czwartek, 27 marca 2014

Mój pierwszy aligator.

  Głośne mlaśnięcie zakończyło nasze śniadanie na kolanie. Bez uroczystego przesiadywania przy stole i cieszenia się pierwszym posiłkiem dnia wpychaliśmy do otworów gębowych naprędce wyczarowane kanapki. Pospaliśmy trochę dłużej niż było to w ambitnych planach poprzedniego wieczora i staraliśmy się nadrobić stracony czas. Dzisiaj mamy zamiar spotkać się z egzotycznymi zwierzętami na wolności. Oczywiście zamiast całej wyprawy na południe można pojechać do ZOO i zobaczyć właśnie krokodyle i aligatory ale spotkanie takiego gada pośród traw to nie lada przeżycie.
Ahinga czyli Wężówka amerykańska.
 Bardzo blisko („bardzo blisko” to pojęcie względne dla nas przyzwyczajonych do przemierzania setek kilometrów aby dojechać do celu) Miami jest kilka miejsc specjalnie przystosowanych do oglądania flory i fauny bagien ciągnących się na przestrzeni wielu kilometrów. Everglades Park wraz z Big Cypress to rozległe bagna zajmujące powierzchnię ponad osiemnaście i pół tysięcy kilometrów kwadratowych czyli ciut mniej niż województwo łódzkie lub przekładając na polski to 5% powierzchni Polski. Na takim rozległym terenie zamieszkują bardzo różne zwierzęta i niecodziennej urody rośliny. Co rośnie i co żyje na tak rozległych bagnach prawdopodobnie lepiej nie wiedzieć aby za wczasu nie przerazić się i nie pójść do knajpy na piwo. p. rozpoczął przyswajanie informacji z dostępnych źródeł podczas jazdy. Dowiedziałam się, że tylko cztery pośród dwudziestu siedmiu gatunków węży zamieszkujących tą okolicę są jadowite, w miarę zbliżania się do Ahinga Trial dostawałam coraz to większe oczy. 
- Bardzo cię proszę więcej mi już nie czytaj bo zaraz zawrócę do hotelu. - Miałam dość niesamowitych opowieści o trzydziestometrowych wężach w stylu boa dusiciel albo pyton kusiciel które można obecnie spotkać właśnie tam gdzie jedziemy. Ulotki informacyjne zajmowały całą kieszeń za fotelem pasażera i obiecałam sobie, że wyrzucę je wszystkie, nawet te nie przeczytane. Nadmiar informacji może być deprymujący a dla tych którzy nie są wielbicielami węży nawet denerwujący. Dowiedzieliśmy się z tych ulotek, że amatorzy którym znudziła się hodowla egzotycznych węży pozbywają się pupilków wypuszczając je na bagna. W ten sposób zaaklimatyzował się paskudnik pyton birmański rodem z Azji i zamiast jechać do odległej Tajlandii można po kolacji wyskoczyć do Ahinga Trial albo w inne miejsce aby tam go zobaczyć. Do niedawna na Florydzie były tylko aligatory ale obecnie rozległe bagna dały schronienie również krokodylom. Spotkanie aligatora było naszym najambitniejszym zamierzeniem i o potworach woleliśmy nawet nie wspominać na głos. 
- Nie wierzę aby aligatory leżały sobie na trawie i czekały na turystów. - Sceptycyzm p. czasami jest zupełnie nie na miejscu. Musi coś tutaj być ciekawego bo to najpopularniejsze miejsce dla chętnych spotkań z mieszkańcami bagien. Parking od samego wjazdu ostrzegał przed …, 
przed sępami a nie przed aligatorami. 
Zapomniałam o tym niesamowitym miejscu gdzie sępy drapią lakier aut, urywają wycieraczki, dziobią lusterka i już nie pamiętam co jeszcze mogą zniszczyć. Dlatego wzięliśmy płachtę grubego plastiku używanego zwykle pod podłogę namiotu aby przykryć auto. Auta nie okryliśmy przed złośliwymi ptakami ryzykując ewentualne szkody tylko dlatego aby przekonać się co nam zniszczą. Ciekawe podejście do życia? 
Ruszyliśmy zatem wyznaczonym szlakiem i po kilkudziesięciu metrach spotkaliśmy "domowego" kormorana.
 Ptaki te były na tyle oswojone z tabunem zwiedzających, że pozwalały na zbliżanie się do nich na metr. Skorzystałam z tej okazji bo nigdy wcześniej nie miałam okazji widzieć tak blisko ptaka, bohatera piosenki Piotra Szczepanika. Nawet nie musiałam ich gonić aby zrobić zdjęcie z jednym z nich. 
Niezadowolony p. marudził, że nie ma krokodyli i wszystko inne go nie interesuje. 
- Będą, będą, poczekaj trochę a będziesz mógł nie jednego pogłaskać. - Kolejne metry to przedzieranie się przez wycieczkę zajmującą całą szerokość ścieżki. Później dwadzieścia metrów biegu aby oddalić się od gwarnego tłumu i wreszcie byliśmy sami. Aligatorów ani krokodyli jednak nie było. Smutna mina p. mówiła sama za siebie a mnie powolutku udzielało się przeświadczenie, że spotkać dużego gada z jeszcze większą paszczą nie jest prostą rzeczą.

Podczas gdy zafascynowany p. przyglądał się roślinkom które notorycznie usychają w naszym mieszkaniu po dwóch miesiącach daremnej opieki, ja wbijałam wzrok w wodę aby odnaleźć chociażby ślady po aligatorze. 

Na korzeniu po lewej widać brązową jaszczurkę!!!

Moje usilne wpatrywanie się w gąszcz korzeni i gałęzi tuż nad wodą wreszcie  się opłacił. 
- Tam! - Wskazałam ręką ukrytego aligatora. Bezwiednie jednak zniżyłam głos i p. wcale mnie nie dosłyszał koncentrując się na kolejnej roślinie. - Chodź tu! Tu jest aligator. - Ponaglałam go donośnym szeptem obawiając się, że mój głos może spłoszyć dostrzeżonego gada. Machnęłam rozkazująco na p. i jeszcze raz wyprostowaną jak strzała ręką wskazałam kierunek. 
- Co? - p. wydawał się nieobecny duchem i ciałem. 
- Krokodyl. 
- Gdzie? - O jejku co za podróżnik skoro nie widzi otaczającej go przyrody. Podeszłam do niego i ciągnąc męża za rękaw ustawiłam go dokładnie w miejscu w którym stałam sekundę wcześniej. Musieliśmy komicznie wyglądać, ja z ciągle wyciągniętą ręką a p. z głupią miną patrząc na mój wskazujący palec. 
- Tam w krzakach. - Zniecierpliwiona dźgałam powietrze przed sobą. Po chwili kąciki ust jako pierwsze podniosły się niewidocznie do góry a później pełny uśmiech zagościł na twarzy p. 
- Mam cię. - Wymamrotał z takim uwielbieniem jakby to on sam go znalazł. Kilka zdjęć z bliska i z daleka pokazuje jak świetnie aligator wtopił się w krajobraz czekając aż jedzenie samo podpłynie mu pod nos. Byłam wniebowzięta i dumna, że to ja znalazłam pierwszy okaz. Gdybym miała ogon taki jak paw to ten biedny ptak powinien uczyć się ode mnie jak go nosić i pokazywać zadowolenie. p. natomiast odjął aparat od oka pozwalając mu zawisnąć w okolicach brzucha. Oparł się o barierkę prawą ręką i skrzyżował prawą nogę przed lewą. Patrzył na mnie z przekąsem i po słowach - … to pewnie atrapa aby ludziska się cieszyli, wcale się nie rusza ... - mój pawi ogon opadł wraz z mym zadowoleniem. Jak można być aż takim sceptykiem! 
- Czego się spodziewasz. - Zaczęłam zadziornie. - Że na twój widok aligatory zaczną tańczyć lambadę jak w kreskówkach? - Minęłam strusia pędziwiatra, bo z tą postacią skojarzył mi się p. w swej pozycji i skierowałam się w dalszą drogę słysząc, że wycieczka zbliża się do nas niebezpiecznie. 
Nie uszłam jednak daleko, zaledwie kilka kroków, gdy tuż obok ścieżki-pomostu unoszącej się pół metra ponad wodą zobaczyłam żółwia płynącego pomiędzy wodorostami. 
- A tutaj jest żółw. - Z dziką satysfakcją oznajmiłam nie czekając aż ktoś zainteresuje się moimi słowami. Teraz już nie czekałam na nadwornego fotografa i sama uwieczniłam kolejny powód do dumy. Ale mam farta dzisiaj. p. podbiegł do mnie i spojrzał w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą widziałam prawie niewidocznego gada. Widoczna pomiędzy zaroślami wycieczka zbliżała się nieuchronnie więc ruszyliśmy z kopyta w dalszą drogę uciekając przed tłumem i zgiełkiem. Dotarliśmy do parkingu szybkim krokiem bo jeszcze dzisiaj chcieliśmy odwiedzić kolejne miejsce szczycące się dużą ilością aligatorów. Sępy oszczędziły nasze auto nie powodując nawet najmniejszej szkody więc zadowoleni ruszyliśmy w drogę pełną niespodzianek.

30 komentarzy:

  1. Ależ fascynujący opis :) Fajne zdjęcia udało się Wam zrobić, że też wypatrzyłaś tego aligatora w wodzie i krzakach ... sępy atakują, najwidoczniej samochody tych, którzy za bardzo przejmujący są.
    A jak u Ciebie z pogodą wygląda? Tą rzeczywistą? Jakieś widoki macie na wiosnę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wlasnie zdarza sie gdy ktos czeka na aligatora jak na tacy. p. spodziewal sie, ze natknie sie na niego oko w oko a ja tym czasem rozgladalam sie na boki i znalazlam ukrytego i oczekujacego na odkrycie:) Sępy były bardzo łaskawe dla nas ale jak napisałam już wkrótce zacznie się prawdziwa przygoda.
      Obecnie pada i sa widoki na wiosne bo temperatura bedzie juz wkrotce wyzsza bo inaczej byc nie moze.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Wolę nie myśleć, co ciekawego wykombinowaliscie ;)
      Jak widoki są, to dobrze, zima nie trwa wiecznie, ale czasem potrafi się wydłużyć ...

      Usuń
    3. Wszystko dokładnie opisze po kolei ale sama końcówka przygód na bagnach bedzie zupełnym zaskoczeniem.

      Usuń
  2. Zawiedziona się czuję ;(.......myślałam, że jakąś poważną sesję zdjęciową zobaczę, z aligatorem czy krokodylem w roli głównej ;))))) A tak poważnie, chyba nie miałabym odwagi na taką wycieczkę.....węże..brrrrrrrrrrrrrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytasz w ludzkich myślach bo bedzie gorąco z aligatorami i mną w roli głównej. To tylko początek ktory wygląda zupelnie niegrożnie ale bedzie wiecej akcji gdy zagłębimy się w bagna.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Nieodpowiedzialność ludzi w kontaktach z dzikimi zwierzętami jest porażająca.
    Ot tak znudziło się ciach na bagna.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak trafnie mnie opisałeś!!!
      Tego jeszcze nie widać gołym okiem po przeczytaniu tego posta ale już niebawem znajdziesz świadectwo mego karygodnego zachowania.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. No proszę, i pomyśleć, że ja wczoraj z podobnym zapałem i wypiekami na twarzy polowałam z aparatem na... ropuchy w moim stawie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ropuch boje się tak samo jak aligatorów więc rozumie twoje przejęcie sesją fotograficzną.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Brrr aligatory i sępy , co za horror :-)))
    Dobrze,że cało wyszliście z tej przygody :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był wstęp do czekających cię przygód które przeżyliśmy i zapewniam, ze akcja rozkręci się jak w dobrym i mrocznym horrorze.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Kormoran jest cool, nic nie peka przed ludzmi. Za to aligator jest goopi, schowal sie, zamiast wylezc z wody, zeby z Toba pozowac do zdjecia. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aligator z dużej odległości wydawał się martwy ale gdy zbliżyć się do niego to wtedy.......
      Opowieść o takim zdarzeniu bedzie trochę póżniej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Lubie takie przygody:),nawet z aligatorem w tle,wazne zeby byl kontakt z natura,bo to ja uwielbiam najbardziej.
    Dziekuje za wycieczke wirtualna,teraz mam nadzieje ze juz nie dlugo wybiore sie w realu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pierwsze spotkanie było wstepem do poczatku spotkan z aligatorami gdy odlegle tło stało się pierwszym planem.
      Warto tam pojechac i przeżyć to samemu.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Mysle, ze bylo to niezwykle emocjonujace zobaczyc aligatora, nawet zolwia w ich naturalnym srodowisku. Samo miejsce bardzo ciekawe a co dopiero te wszystkie zyjace tam stworki-potworki!
    Mnie pozostaja niestety ogrody zoologiczne, ktore lubie bo mozna zobaczyc tak egzotyczne zwierzeta.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet ten nieruchomy i odległy egzemplaż robił wielkie wrażenie, o wiele większe niż te w ZOO. Świadomość, że takie gady sa gdzieś obok mnie na początku troche mnie usztywniała ale bezpiecznie krocząc ponad wodą to uczucie szybko minęło. Moje bliższe spotkanie opiszę już wkróte.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Wyobrażam sobie, z jaką fascynacją obserwowaliście na zywo te straszliwe, mityczne wręcz gady.I wcale sie nie dziwię, że tam poleźliście mimo ewentualnego niebezpieczeństwa. W koncu w zyciu trzeba przezywac i takie przygody a nie tylko siedzieć z kawka przed telewizorem i bimbać sobie na wszystko. Ciekawa jestem Ataner, czy bałaś się? A jesli tak, to czy ten lęk dodawał Ci skrzydeł, czy wręcz przeciwnie? Ja w takich okolicznościach truchleję, wręcz padam ze strachu i wycofuję sie rakiem, bojąc się tak bardzo, że serce dudni mi w każdej komórce ciała! Ale następnym razem, mimo wszystko znowu lezę, gdzie nie trza!:-))
    Pozdrawiam serdecznie odwaznych podróżników!-:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno opisać czy dostalam kopa do ogladania aligatorow z bliska bo wiedziałam, że p. nie popuści tak długo bedziemy polować aż wreszcie znajdziemy ich matecznik. Balam sie w domu przed wyjazdem na wakacje ale gdy juz stalam pośrod bagien to moj stosunek do realu zupelnie sie zmienil. Tysiące ludzi odwiedza miejsca ktore byly na naszej liscie a tylko nieliczni zostali zjedzeni wiec takie bezpieczne(!) miejsca nie napawaly paralizujacym strachem.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Renatko, to wielkie szczęście móc tak podróżować i zwiedzać świat. Całe zycie o tym marzyłam. Niestety, za mego żywota nie było takich szans. Na tyle, ile mogłam sobie pozwolić, jeździłam po demoludach i tylko raz byłam, na zaproszenie koleżanki, na zachodzie - w Rotterdamie i w Nicei 7 dni (dzięki jej fundacji). Nie mogłabym jednak mieszkać w tych regionach świata, gdzie żyją gady, bo ich nie znoszę - boję się panicznie i wolę je oglądać na szklanym ekranie. Ciekawa jestem, czy Twoje opowieści są relacjonowane tu i teraz ? Gdzie mieszkasz na stałe ? Serdecznie pozdrawiam. Kresowianka32, czyli Gabriela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co opisuje obecnie to relacja z sylwestrowego wyjazdu do Miami. Cala reszta rowniez jest opisem naszych wakacjnych wypadow i gdy skoncze wyjazd na Floryde powroce do przerwanego opisu jesiennych wakacji 2013. Los rzucil mnie za Ocean i wyladowalam w malym miasteczku na polnocnym zachodzie oddalonym o 65 kilometrow od Chicago.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Ataner, Ty mnie nie denerwuj! Widzę tytuł, zasiadam czytać, jak Ty polujesz na te aligatory, a Ty go w-y-p-a-t-r-z-y-ł-a-ś. Nieee, no, kochana, tak się nie będziemy bawić :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokornie przyznaję się do lekkiej zagrywki nie fair ale juz kolejne posty beda bardziej krwawe z duza iloscią zdjęć bo w wakacje tylko aparatem fotograficznym poslugujemy sie jako bronią. Przyznaje jednak, ze upolowane w ten sposób zwierzaki nie były aż tak wspaniałomyślne jak my.
      Pozdrawiam i obiecuję poprawę:)

      Usuń
  12. Nie lubię gadów, w realu, na filmach i na zdjęciach - każdy większy od jaszczurki zwinki przestrasza mnie i zbrzydza. Nie mają futerka, nie dają się pogłaskać, nie ocierają się rozkosznie o łydkę lub dłoń. Ale miło poczytać, że są miłośnicy i amatorzy bezkrwawych łowów na nie. Pozdrawiam i czekam na cd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Futerkowe paskudniki można polubić. Na widok myszy dostaje zawału a na specjalne życzenie męża mieliśmy pięknego białego szczura z którym się zaprzyjazniłam i brałam go do reki. Jednak na glaskanie węża chyba nie wystarczyłoby mi odwagi. Gady wole oglądać z daleka lub z bezpiecznej odległości.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Też nie przepadam za gadami, uważam ze krokodyle i aligatory są mało empatyczne.
    Ale nie wszystkie gady takie są nasz żółw lubi gdy go głaszczę po łepku z słysząc mój głos leci "biegiem", jakoś tak lubimy się. :)
    Czekam na wspaniałe zdjęcia i opisy jak zwykle z dużym poczuciem humoru.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli tak dobrze poszło ci z żółwiem to teraz kolej na aligatora!
      O moim nieudolnym oswajaniu fauny z bagien będzie trochę później i to w dwóch różnych sytuacjach z dwoma różnymi gadami.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Ło matko pojedyncza!
    Ja bym ze strachu zwiewała, gdzie pieprz rośnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i uciekłam tam gdzie aligatorów było jeszcze więcej... bardzo dużo więcej. Na poczatek jeden to jak przystawka przed sutym obiadem składającym się z samych krokodyli i aligatorów potem były ptaki w locie na deser.
      Pozdrawiam:)

      Usuń