czwartek, 7 sierpnia 2014

Zasieki na pustyni

   Pogoda nam sprzyjała ale tak na prawdę to latem w Nowym Meksyku trudno trafić na mgłę czy kapuśniaczek sączący się godzinami z nieba. Ci, którym brakuje słońca  powinni zastanowić się nad zmianą miejsca zamieszkania bo nie dość, że ciepło tutaj i bez wilgoci to jeszcze miejsca pod dostatkiem dla chętnych wygrzewania się przez cały rok. 
Właśnie o przestrzeniach na których trudno wypatrywać człowieka lub nawet śladów jego bytności będzie mowa w tym i następnym poście.
Gdyby ktoś chciał znaleźć to miejsce na mapie to powinien szukać go na południe od miasta Farmington w Nowym Meksyku, niedaleko od granicy Arizony.
Do motelu było tylko 45 mil wiec postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę aby zerknąć co nas czeka podczas jutrzejszej wędrówki. Nie było sensu pędzić do motelu i siedzieć w pokoju do jutra gdy słońce praży a widoki nawet z parkingu przy drodze były bardzo ciekawe. 
- I co? Mamy łazić po takim terenie? Same kamory i pustynia. - Nic nie mam przeciwko poznawaniu nowych miejsc na mapie ale jakoś nie bardzo wierzyłam, że zostanę zaskoczona i widoki zagnieżdzą się w mej pamięci na zawsze. 
- To co widzisz to preludium do wstępu. Jutro... - p. zastanowił się chwilkę jakby szukał dramatycznego sformułowania. - ...przeniesiemy się w nieznane nikomu miejsce na nieznanej nikomu planecie. Popatrz jak niesamowicie wygląda ta okolica a wejdziemy głęboko w wąwozy i skały czego nie widać z drogi. Obiecuję ci, że nie zapomnisz tej wycieczki. - p. wprost promieniał z zachwytu wpatrywał się w gołe pagóry pokryte szarym drobnym kamieniem i aby poczuć się najbliżej z tym miejscem jak to jest możliwe gołą stopę postawił obok sandała. Syknął z bólu bo jeżeli powietrze miało +35 stopni Celsjusza to ciemna powierzchnia ziemi musiała mieć kilka stopni więcej. - Ooooo! Musimy przyjechać wcześnie rano aby nie upiec się na tej patelni
- To jedźmy i wypocznijmy trochę. - Poczułam, że dopadła mnie kobieca dolegliwość i wolałam znaleźć się jak najszybciej w cywilizowanych warunkach. Obiecanki cudnych widoków mogą pozostać obiecankami jeżeli nie zastosuję prochów łagodzących ból. Tak wcześnie jeszcze nigdy nie byliśmy w motelu więc nadmiar wolnego czasu wykorzystaliśmy na pranie ciuchów i lekkie uprzątnięcie auta.
- Co zjemy na śniadanie? - Z wyczekiwaniem p. wpatrywał się we mnie jak wąż w biedną myszkę na sekundę przed pożarciem. Byłam zupełnie rozbita i nie chciało mi się wstawać. 
- Nic! - Burknęłam. Na samą myśl o jedzeniu aż ciągnęło mnie od samego żołądka. Zacisnęłam zęby i delikatnie obróciłam się na lewy bok. Wiedziałam, że żadne wykręty na nic się nie zdadzą ale światło dnia raziło me oczy i chciałam choćby jeszcze sekundę poleżeć w chłodnym łóżku.
- Ale kawą nie pogardzisz? - Gdy p. nie doczekał się mojej reakcji kontynuował. - Jest już gotowa i stygnie. Ja też jestem gotowy ale nie stygnę ja po prostu palę się do wyjazdu. - Kurczę ale upierdliwego mam męża, nawet nie mogę w wakacje wstać wtedy kiedy uznam to za stosowne. - Podać ci do łóżka? - Człowieku daj mi spokój przecież zaraz wstanę muszę tylko jakoś dojść do siebie. Kawa do łóżka też mi coś. Szkoda, że w domu tak mnie nie kochasz. Takie i inne myśli chodziły mi po głowie ale przecież nie powinnam winić chłopa za to, że nie jest babą. 
- Już wstaję bo zamęczysz mnie gadaniem. - Ruszyłam swe cielsko które wydawało mi się dwa razy tak niezdarne jak codzień i opadłam na krzesło tak ciężko, że aż jęknęło pod mym cięarem. Ja również jęknęłam. Wpatrywałam się w gęstą ciemną ciecz którą powinnam wlać w swe gardło aby kofeina postawiła mnie na nogi ale nie miałam siły ruszyć ręką aby podnieść filiżankę. 
- Chesz kostkę lodu jeżeli dla ciebie jest zbyt ciepła? Zaraz przyniosę. - Czułam, że za chwilę eksploduję i aby tego uniknąć wykrzesałam resztkę zdrowego rozsądku i po dwóch łykach ruszyłam do łazienki.
 Do przygotowanego plecaka dorzuciłam buteleczkę Advilu i teoretycznie byliśmy gotowi na spotkanie przygody czekającej nas tego dnia. 
Bisti/De-Na-Zin nie jest miejscem chętnie odwiedzanym na które nie da się trafić przypadkiem. Trzeba o nim wiedzieć aby tam dotrzeć ale dojazd jest o wiele łatwiejszy niż do Ah-shi-sle-pah.
Przez chwilę byłam zaskoczona drucianym płotem poprowadzonym przez pustynny krajobraz.
- Nie wygląda to zachęcająco. Znak przy drodze jest widoczny jak księżyc w pełni na bezchmurnym niebie ale dalej można błądzić godzinami. - Ciekawe czy znajdziemy dokładnie to miejsce o który wcześniej wspominał p..
- Tak jakby turyści byli tu niemile widziani. Gdzie jest wejście? - p. rozglądał się zdezorientowany. - Nie jest to przeszkoda nie do pokonania więc możemy zacząć nawet tutaj. - Wskazał na leżący na ziemi kawałek siatki z drutem kolczastym.
- Ja tutaj nie wchodzę. - Oświadczyłam kategorycznie. Z dwóch powodów wolałam tędy nie rozpoczynać dnia. 
Po pierwsze; pozostawione auto jako świadectwo naszego niecnego postępowania mogło (zaznaczam, że mogło) zastanowić strażnika BLM gdzie wyparowali właściciele pojazdu i skłonić go do poszukiwania "przestępców". Teren na który mieliśmy zamiar wejść jest własnością rządu USA i pomimo tego, że to pustynia lepiej nie wchodzić przez płot. Gdyby to był Park Narodowy sprawa byłaby łatwiejsza bo nikt nie grodzi Parków Narodowych i dostęp do nich jest możliwy z każej strony. 
Po drugie; skoro p. znalazł miejsce z parkingiem i oficjalnym wejściem siedząc przed monitorem w domu więc dlaczego teraz mamy się poddać przeciwnościom losu już na samym początku.
p. wsadził nos w niby komputer i zaczął grzebać w swych notatkach. Kierując mnie drogami bez oznaczenia po kilkunastu minutach dotarliśmy do wytyczonego celu. Wejście było tak niesamowite, że nie mogliśmy oprzeć się pokusie aby nie uwiecznić siebie w nim. 
 O tym co nas spotkało na nieznanym terenie i czy po powrocie z auta pozostała tylko kierownica i uciekający stwór który je pożarł bedzie już niebawem.

36 komentarzy:

  1. Powiedz tylko, CO jest tak skrupulatnie ogrodzone? Sama pustynia? Po co?
    Przed kim/czym maja chronic te zasieki? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BLM to dziwny twór (jakich wiele w tym kraju) zarządzający pewnymi obszarami w granicach państwa. Z Wujkiem Samem nie ma co zadzierać więc przez płot nie przeszliśmy bo być może za drutami są tajne laboratoria albo podziemne wyrzutnie rakiet, czort wie co ale ogrodzenie jest i już. W następnym poście sama zobaczysz, że możliwości ukrycia przed ludzkim okiem jakiejś działalności są praktycznie nieograniczone.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Ciekawe te miejsca, ciekawe ...... jak nie ruiny dawnych cywilizacji, to zasieki na pustyni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe i zaskakujące bo po co te druty?
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Niezwykłe miejsce - pobudzajace wyobraźnię i chęc przygód oraz lęk przed tym, co tez sie tam moze kryć. W Polsce nie ma niczego w tym stylu, bo trudno nazwać prawdziwą pustką pustynię Błedowską. Chociaz dla wytrwałych i upartych moze być ona namiastką amerykańskiego krajobrazu ksieżycowego.
    Ataner!Dobrze, ze masz obok swojego P., który jak widze jest inicjatorem takich szalonych wypraw i stara sie jak moze, by napełnic Cie energią i entuzjazmem. Sadze, ze w innych okolicznosciach to znowu Ty ciągniesz go za sobą. Dopełnienie i zrozumienie w związku to pozdtawa.
    Ściskam Was oboje serdecznie, ciekawiąc się, cóz tam zobaczycie i dokąd dojdziecie drodzy śmiałkowie!:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwy krajobraz księżycowy będzie za chwilę, tzn w kolejnym poście. Teraz pokazuję dziwo przez które musieliśmy dostać się tam gdzie urok skał powala na kolana.
      Moja droga zanim dotarliśmy się to iskrzyło jak diabli, teraz jest idylla:)))) Trochę wody w rzekach upłynęło ale opłacało się ponad trzydziestoletnie branie się za łby.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Nie wybiore sie w te strony, zdecydowanie nie...
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma potrzeby bo ja tam byłam i dzielę się z tobą swoimi wrażeniami więc wędruj z nami internetowo.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Widoki piękne, rozległy horyzont no i te zasieki? Ciekawa jestem co tam było...
    czekam na cd... i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już od razu powiem, że żadnych umocnień wojskowych nie widziałam a o widokach napiszę i okraszę zdjęciami już wktrótce.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. O rany! Amerykanie to mają chyba teorie spiskowe w genach;) Wszystko pozagradzają, jak nie monitoring to wszędzie siatki i straż;) Ale żeby pustynie zagradzać? Owszem, pustynia nie byle jaka, krajobraz jak księżycowy ...A tak poza tym to chciałabym żeby mój chłopek miał taki zapał do wstawania i wycieczkowania. W naszym stadku to ja jestem rannym ptaszkiem i role są odwrócone:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z palca nie wysysam takich niedorzeczności a jedynie pokazuję gdzie bylam i czasami miejsca te zaskakują nie tylko ciebie i innych czytających ale również nas bo USA okazuje się troszkę innym krajem niż pokazywany w TV.
      Już od wczoraj oszczędzamy na wycieczkę ktora ma odbyć się za pięć lat ale na razie pary z pyska nie puszczę. Jak dożyjemy to oczywiście relacja znajdzie się na blogu bo jakże mogłoby być inaczej. Nasze wyjazdy to wspólna decyzja ale motorem napędowym jest p., bo ja ograniczam się do zaplanowania weekendów na co z kolei p. godzi się z radością. On chyba nie umie zadbać o małe rzeczy i widzi (bo przecież ślepy) tylko duże przedsięwzięcia:))))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. zastanawiam sie dlaczego stwór nie poźarł kierownicy ??? hmm nie lubi precli ? swoją drogą mam nadzieje że nie zaszkodziła mu taka ilość żelaza na jeden raz ;-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Moze to stwor zezarl samochod a moze UFO porwalo: wypluwajac kierownice :)
    Przerozne dziwne przedmioty mozna spotkac na takim pustynnym terenie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ogrodzenie, jakby tam była tajna baza wojskowa, albo wylądowali kosmici, nie powiem, lekko to wszystko odstraszające, i wcale jakby nie park narodowy; czekam na wyjaśnienie zagadki, wędrujący agenci archiwum X, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać na zdjęciach przekroczyliśmy granicę nieznanego i ogrodzonego terenu. Pojechaliśmy w to miejsce aby podziwiać widoki z innej planety. Czy nie tylko my ulegliśmy takiemu złudzeniu przekonasz się oglądając i czytając foto-relację w kolejnym poście.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Może to jakaś Area 51 bis?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jakby wrota na inną galaktykę. Przechodząc przez zasieki wkroczyliśmy w zupełnie kosmiczne krajobrazy. Obszar tak wielki, że nie do przejścia/zwiedzenia w ciągu jednego dnia.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Czasem jak widać, zmagania z opornym ciałem są większe niż zmagania z materią, a opowieść o nich równie interesująca. Dobrze, że wstałaś z "łoża boleści" bo będziemy czytać o cudnej, kolejnej przygodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już zdecydowałam się ruszyć swe ciało z boskiej pościeli i uczestniczyć w spacerze pośród skał to nie powinnam narzekać na niedogodności. Zapowiadany spacer przemienił się w ..... ale nie uprzedzajmy następujących po sobie zdarzeń bo kolejny post obnazy mą paskudną cechę charakteru.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. A mnie takie ogrodzenie zatrzymałoby skutecznie. Po co się narażać na ... niewiadome. Po co? Mnie taki dreszczyk objawia się dreszczem :/. Ekstremalne przeżycia przeżywam okropnie. Podziwiam waszą odwagę w poznawaniu pustyni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla nas zakazy, szlabany i zasieki to jak wyzwanie, jak rękawica rzucona pod nogi. Stajemy zatem do boju w zgodnym szyku aby pokonać przeciwności. Skoro potrafił "X" i "Y" to dlaczego nie MY? Wielokrotnie ledwo żywi wracaliśmy zadowoleni, że podjęliśmy słuszną decyzję poznania nieznanego ale równierz nie obca jest nam gorycz porażki gdy nie dotarliśmy do celu. Próbować jednak warto bo nie zawsze to co nieznane jest straszne i niebezpieczne. O tym właśnie już wkrótce.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Czytałam z zainteresowaniem i uśmieszkiem na twarzy :-) masz talent do relacjonowania
    i chyba jesteście zgraną parą skoro kręci Was "zwiedzanie" takich miejsc. Fajnie :-)
    Pozdrawiam ciepło i czekam na dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w mych niskich progach.
      Przemierzamy tysiące mil aby dotrzeć w mało znane miejsca które trudno znaleźć w przewodnikach z półek księgarskich. Wielkie metropolie omijamy z daleka bo to wyświechtane tematy a cały urok USA to właśnie krajobrazy których znajdziesz u mnie bez liku.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Super opowieść, już czekam na kolejny odcinek:-) Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam "stracha" przed pisaniem kolejnego posta bo za bardzo podkręciłam atmosferę niezwykłości. Gdy poczekasz do poniedziałku to okaże się czy było warto.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Stajesz się mistrzynią suspensu? Mamy mieć wizję Waszych przygód pełnych emocji i ryzyka?
    Jak żyć z ta niewiedzą do następnego postu? ;-(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi sie, ze czekanie jest bardzo nieznosne ale....
      Jak mam sie wziac do roboty gdy letnie godziny spedzam na plazy lub na rowerze i po powrocie do domu jestem tak skonana, ze nie moge zebrac mysli. Wiem, ze czeka mnie bura za zaniedbywanie bloga i ukochanych moich blogowiczow i pojade jutro znow nad jezioro:))
      Co sie odwlecze to nie uciecze ale odwlekac nie bede w nieskonczonosc i moze ktoregos dnia napadnie mnie erynia albo muza i skrobne troche tekstu.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  16. No,no i ja czekam na ciąg dalszy w napięciu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez bo na razie pustka w glowie choc zdjecia juz mam wybrane i zmniejszone aby pokazac je w kolejnym poscie. Cos chodzi mi po glowie ale lato zaplatalo sie pomiedzy moimi palcami i korzystam z letnich uciech kazdego dnia. Blog cierpi tak samo jak ja bo cos mnie pcha w strone natury a nie socjokultury.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  17. Hahaaaaa, mogę Cię czytać i czytać jak dobra książkę! A nawet jeszcze lepiej - bo na faktach!
    Wracaj,pisz coś.... Nic nie wiemy co dalej!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym zaczęła dokładać fantazję literacką to cały urok prysłby jak bańka mydlana i zapewne kiedyś ktoś odkryłby moje oszukaństwo. Wolę nie wymyślać i podpierać się prawdą jak laską.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Fakt, babskie dolegliwości nie pasują do takiego terenu, ale zapowiada się niezle. Można pomyslec, że sie trafiłó na Marsa. Ciekawa jestem co zżarło poprzednich turystów i ich samochód- w każdym razie kierownica nie była jego przysmakiem. No to czekam na następny odcinek.
    Serdeczności i buziaki,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już właśnie spełniam twą prośbę, zasiadłam przed ekranem i czekam na natchnienie:))))
      Odnośnie zżerania; może turyści wcale nie wrócili z wycieczki a pojazd zostal rozkradziony na części?
      Pozdrawiam:)

      Usuń