czwartek, 17 czerwca 2010

Brak kasy na wczasy - cz. 1

Sniegi topnieją i częściej myślimy o upalnym lecie. Okolice Chicago nie mogą pochwalić się urokliwa wiosna. Po zimie przychodzi okres opadów deszczu trwający dwa lub trzy tygodnie, temperatura z dnia na dzień skacze w gore o kilka kresek. Robi się nieprzyjemnie wilgotno i ciepło. Rośliny w tym czasie budzą się ze snu zimowego, rozwijają się paki i zanim się obejrzysz wszędzie dookoła zielono, jest upalne lato. W maju kończy się rok szkolny i wcześnie trzeba planować wakacje. My nie mamy az takiego tempa przystosowywania się do zmian pogodowych i nasza aklimatyzacja przebiega dłużej. Zwykle zbieramy się do wyjazdu po szkolnych wakacjach, jest wtedy luźniej na kempingach.
- To gdzie jedziemy na wakacje? - To pytanie jak bumerang powraca co roku o tej porze.
- Nigdzie, nie mamy kasy. - Odpowiadam zrezygnowana.
- Wiesz, jak nie masz pieniędzy na Mercedesa to wcale nie oznacza, ze nie możesz go mieć. - Słysze nutkę tajemniczości w glosie p. 
- Skoczymy do Nowego Meksyku, nie będziemy szaleć bo tam nawet nie ma gdzie. Tylko lasy, góry i pustynia. Będziemy jak prawdziwi traperzy zdobywający Zachód, dużo nadziei na pieniądze i zdychająca szkapa. - Lepiej bym nie mogla określić naszej sytuacji. Zawsze coś wyskoczy niepożądanego co komplikuje życie. Nie mam zamiaru opisywać zaskakujących nasze konto w banku dni. Mamy trochę luźnej gotówki ale nie można przecież tak na styk planować wyjazdu. 
 - Zobacz, tu wszystko jest wyliczone i wychodzi na to, ze możemy spokojnie jechać. - p. z rozmachem cisnął na stół stertę papierzysk i map. Trochę przesadził z akcentowaniem swojego chwilowego zwycięstwa nad bieda. Huk był taki, ze prawie podskoczyłam na kanapie, później zabiłam go wzrokiem Meduzy i skontrolowałam czy na pewno stół nie pękł. Drewniany to prawda ale nigdy nic nie wiadomo. Papiery i mapy rozsunęły się na cala powierzchnie blatu. Moj ukochany kryształowy wazonik jednym ruchem reki p. przemieścił do kuchni. Wszystko to działo się jak na filmie rysunkowym w przyspieszonym tempie. Podeszłam i patrze gdzie mamy jechać, koncentruje się jedynie na nazwie Nowy Meksyk. Moja wyobraźnia maluje cudowne krajobrazy.
- Mamy sporo mil do przejechania ale potrzeba nam niewiele dolarow aby dojechać tam i z powrotem. Do tego już doliczyłem kempingi, około 40 za każdy dzień, to z lekkim okładem bo będą i tańsze. Jeszcze opłaty za Parki Stanowe i może jakieś muzeum, oto ile nam potrzeba. - Patrze i oczom nie wierze suma wydaje sie do zaakceptowania ale tyle kilometrów to jakby szalony kierowca jeździł dookoła Europy przez miesiąc. 
- Przez 10 dni mamy to wszystko zobaczyć? - Pytam z niedowierzaniem.
- Ojej, półtorej doby za kołkiem aby dojechać do celu i tyle samo na powrót. Odpadają nam trzy dni a siedem mamy na zwiedzanie. Spoko, uda się. - Zawyrokował p.
Przyglądam się baczniej mapie. Widzę, ze sznurek w kieszeni jest zupełnie prosty w porównaniu z wytyczona trasa na te siedem dni odpoczynku. Bedzie fajnie, mam takie przeczucie, my nie potrafimy spedzac wolnego czasu na lezaku. Dobrze, ze auto na gwarancji wiec nie musimy się martwic o ewentualne naprawy. Wiem, ze nie mogę się buntować na odleglosci bo nie ma innego wyjścia gdy chce się coś zobaczyć w tym olbrzymim kraju. Prowiant wyniesie prawie tyle samo co w domu wiec prosta decyzja, jedziemy!!!

11 komentarzy:

  1. I tak trzymać Ataner! :)
    Na pewno będzie fajnie.
    A co do leżaków, to bym tak nie umiała, ja muszę aktywnie :). Chodzić, zwiedzać, oglądać, wędrować.
    Uściski!
    O.

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonala decyzja!
    Te kilka tysiecy kilometrow to drobiazg.

    No i auta wymyslili po to, zeby nimi jezdzic po swiecie a nie tylko na zakupy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Obiezyswiatko - ja uwielbiam lezakowanie, ale takie jednodniowe i przewaznie sa to wypady nad jezioro Michigan (i to tez unikamy miasta i wyjezdzamy do Wisconsin gdzies na dzika plaze)Chodzienie, ogladanie to nasza pasja i niestety w czasie tak krotkich wakacji nie ma czasu na leniuchowanie. Sciskam i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. uyu - Masz racje te kilka tysiecy kilometrow to nic, dla nas starych traperow :)
    Tak to juz jest, cos za cos. W Ameryce niestety wszedzie jest daleko, nawet do sklepu nie dojdziesz tylko musisz dojechac samochodem (jak mieszkasz na przedmiesciach oczywiscie).
    Jedziemy!! ahoj przygodo.
    Co u Was? Napisz kilka slow. Czy juz zdrowko sie polepszylo?
    Pozdrwiam Was bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Za piec dni wioze S. do Francji. Zostaniemy tam co najmniej do konca lipca. Szwagier lekarz zalatwil badania scannerem. Wszystkie inne mozliwe badania zrobilismy w Czechachi wyniki sa dobre, a jego boli. Chyba ma jakis nerw przyskrzyniony. To jest do naprawy, wiem bo mialam ;)
    Nie jest wiec zle ale jest upierdliwie, stekliwie i bolejaco. Zaczynam zalowac, ze chlopy nie rodza.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj Margo, to sie narobilo. Jesli macie taka mozliwosc to trzeba jechac, pewnie tam Stefa naprawia. Ty tez dbaj o siebie i nie przemeczaj sie.
    Mimo wszystko zycze Wam milego pobytu we Francji, odezwij sie po powrocie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdjecie bezkresnej drogi najlepiej oddaje to co Was czeka...
    Znajac Ataner z wczesniejszych opowiadan o podrozach, to zdecydowanie znajdzie cos na tej prostej drodze, zeby jej sie nie nudzilo. Jednym slowem, zeby nie bylo lezakowania. A ja Wam zycze: fajnych zakretow, lagodnych zwierzatek, lekkostrawnych poczestunkow, straznikow bez broni i pieknego opowiadania o przygodach po powrocie!! Joter już oczekuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Grunt, to szybkie podjęcie właściwej decyzji i hajda w drogę!
    Wspaniałej jazdy życzę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam z niecierpliwoscia na relacje!!!!!!!!!!Moze mnie nie widac ale jestem na biezaco.Renato bywasz w Polsce czasami i moze masz miedzyladowanie we Frankfurcie na Menem???Bardzo jestem ciekawa czy tak jest.Pozdrawiam cieplutko
    zielona

    OdpowiedzUsuń
  10. Joter, Fuscilo, Zielona dziekuje za zyczenia udanej wycieczki. Jak tam bylo wlasnie opisuje i sadze, ze Wam rowniez sie spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zielona - przepraszam nie odpowiedzialam Ci na pytanie.
    Wiesz, jak juz wybieram sie do Polski, to raczej bezposrednio LOT-em (to i tak 10 godz. lotu, koszmar). Ciesze sie bardzo ze, jestes. Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń