Dwieście lat temu jakiś traper zostawił w tym miejscu czajnik do herbaty. Ktoś inny dołożył swój i tak trwa do dziś. W takim skrócie wygląda historia najbardziej abstrakcyjnego miejsca w Dolinie Śmierci którym jest Teakettle Junction.
Jadąc poprzez to pustkowie przyglądałam się szarym i ponurym górom które otaczały nas z każdej strony. Cos mi w tym krajobrazie nie pasowało, coś zaprzątało moja uwagę. Postanowiłam poszukać pomocy.
- Coś tu jest nie tak. - Powiedziałam aby p. pomógł mi dostrzec to czego nie widziałam.
- Co?
- Przecież bym cie nie pytała jakbym wiedziała.
- Nie, wszystko jest w porządku. - Rozejrzał się po okolicy i dla niego te widoki były zupełnie takie jakie powinny być. - Ziemia na dole, niebo w gorze i nie widzę nic niezwykłego.
- Ale mi pomogłeś, coś w tym krajobrazie mnie przeraza.
- Ty chyba ciągle jesteś w szoku po tych piekielnych wydmach. Może zwiększyć ochładzanie?
- Nie, czuje się już dobrze ale … - Teraz nagle uświadomiłam sobie co mnie tak niepokoiło. - … tu nie ma drzew. Ani odrobiny cienia.
- Kurcze masz racje, zupełnie jak na Marsie jak ciepło to istny upał a jak chłodno to zimno.
- Strasznie pokrętnie to wyjaśniłeś ale wiem o co ci chodzi. Widzisz nie jestem w szoku ale ty zaczynasz bredzić.
- Ponuro tu jakoś. Nikogo nie ma. Od dwóch godzin nie spotkaliśmy żadnego auta. Jakby coś się stało to nikt nam nie pomoże. - Wyciągnęłam szybko komórkę i sprawdziłam czy jesteśmy w cywilizowanej strefie. Gdzie tam, "no service" na wyświetlaczu dowodził niezbicie, ze tutaj jesteśmy zdani tylko na samych siebie.
- Coś tu jest nie tak. - Powiedziałam aby p. pomógł mi dostrzec to czego nie widziałam.
- Co?
- Przecież bym cie nie pytała jakbym wiedziała.
- Nie, wszystko jest w porządku. - Rozejrzał się po okolicy i dla niego te widoki były zupełnie takie jakie powinny być. - Ziemia na dole, niebo w gorze i nie widzę nic niezwykłego.
- Ale mi pomogłeś, coś w tym krajobrazie mnie przeraza.
- Ty chyba ciągle jesteś w szoku po tych piekielnych wydmach. Może zwiększyć ochładzanie?
- Nie, czuje się już dobrze ale … - Teraz nagle uświadomiłam sobie co mnie tak niepokoiło. - … tu nie ma drzew. Ani odrobiny cienia.
- Kurcze masz racje, zupełnie jak na Marsie jak ciepło to istny upał a jak chłodno to zimno.
- Strasznie pokrętnie to wyjaśniłeś ale wiem o co ci chodzi. Widzisz nie jestem w szoku ale ty zaczynasz bredzić.
- Ponuro tu jakoś. Nikogo nie ma. Od dwóch godzin nie spotkaliśmy żadnego auta. Jakby coś się stało to nikt nam nie pomoże. - Wyciągnęłam szybko komórkę i sprawdziłam czy jesteśmy w cywilizowanej strefie. Gdzie tam, "no service" na wyświetlaczu dowodził niezbicie, ze tutaj jesteśmy zdani tylko na samych siebie.
Jeszcze szybciej ukryłam zupełnie nieprzydatny telefon do schowka i lekki dreszcz przeleciał mi po plecach.
- Zimno ci?
- Jest fantastycznie. Temperatura idealna tylko nikt nie wie gdzie jesteśmy i w razie jak ugryzie cie wąż …
- Dlaczego mnie? To ciebie ugryzie bo łazisz w plażowych klapeczkach a żmij tutaj cale kłębowiska. Spójrz. - Pokazał palcem a ja dałam się nabrać i odwróciłam głowę. Klapki, owszem miałam je na nogach ale w samochodzie tak jest najwygodniej. Skończył się asfalt i przed nami 50 kilometrów kamienistej drogi. Gdy rożnej wielkości ostre kawałki skał zaczęły obijać się o karoserie pomyślałam, ze jesteśmy w bardzo ryzykownej sytuacji. Dzisiaj nikt tu nie przyjedzie bo jest po południu i w drodze powrotnej złapie nas noc. Malo prawdopodobne aby normalny turysta tu zawitał o tak późnej porze. My to co innego, jedziemy zgodnie z naszym rozkładem jazdy i świadomie znaleźliśmy się na tym odludziu tak późno aby nikt nam nie przeszkadzał w rozkoszowaniu się samotnością na tym olbrzymim terenie. Zastanowiłam się nad taka prosta rzeczą jak powiadamianie służby parku o tym gdzie się jedzie, tak jak to się robi w wysokich górach. Głupi żart p. uświadomił mi, ze jesteśmy oddaleni od cywilizacji o ponad trzy godziny jazdy. Czarny scenariusz jaki zaczął jawić się w mojej wyobraźni objawiał się moja posępną i zatroskana mina.
- Zimno ci?
- Jest fantastycznie. Temperatura idealna tylko nikt nie wie gdzie jesteśmy i w razie jak ugryzie cie wąż …
- Dlaczego mnie? To ciebie ugryzie bo łazisz w plażowych klapeczkach a żmij tutaj cale kłębowiska. Spójrz. - Pokazał palcem a ja dałam się nabrać i odwróciłam głowę. Klapki, owszem miałam je na nogach ale w samochodzie tak jest najwygodniej. Skończył się asfalt i przed nami 50 kilometrów kamienistej drogi. Gdy rożnej wielkości ostre kawałki skał zaczęły obijać się o karoserie pomyślałam, ze jesteśmy w bardzo ryzykownej sytuacji. Dzisiaj nikt tu nie przyjedzie bo jest po południu i w drodze powrotnej złapie nas noc. Malo prawdopodobne aby normalny turysta tu zawitał o tak późnej porze. My to co innego, jedziemy zgodnie z naszym rozkładem jazdy i świadomie znaleźliśmy się na tym odludziu tak późno aby nikt nam nie przeszkadzał w rozkoszowaniu się samotnością na tym olbrzymim terenie. Zastanowiłam się nad taka prosta rzeczą jak powiadamianie służby parku o tym gdzie się jedzie, tak jak to się robi w wysokich górach. Głupi żart p. uświadomił mi, ze jesteśmy oddaleni od cywilizacji o ponad trzy godziny jazdy. Czarny scenariusz jaki zaczął jawić się w mojej wyobraźni objawiał się moja posępną i zatroskana mina.
- Zobacz jakie cudowne kaktusy! - Otrząsnęłam się z ponurego nastroju gdy p. zatrzymał auto i pobiegł pogłaskać olbrzymie pustynne okazy. Poszłam za nim i od razu zrugał mnie jak nieposłusznego brzdąca. Miał racje bo stałam oczywiście w klapkach.
Uważnie rozejrzałam się wokół siebie i nie zauważyłam węży, żmij ani skorpionów. Do następnego, jeszcze nieznanego mi gatunku kaktusa wysiadłam już w butach. Poczułam się o wiele bezpieczniej i postanowiłam już nie zmieniać obuwia w samochodzie.
- W powrotnej drodze zatrzymamy się na dłużej aby podziwiać te cudeńka ale jedzmy już bo nam wszystkie kamienie uciekną. - Nie mogłam doczekać się widoku niesamowitych kamieni od których dzieliło nas już tylko 11 mil. Widok takiej ilości kaktusów jest dla p. nie lada wyzwaniem bo on uwielbia te klujące rośliny jak żadne inne. Mógłby spędzić cały dzień wypatrując coraz to wspanialszy okaz na tej nieograniczonej przestrzeni. Tym podstępem zdołałam ostudzić botaniczny zapal niedoszłego odkrywcy nowego gatunku sukulentów. Dojechaliśmy do drogowskazu obwieszonego przedmiotami kuchennymi. Kolorowe i różnej wielkości czajniki to zupełnie nieoczekiwany widok. Szczególnie tutaj gdzie można zapomnieć o tym, ze istnieje człowiek na Ziemi.Do istniejącej kolekcji dołożyliśmy swój osmalony na ognisku aluminiowy czajnik. Nie mogliśmy oprzeć się pokusie aby zaznaczyć swój pobyt w tym miejscu. Jak na dwieście lat tradycji to jakoś mało dowodów bytności turystów. Zapewne wiele czajniczków zmieniło swe miejsce pobytu i padło łupem zbieraczy. Aby nasz lekki czajnik nie potoczył się w zupełne zapomnienie przy silniejszym podmuchu wiatru p. przewlekł kawałek drutu przez dzióbek i otwór po pokrywce. Tak zabezpieczony pozostanie tam do momentu aż ktoś go nie weźmie i powiesi swój. Żadnych stuletnich okazów nie widziałam i jestem pewna, ze wystawa zmienia się nieustannie tak jak godzina na zegarku.
To właśnie czas i słońce zmieniające swój kolor na czerwony uświadomiły nam, ze pora na kilka zdjęć i szybko w drogę bo do tajemniczych kamieni już tylko sześć mil.
Przynajmniej niech nie maca tych kaktusow ,bo sie bedzie wiskal z tydzien he,he.
OdpowiedzUsuńHej, hej nominowalam Cie do nagrody , mam nadzieje, ze zechcesz sie w to pobawic ...Odbierz ja ode mnie. Sciskam- Agnieszka
Nastrój grozy błąkał się gdy czytałam, tym bardziej, że aż taaaaakie odludzie, to po prostu przesada! Ja wiem, że p. lubi być z Tobą sam na sam i nawet się temu nie dziwię, ale żeby w kaktusy i ze skorpionami, to przesada!
OdpowiedzUsuńAtanerku siadaj pod tymi czajnikami, bo widać, że ktoś tam dojeżdża i już nigdzie dalej nie daj się wywozić!!!
Cholera,jaka kolwiek awaria na takim odludziu...ojojoj.
OdpowiedzUsuńI na co komu wynalazki cudow technicznych,w konfrontacji z dzika natura to wszystko o dupe roztrzaskac:)))
Musicie pomyslec o wiekszym samochodzie,w ktorym zmiesci sie osiolek,zawsze w razie draki mozna na osiolku sie doczlapac:)
Agnicy - Do tych pustynych kaktusow podchodzil dosc ostroznie, natomiast od domowych p. bardzo czesto dostaje prezenty w postaci kolcow ktore trzeba wyciagac specjalnymi pincetami ktore do tego celu sa przeznaczone od dluzszego czasu.
OdpowiedzUsuńBardzo dziekuje za nagrode i juz zastanawiam sie kogo wyroznic, bo blogow ktore odwiedzam jest duzo.
Pozdrawiam:)
Joter - Pozostanie przy czajnikach groziloby niechybna smiercia, zar lal sie z nieba, skrawka cienia a jedyna woda bylyby moje lzy rozpaczy.
OdpowiedzUsuńPoza tym przygoda kusila i necila, bo za dziesc kilometrow czekaly na nas wedrujace kamienie:)
Maga - Odrzucalam zle mysli poza odlegle szczyty gor i szczesliwie dotarlismy do celu. Podrozowanie karawana to swietny pomysl ale zajmuje duzo czasu co w naszym przypadku mialoby oplakany skutek w dotarciu do celu wyprawy. Niemniej jednak na pewno wzbudzilibysmy wielka sensacje takim srodkiem lokomocji :)))
OdpowiedzUsuńNo Ty to potrafisz dozować napięcie, normalnie jak u Hitchcocka. Ale na szczęście wszystko OKI. Dojechaliście do celu bez awarii, wąż ani żadna żmija nie ukąsiła. A te czajniki fajne wyobraziliśmy sobie że wszystkie mają gwizdki i co godzinę gwiiiiiizzzzzzdddddają:))))
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy.
P. na zdjęciu (bo to p.? - zdjęcie z samowyzwalaczem?) to jak Niedźwiedzki wygląda :DDDDD
OdpowiedzUsuńA u nas upału nie uświadczysz, pada i pada... zamiast żmij ślimaki wyłażą, pełno na drodze porozjeżdżanych :DDD
Pozdrawiam
Masz rację, może jednak powinna być na skraju pustyni jakaś placówka "ochotniczego pogotowia pustynnego" dla tych, którym się coś nie powiedzie w czasie pokonywania tej Doliny. Te czajniki mnie powaliły.Bo co komu po czajniku, gdy nie ma wody i drewna na ognisko?
OdpowiedzUsuńMiłego,;)
Zawsze mnie zadziwiają możliwości roślin. Nawet w miejscach tak jałowych i nieprzyjaznych trwa życie. Nie dziwię się, że Twój P. tak kocha kaktusy, bo one są synonimem przetrwania.
OdpowiedzUsuńabstrakcyjny ten pomysł z czajnikami:)
OdpowiedzUsuńkaktusy super-z checią bym niektóre widziała pewnie na swoim parapecie!pozdrawiam
odludzia są ok, ale bez przesady :D kaktusy jednak kocham, więc podobają mi się, Atanet wyemigrowałam na bloga bardziej zrowerowanego, tam fajnei można wpisywać dane z licznika, a dla mnie to spora pomoc :D nie gniewasz się? :/
OdpowiedzUsuńPowiało grozą, rzeczywiście, no a gdyby...????
OdpowiedzUsuńKaktusy niesamowite, widoki też, kiedyś oglądałam, jak kot wpadł na te kolce, przy każdym ruchu wbijało się coraz więcej, wyglądał jak jeż i strasznie go to bolało. Weterynarze podali mu środki p.bólowe i wyjmowali z niego igiełka po igiełce, uratowali stworzenie. Czajnikowy "totem" niezwykły, pozdrowienia dla Ciebie i M.Niedźwiedzkiego, pa.
Tez sie zastanawialem skad goscia znam.
OdpowiedzUsuńNo przeca - Niedzwiedzki :)
Oj spora ta dolinka. Wyglada na to ze ja tylko czubek gory lodowej zobaczylem :(
Nie moge sie doczekac kiedy z neta wypelznie nasz ulubiony ciag dalszy :)
Pozdrawiam
Jacek
Pomimo grozy te pustkowia maja swoj urok:)
OdpowiedzUsuńRenata i Jarek - Prawde mowiac to kazdy kilometr wzmagal napiecie. Do tajemniczych kamieni bylo blizej a droga powrotna wydluzala sie. Jakos wczesniej nie uzmyslowilismy sobie, ze taka trasa moze byc niebezpieczna. Ot oznaczylismy punkt na mapie i wszystkie problemy zniknely. Trzeba dojechac aby zobaczyc, koniec kropka. Tutaj zaden gad ani plaz nie przywital nas czego nie moge powiedziec o poludniowej czesci USA. O tym zdarzeniu opowiem w poscie Nauczka z podrozy 3/3.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Aneta - Tak, to zazdrosny p. ktory nie wyraza zgody na moje podrozowanie z Niedzwiedziem:))
OdpowiedzUsuńW naszym ekwipunku turystycznym nie zabraklo oczywiscie statywu ktorego nie uzylismy ani razu. Tutaj aparat lezal na pokrywie bagaznika i dlatego ten przechyl.
Slimaki bez skorup sa najobrzydliwszym stworzeniem na swiecie i jezeli takowe masz to wspolczuje ci z calego serca.
Pozdrawiam:)
Ależ Ty masz nogi, kobieto! Nie dziwię się, że masz je praktycznie cały czas odsłonięte. Zastanawiam się tylko, czy nie rozpraszasz zbytnio P.? :)
OdpowiedzUsuńFajne te czajniki - podoba mi się idea zamieszczenia tam czegoś od siebie. Szkoda tylko, że te starsze okazy "cudownie" znikają.
Takie pustkowia trochę mnie przerażają, a w Ameryce pełno ich, prawda? Podróż jest przecież jedną wielką niewiadomą - nigdy nie wiesz, co spotka Cię po drodze...
Serdeczne pozdrowienia z wyspy :)
Anabell - Mysle, ze o swoich ekscesach mozna uprzedzic w punkcie oplat przed wjazdem do Parku Narodowego, minelismy go w drodze na wydme i po drodze zadnego Rangera Parku nie spotkalismy.
OdpowiedzUsuńMoze wlasnie dlatego, ze nie ma szans na herbatke ludzie pozbywaja sie zbednego naczynia.
Pozdrawiam:)
Urden - Do obecnosci kaktusow na pustynnych miejscach juz sie przyzwyczailismy ale ciagle nie moge wyjsc z podziwu jak one cudownie kwitna. Tam gdzie kaktus juz nie wytrzyma rosna trawy tak twarde, ze nozem nie mozna uciac.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Ola - Z naszych wycieczek zawsze cos z nami przyjedzie. Mamy kilka takich malutkich jak na ich mozliwosci. Siedza w ziemi cala zime ale musza miec sucho aby przetrwaly najgorsze mrozy. Latem natomiast cala nasza kolekcja wystawiana jest na slonce. Kwitna i ciesza sie jak oszalale.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Ewa - Podazam za toba gdziekolwiek pojdziesz!!!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za kolejne sukcesy.
Pozdrawiam:)
Maria - Dopoki wszystko idzie jak z platka to nie zauwaza sie tych malo pozytywnych stron podrozy. Nam sie udalo pokonac niedogodnosci i wspominamy ta okolice bardzo milo.
OdpowiedzUsuń"Marek" rowniez dziekuje za pozdrowienia:)
Jacek - To wszystko przez hektolitry wspolnie wypitego piwa na studiach. Gdy p. i M tak pili i latami siedzieli naprzeciw siebie to zdazyli nabrac wspolnych cech.
OdpowiedzUsuńDolinka jest rozlegla a takich ukrytych drog jest duzo. Do poznania jej trzeba mieszkac w okolicy aby wszystko zobaczyc. Jednorazowa wizyta nie zalatwia sprawy.
Pozdrawiam
Stardust - Ladnie tam to prawda, caly ten spokoj i urok moglby zniknac wraz z przedziurawiona opona.
OdpowiedzUsuńAle jak nie jechac i nie stawiac czola przeciwnosciom gdy tyle ciekawego dookola!
Pozdrawiam:)
Taita - Ja jego? To on mnie tak rozproszyl, ze az zostalam jego zona:)))
OdpowiedzUsuńW takich temperaturach to nawet kostium kapielowy wydaje sie byc zbyt ciezki i uwierajacy.
Wspomniana przez Ciebie "wielka niewiadoma przygoda" moze czekac tuz za zakretem i w jej poszukiwaniu pedzimy przez lasy i pustkowia. Nigdy chyba sie nie zatrzymamy bo jest tu co ogladac.
Pozdrawiam:)
wiem, ze zostalas nominowana, nie musisz sie powtarzac, ale moja lista nie moglaby byc bez Twojego linku, wiec prosze odbierz nagrode takze u mnie :) artdeco
OdpowiedzUsuńWy wygodnie w autku, a jak kiedyś pokonywali to pustkowie konno! :)..te czajniki pewnie z tęsknoty za wodą..czyli grzechotników nie było?..
OdpowiedzUsuńU was teraz niespotykane upały, a tu dziś tylko 17st..brr..
Grey Wolf - Prawdziwi cowboye wiedzieli, ze latem nie mozna zapuszczac sie w takie okolice. W strone Meksyku udawali sie jesienia, zima i wiosna. Latem najpierw zdychal kon a po dwoch dniach jezdziec.
OdpowiedzUsuńU nas upaly jeszcze nie sa tragiczne ale jest bardzo cieplo i co drugi dzien mamy niezla burze z piorunami i ulewnym deszczem.
Pozdrawiam :)
Artdeco - Ja uwazam, ze podziekowan nigdy za duzo. Bardzo mi milo, ze znalazlam sie w gronie nagrodzonych przez Ciebie. Zdecyduje sie na wybor ale nie bedzie to takie latwe i proste.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Podoba mie sie ten zwyczaj a takze fakt iz jest tak dlugo kontynuowany. I nie niszczy przyrody gdyz duzo lepsze zostawianie czajnika niz rycia imion w skale czy pniach drzewnych. Tak, wyglada na odludzie wiec nalezy polegac na tel. komorkowych i to naladowanych! Rozumiem Twe przygnebienie krajobrazem gdyz przyroda sprawia wrazenie umartej. Ale bylas i widzialas i to sie liczy. Buziaki - Serpentyna
OdpowiedzUsuńSerpentyna - Kusi mnie jednak aby pojechac tam wczesna wiosna kiedy przyroda budzi sie do zycia i nie ma jeszcze takich upalow.
OdpowiedzUsuńKrajobraz moze jest malo zroznicowany ale zachwyca swoja surowoscia i niedostepnym klimatem.
Buziaki:)
Super pomysł z czajnikami. Już sobie jeden upatrzyłam, taki w głębi po lewej, miedzianej barwy. Mogę podmienić na inny, haa..haa..ha
OdpowiedzUsuńKaktusy ogromniaste, a Ty przerwałaś tuż przed kamiorami. Jesteście odważni, podziwiam.
Serdeczności posyłam.
Azalia - Wiem, ze utrzymuje was w dlugotrwalej niepewnosci ale o kamieniach napisze dopiero za dwa tygodnie.
OdpowiedzUsuńJa zaaferowana dalsza czescia podrozy pomimo tego, ze tez znalazlam swojego ulubienca wsrod czajnikow zupenie zapomnialam o podmianie.
Mysle jednak, ze nie bylaby to podmiana a zwykly rabunek z moje strony, bo moj czajnik byl malo efektowny, zwykly aluminiowy.
Pozdrawiam serdecznie:)
24 lipca
Uwielbiam te zdjecia z drogi... miejsce z czajnikami, super pomyslowe! A kaktusow jakos nie lubie, tyle raz mnie pokluly, ze nie mam w domu zadnego i nie bede miala... trudno sie potem rany goja!
OdpowiedzUsuńNo i balabym sie tak blisko dochodzic jak Ty, ze jednak gdzies tam wyskoczy na mnie jakis grzechotnik albo co innego.
Odwazni jestescie :)
Witaj Ataner
OdpowiedzUsuńBardzo jestem ciekawa co to za ruchome kamienie:))
Na dzisiejszych zdjęciach iście księżycowy krajobraz.
Jeżeli chodzi o czajniki to była by prawdziwa gratka ,gdyby były między nimi takie z przed 200-laty.
Pozdrawiam serdecznie:))
PS.Dziewczyny dziękują za pozdrowienia.Nasz rodzynek poczuł się dotknięty :)), że ich nie dostał:))
Wildrose - Tam bylo takie pustkowie, ze nawet nie bylo grzechotnikow.
OdpowiedzUsuńMam kilka kaktusow w domu ktore latem wystawiam na zewnatrz. W tym roku wszystkie upary sie i pieknie kwitna w przeciwienstwie do ozdobynych kwiatow ktorych zakupilam wieksza ilosc.
Pozdrawiam:)
Tenia - Cos ta okolica musi miec wspolnego z ksiezycem, bo widoki sa jak z kosmosu:)
OdpowiedzUsuńSzesc mil od "czajnikow" sa kamienie ktore same poruszaja sie i wlasciwie nikt nie wie dlaczego a ja juz wiem. Za dwa tygodnie wszyscy beda wiedziec rowniez.
Wielka gafe strzelilam nie pozdrawiajac waszego rodzynka co czynie teraz pijac herbatke z 200 letniego czajniczka:)
25 lipca 2011 14:18