piątek, 2 listopada 2012

Helikopterotaxi

Do kempingowej noclegowni dotarliśmy otoczeni ciemnością absolutną i tylko w świetle reflektorów mignął nam napis Grand Isle ale na tyle późno, ze musieliśmy zawrócić aby wjechać w wąską drogę. W nocy wszystko wydaje się inne niż za dnia i dziwiliśmy się nazajutrz, ze można minąć tak dobrze widoczny znak. Podczas płacenia za kemping padło kilka sakramentalnych pytań aby uspokoić moje obawy. Pierwszym i najważniejszym było; czy są tutaj krokodyle. Panienka wręczając nam świstki, ulotki i dowód opłaty na dwa dni uśmiechnęła się z pobłażaniem i oświadczyła, ze krokodyle są w Afryce Południowej a tutaj tylko można spotkać aligatory. Dodała z wyższością znawcy i mieszkanca tych okolic, ze jest za zimno aby nas nawiedzały. I tu byliśmy o milimetr od słownego konfliktu bo przygotowując się do wyjazdu wyczytaliśmy w mądrych opisach bagien Florydy, ze już i w Ameryce są krokodyle. Tak więc nie dajcie się wypuścić w maliny i pamiętajcie, na południu Florydy są te dwa rodzaje potworów. Czy są w Luizjanie nie wiemy i chyba tylko dlatego p. nie wdał się w słowną potyczkę z pracownikiem kempingu. Odpowiedz na drugie pytanie przynajmniej mnie wmurowała w fotel kiedy p. udawał bohatera. Z uśmiechem na twarzy i lekkim niedowierzaniem p. zapytał czy jeśli nie ma aligatorów to czy są przynajmniej węże. Okazało się, ze tak, są wszędzie i należy uważać ale jest za zimno i raczej ich nie spotkamy. Uśmiech na twarzy informującej nas o tym młodej dziewczyny wydawał mi się zupełnie nie na miejscu. Ja skurczyłam się o dwa numery i zbladłam czego nie dało się zauważyć w marnym świetle przy wjeździe na kemping. 
- Jakoś tu pusto, prawie nikogo nie ma. - Oprócz dwóch pojazdów kempingowych nie było ani jednego namiotu. Usiadłam na ławce i nogi same uniosły się w gor
ę. Stopy oparłam na siedzeniu, rekami oplotłam kolana i w takiej bezpiecznej pozycji czekałam na ciąg dalszy. Nie dane mi było jednak tak spędzić nocy.
- To ja szybko przygotuje spanie a ty zrób coś do picia bo z emocji w gardle mi zaschło. Węży nie ma bo jest zimno. Słyszałaś, ze węży nie ma? - p. wydawa
ł sie zupełnie niewzruszony.
- Słyszałam zupełnie coś innego i nie uważam aby +25C było nieodpowiednia temperatura dla węży. W dzień było +32C i musza gdzies czaic się ...
- Daj spokój bo zaczynasz wpadać w obłęd. Nie ma tutaj węży!
- Do namiotu przefrunęłam prawie nie dotykając stopami ziemi i zawinęłam się szczelnie w śpiwór. Sen przyszedł niebawem. 
Jeszcze zanim słońce wstało p. wytaszczył swoje ciało z naszego mikroskopijnego domu i zaczął stukać pojemnikami i garami co dobrze wróżyło, ze wkrótce będzie kawa. Zamknęłam oczy zaciskając powieki ale już nie mogłam dospać swoich porannych pieciu minut przed wstaniem. Przeszkadzał mi w tym odgłos nisko przelatującego co jakiś czas helikoptera. 

Skąd to cholerstwo na takim odludziu nie miałam pojęcia ale dzielnie czekałam na kojące moją duszę słowa "kawa gotowa". Dokładnie obejrzałam wnętrze butów abym nie została zaskoczona przez śpiące w nich skorpiony, żaby albo inne stworzenia którym zachcialo się spędzić noc w moim bucie. Niczego nie znalazłam i w zdecydowanie lepszym humorze zasiadłam do porannej kawy. Postanowiliśmy po kąpieli zwiedzić plażę i dopiero około południa zjemy pierwszy posiłek. Żołądki mieliśmy pełne jeszcze od wczoraj bo siedzenie w bezruchu w aucie przez cały dzień nie sprzyjało trawieniu.  
Wyspa na której znajdowaliśmy się nie może pochwalić się ładnymi plażami czego można było się spodziewać bo to przecież zatoka a nie otwarty ocean. Piasek lekko brązowy i małoprzejzysta woda w Zatoce Meksykańskiej nie kusiły nas do kąpieli. Plaża szeroka, że aż pozazdrościć, słońce już od szóstej trzydzieści praży niemiłosiernie i wydawać by się mogło, ze to lato a nie jesień. 
Zupełnie bezludna pla
ża aż prosiła aby rozłożyć koc i wylegiwać się w promieniach słońca. Jednakże taka forma lenistwa jest wprost niemożliwa w tych okolicach ze względu na to ze piasek plaż zamieszkiwany jest w głównej mierze przez kraby. 
Sprytne i zwinne stworzenia spotkać można również na wydmach jak i po za nimi od strony lądu. 
Ulgę zmęczonym nogom zapewniają zatem krzesełka a nie koce czy ręczniki rozłożone bezpośrednio na piasku.
Spotykaliśmy małe, średnie i duże kraby ale nasze próby złapania chociażby jednego okazu nie powiodły się. Ścigane przez nas dziesięcionogi miały tyle rożnych dziur do których uciekały przed nami, że w końcu z myśliwych zmieniliśmy się w obserwatorów bo nie mieliśmy szans na upolowanie chociażby najmniejszego okazu. W dzień odpływ jest tak znaczny, że plaża poszerza się o jakieś dwadzieścia metrów. Cofająca się woda pozostawia na dnie zaspane i chore jednostki morskiego życia. Spacerując z ciekawością przyglądaliśmy się obecnie plaży i niedostępnym wcześniej okazom.  
Kiedy my byliśmy zajęci tym co zostawił ocean inni mieszkańcy przypatrywali się nam z niebywałą ostrożnością. 
Już dawno po sezonie i zapewne ten ptak już odzwyczaił się od zwiedzających te okolice tłumów turystów. Patrzył na nas tak jakby zdziwiony co o tej porze roku ludziska tu porabiają. Trochę znudzeni polowaniem na małe rybki i ciągle niedostępne kraby odsunęliśmy się w stronę wydm aby tam znaleźć coś czego nie mogliśmy znaleźć w bliskości wody. Wydawało mi się, ze powinnam znaleźć coś co zapamiętałabym na długo. Taki właśnie rodzynek trafił się bardzo szybko i powiem wam, ze spotkanie z nim trochę ostudziło mój zapał aby spotkać coś niesamowitego. Natknęłam się na kraba jak męska dłoń podążającego w stronę wody. Stanowiłam dla niego przeszkodę i to mądre zwierze starało się ominąć mnie w bezpiecznej odległości. Ja starałam się zastąpić mu drogę i tu można polemizować które stworzenie miało więcej oleju w głowie. Poczułam się jakbym walczyła z wygłodniałą lwicą, zastępowałam mu drogę i wreszcie zbliżyłam się do niego na wyciągniecie nogi. Byłam na tyle przezorna, ze nie chciałam go dotknąć ręką. Wyciągnęłam więc swą prawą nogę i starałam się sprowokować kraba giganta do jakiejś dramatycznej reakcji. Krab poczuł się zagrożony i zaatakował mą stopę zbrojoną jedynie w cienkie paski sandała. Swymi wielkimi nożycami w które wyposażona była jego prawa "ręka" ciął w odległości zaledwie kilku centymetrów od mojego palucha. Odgłos chybionego ciecia był tak głośny, ze odskoczyłam jak śmiertelnie przestraszony kot. Znalazłam się od niego dwa metry dalej w ciągu ułamka sekundy. Krab podążył w stronę wody a ja jeszcze długo dochodziłam do siebie. Po chwili dotarł do mnie p. i z politowaniem w oczach pogładził mnie delikatnie po dłoni, którą ciągle przyciskałam do piersi w okolicach serca. Pominę jednak jego słowa bo nie zmienią one całości posta a mogłyby źle wpłynąć na osąd mej skromnej osoby. 
- Kuchnia obciął by mi palca przez moja g
łu... nierozwagę. - Dlaczego nie słucham mądrzejszych ode mnie. Pamiętam jak p. opowiadał mi o swoim pierwszym spotkaniu sprzed lat z krabem w oceanie i jak został uszczypnięty przez jakiegoś malucha. O bolesnym i nieoczekiwanym odczuciu gdy został zaatakowany przez nieznane gdy zanurzył nogi do kolan. Teraz wszystko sobie przypomniałam ale za późno, jednak szczęśliwie. - Chyba umarłabym ze strachu jakby mnie ciachnął. - p. coś pogadał, coś pomruczał ale uznał z zadowoleniem, ze takiego morderczego odgłosu jeszcze nie słyszał. Mam nadzieje, ze myślał o odgłosie szczypiec kraba a nie o biciu mego wystraszonego serca. Zapał do spotkania z nieznaną mi fauną obniżył się do zera i oddałam się tylko i wyłącznie oglądaniu jej z daleka. Wydawało mi się, ze oglądanie świata przez obiektyw aparatu nie przyniesie żadnych niespodzianek. 
Podziwiałam wędrujące muszle których mieszkańcami były kolejne nieznane mi oceaniczne stworzenia aż na dłoni usiadł mi motyl. Tak ni stąd ni zowąd na dłoni miałam motyla. Ładnego ale czy przypadkiem nie jadowitego? Motyle przylatują do USA z Ameryki Południowej, przelatują tak jak kolibry całą Zatokę Meksykańską i skąd mam wiedzieć, ze ten akurat jest tylko ładny.
Trochę się rozpisałam i zapomniałam o helikopterotaxi. Już nadrabiam zaległości. Do południa, gdzieś znad wody pojawiały się żółte powietrzne taksówki. Była to sobota i wywnioskowaliśmy, ze szefostwo jedzie, przepraszam frunie z platform wiertniczych na weekend do domu. Trochę to niecodzienne zjawisko ale przebywając w niecodziennym miejscu trzeba szybko dostosować się do jego warunków. W kolejnym poście poświęcę trochę czasu na warunki w jakich żyją ludzie bagien.

28 komentarzy:

  1. obserwatorka ze mnie slaba, mija mnie wiele ciekawostek, ale przez to zaoszczedzam sobie takie bliskie zawalowi serca sytuacje; widzac podobne kraby ograniczylam sie do pstrykania zdjec z bezpiecznej odleglosci :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musimy razem pojechac na wakacje bo moj p. lazi byle gdzie i jeszcze mnie za soba ciagnie, z toba czulabym sie bezpieczniej:)))
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  2. Ja nigdy nie rozumialam czy czulam z czego wynika fascynacja pewnymi bardzo specyficznymi cechami Louizjany czy innych poludniowych stanow. Dobrze jest zwiedzic, zobaczyc ale zrozumiec chec mieszkania tam na codzien to inna sprawa. Na szczescie moj Arkansas ma mieszanine grochu z kapusta i oferuje roznorodnosc wszystkiego, bez niczego zupelnie dominujacego. Zawsze uwazalam ze zachodnie wybrzeza USA jest piekniejsze i ciekawsze, mniej nudne i monotonne, nie mowiac ze jakos bardziej w sprzezy z moimi gustami. Fajny raport, Ataner - jak zawsze. Z pozdrowieniami Serpentyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojechac i zobaczyc to nawet wypada ale mieszkac za zadne skarby swiata. Bedzie o tym w kolejnym poscie wiec nie chce uprzedzac wydarzen.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Zdjecia strzelamy oboje i posiadamy aparaty tej samej firmy wiec pozniej wszystko sie miesza bo nazwa zdjec jest prawie taka sama. Teraz nie wiadomo ktore jest czyje ale te ktore ci sie podobaja sa na pewno moje:))))
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. No to bylam na wycieczce... Lubie podgladac kraby i tak je trudno zlapac!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero pierwszy etap a bedzie ich wiecej wiec bierz gleboki oddech i poczekaj chwilke na kolejne:)))
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  5. Malutkiego krabika i to jeszcze żywego wyłowiłam kiedyś w Morzu Czarnym. Cały mieścił mi się na dłoni i raczej nie chciał mnie dziabnąć. One głównie pływały i siedziały w wodzie na dnie.Wiesz, jakoś nie darzę sentymentem ani węży ani krokodyli ani aligatorów. Mało powabne, jak dla mnie:))) I nie mogę zrozumieć tych, którzy w domu trzymają pytony, nawet maleńkie. Ciekawa jestem co było dalej.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem smakoszem robali morskich i gdybym zlapala takie uciekajace pozywienie to krab skonczylby w mojej paszczy:)))
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  6. :)Krab z wody,trochę soli,szklaneczka chłodnego wina,doczekam się opisu wielkiego żarcia? Zawsze zostają w odwodzie paluszki krabowe,ale jak mówią górale to takie "popłucyny po krabie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz dawno minely czasy "gonienia" pozywienia i ludzie wyszli z wprawy stad moje niepowodzenia:(
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  7. No, to miałaś ekstremalne przeżycia! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mialam, mialam i jeszcze bedzie sie dzialo.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  8. Lubie czytać takie opowieści......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trudno trafic w gust czytelnikow:)

      Usuń
  9. Pozywienie mozna gonic, ale pozwolic o malutki wlos, aby uciety palec byl czyims pozywieniem, to wieeelka przesada! Atanerku swoje ladne nogi nalezy w takich warunkach trzymac zawsze na lawce, kajaku, motorku i innych sprzetach ratunkowych.
    Albo na wszystko patrzec siedzac na ramionach p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez nierozwage mysliwy staje sie zwierzyna lowna. Szczesliwe zakonczenie zawdzieczam niegroznemu krabowi. Gdybym byla na safari i polowala na lwy to by mnie juz nie bylo.
      Zgadzam sie ze znanym wszystkim przewodnikom wycieczek na swiecie powiedzeniem, ze najwiekszym niebezpieczenstwem jest amerykanski turysta a nie kaniony czy przepascie posrod skal.
      Troche juz madzejsza o kolejne doswiadczenia nazajutrz dogonilam potomka dinozaurow ale o tym w kolejnym poscie.
      Pozdrawiam serdecznie:)
      PS
      p. juz od dluzszego czasu nie nosi mnie na rekach tlumaczac sie wiekiem i coraz to wieksza liczba koni mechanicznych w kolejnym moim samochodzie, ponoc niezbednych aby mnie przemiescic z jednego miejsca na drugie:(((((

      Usuń
  10. W ładnych muszlach pomieszkują kraby; będzie spotkanie z aligatorem? pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkania z aligatorem w cztery oczy na szczescie dla niego nie bedzie:) Jednak bedzie spotkanie z innym potworem.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  11. Przeczytałam z zapartym tchem, masz niesłychanie "lekkie pióro", świetnie piszesz, to sama przyjemność czytać Twoje teksty. Od krabów i aligatorów, no i węży to ja bym się jednak trzymała z daleka, odważna z Ciebie kobieta :-) Te platformy wiertnicze o których wspomniałaś są na ziemi czy wodzie?
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Splonelam rumiencem, dziekuje bardzo za tak mile slowa. Widzisz Dominiko, ze mna to tak jest, ze ja wlasciwie w swoim dotychczasowym zyciu to moze napisalam jeden list a pocztowek z pozdrowieniami gora dziesiec. Odkad odkrylam magie komputerow to pisanie idzie mi o wiele latwiej:)
      Odnosnie platform wiertniczych to znajduja sie one w wodzie, a niektore z nich sa bardzo blisko wybrzeza.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. Jest więc jeszcze jeden powód dla którego wychwalać trzeba komputery :-)))
      Serdeczności!

      Usuń
    3. Wiesz, nie wyobrazam juz sobie zycia bez komputera:)

      Usuń
  12. Też sobie nie wyobrażam życia bez komputera, ale w moim obecnym życiu - prawie całkowicie domowym (na to mi już przyszło...i trudno) to intermedialne ustrojstwo ma szczególne znaczenie. I tak - np. mogę czytać Twoje, bardzo ciekawe reportaże z dalekiego świata, oglądać go, a nawet odczuwać właśnie dzięki Twym relacjom i jeszcze - dodatkowo emocjom, o których donosisz nam szczerze i z poczuciem humoru ...:) Pozdrawiam i oczekuję dalszego ciągu !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwoko, jak zwykle twoj komentarz jest bardzo mily, dziekuje. To prawda, ze komputer to takie duze okno na swiat. Jednym kliknieciem mozna przeniesc sie na drugi "koniec swiata" nie mozna jednak dotknac, pomacac, powachac ale mozna chociaz poczytac i popatrzec a to jest duzy plus dla nas wszystkich.
      Ciag dalszy nastapi, pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń