czwartek, 12 sierpnia 2010

Sezon ogórkowy 1

   Cieple i długie lato sprzyja weekendowym wyjazdom za miasto. Na ochłodę najlepsza jest woda. Siedzenie w ochładzanym domu tez jest wyjściem z sytuacji lecz po zimie, którą chętniej spędzamy w pomieszczeniach, taka opcja na dłuższą metę nie sprawdza się. Jezioro wielkie jak dwa morza to jakby optymalna ilość  wody do kąpieli. Z dostępem do niej jest jednak krucho. Nie mam oficjalnych statystyk ale na oko biorąc to około 80% wybrzeża w Illinois jest własnością prywatna i dostęp w te miejsca jest oczywiście niemożliwy. Reszta to ogolnodostepne Parki Stanowe i plaże publiczne. W okolicach Chicago temperatura Jeziora Michigan nie rozpieszcza i staje się znośna dopiero po połowie września. Wtedy kąpiel staje się przyjemnością a nie przymusem. Do chicagowskiej plaży najprościej pojechać autem lub kolejka do centrum i po pięciominutowym spacerze już jesteśmy na publicznej plaży. Ludzi tam co niemiara i wydaje się, ze ludzi jest tyle co kamieni na plaży, piaszczystych odcinków jak nad Bałtykiem jest jak na lekarstwo. Czy można polubić takie miejsce? Z braku wyboru pewnie tak, jednak wybór istnieje. Jedyny pobyt na zatłoczonej plaży wspominam w taki oto sposób. Przyjechaliśmy w miarę wcześnie aby powrócić do domu przed zmora korków w godzinach popołudniowych. Prosta zasada przyjazd przed korkami i powrót również przed nimi. Rzucam ręcznik na wybrane miejsce a obok niego resztę naszych rzeczy. Wraz ze wzrostem odległości od dobytku rośnie również obawa o jego stan posiadania. Powstał istny paradoks wspólnego spędzania czasu. Przyjechaliśmy razem i pewnie wrócimy do domu we dwójkę jeżeli wcześniej żadne z nas się nie utopi. Cały urok szlag trafił gdy uświadomiłam sobie, ze w żadnym wypadku nie możemy wspólnie oddalić się od wybranego miejsca. Uchwyciłam niemile spojrzenia. Zawsze tam gdzie są różnice w stanie posiadania znajdzie się również złodziej. Nie jestem mistrzynią gminy w sprincie aby dogonić moja torebkę uciekającą wraz z wygimnastykowanym nastolatkiem. Co z tego, ze zapamiętam jak wyglądał domniemany złodziej i opowiem policjantowi, ze był młody, ładnie opalony i miał spodnie w kolorze szaro-czarnym w czerwone paski. Nawet to ze miał fryzurę taka sama jak wszyscy młodzi dookoła nie pomoze w zidentyfikowaniu "szybkich nóg". Milionów nie nosze na co dzien bo ich nie mam i nie zabieram jakieś wyrafinowanej biżuterii na plażę ale nawet zwykłej torebki z kluczykami do auta szkoda i kłopot co niemiara. Na dodatek wszystkiego to (chyba) wszystkie auta maja kluczyki z pilotem do zdalnego otwierania. "Szybkie nogi" mogą polecieć na parking i klikając pilotem odnaleźć auto w sekundę. Dalej już nie chciałam rozmyślać bo widziałam same ciemne strony tego wyjazdu. 
 - To ja sobie poleżę przez pół godzinki i wracamy. - Stać mnie było tylko na tak długi okres pilnowania ręcznika w cudowny sobotni dzień. Świetny pomysł przerodził się w porażkę. Ze zrozumieniem p. potakująco kiwnął głową. Rozumielismy sie bez szczególnego tłumaczenia powodów takiej decyzji. Rozłożyłam swoje ciało na plecach tak wygodnie jak potrafiłam, uprzednio pozbywając się kamieni ukrytych do tej pory pod ręcznikiem a poprzez okulary obserwowałam baranki na niebie. Starałam się nie zwracać uwagi na przeskakujące przeze mnie dzieci a fakt, ze za nimi jak za kometa ciagnie się nie ogon a wywrotka piasku, z zaciśniętymi zębami ignorowałam. Zwrócić uwagi nie ma jak bo tutaj dzieci są traktowane jak największe święte krowy. Wszystko im wolno i rodzice są wprost zachwyceni zachowaniem się swych rozbrykanych pociech. Oglądam wiec chmurki i staram się nie dać się zwariować tej idiotycznej sytuacji. W łóżku mogę gnić cala dobę, kawa, herbata, TV, książka i komputer to moi sprzymierzeńcy w łóżku. Jeżeli dodać do tego jeszcze jakiś alkoholowy drink to już jest raj. Nie muszę wtedy jeść obiadu bo nie tracę kalorii. Na plaży jednak po piętnastu minutach zaczynam szukać wykrętów aby się poruszać. Brzuch już pewnie się zarumienił wiec teraz kolej na plecy. Usiadłam i spojrzałam na znudzonego p. Wokół niego było gęsto jak w czasie oblotu matki z cala świtą pszczół wokół ula. Ludzi już jakby dwa razy więcej, w każdym wieku i z całego świata na raz, wszystkie kolory skory. Istna Wieża Babel. Przekręciłam czapkę daszkiem do tylu i na kolejne piętnaście minut zamierzałam przysmazyc mój zadek. Przewracam się na brzuch i zamiast w niebo, teraz patrze prosto w pomarszczone majtki pomiędzy nogami nowo zaległego amatora kąpieli słonecznych. Czy tak ma wyglądać spędzanie weekendu na plaży? Jak sprężyna podskoczyłam na równe nogi i po sekundzie byłam spakowana i gotowa do odwrotu.  
- Dzięki Bogu!!! Kobieto to jakiś horror a nie plaża. - Pogratulował mi p. i wziął torbę plażową umykając przed tłoczącym się tłumem. Od strony parkingu nadciągała lawina złaknionych wypoczynku ludzi. Uciekliśmy na trawnik aby nie zostać starowanymi przez rozszalałe stado. Miałam wrażenie, ze całe Chicago płonie i zamieszkująca je ludność biegiem podąża w kierunku wody aby uratować swoje życie. Chyłkiem i okrężną droga dotarliśmy do samochodu. Puste miejsce po naszym aucie natychmiast zostało zajęte przez jeden z wielu krążących bezustannie samochodów w poszukiwaniu wolnego miejsca. 
 - Skąd tyle ludzi? W życiu nie widziałem takiej chmary. - Mruczał pod nosem zdegustowany p. - Płaci im ktoś za to? - A nam kto zapłaci za stracony czas i skrzywienie poczucia piękna przyrody, no kto? 
Uciekamy z miasta, nie jest późno i za godzinę będziemy sami i tylko mewy będą nam towarzyszyły.

3 komentarze:

  1. A ja myslalam, ze masz tam wiecej miejsc z woda do rekreacji stworxzonych, a czytajac widze, ze jest podobnie jak w Polsce!

    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozyczko, miejsc rekreacyjnych tutaj jest bardzo duzo, ale my wlasnie od takich uciekamy. Szukamy tych dzikich z mala iloscia ludzi, najchetniej dziewiczych. Marzycielka ze mnie co?! Calusy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Atanerku, a na przyszły rok zaplanuj szwedzkie, kamieniste plaże! Bajka! Sprawdziłam!

    OdpowiedzUsuń