sobota, 1 maja 2010

Tam, gdzie niżej już nie można zjechać.

Miasteczko Baker w Kalifornii to punkt startowy dla tych, którzy z Las Vegas podążają w znane miejsce aby przekonać się na własnej skórze, ze słońce potrafi być bezlitosne. Około drugiej po południu opuściliśmy hotel w stolicy kasyn i nocnego życia aby upal nie dawał się we znaki tak boleśnie. Wielkiej różnicy temperatury nie będzie pomiędzy południem i popołudniem ale słońce już nie będzie tak prażyło. Termometr, który widać na zdjęciu jest ponoć największy w Stanach i wskazuje 42ºC (108°F), to dla nas nic szczególnego.
W sklepie obok kupiliśmy lodowato zimna wodę i omawiając  szczegóły dzisiejszej trasy wypiliśmy ja zanim zdążyła się ocieplić. Można powiedzieć, ze upały to nasza specjalność ale nie bez obawy ruszyliśmy w stronę jednego z najcieplejszych miejsc na świecie. Droga wąska i rzadko spotykamy na niej auta, w porównaniu z Las Vegas to istna pustynia.

Nic dziwnego w końcu jesteśmy na Pustyni Mojave. Wydaje mi się, ze temperatura rośnie jak podążamy w kierunku Doliny Śmierci. Ochładzanie pracuje juz od samego początku naszej eskapady aby maksymalnie schłodzić auto w środku. Pomimo tego czuje się jakby było włączone ogrzewanie. Przykładam dłoń do wylotu nawiewu i czuje chłodne powietrze ale termometr w aucie wskazuje 30ºC. Takie ekstremalne warunki sprzyjają do testowania prototypów aut, mijają nas zamaskowane pojazdy oraz kilka nowych Mercedesów, każdy inny. To chyba poligon doświadczalny dla przemysłu samochodowego. Sięgam po napój chłodzący do naszej lodówki i wyjmuje coś czego bym nie podała nawet śmiertelnemu wrogowi. Lodówka pracuje ale "nie wyrabia się". To nasze kolejne auto i w nim również mamy przyciemnione szyby aby słonce nie nagrzewało środka.
Teraz nawet to nie pomaga, z desperacja wetknęłam na półkę pod tylna szyba poduszkę blokując wpadające promienie słońca. Zatrzymaliśmy się na chwilkę aby sprawdzić jak naprawdę jest na zewnątrz i okazało się, ze jest ciepło, 51°C (123°F).
Jak widać to raj dla p. ale mnie aż włosy dęba stanęły po minutowym pobycie w tym upale. Nie jest to moje najlepsze zdjęcie ale nie mogę się powstrzymać przed jego zamieszczeniem. Może Photoshop czyni cuda ale wole być naturalna i pokazać jak było na prawdę. Nic nie poradzę, ze suchy wiatr „lekko” potargał moje starannie ułożone włosy.
Takiej fryzury nigdy wcześniej nie miałam i trudno będzie ja powtórzyć. To przecież miejsce gdzie zanotowano druga rekordowa temperaturę na kuli ziemskiej i wszystko tutaj zdarzyć się może. Numer jeden to: 57.8°C (136°F) w Libii, (1922-09-13), a numer dwa to: 56.7°C (134°F) Death Valley, USA, (1913-07-10). Nie mogłam się przestawić na upalna pogode po nocnym maratonie w kasynach i drinkach do woli. Zaledwie parę godzin snu nie przywróciły sprawności memu umęczonemu ciału a sześć stopni poniżej rekordu świata nie stanowiły dla mnie pociechy. Gdy dojechaliśmy do najniżej położonego miejsca na kontynencie postanowiłam załatwić to szybko. Zdjęcie i do hotelu. Trudno uwierzyć, ze jesteśmy w depresji gdyż tego nie widać gołym okiem.
Zbiegłam po poboczu do tablicy informującej o tym, ze jesteśmy 85 metrów poniżej poziomu morza i oparzyłam się o kamerę chwytając ja w innym miejscu. Zegarek wydawał się obręczą wyjętą przed sekunda z hutniczego pieca.
Staliśmy teraz w płytkiej wodzie i zauważyłam jakieś żyjątka szybko przemieszczające się w niewiele chłodniejszej wodzie niż otoczenie. Przyroda potrafi się przystosować nawet do takiego ekstremum. Czułam, ze jako mała cząstka tej przyrody ja nie należę do tego miejsca.
Poniżej zamieściłam wykaz największych depresji (oprócz moich własnych);
  1. Morze Martwe -408m, Izrael, Jordania
  2. Kotlina Turfaсska -154m, Chiny
  3. Jez. Assal -153m, Etiopia
  4. All-Kattara -132m, Egipt
  5. Karagije -132m, Rosja
  6. Kotlina Danakilska -116m, Etiopia, Erytrea
  7. Dolina Śmierci -85m, USA 

Jeszcze tu powroce aby zbadac jedna z najwiekszych zagadek swiata jaka sa wedrujace glazy.

5 komentarzy:

  1. Naprawde nikt nie wie dlaczego i jak one wedruja? Nigdy o tym nie slyszalam.

    OdpowiedzUsuń
  2. uyu, mam szczery zamiar dowiedziec sie prawdy nawet gdybym miala wyschnac na wior na tej pustyni. Jak poznam prawde zaraz o tym napisze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie cieplo, ale takie temperatury to nie dla czlowieka! Jeszcze pare stopni i mozg sie gotuje, i co wtedy? Niespodzianka, tylko na talerz, bo co po takim ugotowanym rozumie?
    A tu jeszcze zagadki do rozwiazania w postaci jakichs glazow, bez nog, a chodzacych! Caluski Joter

    OdpowiedzUsuń
  4. Joasiu Kochana, upal byl niesamowity zapomnialam dodac ze bylismy tam poznym popludniem. Bylismy, widzielismy i nie marze o powrocie w to piekielne miejsce. Zastanawiam sie jak tam ci ludzie zyja, koszmar.
    Natomiast jesli chodzi o wedrujace kamienie to jest nieprawdopodobne jakie cuda ta nasza planeta skrywa-prawda? Jednak mysle, ze ktos je popycha noca. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Normalny czlowiek nie mieszka w takich warunkach ale dla pieniedzy znajdzie sie wielu smialkow.

    OdpowiedzUsuń