sobota, 24 lipca 2010

Dolina Bogów

Moab, Moab, Moab śpiewam sobie jeszcze nie napisana piosenkę. Znów jesteśmy w Utah i zaczynamy szaleć po zakątkach tego uroczego Stanu.
Pogoda wspaniała, jest bardzo ciepło ale nie ma wilgoci i radośnie spoglądam na zupełnie przeciętne miejsce na namiot. Rozkładamy nasze obozowisko na czerwonym piasku i kurzu, o zielonej trawie można tylko pomarzyć. Umęczeni po podroży jeszcze dobrudzimy się przygotowując nocleg a później kąpiel i ognisko. Ochoczo podreptaliśmy (o biegu nie było mowy) pod prysznice. Nie wiem dlaczego ale ja zawsze jakoś dłużej się kąpie niż p., może dlatego, ze mam dłuższe włosy? Niech tak zostanie bo jest to bezpieczna wersja na określenie tego co potrafię wyczyniać w kąpieli. Gdy wróciłam do naszej "zagrody" p. już przygotował istna ucztę. Mokre włosy zaraz wyschną wiec natychmiast muszę je rozczesać bo później wszystkie powyrywam. Jest chyba dziesiąta w nocy i lekko się ochłodziło ale o marznięciu nie ma mowy. Lampka się świeci i przyciąga nocne latające stworzenia. Nie ma komarów bo jest za sucho a ćmy są ogromne i koniecznie chcą przebić szkło ochraniające żarnik lampy gazowej, takiej z koszulkami, jak sto lat temu.
W czasie naszych pobytów na kempingach próbowaliśmy oświetlenia elektrycznego ale baterie szybko się wyczerpują i na odludziu raz pozostaliśmy bez światla. Później kupiliśmy latarnie na korbę do doładowania akumulatora w niej umieszczonego ale efekt był do niczego, p. siedział i kręcił jak galernik a prądu wystarczało na naście minut. Mała turystyczna butla gazowa wystarcza na długo i można ja wykorzystać do gotowania i zasilania lampy. Już jestem gotowa i koncentruje się na stole, jestem głodna, dopiero teraz czuje, ze żołądek sam siebie strawił. Ponoć serów nie powinno się jadać na noc bo są ciężkostrawne ale na wakacjach wszystko jest dozwolone. Ognisko płonie ale dzisiaj nie mamy ochoty na kiełbasę, z samochodowej lodówki wyciągamy domowe jedzenie. Mamy ser Camembert z dżemem wiśniowym oraz pokrojony w kosteczkę ser Le Gruyere z kaparami i zielonymi oliwkami nadziewanymi czerwona papryka. Takie nic tam ale najadać się nie musimy bo późno. Ważne aby zagłuszyć donośne ssanie dochodzące z brzucha. Jakie to cudowne uczucie tak znaleźć się z dala od codziennego życia i nie dbać nawet o to, ze to zbrodnia pic Jasia Wędrowniczka z Coca-Cola. Ja tak lubię pic i będę, tak samo jak lubię chodzić w dużej męskiej podkoszulce w majtkach i bez stanika. Sa wakacje i wariuje z tej okazji, wreszcie mogę! Rano ruszyliśmy na całodniowy wypad nad granice z Arizona. Trasę wytyczyliśmy przed wyjazdem z kempingu gdy słońce zaczęło wesoło zaglądać śpiochom w namioty. 
Roboty drogowe są wszędzie i zawsze tam gdzie nie potrzeba. Nawet dzisiaj gdy już zapomniałam o cywilizacji dwudziestego pierwszego wieku. 
Palący się las przypomniał o zagrożeniach panującej suszy.
Po lewej rozpościera się rozległy widok na Doline Bogów. Widać wąską drogę biegnącą jej środkiem. Bardzo romantyczne miejsce i również surowe. 
- Tam będziemy jechać. - Głos p. nie zdradzał krztyny uczucia wiec zaczęłam podejrzewać podstęp. Owszem widzę drogę ale jest oddalona od nas jakieś 10 kilometrów i przynajmniej kilometr pod nami. Wiem lub raczej domyślam się co nas czeka. Serpentyny i zakręty przyklejone do ściany skalnej. 
No cóż zaczynam się przyzwyczajać do nie zwyczajnych podróży. Akurat taka forma poruszania się autem bez napędu na cztery "łapy" może okazać się długotrwałą, tak było wcześniej gdy p. dorzucał kamieni pod kola aby auto nie zawisło na podwoziu. Co nas czeka za chwile? Nie musiałam długo czekać aby kolejna niespodzianka zjeżyła mi włosy na głowie. 
 - Dobrze, ze jedziemy w dol to będzie super widok. - p. zachęcająco w różowych barwach przedstawiał nadchodzące chwile. 
Asfalt się skończył i napis na tablicy ostrzegawczej pionformowal nas bardzo wyraźnie o tym, ze dalej można jechać na własna odpowiedzialnosc. 
Przed nami Dolina Bogow więc niech wszyscy Bogowie wezma nas pod swoja opiekę i nie opuszczaja nas nawet na sekundę. Ten wrak chyba pozostawiono na przestrogę i uświadomienie podjętego ryzyka.
 Skąd ta nazwa? Nie znajdowałam odpowiedzi a szperanie w przewodnikach nie zawsze daje prawdziwe wytłumaczenie. Czasami jest tak, ze zwyczajowo określa się dane miejsce. Zdarza się złe tłumaczenie z tutejszego indiańskiego języka lub nazwa została nadana przez hiszpańskich kolonizatorów. Wiemy jak zawiklana jest historia amerykańskich Indian i nie  pora aby teraz zagłębiać się w ta niezbadana dziedzinę. Dolina Bogów jest olbrzymia i po środku niej stoi kilka samotnych skal. Zboczyliśmy z utwardzonej drogi aby dojechać do jednej z nich, tuman kurzu znaczył ślad przebytej drogi. Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się jednak i zrezygnowaliśmy z dalszej jazdy. 
W miarę zbliżania się do skały urok tego miejsca jakby słabł. Może lepiej zapamiętać ogólny widok i panującą atmosferę niż stanąć przed gola skala, ona nie opowie nam wspaniałych historii, których była świadkiem. Jesteśmy teraz w samym środku Boskiej Doliny, otaczają nas odlegle wysokie zbocza gór. Z jednego z nich szczęśliwie zjechaliśmy aby znów odkrywać uroki tego kraju. 

12 komentarzy:

  1. A ja myślałam, że w Irlandii są taaakie pustkowia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Atanerku! Wasze podroze to jak ekstremalna przejazdzka na Diabelskim Mlynie, tylko rozciagnieta w czasie! Drobna, krucha istoto, imponujesz mi, że pokonujesz z P. wszystko i na koniec opisujesz jeszcze to tak cudnie. Sledzę Wasze przygody z wypiekami na twarzy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Taito - Twoje pustkowia sa piekne i zielone a nasze wypalone sloncem, Twoje chyba fajniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Joasiu Kochana - jak tak dalej bedzie to nawet zwykle skrzyzowanie bedzie dla mnie pieklem, moje nerwy sa juz na wyczerpaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I mnie sie Twoj strach udzielil kiedy czytalam jak pokonywaliscie te trudna droge na pustkowiu... niesamowite widoki i wspaniale o tym wszystkim piszesz! Swietnie sie czyta!
    Pozdrawiam serdecznie z polskiej prowincji, w miare mozliwosci bede zagladac!

    OdpowiedzUsuń
  6. Renatko, wiesz, chyba jedne i drugie mają w sobie jakiś urok. Nie lubię miejsc zatłoczonych, ale czasami czuję się przeraźliwie samotna na takim pustkowiu. Wtedy czym prędzej je opuszczam i szukam cywilizacji. Chyba nie potrafiłabym żyć na takim odludziu. Co nie zmienia faktu, że czasem fajnie udać się w takie miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taito - fajnie jak sie podrozuje w internecie przez takie pustkowia w rzeczywistosci jest duzo gorzej i trwa wiele godzin.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wildrose - dobrze to odebralas bo wialo groza na tych serpentynach.Tak ogolnie to juz ze mna wszystko w porzadku ale jak ogladam zdjecia to ciarki przechodza mi po plecach. Rozumie, ze jestes bardzo zajeta urzadzaniem sie w nowym domu tym bardziej jest mi milo ze do mnie zajrzalas:)
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale zafundował Ci Twój P. przeżycia! No,no!
    Kraina trochę wygląda, jak księżycowa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fusillo - p. kazdego dnia funduje mi takie przezycia, czasami strach sie bac:)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziwne. Mimo mego leku wysokosci nie pamietam strachu jak tamtedy jechalem. Chyba z wrazenia. Szkoda ze wieczor juz byl i zdjecia nie wyszly jak nalezy. Ale dzieki Twoim moglem jeszcze raz zobaczyc :).Doline Bogow przejechalismy w nocy. Poteguje wrazenie. Ale najwieksze jest rzeczywiscie jak sie dojedzie na urwisko i widzi sciezynke kilometr nizej :)
    Pozdrawiam
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
  12. Jacku- to wszystko zalezy od tego z jaka predkoscia wkraczasz w zakret. Ja rowniez mam lek wysokosci ale wtedy zamknelam oczy i przestalam myslec, moi panowie zafundowali mi Formule-1.
    Szkoda, ze przejezdzales noca, bo naprawde jest co podziwiac. Pisze to, bo kiedy bylismy tam po raz kolejny to ja bylam kierownica:) I dzieki temu moglam podziwiac widoki. Zatrzymywalam sie kiedy chcialam i gdzie chcialam.

    OdpowiedzUsuń