czwartek, 3 kwietnia 2014

Zadziobią nas glapy.

   Każdy wakacyjny dzień, niestety, musi być zapełniony wydarzeniami do późnych godzin nocnych. Jeszcze przed chwilą byliśmy zafascynowani spotkaniem pierwszego w życiu aligatora a już jechaliśmy dalej na południowy zachód aby spotkać ich więcej. Nieszczęsne ulotki których miałam się pozbyć ciągle znajdowały się w aucie ale tym razem poniewierały się dosłownie wszędzie. Na tylnym siedzeniu tworzyły okropny śmietnik a część z nich uformowała jakby chodnik pod stopami p..
- Co nas czeka po drodze do Flamingo Camping? - Skoro tyle informacji p. już przyswoił to wypadałoby podzielić się nimi z kierowcą. 
- Zupełnie nic. - Kwaśno zakomunikował pilot. 
- To po co tam jedziemy? 
- Nigdy nie wiadomo co ci się przytrafi, może akurat napadnie cię pantera. - p. przez cały czas trzymał aparat fotograficzny w pogotowiu tak jakby wierzył w swe słowa.
Dodało to trochę dramatyzmu ale uważałam, że to kiepski żart. Droga gładka jak stół i po bokach zarośnięta drzewami i krzewami tak gęstymi, że wydawało się, że jedziemy w tunelu wyciętym bardzo ostrym nożem. 
- Za chwilę usnę jak nie będzie widoków. - Czułam znużenie i powieki niebezpiecznie zaczęły mi ciążyć. Co jakiś czas ściana zieleni zanikała i mogliśmy przekonać się po raz kolejny, że dookoła są bagna. 
- Widziałaś śmiałków? Widziałaś tych szaleńców? - p. aż podskakiwał na fotelu. Ledwo widziałam drogę i chyba tylko widok czarnej pantery, obiecanej na znaku ostrzegawczym był w stanie wytrącić mnie z odrętwienia. Jechałam dalej bez zbytnich emocji bo nie zawsze co fantastyczne zdaniem p. zasługuje na uwagę zwykłego śmiertelnika. - Zawróć. - Zawróć, zawróć łatwo powiedzieć ale wykonanie manewru zawracania nie było łatwą rzeczą. Wąsko i pewnie grząsko więc musiałam odczekać aby nadjeżdżające pojazdy nas minęły i pobocze nie było zbyt miękkie. NIE-DO-WIARY! Warto jednak było zawrócić. 
- Patrz, patrz! 
- Widzę. - Kilka osób wędrowało po bagnach skazując się na oczywistą zagładę. 
- Pożrą ich krokodyle i tyle! - Niedowierzanie w to co widzą oczy wynikało z niewiedzy. „Teraz błysnę intelektem ulotkowy molu” zaświtało mi w głowie i oświeciłam ciemną masę swą wiedzą.
Zwiedzanie bagien może odbywać się na wiele sposobów, łodziami wiosłowymi, motorowymi lub pieszo. 
Chodzenie po bagnach jest dozwolone i (nie)bezpieczne gdyż prawie nigdzie nie jest głębiej niż pół metra tam gdzie rosną jakieś rośliny. 
Oprócz żaby lub ogromniastego węża nic nam nie grozi gdy robimy odpowiedni hałas i tumult. Aligatory zejdą nam z drogi w sobie tylko znane zacisze gdyż atakują z głodu lub wystraszone a człowiecze mięso nie smakuje żadnemu drapieżnikowi ani krokodylowi. Niby można i wolno ale ja za żadne skarby nie poszłabym śladem widocznych na zdjęciu śmiałków.
Wreszcie dotarliśmy do najbardziej wysuniętego na południe skrawka lądu pośród bagien Everglades. Widok otwartej przestrzeni uradował moją znękaną duszę podczas przejazdu przez, dla mnie, nienaturalne środowisko. Kemping o dziwo okazał się zaludniony i zimowa pora na Florydzie wydaje mi się bardziej odpowiednia na mieszkanie w namiocie niż lato ale i tak świadomość zwierząt i insektów które mogą zainteresować się smakiem mojej skóry nie zmusiłyby mnie do tak heroicznego czynu. Jak Południe to hotel i nie ma co dłużej o tym rozmawiać.
 Przemierzając trawnik o dziwnej i dość wysokiej trawie w kapetkach cienkich jak grube rajtuzy utwierdziłam się w przekonaniu, że bezpieczeństwo mieszkania w namiocie to rzecz prawie niemożliwa a i spacer może okazać się ryzykowny. Dziura w ziemi idealnie okrągła nie była drzwiami do mieszkania myszy i na myśl przyszedł mi obraz długiego węża wciskającego się w otwór. Chwila relaksu dla oczu skończyła się na dźwięk zdecydowanego głosu wzywającego do kontynuowania wycieczki.
Nie zarobiłabym dużo pieniędzy gdybym zawodowo miała jęczeć ale tym razem jęknęłam sobie cichutko, ukradkiem bo pomimo uroku bagien wolę od nich nawet najbrzydszą plażę i marne fale na horyzoncie.  
- Co te ptaszyska tak lubią samochody? - p. z przekąsem przypomniał ostrzeżenie przed sępami na poprzednim postoju a tutaj mała czapla zakochała się w pojeździe i nie chciała go opuścić gdy zachodziliśmy ją od różnych stron. 
- Dobrze, że na naszym aucie nie wypoczywa wielki aligator, ptak to pikuś. 
- Ale ty masz fantazję. Lepiej od razu się przyznaj czy zamknęłaś dokładnie okna po zaparkowaniu aby nam jakieś świństwo nie wlazło do auta? - p. jak zwykle potrafi zaognić jątrzącą się ranę. No nie wytrzymam z tym chłopem.  
- Jakaś jaszczurka albo kudłaty pająk. Jak widzisz auta stanowią nie lada atrakcję dla bagiennej fauny. - Dodał już zupełnie niepotrzebnie. Odkocham się, rozwiodę się i znajdę sobie niemowę aby nie pobudzał we mnie wizji skaczącej jaszczurki na kierownicę w czasie jazdy. W takiej sytuacji śmiertelny wypadek gotowy, dostałabym zawału serca zanim auto zjechałoby na pobocze. 
- Naszego nie lubią. - Stwierdziłam z ulgą gdy zbliżyliśmy się do naszego pojazdu.
 Gdy poprosiłam o zdjęcie pod palmą błagałam jednocześnie wszystkie bożki aby p. nie wspominał o tym co może skoczyć na mnie z korony drzewa. 
- Teraz możemy spokojnie pooglądać bagna z bliższej odległości. - Usłyszałam chyba zapał w słowach p.. 
- Ja nigdzie nie wchodzę! Wybij to sobie z głowy. - Na samą myśl o zbliżaniu się do nie wiadomo czego schowanego w szuwarach i zdechłych badylach dostałam gęsiej skórki. 
- Zobaczymy jak to wygląda bo na mapie wygląda ciekawie. - Podjechać mogę ale jak nie będzie cywilizowanej ścieżki to siedzę w aucie.
Po drodze do wyspy Chokoloskee mieliśmy możliwość zjechania z głównej drogi aby dostać się w mniej uczęszczane okolice. Skręciliśmy w jedną z odchodzących dróg która na mapie ginęła daleko w głębinach bagien. 
- Może być ciekawie. - Zawczasu zawyrokował p. Upłynęło 15 minut jazdy po drodze utwardzonej ale bez asfaltu i zamiast wylegujących się aligatorów wpadliśmy na pikietę Zielonych przed bramą poligonu wojskowego. Nasze poszukiwania przygód kiedyś zawiodą nas w tarapaty. Zupełnie zaskoczeni powróciliśmy w bardziej przyjazne człowiekowi miejsca. Jak bardzo przyjazna człowiekowi była to okolica aż trudno uwierzyć. Znowu naszym łupem padła jakaś byle jaka droga która wiodła nas wprost do więzienia. Znak informacyjny jasno określał kres tej drogi - „zakład karny”. Miałam już dość odkrywania bagien na własną rękę. Jeszcze zanim zawróciłam udało mi się wysyczeć zjadliwie „tylko nie rób zdjęć” i bez dalszych słów skierowałam auto do głównej drogi. Tam gdzie rządowe tereny staramy się nie robić zdjęć bo dbając o własne tyłki nie chcemy narażać się na tłumaczenie się oficerowi patrolu co tu robimy i po fotografujemy, etc. Nigdy nie wiadomo kto nas obserwuje w takich miejscach a ukryte kamery prawdopodobnie są tak dobrze ukryte, że są nie do wykrycia. 
- Super miejsce na więzienie. Jak ktoś ucieknie to nawet go nie ścigają, aligatory odwalą czarną robotę za strażników. - Zupełnie trafnie ujął dobrą lokalizację więzienia. Coś tu jednak nie pasowało bo droga nie wyglądała na uczęszczaną i prawdopodobnie cały ruch odbywał się drogą powietrzną albo główny wjazd znajdował się w innym miejscu.
Gdy emocje opadły zaproponowałam abyśmy kierowali się drogowskazami dla turystów a nie skazanych na karę ograniczenia wolności. Ku memu zdziwieniu p. już więcej nie wykazywał chęci na zapuszczanie się gdzieś, gdzie znów zostaniemy zaskoczeni, zdziwieni i zniechęceni.

Odwiedziliśmy kilka miejsc przeznaczonych dla normalnych turystów i mogłam spokojnie rozkoszować się otaczającą nas przyrodą. Relaks zakończył się jednak nieoczekiwanym zdarzeniem.
Gdy wsiadaliśmy do auta nasze poczynania były obserwowane uważnym wzrokiem czarnych ptaków. Kilka z nich krążyło ponad nami a kilka siedziało na niedalekim trawniku. Wszystkie patrzyły na nas i czując na sobie wzrok czarnych małych ślepi z ulgą zatrzasnęłam drzwi samochodu. p. chyba wcale nie zwrócił uwagi na otoczenie. Usiadł obok mnie i zaczął przeglądać zdjęcia jakie zrobił swym aparatem a ja wolno ruszyłam z parkingu. W tym momencie zostaliśmy zaatakowani przez czarne straszydła.
 Jeden z ptaków prawie uderzył w szybę pasażera i p. wrzasnął sprośnym słowem. Drygnął i ze zdumieniem spojrzał na mnie. 
- One chcą mnie zeżreć! - Ledwo wypowiedział te słowa gdy na masce wylądował kolejny ptak. 
Zatrzymałam się zdumiona do granic wytrzymałości nerwowej. Zacisnęłam ręce na kierownicy a p. rozpoczął sesje zdjęciową. Ptaszysko z dużym dziobem zrobiło kilka kroków i zatrzymało się przy samej przedniej szybie. 
Wpatrywało się w p. jakby oceniało możliwości ataku. Zupełnie zdezorientowani patrzyliśmy jak coraz więcej ptaków zniżyło swe loty zataczając nad nami małe kółka. 
- Być zjedzonym przez krokodyla to jeszcze rozumię ale zostać rozszarpanym przez ptaki to już lekka przesada. - Z obrzydzeniem prychnął pasażer. - Uciekajmy bo czuję się jak zwierzyna łowna! - Znany mi talent mojego męża do kolorowania zwykłych wydarzeń nie wydawał mi się nie na miejscu więc prawa stopa opadła na pedał gazu aby zakończyć tą co najmniej głupią sytuację. Ptak siedzący na masce ratował się przed porwaniem i odleciał ale jego kolega jeszcze przez chwilę towarzyszył nam patrząc co wyprawia p.. 
- Widziałaś? Dasz wiarę aby coś takiego nas spotkało? Horror w biały dzień. - Jeszcze coś gadał ale nie pomnę co bo zadumałam się nad całą tą sytuacją. Skoro ptaki są tak nachalne to czego można spodziewać się po innych mieszkańcach bagien. Już wkrótce ta myśl miała się zmaterializować w sytuacji której nie życzę nawet wrogowi.

28 komentarzy:

  1. Niesamowite ptaszyska, nawet przez szybę wyglądały groznie. Zakład karny w pobliżu bagien to wg mnie świetna lokalizacja -podobno mięso aligatorów jest całkiem smaczne, więc raz więzniowie konsumują potrawkę z aligatora, innym razem aligatory mają wyżerkę z uciekinierów - i tym sposobem zachowana jest zachowana w przyrodzie równowaga.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dwojga złego to aligatory mają większą szansę na przeżycie niż uciekinierzy ale i jednym i drugim nie zazdroszczę okolicy. Wole stały grunt pod nogami i jak najmniej ptaków w czarnym kolorze!!!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Te ptaszyska podobne do kruków i pewnych australijskich, natrętnych i napastliwych ptaszysk, których nazwy teraz nie pomnę chyba bardzo nie lubią turystów. I nie dziwota,al eżeby az samochody napadać? Niegościnne, rodem z horroru stworzenia stworzenia!
    Też bym po tych bagnach nie łaziła...Zawsze to lepiej wrócić do domu z nogami niż z odgryzionymi kikutami!
    Całusy wieczorem zasyłam!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No prosze to te zmutowane ptaki przyleciały z Australii :))))
      Mnie zupełnie inne skojarzenie przyszło na myśl, mianowicie, ze one ciut za bardzo LUBIĄ turystów i chciały nas posmakować. Dobrze, że nie wpadły na pomysł aby wcześniej wydziobać dziurę w oponie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Co za glapy paskudne, a brzydkie toto ......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rajskie ptaki to nie były a ich zachowanie wręcz karygodne bo podniosły mi ciśnienie do 185/98.
      Już teraz całkiem spokojna pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. Ani chybi wtargneliscie nieopatrznie na teren gniazdowania tych glap, ktore wygladaja mi na kruki. Sa naprawde piekne, ale i grozne.
    Buziole :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda, że trzeba wystrzegać się każdej zwierzyny bo czyhają na ciebie pantery, krokodylo-aligatory, ptaki, węże i żarłoczne żółwie o których gotowości do ataku bedzie trochę pózniej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. No to juz wiem gdzie Alfred Hitchcock robil kasting do filmu''Ptaki'':)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czemu ja znalazłam się na pierwszym planie ujęć do tego filmu nie wiem bo nigdy nie chciałam brać udzialu w żadnym horrorze, wystarczy mi ogladanie ich w TV.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. No widzisz,mimochodem zostalas statyska pierwszego planu:)))
      Buziaki:)

      Usuń
    3. Rzeczywiście utwierdziłam się w przekonaniu, że zawód aktora to ciężka praca:))))

      Usuń
  6. Przebyłam podróż razem z Tobą z duszą na ramieniu, jeszcze mi się włoski na rękach jeżą. Masakra, ale widoki powalające. Pozdrawiam serdecznie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wyglądają wakacje z Ataner. Może dlatego zawsze jezdzimy we dwójkę bez znajomych lub przyjaciół. Jak pojdziemy na plażę to woda mnie wciąga, jak obiad w knajpie to dostane parasolem po głowie a jak godzinny spacer to przedłuża się w całodniową udrękę więc tylko p. może ze mną wytrzymać.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  7. Szkoda, że nie było pantery, znak mnie zanęcił.
    Tak to czasem jest, innym białe czaple a Wam czarne ptaszory :-)
    Jak się zbacza z utartych szlaków to ma się w nagrodę niecodzienne przygody, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazdemu według zasług i potrzeb:))))
      Nic nie moge poradzić na to, że zwykłe wakacje nie są nam pisane. O kolejnym niecodziennym mini wypadku już wkrótce.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Rety. Ja niby przesądna staram się nie być, ale jakieś prastare instynkty jednak we mnie chyba tkwią, bo wzięłabym te ptaki za zły omen zapewne i rozmyślałabym o wszelkim źle jakie po takim spotkaniu NA PEWNO by mnie spotkało;)
    Już chyba te bagna przyjemniejsze...W każdym razie na różnorodność fauny nie ma co narzekać.
    I jak to wszystko lgnie do ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei niczego zlego nie spodziewalam sie ale i tak licho dosiegnelo mnie w najmniej spodziewanym momencie. Mam to nagrane i chyba zamieszcze na blogu.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Hitchcock! normalnie jak u mistrza grozy i napięcia! Dla mnie bomba :--) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę wierzyć w sceny wymyślone w horrorach. Mam ku temy podstawy!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Noc ciemna, aja już biegnę czytać wstecz, bo jak zawsze gdy zaczyna się pierwsze zdanie, to już wędrówka prowadzona przez Ataner nie pozwala na żaden odpoczynek!
    Czyli horror " Ptaki " miał swój odpowiednik w naturze! Niesamowite.Chybabym .......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to juz wiadomo jaka jestem styrana życiem skoro nawet urlop jeży włosy na karku z przestrachu. Jeszcze kilka wyjazdów w poszukiwaniu wakacyjnego relaksu a bede siwa jak stuletnia babuszka.
      O znaczeniu słowa odpoczynek juz dawno zapomniałam i poprosze encyklopedie o weryfikacje jego znaczenia.
      Pozdraiam:)

      Usuń
  11. Wiem już jak chodzić po bagnach, a po moim aucie chodzą koty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedys trzymalismy samochod dla kolezanki ktora miala przyjechac z Polski, czekal na nia nieużywany pol roku. Jakiez bylo nasze zdziwienie gdy po jej przyjezdzie odkrylismy gniazdo myszek w silniku.
      I jak uruchomic auto?
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Fajna wyprawa nie powiem a te ptaki niesamowite, nie spotkalam sie nigdy z czyms podobnym okropnie rozbestwione, tutaj w Tokio tez mieszka mnostwo krukow, lataja i kracza nad glowami, ale do ludzi mają jednak dystans.
    Zdjecia swietne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak dalej pojdzie to nie bedzie wiadomo czego sie bać. Kto by przypuszczał, ze wyobraznia moze przybrać realne kształty.
      Na wszelki wypadek wystrzegaj sie kruków.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Masz hobby fotografa, tyle ,ze fotki sa dla mnie zwyczajne.Bylam w tych miejscach mimo odleglsci od mego kraju i zachwycenia zadnego nie doznalam. Chyba ten klimat ciepla i palmy rosnace.Nigdy nie zdradzilabym mego kraju jest najpiekniejszy i bezpieczny.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odpowiadam anonimom, ktorzy nawet nie potrafia podpisac sie imieniem jednak zlamie zasade i Ci odpowiem.
      Widze, ze jestes wielka patriotka, zdrada kraju, bezpieczenstwo , lal! wielkie slowa - jestem pod wrazeniem.
      Zyj bezpiecznie w swoim kraju i nie czepiaj sie innych ktorzy znalezli piekno gdzie indziej.
      Pozdrawiam:)

      Usuń