środa, 29 marca 2017

Gusła i zabobony.

Jednoznacznie nie mogę stwierdzić, że nie jestem przesądna. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z p. który jak sam mówi nie wierzy w gusła i zabobony. Nie wierzy, akurat. On jest jak telewizja, co innego słyszysz a co innego widzisz. Nikt za żadne skarby nie zmusi p. do załatwienia sprawy urzędowej w poniedziałek, nigdzie nie zadzwoni do urzędu nie mówiąc o ruszeniu czterech liter do jednostki urzędu. W piątek trzynastego nie wychodzi z domu bo nigdy nic nie wiadomo. Pomimo tego, że nie przyzna się do wiary w zabobony to jego czyny świadczą o zupełnym zaprzeczeniu jego słów. Trzy lata temu czarny kot przeciął nam drogę, wtedy to przekonałam się o słuszności stosowania pasów bezpieczeństwa na codzień. Jadącemu za nami cudem udało się uniknąć zderzenia z naszym bagażnikiem i gdy jego dłoń z wyciągniętym środkowym palcem zniknęła przed nami w dali, ruszyliśmy teraz już bezpieczną trasą.
- Po co kusić los. - Z lekkim uśmiechem na ustach mój niezabobonny kierowca odjechał spod krawężnika i jakby nigdy nic się nie wydarzyło zapomniał o wszystkim.

 W erze fotografii cyfrowej dużo łatwiej jest wspominać. Fakt, że zamiast albumów z wklejanymi zdjęciami siedzimy przed ekranem komputera jakoś mi nie przeszkadza co wskazuje na moje przystosowanie się i akceptację rozwijającej się cywilizacji. Ilość zdjęć przywożonych z wakacji jest niekiedy tak duża, że aby podzielić je na poszczególne dni p. spędza przynajmniej dwa wieczory żeby wszystko było w miarę dokładnie poukładane. Dodatkowym problemem jest używanie kilku aparatów w tym samym czasie więc i nazwy i numerki sprawiają zawrót głowy. Jednak gdy już wszystkie zdjęcia zamknięte są w folderach oznaczonych datą zrobienia zdjęcia można z łatwością odszukać określony czas i miejsce z przeszłości. Wtedy pamięć zostaje pobudzona i wspomnienia ubiegłych lat stają przed oczami jak żywe.
Zupełnie niedawno podjęliśmy kolejne wyzwanie odnalezienia zagubionego zdjęcia sprzed lat. Fizycznie ono nie wyparowało ale ...
Dawno temu byliśmy w Kanionie Antylopy. Zupełnie przedziwne to miejsce, zauroczyło nas i skradło serca na zawsze. Nie będę opisywała naszej przygody jeszcze raz bo dzięki blogowi można z łatwością tam powrócić. Tak, tak, kolejne bo już kilka razy przeglądaliśmy cały zestaw fotografii z tego miejsca. 

Zaraz po przyjeździe z wakacji do domu zasiedliśmy przed telewizorem i na dużym ekranie rozpoczęliśmy ponowne ich przeżywanie. Konfiguracja czerwieni skał w tysiącu odcieni zapewniała dobrą zabawę w odszukiwaniu podobieństwa do istot żywych i tych z wyobraźni. Jedno zdjęcie szczególnie mnie zainteresowało. Nie podczas wizyty w kanionie ale dopiero teraz zauważyłam, że to zdjęcie zawiera dodatkową postać która nie była uczestnikiem wycieczki. Byliśmy w składzie dwunastoosobowym i nikt z nas tak nie był ubrany. Nikt o zdrowych zmysłach nie miał czarnej peleryny i szpiczastego kapelusza w kolorze głębokiej czerni.
- Czy widzisz to co ja? - Nie mogłam się zdecydować na określenie tej postaci. Widok był tak niesamowity i nierealny, że zwątpiłam nie tyle w moje zmysły postrzegania co w zdrowy rozsądek. p. akurat nie przyglądał się ekranowi na którym najwyraźniej było widać…
- Co takiego?
- To ja pytam co takiego widzisz na tym zdjęciu.

- Aaaa. - Wzrok p. podległ wyostrzeniu bo lekko przymrużył oczy gdy uważnie spoglądał na zdjęcie. Już nie miałam wątpliwości ale chciałam się upewnić czy nie muszę zamówić serię wizyt u psychiatry. Jakież było moje zdziwienie gdy po chwili usłyszałam stanowcze i zbywające stwierdzenie. - To jest normalna czarownica. - I po sekundzie dodał. - Też ją widzisz?
- Dlatego cię poprosiłam o twój osąd. Powiedz co wodzisz.
- Czarownicę jak z bajki. Gdzie ją cyknęłaś?
- Jak to gdzie! Przecież też tam byłeś zaraz obok mnie.
- Widziałaś ją? Dlaczego mi nic nie powiedziałaś.
- Bo wtedy jej tam nie było.

Jeszcze przez tydzień, codziennie przyglądałam się siedzącej na skale czarownicy ale później zdziwienie przeminęło i wiedząc, że mam najprawdziwszą czarownicę na zdjęciu odłożyłam sprawę ad acta. Nie pomnę dokładnie czy minął miesiąc czy dwa gdy powróciłam do wspomnień. Bez szans na kolejny wyjazd na przestrzeni trzech miesięcy z chęcią zafundowałam sobie powtórkę z wakacji na wygodnej kanapie. Rozkoszowałam się upałem panującym w Arizonie podczas naszego pobytu i jak zwykle wizytę w Kanionie Antylopy zostawiłam sobie na deser. Znałam na pamięć wszystkie zdjęcia i wiedziałam, że za chwilę znów przywitam czarownicę w moim domu. Przypatrywałam się uważnie kolejnym zdjęciom ale czarownicy nie było. Zniknęła ze zdjęcia. Gdy p. wrócił z pracy razem poddaliśmy wszystkie zdjęcia z kanionu wnikliwej i dokładnej analizie. Żadne z nas nie mogło jednak odnaleźć tajemniczej postaci.
- Przecież to niemożliwe! Była tu jak żywa! - p. zaczął wątpić w swe okulary ale ja bez okularów też jej nie mogłam odnaleźć. Rozpoczęły się poszukiwania na zapasowym nośniku pamięci ale efekt był ten sam. Po wiedźmie ani śladu. Sprawdziliśmy kolejność zdjęć i wszystkie numery w folderze. Sekwencja była idealna i nie brakowało ani jednego. - To nie może być. - p. tarł lekki zarost na szczęce jakby to mogło przywrócić znikniętą postać.
Minęło kilka lat od tego dnia w którym nasze zdjęcia przeszły niewytłumaczalną metamorfozę podczas której przypadkowo sfotografowana zjawa uciekła do swej krainy duchów. Przynajmniej co roku powracam do tej serii zdjęć ale zaginionego ducha nie mogę odnaleźć. Wygląda na to, że opuścił nas na zawsze. Jak to możliwe nie wiadomo bo halucynacje nie wchodzą w rachubę przy dwóch niedowiarkach skazanych na twarde stąpanie po ziemi.
Coś zaiste musi się kryć w fotografowaniu. Coś zupełnie niezrozumiałego skoro wiele ludzi nie lubi się fotografować. W wielu wypadkach dochodzi nawet do rękoczynów gdy fotografowana osoba dostrzeże chęć zrobienia jej zdjęcia. Aparat fotograficzny jest źle widziany w wielu częściach nawet cywilizowanego świata. Powiadają, że aparat kradnie duszę. Zawsze uważałam to za cwany wykręt aby nie pokazywać publicznie swej twarzy. Nie wiem czy to prawda, że można ukraść duszę innemu człowiekowi ale zapewniam, że można sfotografować ducha ale dowodów mi brak.

18 komentarzy:

  1. Urodziłam się trzynastego. Życie mnie nauczyło, że w Polsce w poniedziałek nie należy chodzić do urzędu, bo urzędnicy są z reguły w ten dzień mało chętni do pozytywnego działania. W czasach mego dzieciństwa zawsze w poniedziałki był nieczynny szewc- bo po pierwsze w poniedziałek z reguły szewcy trzezwieli po niedzielnych bibkach i w ten dzień około południa jezdzili po towar.
    Dziwne z tym zdjęciem- jeszcze mi nic nigdzie w kompie nie ubyło ani nie przybyło na zdjęciu.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że bez względu na to gdzie mieszkamy mamy podobne odczucia co do załatwiania spraw urzędowych w poniedziałek. Odnoszę wrażenie, że wszyscy urzędujący żyją jeszcze wspomnieniami weekendowymi.
      Czarownica ze zdjęcia zniknęła naprawdę.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Gdybyscie nie widzieli tego oboje, pomyslalabym, ze mialas halucynacje. A moze oboje mieliscie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewasz nas o haluny, no wiesz! Ania, czaronica była i przepadła albo odleciała i nie potrafię tego wytłumaczyć.
      Są sytuacje które nawet "fizjologom" trudno wyjaścić:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Kurczę, szkoda, już myslałam, że zaraz pokażesz "przed" i "po".
    Dostałaś zaproszenie do podziemnego Kurnika? Bo wysłałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chciałam pokazać wam to zdjęcie ale niestety czarownica zniknęła. Zastanawiam się czy z tym zniknięciem nie stoją jakieś indiańskie czary.
      Zaproszenie i owszem dostałam ale tak namieszałam, że już go nie mam. Przepadło w czeluściach internetu:(
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Z poniedzialkiem mam tak samo jak p. nic waznego nie zalatwiam, jak wypadnie piatek i 13nasty tez nie wychodze z domu, wtedy leniuchuje maksymalnie zeby losu nie kusic, leze i czytam.
    Przy czytaniu o czarownicy na zdjeciu dostalam gesiej skorki. Kilka dni temu ogladalam wspomnienia o Krzysztofie Kieslowskim i on znowu wspominal jak bedac dzieckiem widzial slonia na rynku w Polsce w malym miasteczku. I jak tu nie wierzyc w dziwne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przywiązuję szczególnej uwagi do trzynaski nawet kiedy przypada w piątek. Natomiast jeśli chodzi o poniedziałki to według przekonań mojego męża najchętniej mogłabym nie wychodzić z domu a szczególnie do pracy:)
      To, że nie jestem przesadnie przesąda nie oznacza, że nie wierzę w dziwne rzeczy a przykładem tego jest właśnie czarownica która była i zniknęła i nie potrafię tego wytłumaczyć.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Takie rzeczy się zdarzają, głeboko w to wierzę. Tym bardziej, ze przez lata u mnie w domu hasały duchy i nikt sie temu nie dziwił :). Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hasały duchy powiadasz?
      W to, że nic dziwnego w tym nie było to już nie uwierzę ale przecież mylić się mogę. Ja jeszcze ducha na żywo nie widziałam oprócz swego odbicia w lustrze wczesnym rankiem:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Też mi czasem cosik znika i cosik się pokazuje niewidziane ale ja mam siedemdziesiątkę i mniemam, że to sprawa pamięci a nie czarów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczy materialne giną mi co chwilę i po pewnym czasie znajdują się w zupełnie niezwykłych miejscach. Sądzę jednak, że w moim przypadku takie zjawiska nie są powodowane złośliwością duchów. Teraz najważniejsze; gdyby spojrzeć na ilość i częstotliwość znikających przedmiotów to ja powinnam mieć sto pięćdziesiąt lat!!!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Niestety ja tez jestem przesądna i wierzę w te wszystkie głupstwa, choć chyba jak wszyscy, bez przesady. Szkoda, że nie zobaczymy zdjęcia z wiedźmą, bardzo to ciekawa sprawa z jej zniknięciem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwiej zgubić aparat lub hard drive niż ducha ale mnie i to udało się mimo woli. Teraz już mam zdjęcie bez wiedźmy i nie jest ono aż tak atrakcyjne aby pokazywać je publicznie i wmawiać wszystkim,że tam na skale siedziała czarownica. Wiem, że to niemożliwe a jednak...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Az mi się głupio przyznać, że ja na 1000% realistka jestem. Do bólu wręcz!
    Ale rozumiem, naprawdę rozumiem konieczność wytłumaczenia sobie przez innych ludzi czegoś, co wydaje się zupełnie niezrozumiałe, a w rzeczywistości da sie to naukowo wyjaśnić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem jedną nogą w świecie realistycznym a drugą w krainie magii i nie mogę się zdecydować która strona bardziej mnie pociąga. Taki niedowiarek z dozą trzeźwości ze mnie:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Nie wierzę w złą 13, nie wierzę, że czarny kot przynosi pecha, do Urzędów chodziłam w każdym dniu, nie zwracałam uwagi, że to poniedziałek, ale Twoja czarownica dała mi do myślenia. Nie umiem sobie realnie tego wytłumaczyć:(. Pozdrawiam wiosennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kanion Antylopy znajduje się na terenie Rezerwatu Indian możliwe, że to oni stoją za zniknięciem czarownicy z mojego zdjęcia:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń