autobusy zostaly wreszcie zmodernizowane i zajmowane miejsce zminimalizowane. Tak sie czesto zdarza i obecnie samochodom z rejestracjami rosyjskimi ;-)))) ignorujacymi znaki.
      Zgadzam sie z Toba: Helskinki to bardzo przyjemne miasto ;-)))) A po drodze jaki inne przyjemne miasta omineliscie?
      Z tego, ze byl to renesans maruszkow, wnioskuje, ze ta wycieczka miala jakies 20 lat temu miejsce. To, ze bylo piekne lato wsakazuje urocze zdjecie i wspomnienie bialych nocy. Mam watpliwosci tylko co do tej 'polnocy'. Chodzi mi o to jak polnocna byla ta polnoc?
      Czekam z niecierpliwoscia na ciag dalszy wspomnien ;-)))
      Pozdr. A.

      Usuń
    3. Wszystko mozliwe, ze jechalismy niewlasciwym pasem albo pod prad. Z autobusami a raczej o ich bezwzglednym pierwszenstwie bylismy juz wczesniej poinformowani. Mysle, ze jechalismy malo prawidlowo i za wolno bo rozgladalismy sie dookola aby nie zagubic sie na amen. Helsinek nie da sie tak latwo ominac bo sa bardzo atrakcyjnie polozone. Nie moge opisywac naszych ekscesow zbyt dokladnie bo nie wypada. Pierwszy raz z bialymi nocami zetknelam sie wlasnie w Helsinkach. Pilismy jakies piwo moze to bylo Karhu i inne wyskokowe napoje na balkonie pewnego fotografa przez cala noc. Widno bylo na tyle, ze nawet o polnocy spokojnie mozna bylo czytac gazete. Dalej na polnoc to jeszcze wieksza frajda. Helsinki poznalam i w dzien i w nocy, parki, ulice i troche nocnego zycia stolicy tak aby miec ogolne spojrzenie niezbyt powierzchowne. Helsinki uwazam za najczystsze miasto w tamtych czasach, tutaj moglabym opisac dlaczego i w jaki sposob doszlam do takiego stwierdzenia ale jak napisalam nie moge opisywac dokladnie tego co widzialam. Musi to byc w miare strawne. Nie bede opisywala miasta w szczegolach bo od tego sa przewodniki. Jak wspomnialam na samym poczatku "Bylo to bardzo dawno temu" i niech tak pozostanie bo przeciez kobietom nie wypada glosno mowic o latach, rocznicach i kiedy to bylo.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    4. Polozenie Helsinek - szczegolne jest to, ze trudno ze stolicy wybrac sie na poludnie maluchem ;-))), nawet cytrynowym. No chyba, ze pod prad lub zima przed lodolamaczem ;-))))
      Cala nac z karhu! Wspolczuje i podziwiam chec czytania o zmroku ;-))) jasnym jak ... dzien ;-). Z tego wnioskuje, ze bylo to w okolicach 24 czerwca roku... panskiego....
      A dlaczego nie mozna ,'z nogami', pisac o szczegolach? Przeciez te nogi moga byc w jeziornej wodzie a nie w chmurach. ;-)))
      Pozdr. A.

      Usuń
    5. NIkt tak na serio nie czytal przy spozywaniu darow bozych bo to przeciez nie ladnie czytac w czasie rozmowy. Mozna urazic gospodarza. To byla proba "jasnosci ciemnosci". Dalo sie czytac o polnocy i tyle tego czytania. Naszym celem byla daleka polnoc jak najdalej sie da wiec drogi na poludnie nie bralismy pod uwage przez kolejne szescdziesiat dni.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    6. No, gospodarzom sie tego nie robi ;-))) i absolutnie potwierdzam, ze czytac mozna a korhu ani innych zboz nie trawie i nie wiem jak smakuja ani jak dzialaja ;-))) nawet w jasne noce. Jedno celne spostrzezenie. Tu/tam-bylcy sa faktycznie goscinni ale wynika to z b. daleko posunietej odpowiedzialnosci za osobe zaproszona pod swoj dach. Co do innych 'innych' to roznie bywa.
      Znow musze wyrazic podziw nad wytrwaloscia na polu zwycieskim z malutkimi krwiopijcami-komarami w czasie szescdziesieciu dni. Uklon w Wasza strone. Czy komary boja sie koloru cytrynowego czy galazka starczala do opedzania? A jak tam renifery na glebokiej polnocy? Dwa miesiace, to prawie doczekaliscie sie 'ruski' (odnosnik polskiej zlotej jesieni, bo nie znam amerykanskiego) na bagnach czyli na krepych, karlowatych brzuzkach. A propo reniferow - czym one sie zywia poza pelargoniami? (Pozdr. dla pani anabell i jej corki:) Bedzie o tym w nastepnym odcinku?

      Usuń
    7. O wszystkim na pewno nie napisze ale cos niecos znajdzie sie miedzy wierszami. O karmieniu reniferow nie mam zadnego pojecia ale jezeli bedziesz mogla wskazac tekst o karmieniu reniferow to z przyjemnoscia przeczytam twoje doswiadczenia w tej kwestii. Nie chce bawic sie w posrednika ale zawsze pozdrowienia przekazuje. Mozesz to zrobic osobiscie wpisujac sie pod komentarzem Anabell. Tak bedzie o wiele prosciej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    8. Uwaga o pozdrowieniach dla Anabell jest sluszna ale nie moge sie powstrzymac od prosby o przekazanie jeszcze raz pozdrowien dla pani Ivaa Pas :-D. Czy jest to mozliwe? Z gory dziekuje.
      No, nareszcie wiem jak daleka byla polnocna polnoc. Zdjecie (urocze) p. Krauze wykonal w Viitasaari (Saarijärvi) / 63° 12' 17.51" N 25° 55' 29.03" E , gdzie sam autor mieszka i dziala na polu ... znasz szczegoly sama. Urocze miejsca zaiscie. Urocze foto... tez.
      Nie wiem zbyt duzo o smakach renow/reniferow ale podoba mi sie nazewnictwo spozywanych np 'chrobotkow' ;-)))) czy jakos tak.
      Pozdrowienia - A.

      Usuń
    9. Pozdrowien dla pani Pas nie przekaze poniewaz jej nie znam.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. oj cudowny wypoczynek to był :) prawda? Tak zapowiadać się może tylko coś niezwykłego :)) z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i zdjęcia :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moich wakacji nie zaliczam do wypoczynku fizycznego, ktory kojarzy mi sie z wylegiwaniem na lezakach, jest to raczej odskocznia od codziennosci. Dzialo sie duzo ale opisac wszystkiego sie nie da. Beda kolejne odcinki a owszem beda.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. oczywiście jako niezwykłe uważam tylko jakieś fantastyczne przeżycia duchowe, "porażenie" cudnym widokiem i przygody z happy endem (bo te nieszczęśliwe może i są czasami niezwykłe ale z pewnością miło się ich nie wspomina). A leżakowanie moim zdaniem niezwykłe nie jest :DDDDDDDDD, co najwyżej przyjemne :DDDD
      A z tego co piszesz, o czym piszesz, to Twoje wycieczki zawsze są z przygodami i to całkiem ekscytującymi :DDDDDDDD Nuda się Ciebie nie trzyma :DDDDD

      Usuń
    3. Niektore warte wspomnien chwile moga wydawac sie bylejakie dla innych. Zatem piszmy i czytajmy i komentujmy. Bedzie wtedy fajnie jak do tej pory.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Nasze maluszki robiły furorę swego czasu, (czytaj - szok).
    Czy coś się wydarzy, bo tak mi się wydaje?
    Pozdrawiam Atanerku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem przykladem kierowcy po szoku!!!:)))
      Na drugi dzien po przylocie do USA prowadzilam Lincolna Town Car. Tutejszy luksusowy pojazd ktorego maska silnika byla tej samej dlugosci co caly maluszek. Nie wiedzialam czy mam patrzec przez kierownice czy ponad nia. To byl moj kolejny "szok"do ktorego szybko sie przyzwyczailam i po kilku latach z zalem zegnalam moj autobus.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Witaj Ataner
    Urlop pewnie mieliście piękny.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byl urlop-wakacje z przygodami a piekne widoki i wspaniali ludzie zamieszkujacy tamte okolice sprawili, ze bylo nam tam wspaniale.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Podziwiam taki wypad odbyć maluchem :) duża odwaga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byly takie czasy gdy wyboru nie bylo lub byl dla majetnych. Coz ja moglam wymagac wiecej od zycia. Biedna studentka zwariowana na tyle aby dac sie porwac p. w jakies nieznane krainy. Zupelnie jak w bajce. Niech zczezne jak klamie, pozostalo mi to do dzis. Ahoj przygodo. Witaj nieznane!!!
      Maluszkiem jeszcze pojechalismy bardzo daleko na poludnie ale o tej wyprawie napisze duzo pozniej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. No to wczesnie rozpoczelas zwiedzanie swiata! I to maluszkiem :)
    W Finlandii nie bylam, ale to chyba dosc bezpieczny kraj wiec nawet na brzludzi mozna czuc sie swobodnie!
    Pozdrawiam z mroznych Kaszub!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakos wtedy nie myslalam, ze moze nam cos zlego sie przydarzyc. Ludzie tam mili i serdeczni. Warto pojechac i przekonac sie samemu czy nadal tak jest.
      Pozdrawiam:)

      Usuń