sobota, 5 lipca 2014

Trujące piękności.

  Zapewne kilkoro z nas widziało ananasa na półce warzywniaka. Kształt jego czupryny niech będzie wzorem lub przykładem roślin zamieszkujących bagna Florydy. Są to epifity które ponoć żyją w zgodzie z rośliną na której żyją. Odżywiają się szczątkami organicznymi przywianymi przez wiatr a nie sokami drzew i krzewów na których koczują. Napisałam ponoć bo pomimo tego co piszą o bromeliach mądrzy tego świata ja zaobserwowałam ich mordercze zdolności.
Od dość dawna te dziwne rośliny pojawiały się w naszym domu aby po roku (lub wcześniej) stać się przedmiotem nadającym się tylko na śmieci. Dlatego, że uwielbiają ciepło i wilgoć w domu męczą się i nie wszystkim domorosłym hodowcom dorastają do pokaźnych rozmiarów. Jeżeli ktoś nie miał rośliny która nie potrzebuje doniczki z ziemią widok takowej przyklejonej do szyby lub telewizora sprawia lekkie zakłopotanie z oceną stanu mózgu posiadacza bromelii.
Wreszcie mogłam nacieszyć się ich widokiem w naturalnym środowisku. W niektórych miejscach było ich taka mnogość, że tworzyły prawie ścianę o kolorze srebrzysto-zielonym. Najbardziej rozpowszechnionym gatunkiem jest ten w kształcie ananasa ale zdarzają się również takie które rosną do góry nogami i mają bardziej muskularne liście.
 Jak wiadomo, kradzione kwiaty najlepiej rosną ale tutaj wszystkie pozostawały poza zasięgiem chciwych palców turystów i nam również nie udało się wzbogacić naszej kolekcji o kolejne egzemplarze. Z pomocą przyszedł ogrodnik z ładnymi szklarniami i za niewielką sumę przywieźliśmy takie bromelie o jakich w okolicach Chicago można tylko pomarzyć.
 Hiszpański mech (Spanish Moss) to roślina która jest bardzo widowiskowa. Czasami trafnie nazywana Hiszpańskimi Brodami do złudzenia przypomina wąskie brody noszone przez konkwistadorów. Drzewo na którym żyją Hiszpańskie Brody prędzej czy później umiera. Trwa to dość długo ale koniec jest nieuchronny.
   Po powrocie z wakacji przywiezione bromelie postanowiliśmy wyeksponować umieszczając je w koszach pełnych kwiatów i pomiędzy liśćmi „słoniowej nogi”. Letnie słońce i dostatek wilgoci w powietrzu powinny zapewnić im podobne warunki egzystencji jak na Florydzie. Tak sobie wyobraziliśmy ale rzeczywistość okazała się nieubłagana. Kilka z nich popełniło samobójstwo ale pozostałe przy życiu rośliny wyglądały zdrowo i kolorowo. Któregoś dnia podczas przeglądania koszów z kwiatami okazało się, że miejsca w które wetknięte zostały bromelie zaczynają obumierać.
Roślina upiększona...
...oraz po zdjęciu z niej upiększenia.
Kosz z bromelią.
Dowód na trujące właściwości bromelii uwieczniłam na zdjęciach i teraz już mądrzejsza o doświadczenie ostrzegam innych którzy chcieliby wkładać te dziwaczne rośliny do innych wypielęgnowanych aby wzbudzić zazdrość sąsiadki aby tego nie robili. Na krotki czas można ale szybko zaniechajmy tego pomysłu.
Miejsce po usunięciu bromelii.

20 komentarzy:

  1. Faktycznie krwiożercze bestie. Jeszcze chwila i wrąbałyby wszystkie Twoje kwiatki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja chodowla kwiatów z założenia skazana jest na zagładę i bardzo mnie nie dziwi fakt gdy nawet zdrowe okazy obumierają po kilku tygodniach. Najlepiej udają się wiszące kosze.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. No niestety, u mnie nie miałyby szans na przeżycie. Gdyby odżywiały się pyłem produkowanym przez miasto, to zapewne miałyby się świetnie. Ciepło czasami bywa, wilgotno też. Podobają mi się te gałązki sterczące z pnia pod kątem 90 stopni.
    Buziaczki,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te malutkie gałązki sterczące na bok to paprocie dziwaki. Pierwszy raz zobaczyłam coś tak ładnego i rosnącego na drzewie. Bywam w różnych szklarniach z roślinami ozdobnymi ale nigdy ich nie dostrzegłam, może rosną tylko na wolności.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Dziwny jest świat roślin, fascynujący i potrzeba dużej wiedzy by jakos to ogarnąc i umieć hodować w zgodzie i zadowoleniu przerózne rośliny w domu. ja nie mam takiej wiedzy a poza tym ręki do kwiatków doniczkowych, dlatego nie mam ich w domu.
    Ten hiszpański mech, który niby taki piękny, fascynujący i bajkowy skojarzył mi sie natomiast z pewnym typem osobników, co to na początku roztaczają swój czar a potem tak człowieka owiną swoimi mackami, że wytchnąć i odczepić sie cięzko. Miałam kiedyś takie kolezanki - krwiopijczynie jedne. na oko sama słodycz, a w środku modliszka i hiszpańki mech!
    Najcenniejszy swięty spokój i cisi, wrażliwi ludzie, którzy daja sie poznawać powoli a im dłużej są znani, tym bardziej chce sie w ich towarzystwie przebywać.
    Z pewnymi blogami tez tak jest. Dlatego przychodze do Ciebie Ataner, jak do ciepłego, znajomego domu!:-))*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym mieć szklarnię przylegającą do domu z przepięknymi kwiatami. Miejsce gdzie rano kawa smakowałaby lepiej w otoczeniu egzotycznych kolorów i kształtów. Rzeczywistość jednak jest zupełnie inna i nawet odporne rośliny ledwo egzystują w naszym domu. Czyniąc nadludzkie wysiłki jednak coś mamy ale do ideału daleko, bardzo daleko.
      Kupiliśmy dwa gniazda (po 200 sztuk jaj w każdym) modliszek i czekamy aż wylęgną się maluchy.
      Nasze eksperymenty jak widzisz nie ograniczają się tylko do roślin.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Dawno temu pokusilam sie o nabycie tychze bromelii. W instrukcji obslugi stalo, zeby nie podlewac, a tylko spryskiwac. I tak niedlugo pozniej moje bromelie postanowily rozstac sie z zyciem, choc dlugo nie widzialam roznicy, bo to takie stworki, ktore, czy zywe, czy umarte, wygladaja jednakowo martwo. :)))
    Jestem zdania, ze kazda roslina ma sie lepiej w swoim naturalnym srodowisku i choc sama mam w domu niezla ich kolekcje, wole je ogladac w naturze. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też kiedyś było żal kwiatów które umierały ale gdy zobaczyłam ile całkiem ładnych idzie na śmieci w sklepach to teraz kupuje kolejne świeże aby zastąpiły te kiepsko wyglądające bez najmniejszego skrupułu. Bromelie nie wytrzymują bardzo długo bo zimą w domu za sucho i nawet spryskiwanie wodą nie pomaga. Dobrze, że znam miejsca gdzie je kupić ponownie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. u mnie wszystko usycha, winie pogode, ale brak ogrodniczej wiedzy pewne troche tez ma z tym wspolnego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zabiłam tyle kwiatów, że spokojnie mogę uchodzić za Lukrecję B. w ich mniemaniu. Latem jest ładniej bo większość rośnie sobie na zewnątrz oprócz ozdobnego bambusa. Gdyby wszystkie rośliny przeżywały moją opiekę to deltę Amazonki można byłoby nazwać pustynią w porównaniu z moim ogródkiem:))))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. A u nas pospolita huba. Do której mam spory sentyment
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie się nie ruszysz to znajdziesz coś ciekawego. W Polsce huba, w tropikach bromelie a w domu jedynie trzykrotka dotrwa do wiosny.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Ale noga słonia czyli Nolina piękna moja daje sobie radę nieźle ale gdybym mogla ją wyżej postawić poczuła by się lepiej. Wynalazków już nie lubię. Mam storczyki i to wystarczy. :))
    No to ostatnie spotkanie z krokodylem oj rety, strasznie się zrobiło. A ja mam tylko paskudne spotkania z komarami wrrrr.
    Serdecznie pozdrawiam duszko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoim kwiatów nadaje swoje własne nazwy nie bacząc na to, że nauka nadała im jakieś inne już wcześniej. Czasami po godzinnej rozmowie o różyczkach bez kolców kwitnących na łodygach zbudowanych w 99% z wody okazuje się, że rozmawiamy o begoniach. Ogrodniczka ze mnie pełną gębą o czym wiedzą moi domownicy ale zanim o tym dowiedzą się moje roślinki to pora wymienić je na nowe.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Ciągle nowe wiadomości i ciekawostki u ciebie. Chętnie czytam i oglądam, chociaż pamięci mojej się one nie imają bo tyle swoich i bliskich do spamiętania. Dla mnie tez nazwy nie maja znaczenia, określam je przez opisanie. Pozdrawiam upalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko które wynagradzają mą "ciężką" pracę kwiatami ale częste wizyty u ogrodnika sprawiają, że w domu też mam kwieciście.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawe informacje, niezwykle ciekawy okaz to te Hiszpańskie Brody, w życiu czegoś podobnego nie widzialam, wyglądają świetnie no ale...przykre że zabiją swoich karmicieli przy czym pewnie w ostateczności same uschną bo co je wykarmi?
    A propos kwiatów w domu tez nie mam reki choc bardzo się staram i czytam i staram sie postępować zgodnie z instrukcjami to czort wie dlaczego mi usychają, gina i td... no więc sporo kasy idzie mi na upiększanie domu roślinnością. A mam koleżanki, którym wszystko rośnie jak na drożdżach bez specjalnych zabiegów, nie wiem o co chodzi...

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Południowej Karolinie, Georgii, Florydzie i Luizjanie widok drzew na których żyją Hiszpańskie Brody jest tak powrzechny, ze nikt na nie nie zwraca uwagi. Po prostu są częścią krajobrazu który po pewnym czasie zmienia się na trochę makabryczny gdy drzewa tracą liście i sterczą z ziemi tylko martwe badyle z powiewającymi na wietrze "brodami".
      Kwiaty w domu to rzeczywiście urwanie głowy. Mam zamontowane żarówki z dziennym światłem i tam gdzie ono pada jakoś rośliny sobie radzą, w innych miejscach nie. Ja już pogodziłam się ze świadomością, że w domu nic nie wychoduję a jedynie podtrzymam przy życiu zakupioną roślinę przez jakiś czas.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Zaserwowałaś świetną podróż po Hiszpani i ta różnorodna roślinność na fotkach.Wszystko bardzo ciekawe.Pozdrawiam i zapraszam na mój blog.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może łatwiej skojarzyć Florydę z Hiszpanią niż mi tam pofrunąć na skrzydłach fantazji. To co opisywałam ostatnio to południowe rejony USA i niedalekie okolice Miami.
      Wpadnę z rewizytą i dziękuję za zaproszenie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń