czwartek, 11 marca 2010

Kanion Antylopy

Do tego wyjazdu byliśmy przygotowani na 30% bo jak zwykle wybraliśmy kierunek i miejsce na mapie, wiedzieliśmy ogólnie co nas czeka. Resztę czyli 70% to miejsce dla niespodzianek, które w naszym przypadku bardzo uatrakcyjniają wakacje. Ahoj przygodo niech życie nas zaskakuje.
Przez cały czas p. poszukuje widoku jak z westernów, wysokie skaliste iglice i wąskie kaniony. Przejechaliśmy wzdłuż i wszerz Utah i Arizonę a on ciągle szuka jakiegoś wymarzonego krajobrazu. Nie wiem czy uda mu się tym razem ale jednego jestem pewna, ze wakacje to najcudowniejsza rzecz pod słońcem. Nie ważne czy będą to kaniony Arizony czy Sylwester na Florydzie.
Wiadomosc o tym, ze Kanion Antylopy trzeba zwiedzać w samo południe znalezlismy przypadkowo ślęcząc przy komputerach i wyczytując rożne informacje. Dowiedzieliśmy się, ze jest to raj dla fotografów gdyż gra świateł i kolorów to wyzwanie dla zawodowca i specjalisty.
Jest to miejsce tak niesamowite, ze nie podjęłam się opisania samego kanionu. Jest to nie możliwe gdyż każdy w tym miejscu przezywa coś innego, a mój opis byłby zbyt emocjonalny i mógłby zniekształcić całość. Niech te zdjęcia powiedzą same za siebie a ocenę pozostawiam czytelnikowi. Antelope Canyon znajduje się w pobliżu Page w Arizonie. Jest to bardzo malowniczo położone miasteczko nad rzeka Kolorado. Tak to ta sama rzeka, która po trzydziestu milach wrzyna się głęboko tworząc jedyny i niepowtarzalny Wielki Kanion Rzeki Kolorado. Nasze założenia wakacyjne to jak najdalej od cywilizacji i bron Boże hotele i kurorty. Tym razem okazało się, ze przeklęłam namiot i to cale jednoczenie się z natura. Trafiliśmy na upalne dni, na tzw. "Heat Wave" czyli fala ciepła. To jakby połączenie upału i gorącego wiatru, które jest po to aby zabić człowieka. Całość powoduje jednostajna temperaturę przez cala dobę i jest nie do zniesienia gdy w dzień i w nocy termometr jak uszkodzony wskazuje 120 stopni Fahrenheita lub jak kto woli +49 stopni  Celsjusza. Lubie się wygrzać na słońcu, prawie wszyscy to lubią, niektórzy dłużej a niektórzy krócej. Ale w Page nie było wyboru. Zostałam żywcem ugotowana przez moja ukochana rodzinkę. Nawet skrawka cienia bo słonce świeci pionowo i zachodzi po dziesiątej w nocy. Rozglądałam się dookoła w nadziei, ze może to rachityczne drzewko obok pozwoli mi na odpoczynek w cieniu swoich liści. O zgrozo nic z tego. Jest małe ma kilka gałązek a listki na nich takie malutkie, ze ich dziesięć to dopiero jeden figowy, totalne fiasko. Jestem zdesperowana i aby nie myśleć o tym, ze już wiem jak wygląda piekło odwracam swoja uwagę od tego tematu kierując się myślami w stronę pysznej kolacji z zimnym drinkiem, warzywna sałatka i gorąca pachnąca kawa. Ojej czy napisałam gorąca kawa, no niestety jestem uzależniona od kawy i kilkuset innych rzeczy wiec pomimo upału i tak mi się chce kawy, gorącej i słodkiej. Szybko podejmuje decyzje; jedziemy do sklepu, zrobię pyszna kolacje. Z radością buszujemy po sklepie i prześcigamy się z pomysłami na wykwintna kolacyjkę. Sklep jest olbrzymi wybór artykułów spożywczych zróżnicowany i najważniejsze, ze klimatyzacja działa, jest chłodno i przyjemnie. Szybko uwinęliśmy się z zakupami i jeszcze szybciej zapomnialam o tym, ze na zewnątrz upal. Pędzimy do naszego znienawidzonego kempingu a po drodze mijamy hotele z basenami, z zazdroscia spogladam i nie chce myslec o nocy w namiocie.
To ten chłód w sklepie spowodował, że na kolacje oprócz sałatki wymyśliłam polędwice z rusztu. P. był lekko zaskoczony ale stwierdził, ze temperatura ogniska nie będzie o wiele wyższa od otaczającego nas powietrza to z przyjemnością zajmie się przyrządzaniem cieplej części kolacji. Ja natomiast ledwo żywa, zanim wzięłam się do czegokolwiek to spojrzałam w lusterko i gdy zobaczyłam ja tam w tym lusterku to nałożyłam podwójną warstwę kremu na swoja twarz, na opakowaniu kremu z ulga dojrzałam napis SPF 80. Opalona jestem jakbym nocowała w spa na świecących rurach, pomimo stosowania super filtrów w kremach opalam się bez przerwy, bo to cholerne słonce nie che zajść. Tak już się utarło podczas naszych wypraw, ze p. wybiera miejsce na namiot a ja miejsce przy stole, zawsze tyłem do słońca. Moja skora w przeciwieństwie do całej reszty mnie nie znosi słońca. Opalam się gwałtownie i to na czerwono. Stosuje na ta dolegliwość kapelusze, czapki i duże słoneczne okulary. Wieczorem w lustrze widzę, ze zapomniałam o nosie. Jeszcze nic lepszego niż listek na nos nie wymyślono ale nie wszędzie w takim stroju mogę się pokazać. Ognisko zapłonęło od jednej zapałki i buchnęło wysokim płomieniem z wysuszonych na wiór kawałków drewna. Dwie minuty i już polędwica gotowa, reszta tez, przecież zrobić sałatkę z salaty, pomidorów, sera, oliwek, kaparów i marchewki to praca na jedna rękę bo druga miałam zajętą kremowaniem zmaltretowanego przez słonce ciała. Nikt tak na prawdę nie jest głodny ale rozsadek nakazuje coś przegryźć. Już wiem i zapamiętam, ze jeżeli będę musiała nocować w Page to tylko w hotelu. Rano czuje się jakbym utyła 20 kilogramów przez noc choć to nie możliwe po jednej łyżce lekkostrawnej sałatki i kęsie polędwicy mistrzowsko usmażonej. Wydaje mi się, ze wakacje spędzam z innym mężczyzną niż tym, który jest ze mną przez resztę roku. Ogniskowe gotowanie dobrze mu wychodzi w przeciwieństwie do jego kuchennych wybryków. Po jego ostatnich dwu tygodniowych eksperymentach z ciastami, kluskami i potrawami bez nazw ma zakaz robienia czegokolwiek w kuchni. Jedynie możne ugotować wodę albo pomagać mi rozbijać mięso na kotlety pod ścisłym nadzorem oczywiście. Może jeszcze włożyć naczynia do zmywarki. Dobrze, ze ja mamy bo jakby on jeszcze zaczął zmywać... Ukradkiem spojrzałam na termometr aby przekonać się czy przypadkiem nie je jest chłodniej niż wczoraj. Nic z tego przecież te cyferki jak narysowane zastygły i się nie zmieniają. Myślę sobie może baterie się wyczerpały ale wstydziłam się spytać na głos bo wiem, ze mężczyźni nie są stworzeni do dyskretnego wytłumaczenia blondynce, ze bez baterii nie było by odczytu temperatury. Sama do tego doszłam ale zajęło mi to troszkę czasu.
Kanion Antylopy jest niewidoczny z drogi, która przebiega obok i został przypadkowo odkryty. Znajduje się na terenie rezerwatu Indian Navajo. Aby dojechać do kanionu trzeba wykupić miejsca w zorganizowanej wycieczce. Pominę procedurę zakupu i zacznę od dojazdu. Grupy są organizowane po 15-20 osób, każda ma swojego indiańskiego przewodnika bardzo uprzejmego i bacznego aby nikt się nie zawieruszył. Jedziemy z Page odkrytymi pickupami, siedzimy na drewnianych ławkach bokiem do kierunku jazdy. Przed palącymi promieniami słońca chroni nas dach z płótna. Przypominam, ze jest 11:30, w sam raz aby w kanionie znaleźć się w południe. Jest upalnie ciepło lub jak kto woli upiornie gorąco. Wiatr wieje mi prosto w twarz zupełnie jak suszarka do włosów ustawiona na maksimum swojej wydajności. Mrugam oczami jak opętana bo czuje ze powieki zaczynają mi rysować gałkę oczna i prędzej oślepnę niż zobaczę to co mieliśmy zobaczyć. Już nie zwracam uwagi na gorący wiatr, który wysusza skore i nie czujesz, ze się pocisz. Bez wody pitnej można dostać udaru po kilku godzinach. Po 10 minutach wjeżdżamy na teren Rezerwatu. Teraz zamiast asfaltu jest
kawałek piaszczystej pustyni. Za nami pozostaje tuman unoszonego piachu. Kierowca tak jakby nie zauważył, ze drogi nie ma i mknie z ta sama prędkością. Nasze ręce znacznie mocniej ściskały pionowe rury podtrzymujące dach aby nie wypaść z pojazdu. Po chwili, może 5 minut, dojechaliśmy do celu, do skały? Tak, wejście do kanionu jest na poziomie ziemi, wchodzimy wiec w skale wąskim wejściem. Panuje przyjemny półmrok, otacza nas wszechobecna czerwien skal w Arizonie. Ściany są tak blisko siebie i powyginane, ze z trudem można dostrzec niebo. Niekiedy jest tak wąsko, ze grubasy się przeciskają na wdechu. Czasami są poszerzenia i tam mijają się grupy, te rozpoczynajace zwiedzanie i te powracające.
Ściany kanionu są gładkie, czerwone i piaskowe. Pol godziny w jedna stronę, stąpamy po drobniutkim piasku, jakby po wyschniętym dnie rzeki. Wybraliśmy środek dnia bo tylko wtedy promienie słońca maja możliwość wpadać przez szczelinę na gorze kanionu oświetlając niektóre fragmenty skal.
 Szał czerwieni nie do opisania a promienie słońca są widoczne jeszcze bardziej gdy podrzuci się garść piachu. Milion zdjęć nie przekaże atmosfery tego miejsca ale zatrzyma w kadrze hoc sekundę zachwytu. Jeżeli ktoś wybiera się do Wielkiego Kanionu (Grand Canyon) to proszę nie omijajcie tego miejsca. Na kolanach błagajcie przewodnika o dodatkowa atrakcje czyli Kanion Antylopy.
Warto, bo pomimo, ze Grand Canyon jest królem wszystkich kanionów na ziemi, jednak to małe pękniecie w skale wywiera porównywalne wrażenie. Przekonaliśmy się o tym gdyż Wielki Kanion przytłacza swoim ogromem i po chwili aż trudno się połapać w jego rozmiarach. To tak jak oglądanie rozgwieżdżonego nieba z samolotu ponad chmurami. Po zwiedzaniu postanowiliśmy zrelaksować  się kąpielą  w Lake Powell. Już na sama myśl o kąpieli schudłam te 20 kilogramów zmęczenia. Nie wyspałam się bo nie było możliwości relaksu. W zamkniętym namiocie bez tropiku było chyba jeszcze cieplej niż w samo południe.
Nie należę do grona bohaterów z Dzikiego Zachodu i zamykamy namiot na suwak gdyż na sama myśl o  wężu w namiocie robi mi się słabo. Poprzednia noc była gorąca. Ale dzisiejszy dzień wydawał mi się jeszcze cieplejszy. Jakoś odżyłam po obejrzeniu Kaniony Antylopy, muslami byłam gdzieś daleko i nie zwracałam uwagi na udrękę codzienności. Dzisiaj postanowiliśmy posiedzieć  w wodzie jeziora aby schłodzić swoje rozpalone ciała, tym bardziej, ze dopiero 14:30 i jeszcze kilka godzin w słońcu przed nami.
Na zdjęciu widać temperature powietrza gdyż trzymalismy termometr w  skrawku cienia i do fotografii wysunęłam go w słonce na, którym po chwili było 120. (112 F to tylko +44,5 C) Jezioro jest olbrzymie i powstało po wybudowaniu tamy. Na zdjęciu widoczny jest tylko kawałek jeziora po drugiej stronie wody jest Utah.
Duza plaza na która można wjechać samochodem kusi wielogodzinnym leniuchowaniem. Od namiotu do plaży to jakieś 500 metrów. Na wybrane miejsce rzucamy ręczniki i kilka niezbędnych plażowych przedmiotów. Pierwsze dotkniecie wody zawsze wykonujemy bardzo ostrożnie, to nawyk z lodowatych wielkich jezior północnej części USA. Okazało się, ze woda jest ciepła, nawet bardzo ciepła. To zrozumiale, przy brzegu zawsze jest cieplejsza. Kilka metrów w głąb jeziora nie zrobiło żadnej różnicy, kilkanaście tez. Doprawdy nie było żadnej różnicy pomiędzy upałem na plaży a ukropem w jeziorze. Tego już nie zniosłam, w wodzie która miała dać mi ochłodę czułam się spocona i brudna.
Nadmiarem były jakieś paskudne wodorosty, które zalegały na przestrzeni kilku metrów od plaży. Czułam się fatalnie bo nie znoszę jak mnie coś po nogach w wodzie smyra. Wiem, zdaje sobie sprawę z tego, ze to tylko roślinki ale jak sobie wyobrażę, ze tam oprócz flory jest również fauna to natychmiast hyc na ręce p. i ląduję poza skażonym terenem. Choć nie ma wodorostów to pod nogami tez nie zbyt fajnie bo nie ma piasku tylko mul do kostek. Wole jednak znane ramiona, które lekko unoszą mnie na powierzchni wody, tak to mogę godzinami. Przecież jestem kochana i coś mi się w końcu należy. Chociaż w wakacje przez godzinę chce być noszona na rekach. W wodzie to już nic nie ważę i wcale nie chce na brzeg. Po chwili przebywania w obłokach zorientowałam się, ze stąpający po dnie p. rozruszał denny mul i teraz nurzam się w ohydnej brunatnej gnojowce. Ucałowałam usta mojego siłacza i pognaliśmy pod prysznice. Zużyłam podwójną porcje szamponu i płynu do kąpieli. Pod strugami czystej wody przebywałam chyba zbyt długo, bo po wyjściu spostrzegłam w oczach p. dozgonna wdzięczność.  Z radością opuszczaliśmy Page następnego ranka, oraz z nadzieja, ze kolejny dzień zaskoczy nas czymś znacznie przyjemniejszym. Ostatnie spojrzenie na Page skojarzyć się nam z niebywale malowniczym Kanionem Antylopy, miejscem jakby nie z tej planety, tak innym i zaskakującym.
To dobry znak, ze chwilowe niedogodności nie odebrały nam przyjemności poznawania. Jechaliśmy w miejsce zupełnie inne ale równie niesamowite. To miejsce to Kanion De Chelly.

21 komentarzy:

  1. Zdjecia groty sa wspaniale. Macie racje, najwieksza frajda to jechac tam gdzie oczy poniosa.

    OdpowiedzUsuń
  2. O boze...tyle informacji na raz....Pogubilam sie torche.
    Zdjecia cudownne.Temperatura mniej cudowna.Lubie slonce ale taka temperatura jest zabojcza!!!!!!!!Tez sie na poczatku opalam na czerwono.Taka jest moja skora blondynki.
    Troche zazdroszcze tych wypraw tam gdzie nie co dzien mozna napawac sie takimi widokami.Pozdrowienia dla wspolautora Pio
    zielona

    OdpowiedzUsuń
  3. Nabrałam niesamowitej ochoty zobaczyć Kanion Antylopy.
    I zobaczę, zylko jeszcze nei wiem kiedy...

    Poczytałam też i resztę.
    I ciekawi mnie czy byliście kiedyś w Oregonie.

    Choć po TAKICH wojażach Oregon może się wydawać nudny...

    Pozdrawiam z prowincji (Oregonu),

    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  4. Motylku, Oregon to chyba najpiekniejszy stan w USA, ma przeciez gory, lasy i cudowne wybrzeze. Wakacje do Oregonu mamy zaplanowane juz od 2 lat. Moze uda nam sie w tym roku. Chcemy rozpoczac od Seaside, az do Californi wzdluz wybrzeza droga 101. Dziekuje za odwiedziny i zapraszam ponownie, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ataner, tak to prawda, Oregon jest przepiękny. Jeszcze nie zapomnij o pięknych jeziorach i wkomponowanych w krajobraz zbiornikach retencyjnych.
    A zwiedzanie wzdłuż trasy 101 POLECAM, bo widoki są niesamowite - kilka zdjęć pewnie widziałaś u mnie na blogu, choć zdjęcia zazwyczaj nie oddają w pełni rzeczywistości.
    A jak już bliżej będzie wyjazdu to daj znać, może spotkamy się w Florence, albo na plaży w pobliżu...

    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  6. Motylku, jesli bedziemy w Oregonie, oczywiscie dam znak. Moze polecisz nam jeszcze miejsca ktore warto zobaczyc, a hiacynty oczywiscie kupilam i pieknie wygladaly na Wielkanocnym stole.U nas dopiero wszystko budzi sie do zycia, ale juz wisennie, a nawet chwilami prawie lato.

    OdpowiedzUsuń
  7. Siostrzyczko, chylę przed Wami czoło (jak ty przeżyłaś te upały???).
    Piękne zdjęcia
    Olga

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdjęcia obłędne! Wy na zdjęciach też wyglądacie przesympatycznie. Tyle wrażeń i to jakich! Rozpaliliście we mnie zazdrość, pomimo, że normalnie we mnie takie uczucie nie istnieje. Ale być w takim miejscu!!?
    Joter

    OdpowiedzUsuń
  9. Ola, wszystko przed Toba. Zawsze na Ciebie czekam i zabiore Cie w te cudowne miejsca.Wiesz o Tym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Joasiu, nie wierze.Caly czas jestes.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ataner, miejsc wartych zobaczenia w Oregonie jest sporo. Pomyślę nad jakąś sensowną listą, choć pewnie zobaczenie wielu z nich będzie wymagało odbicia od wybrzeża. Sporo z tych miejsc możesz zobaczyć na fotkach u mnue w galeriach (znajdziesz w zakładkach linki na picasa).
    Pozdrawiam,

    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  12. Motylku, Twoje zdjecia sa bardzo ladne.Obejrzalam je z wielkim zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  13. nom 30st. to już duchota, a co dopiero 50..trza strój beduina :)..ale za to jest co wspominać..te marsjańskie skały i kolory..no właśnie, skóra ludzka jest coraz mniej dostosowana do takiego słońca, a pocenie też nie jest dobrym rozwiązaniem przy tym, strata wody..którą trzeba szybko uzupełniać..;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Grey Wolf - temperatura byla nieznosna ale dla takich widokow warto bylo sie pomeczyc.
    Widze, ze zainteresowal Cie moj blog :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nom jak w saunie;)..już pisałem gdzieś, że spełniasz moje marzenie zwiedzenia całego Dzikiego Zachodu, jesteś moimi oczami :)..i nogami ;)..
    'jadę' po kolei do góry :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Widze, ze twoim sladem podaza rowniez Szary Wilk (dobry nick nie ma co gadac), wezme sie za niego pozniej.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mialo byc wezme sie za jego (Grey Wolf) blog pozniej, przepraszam nie chce robic metnej wody. Zacieram slady po zlym zachowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Poki co to nie mam zastrzezen co do Twojego zachowania:))

    OdpowiedzUsuń
  19. a jak nie, to 'pułapką po łapkach' ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Numerze 247365, zaintrygowales mnie?!
    Teraz ja bede Ciebie sledzila:)

    Grey Wolf - chyba po pazurach:)

    OdpowiedzUsuń