środa, 10 sierpnia 2011

Nauczka z podróży 2/3 (Mrówki)

Kukurydziane pola wydaja się bardzo jednostajne i mało interesujące do momentu jak nie znajdziesz się w bezpośredniej bliskości tej ciekawej rośliny. Posiada dwa pietra korzeni, które utrzymują ogromny ciężar łodygi, liści i swych owoców w idealnym pionie sięgając od 1 do 2 metrów w głąb gleby. Nie występuje w formie dzikiej. Czyli pochodzi z kosmosu bo bez udziału człowieka nie rozmnaza się.
Nasze zainteresowanie kukurydzą zmalało gdy przed nami pojawił się krzew jeżyn.
P. już kierował się w jego stronę gdy upomniałam go aby trzymał się z daleka od wysokiej trawy i chaszczy. Minęłam go gdy tułów p. wygiął się prawie pod katem prostym aby bliżej przysunąć aparat do owoców. Dzieliły nas zaledwie trzy kroki gdy usłyszałam nieludzki wrzask, głośny i gardłowy. Po obejrzeniu tysiąca horrorów wiem, że tak krzyczy człowiek mielony w gigantycznej maszynce do mięsa. Dostałam nagłego paraliżu kończyn i zamarłam w bezruchu. Serce natomiast zaczęło tłuc się jak oszalałe. Wydawało mi się, że tak właśnie wygląda zejscie smiertelne, serce bije jak szalone a za chwilę staje i to już koniec. Przemogłam paraliżujący strach i odwróciłam się, p. tupał prawa noga i przywoływał nieznane mi dotąd zaklęcia. To chyba nie był waż bo już dawno bylibyśmy w drodze do szpitala. P. okładał się po prawej łydce tuż ponad skarpetka i wył jak oszalały. 
To nie jest reka p. ale bable takie same.
- Mrówki! Jakieś jadowite małpy! Uważaj! - P. do histeryków nie należy i rzadko widuję go w takim stanie wściekłości na boskie stworzenia. Jako alergik na wszelkie jady potrafi odróżnić pszczołę od osy na kilometr nawet w powietrzu, po komarach ma bąble wielkości ziarnka fasoli "jaś" i nie raz był pogryziony przez mrówki ale nigdy tak nie panikował. Przemknął obok mnie jak struś pędziwiatr a ja podążyłam jego śladem nie oglądając się nawet za siebie. Na asfaltowej drodze p. tańczył twista. 
- Zabiję, wytruję je co do jednej. Kupię cysternę kwasu i będę patrzył jak się w nim rozpuszczają. - Na prawym bucie jeszcze kilka maciupeńkich mrówek kryło się przed morderczymi uderzeniami dłoni. Te co spadły zostały roztarte na pojedyncze atomy przez podeszwę buta. Może jeszcze dwie były wgryzione w skórę tuż ponad ściągaczem skarpetki.
- Jakie one malutkie. - Nigdy nie widziałam mrówek o tak małych rozmiarach i w takim zdecydowanym czerwonym kolorze. Układając się do zdjęcia p. postawił nogę na mrowisku a mrówki skorzystały z tej okazji nader skwapliwie. 
- O jejku jak piecze, chyba się wścieknę. - Paznokcie p. ryły pogryziona okolicę aż do krwi.
- To najprawdopodobniej są "fire ants". - Nic więcej nie przychodziło mi do głowy bo chociaż nigdy ich nie widziałam ale za to nasłuchałam się o nich dużo i tylko samego złego.
- Mam gdzieś te ogniste mrówy. Dlaczego zawsze mnie coś użre?
- Bo nie uważasz. Mówiłam ci tyle razy nie właź w podejrzane miejsca.
- Jakbym nie uważał to już dawno bym zdechł.
- Lewym butem czochrał swoja prawa kostkę.
Ukąszenia ropiały przez tydzień pomimo odkażania i smarowania antybiotykami. Ślady w postaci ciemnych plamek pozostały do dziś.

31 komentarzy:

  1. nie znosze ich, u nas jest ich zatrzesienie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. artdeco - To "zaleta" Poludnia bo one tylko tam zyja:)

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko! Co to za jadowite mrowy??? Ale swoja droga faktycznie, Twoj P. to ma pecha!

    OdpowiedzUsuń
  4. Aby p. pocieszyc, przekazac ze nie mial jeszcze najgorzej, to podaje do wiadomosci ze jednego razu ( a mieszkam na poludniu USA), usiadlam na trawie. Niezadlugo zaczelo sie cos co myslalam ze nie przezyje! Wyobraz sobie 42 ukaszenia na siedzeniu i jeszcze w innym intymnym miejscu. Mialam temperature i dreszcze a swedzenie tak palace ze malo nie plakalam. Musialam isc z tym do lekarza i pokazac mu ukaszenia. W innej sytuacji umarlabym ze wstydu ale wtedy bylo mi wszystko jedno. Trwalo z tydzien i nauczylo mnie patrzec na czym siadam. Z radoscia donosze ze mielismy kilka deszczow i temperatura troszke spadla. Mialam dzis rozmowe z Ashley i jego zona, dali mi prace nad opieka ich corek. Bedzie duzo przyjemniejsza niz poprzednia ale pieniadze slabsze bo ok trzch - czterech godz dziennie, 4 razy w tygodniu. Przyjelam bo nie jestem w pozycji ze moge wybrzydzac. Zaczynam od poniedzialku. Serdecznie Cie pozdrawiam - Serpentyna.
    P.S. Onet sie bawi moim blogiem i nie ma do niego dostepu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej, są ponoć piekielne te "ogniste mrówki" a uczuleniowcy to nawet lądują w ciężkim stanie w szpitalu.Ja tylko obłędnie reaguję na ugryzienia komarzyc, pół roku mam twardy, swędzący bąbel, który po niczym mnie nie opuszcza. A tak ogólnie za mrówkami nie przepadam. Miewałam w domu faraonki, też maciupkie i nie wiem po co, ale urzędowały nawet w bieliznie pościelowej, w szafie.Ale wytrułam towarzystwo, wytrułam.We wszystkich kątkach był rozsypany boraks.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. wildrose - Ma pecha bo pcha sie tam gdzie nie trzeba:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Serpentyna - To chyba gorzej niz spotkac wapmira. Ponoc ukaszenia mrowek tak bola, ze mozna sie wsciec wiec wyobrazam sobie w jakim stanie dotarlas do lekarza.
    Lepsza taka praca niz zadna zawsze pare groszy wpadnie do portfela. Dobrze wiemy, ze poprawa sytuacji ekonomicznej nastapi za kilka lat a nie za kilka dni.
    Onet ostatnio to jakas zaraza ktora nie tylko ciebie dotknela.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Anabell - Mialas szczescie, ze udalo ci sie wytruc faraonki ja od dwoch lat walcze bez powodzenia ze slimakami ktore najprawdopodobniej przychdza do mojego ogrodu od sasiada. Stosuje rozne metody ale niestety nic nie pomaga.
    Nie pozostaje mi nic innego jak otruc sasiada:)

    OdpowiedzUsuń
  9. to tak jakby usiąść sobie na mrowisku :)..to jeżyn nie podjedliście ;)..kiedyś nocowaliśmy na parkingu w aucie, i nocą mrówki powłaziły po oponach, ale nie cięły tak :D

    OdpowiedzUsuń
  10. na ślimaki podobno popiołem posypać ziemię, albo skorupki jajek rozsypać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ...no to faktycznie być "użartym" przez taką mrówe to nic przyjemnego.
    Ale jeżyny za to wyglądają smakowicie.
    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  12. a wyglądają tak niewinnie...:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ataner, wyczytałam o 3 sposobach na ślimaki: 1) wokół roslinek wykopać rowki lub dołki, wstawiać tam naczynko z piwem. 2. kupić w ogrodniczym sklepie trutkę na ślimaki, ale mogą ja wylizać psy lub koty, więc nie jest to dobry pomysł, bo zwierzaki mogą po tym paść. 3. grządki, które chcesz ochronić odgrodzić od reszty płotkiem zrobionym z szorstkiego materiału, np. gruboziarnistej taśmy ściernej na podkładzie tekstylnym. Podobno tego nie sforsują.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nasze rude mrówki też są zjadliwe, ale nie aż tak, trochę popiecze i przechodzi, przeważnie pod kamieniami siedziały, jak je zbierałam. Ręka na tej fotografii wygląda makabrycznie, czy tak wyglądała noga Twego P.? Pewnie to gorsze od użądlenia pszczoły, pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj Anater
    Czytając,że p krzyczy ,pomyślałam -to tylko mężczyzna.
    Gdy jednak zobaczyłam bąble,sama zamarłam na chwilę.to jakieś straszne "wampiry"
    On ma naprawdę pecha.
    Pozdrawiam serdecznie:))
    PS
    Swoją drogą ,nieźle im się odgrażał:))

    OdpowiedzUsuń
  16. Czary na niego jakas wydra rzucila czy co ??? No bo raz mrowki, raz kleszcze...moze cos jeszcze w miedzyczasie go napadlo???? Grecy nie mowia ,ze nieszczescia chodza parami, mowia ze takie nieszczescia to 3 razy....Ciekawe.... Sciskam - Ag

    OdpowiedzUsuń
  17. Twój P. ma pecha, ale to jest cecha prawdziwego zdobywcy. O pewnych rzeczach się nie myśli kiedy się robi fotki - dobre ujęcie jest najważniejsze. Czytam Twoje relacje z prawdziwą przyjemnością. Piszesz ze swadą i dowcipnie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Paskudztwo! Dobrze, że u mnie takich nie ma - a może są, tylko nie jestem tego świadoma??? Przyznam, że mocno mnie zniechęciłaś w tym momencie do wypraw na południe...
    Dobrze, że przygoda P. z mrówkami mimo wszystko dobrze się skończyła...

    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  19. Grey Wolf - Polskie mrowki nie moga sie rownac z tymi z Poludnia USA i naprawde sa bardzo niebezpieczne, szybkie i skuteczne:)
    Dzieki za rady na pozbycie sie slimakow, sprobuje.

    OdpowiedzUsuń
  20. Renata i Jarek - Mnie morwki nie dopadly i ciesze sie, ze musze wierzyc na slowo o ich bolesnym jadzie.
    To musialy byc bardzo smakowite jezyny skoro mrowki strzegly je przed zerwaniem:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ola - Moj maz do dzis wyglada niewinnie a cholera z niego niesamowita:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Anabell - Sposob z piwem jest ryzykowny bo obawiam sie, ze pijane slimaki zaczna wchodzic do chalupy po wiecej:)
    Trutki wysypuje regularnie i to w olbrzymich ilosciach ale nowe scierwa przychodza od sasiada aby poniesc smierc na moim terenie.
    Trzeciej metody jeszcze nie probowalam i dziekuje ci bardzo za trud ktory sobie zadalas by odszukac mozliwosci zwalczania slimakow.
    Zapomnialam dodac, ze u nas panosza sie te bez skorupek.

    OdpowiedzUsuń
  23. Maria - Nasza reakcja byla bardzo szybka i p. mial kilka ukaszen ponad skarpetka. Zdjecie z pogryziona reka umiescilam aby pokazac jakie one sa niebezpieczne.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tenia - To prawda, ze chlopy to histeryki ale w tym wypadku powod wrzaskow byl zrozumialy.
    Ja mysle, ze on mial duzo szczescia w calej tej historii mrowkowej:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Agnicy - Swieta prawda, ze trzy razy. Starozytna kultura wie lepiej bo bedzie i trzecia czesc.
    Mam nadzieje, ze to nie czary tylko w taki empiryczny sposob uczymy sie warunkow zycia w cieplym i wilgotnym klimacie Poludnia.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. urden - Mnie tez kusi i neci nowe i nieznane ale p. czasami "przegina pale" o czym przeczytasz w trzeciej czesci.
    Milo mi, ze nie zanudzam cie na smierc:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Motylek - Nie ma, nie ma, nie martw sie one sa tylko na Poludniu i mozesz siadac gdzie chcesz. Uwazaj jednak aby nie usiasc na gniezdzie os:))
    Mozliwe, ze Oregon ma swoje nieznane nam osobliwosci natury ale mysle, ze dzieki temu, ze jest zima to wszelkie paskudne robactwo do ciebie nie dociera:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo współczuję Twojemu P. Wiem jak to "przyjemnie" spotkać się z mrowiskiem i odczuć pieszczoty tych potworków na własnej skórze. Brrr...wrrrr... Nie cierpię niczego co po mnie łazi i mnie kąsa, chyba że ma dwie nogi i jeszcze coś mówi. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  29. Azalia - Taki "gryzon" ktory przemawia ludzkim glosem to bardzo pospolite zwierze domowe a jednak ma tyle odmian i mutacji, ze kazdy inny:)))

    OdpowiedzUsuń
  30. Piękny świat przyrody, ale "full zasadzkas" - jak całe życie zresztą i nigdy nie dość uwagi, i przezorności. Ale dzięki tym Waszym przygodom MY mamy Twoje ciekawe relacje "z dreszczykiem "i to bez fikcji literackiej;))

    OdpowiedzUsuń
  31. O rany chyba bym tam padła gdyby mnie pogryzły :/

    OdpowiedzUsuń