piątek, 29 lipca 2011

Nauczka z podróży 1/3 (Kleszcze)

Nigdy nie zapomnę widoku p. podskakującego jak marionetka. Okładał się po łydkach i dłoniach jak oszalały i jak oszalały wykrzykiwał przeróżne wyzwiska na coś co go zaatakowało. Szybko zbliżał się w moim kierunku i usłyszałam, ze opadły go kleszcze, tysiące kleszczy. Nienawidzę tych stworzeń jak pijawek. P. oddalił się jakieś sto metrów z aparatem i poszedł w niskie krzaki bo upatrzył jakieś ładne korzenie przewróconego drzewa. Po co tam iść skoro mamy aparat który bardzo dobrze przybliża oddalone obiekty. Jednak na nic zdały się moje prośby i p. drapiąc do krwi łydki o krzewy jezyn poszedł zupelnie niedaleko aby zrobić jakieś wymarzone ujecie. No cóż zdjęcia nie było ale za to trafił na gniazdo kleszczy. Gdy stanął obok mnie przedstawiał sobą żałosny widok. Nogi i rece podrapane. Na nogach i dłoniach maciupeńkie krwiożercze dzieci kleszcze. Ani tego strząsnąć ani wziąć w palce bo byly tak małe i tak płaskie. Kleszcze to sprinterzy tak szybko zaczęły się rozłazić po ciele ofiary, ze wzięło mnie obrzydzenie na myśl, ze za chwile będą nawet we włosach a wtedy to już nie przelewki.
- Szybko przynieś nóż z auta! - Ustanowiłam rekord świata w sprincie na trasie do samochodu i z powrotem.
Wyjeżdżając na wakacje zabieram tylko potrzebne rzeczy z domowej kuchni. Mamy oddzielny plastikowy pojemnik na porcelanowe talerze, filiżanki oraz łyżki, noże i widelce. Nie bierzemy jednorazówek bo jakoś jedzenie na woskowanym papierze w kształcie talerza nam nie smakuje, nie wspominając o kawie czy herbacie z takiego kubka. Do robienia sałatek czy krojenia chleba używam swoich ulubionych noży, o których ostrość p. dba co tydzień.
P. skrobał się nożem i strząsał z ostrza okropne insekty. Min
ę miał mało bohaterska. Wiadomo, ze nie może wejść do auta gdy nie pozbędzie się całego wygłodniałego potomstwa. Niektórym udało się dotrzeć ponad kolana i włączyłam się do akcji ratunkowej bo jak mina granice bielizny to striptiz murowany. Na szczęście tylko kilka osób zwróciło uwagę na nasze poczynania bo na parkingu nie było więcej niż sześć aut. Ciągnąc ostrzem noża od góry do dołu p. rozmazał kropelki krwi po nogach i ci którzy nas obserwowali pospiesznie odjeżdżali z parkingu na widok osobnika zadającego sobie rany dość dużym kuchennym nożem z czarną raczką. Dobrze ze nikt nie zadzwonił na policję. Kilka kleszczy przeszło na mnie w czasie niesienia pomocy i teraz ja zajęłam się swoimi zgniatając je pomiędzy paznokciami. Po dobrych dziesięciu minutach opanowaliśmy sytuacje. W czasie naszej walki ciągle przesuwaliśmy się o kilkanascie centymetrów w tym samym kierunku aby kleszcze zgarnięte nożem i pozostawione w trawie nie weszły na nas z powrotem. Zupełnie nieświadomie zbliżyliśmy się do parkujących aut. Odebrałam nóż i zaczęłam oglądać p. czy przypadkiem jakiś maluszek nie zawieruszył się i uszedł z życiem z tej potyczki. Wyglądało, ze odnieśliśmy zwycięstwo, jeszcze raz obeszłam p. dookoła zgięta w pół z nosem przy samej krawędzi nogawek i znalazłam się przed rozchylonymi nogami p. Tutaj również bardzo dokładnie dokonałam oględzin i gdy nie stwierdziłam insektów wyprostowałam się, mój wzrok spoczął na pani w bardzo podeszłym wieku. Jej podniesione brwi wskazywały na to, ze jest zaskoczona widokiem faceta w krótkich spodenkach i baby z nożem w ręce, pochylonej i przypatrującej się okolicy ud i spodenek. Pewnie pomyślała "nie obcinaj", zbyłam ja obojętnym spojrzeniem bo jak jej wytłumaczyć, ze "skrobię kleszcze", nikt normalny w to nie uwierzy, poszliśmy w stronę auta. Po drodze p. wyrzucił skarpetki do kosza na śmieci bo w nich tez mógł zawieruszyć się kleszcz. Przed samym wejściem do auta była dezynfekcja ciała woda destylowana i spirytusem z apteczki. Gdy spirytus dostał się do krwi było "ałłaa" ale nic nie mogłam poradzić, nawet trochę się cieszyłam bo może teraz przestanie włazić tam gdzie nie trzeba. Niestety moja logika legła w gruzach i nie musiałam długo czekać aby się o tym przekonać.

41 komentarzy:

  1. o rany, historia powalająca z nóg i kleszczowa i paniowa :DDDDDDD Ale w sumie dzielnie się zachowaliście i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem profesjonalności zachowania :DDDDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy jeszcze nie słyszałam o metodzie walki z kleszczami za pomocą noża :-) Obym nie musiała sięgać po tego typu środki ostateczne. Najważniejsze, że stanęliście na wysokości zadania i że Twój mężczyzna przeżył zarówno napad insektów, jak i machanie nożem dookoła intymnych okolic :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio u nas nawet na osiedlowych trawnikach są kleszcze Do tego grasują komarzyce i wyjście na spacer staje się wątpliwą frajdą.Przy okazji mogłaś mu wydepilować nogi.No i miałaś szczęście,że nikt nie chciał Cię obezwładnić gdy tak pieściłaś nożem nogi osobistego.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to nie zazdrościmy takiego ataku kleszczy, dobrze że młode były i nie zdążyły się wkleszczyć bo od takiej ilości to borelioza jak nic.
    Ale taki widok jak grasujesz z nożem blisko krocza... Bezcenny.:)))))
    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietny opis , czytalam w tepie rekordowym !!!A moze pani w podeszlym wieku myslaa TNIJ !!!, i byla gotowa zasmiac sie wiedzmowym smiechem....

    OdpowiedzUsuń
  6. Aneta - Nie zawsze tak bywalo ale wraz z nabytym doswiadczeniem w krytycznych sytuacjach radzimy sobie coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Riannon - Bylo ich tak wiele, ze oprocz opalania palnikiem byla to jedyna metoda na pozbycie sie paskudnych insektow.
    Nikomu nie zycze takiej sytacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anabell - Do pieszczenia to moze jeszcze oprocz mnie ktos by sie znalazl na tym bozym swiecie ale na pewno nie do ratowania z paskudnych sytuacji w ktore sam sie pakuje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Renata i Jarek - Dla postronnych osob widok byl szokujacy ale my nie zdawalismy sobie sprawy z tego jak ludzie moga to odebrac.

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnicy - Masz racje a moze pomyslala " jeszcze nie obcielas" tego miodu jest pod dostatkiem:))

    OdpowiedzUsuń
  11. przyznam że "opalanie" było pierwszym co mi przyszło na myśl! okropność, nienawidze kleszczy..

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale się uśmiałem z cudzego nieszczęścia :lol:. Szkoda że nie było z Wami kogoś z kamerą. Oskar za komedię murowany. A może ktoś Was jednak filmował..... :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Brrr...
    Mnie się jeszcze żaden nie przyczepił, ale też u nas nie ma takich chmar kleszczy. No i co jest wart facet bez kobiety? Zeżarły by go na amen.
    Musiało to komicznie wyglądać, dla patrzących z boku. Pozdrawiam Reniu.

    OdpowiedzUsuń
  14. el - Przewaznie na wakacje nie zabieramy palnika acetylenowego :)))) i dlatego ucieklismy sie do pomocy noza.

    OdpowiedzUsuń
  15. urden - Nie mam odwagi aby sprawdzic You Tube czy nie bije rekordow popularnosci:))
    To byla komedia z dreszczykiem i odrobina krwi czyli istna masakra.

    OdpowiedzUsuń
  16. Azalia - Swiat zwariowal i zobojetnial bo na dobra sprawe ktos powinien zainteresowac sie taka para wariatow:)

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja gniazda kleszczy to jeszcze nie widziałem..stado mrówek też byłoby 'atrakcyjne' ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Grey Wolf - My tez nie widzielismy samego gniazda ale 500 kleszczy na nogach w ciagu pol minuty to jakby gniazdo. Gdzies w trawie musialo tam byc.
    Czytasz w moich myslach bo juz niedlugo bedzie i o mrowkach ale takich bardzo specyficznych dla poludniowych Stanow USA. Zaczekaj dwa tygodnie do drugiej czesci naszych niemilych przygod.

    OdpowiedzUsuń
  19. 500..oj to zjadłyby żywcem..

    OdpowiedzUsuń
  20. Grey Wolf - Zaiste byla to bardzo dramatyczna historia.

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj Ataner,bardzo lubię czytać Twoje teksty.Jest w nich zawsze żywa akcja, powiew grozy(atak krwiożerczych kleszczy),humor.Popłakałam się(ze śmiechu),czytając o Twojej akcji ratowniczej.
    Wyobraź sobie ,że ja nie widziałam jeszcze kleszcza-jakoś mnie omijają.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  22. Zapomniałam- Ataner ciągle czekam na post o ruchomych kamieniach :))

    OdpowiedzUsuń
  23. o kurcze, nigdy (na szczęscie) nie wydarzyło mi się coś tak okropnego!czekam na dalszy ciąg historii

    OdpowiedzUsuń
  24. Tenia - Jestes niebywala szczesciara bo kleszcz ma paskudne upodobania. Ja osobiscie mialam jednego ale w miare szybko go zlokalizowalam po natatarczywym swedzeniu. Wspolczuje psom ktore biegaja po lesie i tylko od czasu do czasu sa ogladane przez wlascicieli. Na nich mozesz znalezc obzarte krwia osobniki za uchem lub nad okiem, tam gdzie pies nie siega jezorem lub zebami aby pozbyc sie intruza.
    Odnosnie kamieni to poruszaja sie w strone ekranu ze sobie tylko znana predkoscia. Podpowiem ci, ze bedzie o nich kolejny post. Po prawej stronie na samej gorze zanajduje sie napis "Juz wkrotce" klikasz na tekst pod nim i widzisz zwiastun kolejnego posta. Beda, beda przeciez odiecalam:)))

    OdpowiedzUsuń
  25. Ola - Gdyby nie upodobania p. do wlazenia w niedostepne dla ludzi miejsca tez nie wiedzialabym, ze w jednym miejscu moze byc tyle insektow. Wszystko to co opisalam dzialo sie na moich oczach i pisze to rowniez ku przestrodze, ze ostroznosci nigdy nie za wiele o czym bedzie rowniez w pozostalych czesciach.

    OdpowiedzUsuń
  26. No, no - baba z pewnoscia oslupiala i pomyslala ze chcesz facetowi obciac klejnoty! Albo ze to jakas nowa zabawa doroslych! Osobiscie nigdy nie bylam okleszczona ale mojemu zdarzylo sie przy koszeniu trawy. Podobno kleszcze moga narobic wielkich klopotow zdrowotnych jesli sie ich nie usunie. Jak to dobrze, Ataner, ze zawsze masz przy sobie potrzebne wyposazenie i zaradny umysl. Serdecznie Cie pozdrawiam z miejsca gdzie termometr pokazuje 105 w cieniu - Serpentyna.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie cierpię żadnych kleszczy ani tym podobnych insektów i owadów. Całe szczęście, że P. w miarę szybko zareagował. Nie chcę myśleć co by było jakby się rozeszły po ciele. Podziwiam, że tak szybko znalazłaś potrzebny nóż. Mnie pewnie by zamurowało. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. co za historia! Brr..! aż mnie ciarki przeszły jak sobie wyobraziłam te obrzydliwe kleszcze!
    Ja miałam tylko jeden raz jednego pod kolanem po pobycie w lesie. Musiałam wykręcać go ze skóry drżąc ze strachu...:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Serpentyna - Nie mialabym nic przeciwko temu aby kontynuowac taka zabawe ale bez kleszczy i nozy i nie na parkingu:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Rinka - Mnie z przerazenia mozg zamurowalo ale cialo dzialalo i instynktownie odnalazlam najwiekszy noz:)

    OdpowiedzUsuń
  31. thern - Po tej historii jeden kleszcz ktory trafi sie ewentualnie w przyszlosci zostanie potraktowany bardzo lagodnie:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Niemal jak triler to zabrzmiało. Kleszcze to straszna zmora:)

    OdpowiedzUsuń
  33. slavkosnip - Podroze ksztalca ale dlaczego tak drastycznie. Jeszcze kila lat a zaczne pisac scenarisze :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Hmmm, kleszcze nozem? Ja wyrwalem jednego palcyma a reszte wydlubala pani pielegniarka, no i antybiotyk przez tydzien z zaleceniem obserwacji czy sie rumien pojawia bo to borelioze oznaczac moze. A to rok bez piwa i slodyczy :(. Na pewno sie P. nie rumieni? :)
    Pozdrawiam
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
  35. Obcuję z kleszczami często, bo psy je łapią i muszę je wyciągać, różnej wielkości, środki farmakologiczne za bardzo nie pomagają, ale w/w liczby, jakie podajesz, to przerażają, co tam u Was się namnaża? trzy, cztery, ale aż tyle? podziwiam opanowanie, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja tez sie wiele razy z leszczami spotkalam, mieszkam w lesie teraz ale zwykle jednego, dwa, trzy przywleczemy z lasu, ale te ilosci, o ktorych piszesz to jakas plaga egipska! Pierwsze slysze o czyms takim... ciekawa jestem gdzie byliscie, co to za miejsce no wiec czekam niecierpliwie na cd Twojej opowiesci

    Pozdrowienia sle z ponurych Kaszub :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Jacek - Te jeszcze nie zdazyly sie wgryzc i dlatego najlatwiej bylo zgarnac je nozem. Gdyby te ugryzly p. to by nie pil do konca zycia.
    P. rumieni sie ale z innej przyczyny:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Maria - Siedem kleszczy na psie to juz widzialam ale takiej ilosci w jednym miejscu jeszcze nie. To byl horror.

    OdpowiedzUsuń
  39. wildrose - Ja nie wiem jak kleszcze sie rozmnazaja ale to musial byc jakis matecznik kleszczowy bo p. oddalil sie ode mnie kila krokow i wrocil caly w kleszczach ktore biegaly po nim.
    Ja na twoim miejscu tez bym nie uwierzyla ale widzialam i dlatego dziele sie z wami taka wiadomoscia.

    Kaszuby nawet kiedy pada deszcz sa piekne:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Słabo mi się zrobiło - moją wyobraźnię dość łatwo pobudzić do pracy i oto jakie są efekty! Obrzydlistwo! Fuj, fuj, fuj!
    A ja tu właśnie za ciasteczko się brałam...

    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  41. Motylek - Niestety i takie sytuacje zdarzaja sie podczas wypadow na lono natury. Z dwojga zlego to lepiej, ze to byly kleszcze a nie pchly bo pewnie bysmy je lapali do dzisiaj :))

    OdpowiedzUsuń