wtorek, 20 lipca 2010

Goosenecks czyli Gęsie Szyje

 Nie mogę się odczepić od Utah albo Utah mnie przyciąga. Znów myślami jestem na pograniczu  bo do Arizony tylko 20 mil. To jest  obszar chyba najbardziej nasycony niesamowitymi widokami. Czerwone skały o przeróżnych formacjach  już były, prerie i pustynie tez. Lasy mogą mnie usidlić w swych dziewiczych ostępach do końca życia, szczególnie gdy w pobliżu jest jeziorko lub rzeczka. Szumiące górskie potoki rozbrzmiewają tęskną melodia chcącą zatrzymać cię swym urokiem na resztę dni.
 Nie przypuszczałam jednak, ze tak duża rzeka jak San Juan może unieruchamiać szczęki w pozycji otwartej przez dłuższy czas. Po wizycie w Grand Canyon wydawało mi się, ze to szczyt możliwości płynącej wody. To co zobaczyłam tutaj uświadomiło mi prawdę powiedzenia "nigdy nie mów nigdy". Tam była powalająca na kolana potęga a tutaj figlarna San Juan stworzyła kolejne arcydzieło, zupełnie inne ale również zachwycające. Łatwo to miejsce przegapić bo nie jest bardzo reklamowane. Pamiętam, ze pierwszy raz, kilka lat temu nie skręciliśmy w wąską drogę prowadzącą do Goosenecks State Park. 
 Tym razem tego błędu nie popełniliśmy i przed naszymi oczami ukazały się Gęsie Szyje, tak tłumaczy się z angielskiego nazwę tego Parku Stanowego. Zesztywniałam ze strachu gdy p. podjeżdżał do przepaści, można zatrzymać się w dowolnym miejscu wiec gdybym siedziała za kierownica samochód stal by jakieś dwadzieścia metrów wcześniej. Most Golden Gate w San Francisco to kiepskie miejsce dla samobójców, tutaj istne marzenie. Nie ma żadnej barierki i spaść można w każdej chwili chodząc zbyt blisko krawędzi. Podłoże jest zupełnie niespójne, jakby wymieszać gruby żwir z piaskiem. 
 Wysokie brzegi rzeki można kruszyć ręką, nic nie trzyma się kupy. Postanowiłam natychmiast brać nogi za pas ale znalazłam kawałek skały, której nie byłam w stanie pokruszyć ręką ale i tak nie miała solidnego wyglądu. 
 Pomyślałam, ze tak od razu to wszystko nie runie w dol i postarałam się bardziej zbliżyć do krawędzi przepaści. Mdliło mnie w dołku a nogi dostałam tak sztywne, ze z wielkim trudem posuwałam ciężkie stopy do przodu. Zamurowało mnie dwa metry przed urywającym się gładkim terenem i nie mogłam już dalej pójść. Koniec dalej nie jestem w stanie posunąć się nawet o centymetr.  Z tego miejsca obserwowałam widoki, może tak dokładnie nie widziałam zakrętów wyrzeźbionych przez rzekę ale jestem pewna ze brakujące 5% dopowiedziała mi moja wyobraźnia.
 Chyle czoło przed tym kto wymyślił nazwę tego miejsca, lepiej nie można było. Tutaj wszystko grało nazwa i widok to jedna całość w przeciwieństwie do Doliny Bogów. Tam gdyby nie jeden szczegół to nigdy nie pamiętałabym tego miejsca, ale o zakrętach śmierci już za chwilkę.

14 komentarzy:

  1. Nie pokażę tego wpisu Panu W!, bo mi głowę będzie suszył, żebyśmy zaraz do Stanów lecieli :) Ale piękne te Gęsie Szyje ;)
    Ataner, ciepło pozdrawiam!
    O.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne te gesie szyje i tyle.Doskonale ciebie rozumiem..nie wiem czy mialabym tyle odwagi zeby tak blisko podejscPozdrawiam
    zielona

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie nazwa odpowiadająca widokowi. Nie dziwię się, że zesztywniałaś jeśli to wszystko wydawać się mogło nie trzyma się kupy. Też nie wiem czy bym podeszła tak blisko przepaści. Czy to żółte w dole to rzeka? To ona ma taki kolor? W stanach jest tak wiele innych kolorów od naszych rodzimych, że aż trudno to pojąć. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brr, mam lęk wysokości, więc pewnie tak jak Ty trzymałabym się z dala od krawędzi urwiska. Nigdy nie wchodzę na sam skraj klifów, bo po prostu baaardzo się boję, że spadnę. A latać nie umiem ;)

    Niemniej jednak ciekawe przeżycie i oryginalny, nietypowy krajobraz.

    Pozdrawiam z Zielonej Wyspy :)

    http://taita.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. ja bym miała odwagę...tylko co z tego jak ja najczęściej to i tak tylko zdjęcia oglądam..

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, wpedzasz mnie w kompleksy, bo nie podeszlabym tak blisko, jak Ty za zadne skarby! Ale jak to zobaczyc, z drugiej strony zjadlaby mnie ciekawosc! Czyzby wszystko co jest niezwykle, zawsze tak trudno otrzymac? Nie znam slow zachwytu, aby powiedziec co to za Cud Natury!!
    Dzisiaj opowiadalam przyjacielowi ze Stanow, ktory na pare godzin nas odwiedzil, ze zachwycona czytam Twoj blog i tym sposobem zwiedzam Stany. Zrobilo to na nim wielkie wrazenie. Na mnie też robi! Joter caluje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Obiezyswiatko - laduj pana W. do samolotu, jak nie przylecisz z nim to ja sie nim zajme :):):)zartuje oczywiscie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zielona - no boje sie przepasci, ale co mam zrobic, no co?! Musze. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rineczko - rzeka San Juan przeplywajac przez ta okolice jest bardzo metna i wygladem swym nie przypomina normalnej rzeki.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Taito - czasami, szczegolnie na wakacjach, musimy stawiac czolo przeciwnosciom i slabosciom. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sophe - domyslam sie ze to Ty napisalas komentarz, ja to czasami nawet na niektore zdjecia boje sie patrzec :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Joterku - moj szeroki wachlarz kompleksow p. starannie zwija, tam gdzie sie boje on idzie przodem a ja drepcze za nim :)
    Supermenka nie jestem. Czasami warto stanac na krawedzi i spojrzec w przepasc by stawic czolo swoim slabosciom. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ataner, on w ogóle nie lata samolatami, a i ja od kilku już lat też nie (strasznie dużo się nalatałam kiedyś).Wszędzie, dokąd docieramy to jest to drogą lądową albo morską (statki towarowe). Do Stanow to jedynie droga morska, tak jak do Ameryki Południowej i z powrotem.
    Ale przyplyniemy!
    Buziaki!
    O.

    OdpowiedzUsuń
  14. Obiezyswiatko - jestem uosobieniem cierpliwosci, jak z moim chlopem wytrzymalam tyle lat to doczekam sie jak doplyniesz statkiem do USA :)

    OdpowiedzUsuń