sobota, 9 maja 2015

Strzelnica niby sportowa.

 Pierwszego dnia wybraliśmy się na ogólne rozpoznanie terenu aby zorientować się co w trawie piszczy czyli co znajduje się w pobliżu Kanab. Skręciliśmy w pierwszą lepszą drogę bez oznaczenia i przygoda rozpoczęła się już po kilku minutach.
 Czerwone skały jak zwykle nadawały uroku uśpionej przyrodzie. Droga a raczej dróżka wiła się zakolami i po dwudziestu minutach dotarliśmy do miejsca gdzie zmuszeni byliśmy zrezygnować z dalszej jazdy gdyż nasze osobowe cztery kółka nie były w stanie pokonać wyboistego terenu po którym bez problemu jeździły auta do tego przystosowane. 
Sądząc po śladach opon były to dużo większe pojazdy z napędem na cztery koła. Poszliśmy zatem na krótki spacer nie zapuszczając się zbyt daleko w niedostępne miejsca bo dzisiejszego dnia miał być to rekonesans a nie wyprawa. 
Natrafiliśmy na ślady zabawy bronią palną w postaci łusek leżących na dużej przestrzeni. Jakoś zapominamy o tym, że większość populacji w USA jest uzbrojona nie tylko w pistolety czy rewolwery ale również w karabiny. W tym ustronnym miejscu zabawiano się z dozą okrucieństwa gdyż znaleźliśmy nadpalone szczątki psa. Miny nam zrzedły bo nigdy nie chcielibyśmy natrafić na ludzi o podobnym poczuciu humoru gdyż nigdy nie wiadomo co mogłoby im strzelić do głowy.
Z niesmakiem opuściliśmy to miejsce. Nieprawdopodobne zrządzenie losu skierowało nas na drogę która zaprowadziła nas prosto do strzelnicy gdzie dwóch mężczyzn trenowało oko strzelając do tarcz. 
Zaparkowaliśmy obok i przy wtórze huku wystrzałów przyglądaliśmy się jak przebiegało kalibrowanie lunet przytwierdzonych do karabinów. Każdy strzał był dokładnie obserwowany przez oddzielną lunetę. Po regulowaniu następował kolejny strzał i znów obserwacja celności sprzętu. 
Przyznać muszę, że panowie kowboje byli bardzo zdyscyplinowani i po zakończeniu dość krótkiej sesji strzeleckiej zebrali łuski, posprzątali dokładnie po sobie i znikli w dali unoszeni przez swoje pickupy które obecnie zastąpiły rumaki. Nam pozostał lekki szum w uszach od głośnych wystrzałów wzmacnianych echem odbijanym od pobliskich skał. Jednak można używać broń nie czyniąc nikomu szkody i dać upust swym żądzom strzelając do tarczy a nie do żywego stworzenia. 
Dziwny to był dzień bo los wybrał drogę prowadzącą nas prosto tam gdzie wszystkie zwierzęta mają skrzydła.

18 komentarzy:

  1. Znaczy albo ptaki, albo nietoperki, albo zwierzece aniolki. :) Zgadlam???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniołki!!!
      Brawo masz wyczucie strzał w dzsiesiątkę.
      Teraz pakuję się do niedzielnego wyjazdu i nadrabiam zaległości.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. W jakimś stopniu to pocieszające ( ale i smutne), że nie tylko u nas jest pełno dewiantów. To może trafiliście potem nad jezioro z ptactwem wodnym?
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świrów nie brakuje i niech trzymają się od nas z daleka. Jezioro nie wręcz przeciwnie suche miejsce jak skalista pustynia.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Ale Wam zazdroszczę podróży...:) A gdzie te skrzydlate zwierzaki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skrzydlate zwierzaki pojawią się jak tylko dojedziemy do Utah i trochę odpoczniemy po trudach podróży bo jeszcze jeszcze na dobre nie zaczęłam opisywać sylwestrowego wyjazdu a już jutro rozpoczynamy dwutygodniowy wypoczynek w kanionach Utah i skałach Arizony.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. A, to już wiem, gdzie się podziewasz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na blogu jestem pod koniec zeszłego roku a realu w Colorado gdzie jest bardziej zimowo niż wiosennie. Obiecuję poprawę za trzy tygodnie jak znajdę się w domu.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Broń mnie o ciarki przyprawia, chociaż do niedawna mieliśmy w domu aż nas ... dzielnicowy rozbroił :-) przyszedł kiedyś, że weszły nowe przepisy i że trzeba badania odnawiać i że to kosztuje ok . 1 tys zł, mój mąż nie jest tak zapalonym strzelcem a broń miał z dawna więc odmówił, więc dzielnicowy ją zarekwirował i jeszcze kazał nam 15 zł zapłacić za zaświadczenie, że ją nieodpłatnie od nas zabiera! :-) Takie absurdy to tylko w Polsce są możliwe
    Kochana, uważaj , jak oni tam tak na polach strzelają ;-)
    Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja byłam najlepsza we wsi i mam nawet dyplomy ze zwycięstw w okręgowych mistrzostwach. Dziś nie mam broni bo to zby duża pokusa gdy cię mąż nie słucha.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Ojej ale bym postrzelała, uwielbiam! A dewiantów i durniów nie brakuje nigdzie, niestety, tych bym wystrzelała z zimna krwią!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się i zajmuję pozycję po twojej prawej stronie nikt nam nie umknie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. w czasie miodowego miesiaca S zaprowadzil mnie na sportowa strzelnice, uzywalam pistoletu I nawet mi sie to podobalo. Tutaj niestety nie moge zrozumiec tego opetania 2nd amendment :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniety mają w sobie demona i broń im pasuje nawet taki mały pistolecik do torebki. O! Jeszcze mały nożyk spężynowy.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Jestem zmszona pisać na klawiaturze telefonu i zamieniły mi się literki, miało być kobiety oczywiście.

      Usuń
  8. Czyli można pasję strzelecką jakoś spacyfikować? ;-)))
    Bardzo ciekawie się zapowiada, zwłaszcza w kwestii skrzydlatej! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej broni nie kupować bo jak ją już się ma to aż kusi aby ją użyć.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Piękne zdjecia, szczególnie drugie od góry:) A i Ty się ładnie wkomponowałaś w krajobraz strzelnicy:)

    OdpowiedzUsuń