czwartek, 15 lipca 2010

Droga do Słońca, Arizona/Utah

  Robię orła na czerwonym piasku, na samej granicy Arizony i Utah. Tam chyba jest źródło energii i życia a ja potrafię z niego korzystać. Co roku naszą pierwszą myślą jest wyjazd do południowej części Utah i północnej Arizony. Już kilkakrotnie tam byliśmy ale za każdym razem odkrywamy nowe oblicze tego terenu. Dla mnie nie jest to ważne w jakim Stanie znajduje się dane miejsce, ważne ze jest ładnie. Szczegolnie ladnie jest wlasnie tam. 
  To zdjęcie jest jak  cala  Ameryka, pogoń za marzeniami, bezkres przestrzeni, niepokój i smutek. Widnieje ono na okładkach wielu przewodników po Arizonie i USA. Podczas kolejnej wyprawy i my natknęliśmy się na ten zapierający dech w piersiach widok.
  Pierwszą reakcją było raptowne naciśniecie na pedał hamulca i zjazd na pobocze. Po chwili staliśmy uzbrojeni w aparaty i kamerę. Każdy pstryka, każdy kreci i uważa, ze jego zdjęcie będzie najlepsze. Zdjęcie może być nawet takie sobie po to by przypomnieć sobie o tym, ze tam byłam i widziałam.
  Fantastyczne formy skal zatrzymują nas na dłużej i wcale tego nie żałujemy. Chcemy napatrzeć się na zapas jakby za chwile ktoś miał zwinąć tapetę pozostawiając po niej odrapany tynk. Zachłanność nasza na tego typu widoki nie ma granic. To tak jakby patrzeć na swój ukochany obraz w muzeum. Im dłużej patrzysz tym bardziej cie wciąga.
  Tutaj pogubiłam się w czasie i przestrzeni, nie straszna była pogoda; temperatura jak zwykle ponad setkę i wiatr nie oszczędza mojej cery nie wspominając o bezlitosnym słońcu. Nasze wakacyjne wypady zwykle planujemy poza sezonem wakacji szkolnych. Jest wtedy troszkę luźniej i łatwiej o miejsce na kempingu. Czasami śmiejemy się, ze to jakby prywatna audiencja u matki natury.
  Trochę mi brak straganów z indiańskimi wyrobami ale zawsze musi być coś za coś. Teraz tylko nieliczne zapraszają spóźnionych turystów na zakupy z pierwszej reki.
  Jest jeszcze jeden ogromny plus wrześniowych wyjazdów, jest ciut chłodniej i przytulniej. Lipcowe słońce sprawia, ze wszystko dookoła jest jakby nienasycone albo zmyte, nie daje ładnych cieni i jest zbyt duży kontrast. Wrześniowe słońce jest lagodniejsze i sprawia rzeczywistość bardziej kolorową.
  Ja filmuje o każdej porze dnia i nocy ale p. nie dotyka aparatu fotograficznego (jak nie musi) do godz 15:30, gdy według niego zaczyna się spektrum światła, które uwielbia. Jak sam mówi to atawizm. Dawno temu gdy wieczorami rozpalano ogniska rozpoczynały się tajemnicze chwile. Czerwone plomienie dodawaly uroku a czerwony kolor, jak wszyscy wiemy odstrasza zle duchy. Moze dlatego p. swoja dziesiecioletnią, ukochaną, wakacyjną podkoszulke w kolorze czerwonym nie pozwala wyrzucic. Nie stosujemy tricków aby zachwycić oglądających, robimy zdjęcia dla siebie i "na pamiątkę". Niektóre robimy na szybko w ogóle nie zwracając uwagi na ustawienia i pędzimy dalej. Tutaj było podobnie, chcieliśmy uchwycić widok otaczający nas dookoła.

12 komentarzy:

  1. Pięknie tam. I te kolory!
    Lubię takie.
    Buziaki!
    O.

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietne zdjecia!!! Zazdroszcze Wam tego wszystkiego, tej wolnosci tych horyzontow... tez bym chciala to zobaczyc!
    Czekam na cd...
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tym czerwonym to nie wiedziałam! Czyli, człek się całe życie uczyć musi, a i tak pójdzie do piachu w niewiedzy! :-))))
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Obiezyswiatko - ten zakatek swiata jest naprawde uroczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. wildrose - ciesze sie, ze lubisz ze mna podrozowac.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fuscila - odpowiedzialnosci za ten czerwony kolor nie biore, tak p. dowiedzial sie od Indian :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Och czepiasz sie.....ja tez ma swoje ulubione ciuchy...juz bardzo ulubione bo bardzo stare.I nikt mi ich nie kaze wyrzucic.
    Widoki przepiekne.Tak wlsnie sobie wyobrazalam ta nieujazmiona cywilizacja Ameryke.
    Pozdrawiam
    zielona

    OdpowiedzUsuń
  8. Zielona - Gdy wchodze do naszej szafy w ktorej rowniez sa pralka i szuszarka to czasami stwierdzam, ze moje 90% powierzchni jest zagrozone i dlatego czasami delikatnie sugeruje aby p. pozbyl sie swoich ciuchow bo od moich wara!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham kilka zabobonow. Jednym z nich jest czerwony odstraszacz niezyczliwych osob, przy wejsciu, w postaci zawiazanej kokardki na trzonku od szczotki.Tak wiec trzy w jednym, trzeba isc z duchem czasu.
    Pros zeby p.nosil stale te czerwona podkoszulke, pewnie wszystkie beda sie na niego ogladaly, ale zle sie go nie czepnie. Mozna tez pluc przez lewe ramie. Sprobuj, ale tylko tak lekuchno napluc na te koszulke!!!(tak na wszelki wypadek)
    Joter sluzy jeszcze innymi opisami waznych zabobonow.

    OdpowiedzUsuń
  10. Joterku - chociaz wiem, ze jest XXI wiek to i tak w zabobony wierze. Chetnie skorzystam z Twojej rady i z wielka przyjemnoscia opluje p. nie koniecznie celujac w podkoszulke. Gwarantuje ze opisze ci jego mine :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Siedze przy laptopie i zasmiewam sie na glos!
    Zapragnelam kiedys pogadac z Toba, moze na Skypie? Tak sobie zamarzylam..bo temat od razu tak, sam mi sie rozwijal w glowie. Nie zeby napluc na kogokolwiek, ale zeby udowodnic, ze indianskie zabobony, to nic w porownaniu z wachlarzem naszych! A teraz po prostu Cie caluje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Joterku - na wszelki wypadek zeby nie zapeszyc :) To moj adres Skype wysle Ci e-mailem.

    OdpowiedzUsuń