sobota, 6 marca 2010

Koniec Świata?

Znów rozmawialismmy na rożne tematy ze znajomymi, nie wiem kto rzucił temat rok 2012. Zaczęło się potwierdzanie niepotwierdzonych teorii o końcu świata. Nie wiem po jak długiej dyskusji został tylko jeden rozmówca. To nasz długoletni znajomy, którego szybciej opuszcza humor niż apetyt. Tak się zdarza, ze utrzymujemy znajomości pomimo tego, ze jesteśmy jawnie wykorzystywani. No pomińmy już te szczegóły, przyznam się ze wstydem, ze mamy takiego znajomego, który pewnie myśli, ze jest przyjacielem naszej rodziny. Koniec, kropka. Rozmawialiśmy o tym i owym. Do końca jeszcze można by pisać bez końca ale sedno sprawy to samo przetrwanie po końcu świata. Już w czasie rozmowy z wszystkimi uczestnikami naszej dyskusji ustaliliśmy , ze koniec świata to nie tylko zalanie lądów, zmiana magnetyzmu ziemi i tysiąc innych zagład. Krotko mówiąc nie wszyscy zgina na raz i tylko od samych nas zależy czy współpracując z innymi, którzy przetrwali totalna zagładę ludzkość nie wyginie.
Darek ma apetyt jak szwadron albo jak armia zgłodniałych wietnamczykow. Darek je wszystko. Darek je dużo. Darek je bardzo dużo. Mam taka wrodzona złą cechę, ze jak gość w dom to Bóg w dom, skąd to się wzięło, no skąd?. Gotuje w miarę dobrze i mam nadzieje, ze smakuje to moim domownikom. Wiem, ze chce być chwalona za obiad czy kolacje i nawet domagam się tego czasami abym czuła się spełnioną w kuchni, której nie nawidze i chyba nigdy nie polubię. Gdy już wpadnę na tereny “mojego królestwa” to gotuje jak bym chciała nagotować dziś na cale przyszłe życie. Już wiecie jaki jest efekt mojego pobytu w kuchni, pełne gary jedzenia, którego nikt po dwóch dniach nikt nie chce nawet tknąć. Wcale się nie dziwie, jak długo można jeść najpysznia potrawę jaka byłam w stanie stworzyć w danym dniu. Powracam do Darka, wpada do nas czasami i zawsze się rozgląda dookoła, już do tego się przyzwyczaiłam choć na początku było mi nie swojo bo myślałam, ze on patrzy czy jest w miarę czysto w moim domu. On rozgląda się czy przypadkiem nie stoi gdzieś cokolwiek do zjedzenia. Teraz już wiem ale wcześniej byłam skrepowana. Darek chce jeść bez względu na porę dnia i nocy. Skoro przychodzi to wymaga karmienia. Teraz gdy rozmowa, tyko z nim, o przetrwaniu po totalnym kataklizmie skierowała się o wspólnym działaniu tych, którzy przetrwali i o tym, ze należałoby dzielić się z bliźnim nawet ostatnim okruchem chleba to jego słowa nie docierały do mnie. Chociaż kasy mu nie brakuje woli być zapraszany niż zapraszać. Któż nie chciałby żyć w takim raju. Ciarki przeszły mi po plecach gdy powiedziałam, ze ci którzy przeżyją będą mieli problemy z żywnością. Zrozumiałam, ze Darek mnie zje........(bo mój chlop jest za stary).

16 komentarzy:

  1. W zartach bym mu powiedziala ze je u mnie ostatni raz bo.....chcialabym sprobowac jak smakuje u niego .I dopoki nie dowiem sie to u mnie wiecej jesc nie dostanie .
    zielona

    OdpowiedzUsuń
  2. Zielona, probowalam ale to nie dziala (Wiesz, to nie chodzi o zaracie)ten typ tak ma, czasami zapraszam ten 'odkurzacz'tak go nazywam, zjada wszystko a ja jestem pelna podziwu, ale i tak go lubie.W 2012 nie pojedzie z nami na ostatnia wyprawe do Colorado, tak jak pisalam boje sie ,ze mnie zje hahaha

    OdpowiedzUsuń
  3. Nauczylam sie taktownie pozbywac tego rodzaju 'przyjaciol michy'. Niestety, ciagle jeszcze nie umiem wymknac sie tym, ktorzy chca sie ze mna na sile zaprzyjazniac. Nie wiem o co tym ludziom chodzi, bo charakter mam raczej parszywawy. Teraz wlasnie jestesmy scigani przez pania, ktora zupelnie nam nie lezy. Wciaz nas zaprasza a my wijemy sie jak piskorze. Chyba nastepnym razem powiem, ze umarlismy. Innej rady nie ma.
    Na pohybel zarlokom i nudziarzom!!!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To faktycznie masz problem, ja akurat takich nie mam znajomych "odkurzaczy" a czasami przydali by się. Jestem sama a gotuję jak dla 4 osób. No cóż już muszę sobie garnki mniejsze kupić, to może się przyzwyczaję. Pozdrawiam Rinka

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamy takich znajomych ,którzy gdy nas odwiedzają na pytanie czym was poczęstować? odpowiadają kawe4 już piliśmy.Co nam zostaje- kolacja,obiad......
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz Margo, takich "przyjaciol michy" super okreslenie(kupuje je od Ciebie haha)mysle, ze spotyka sie na calym swiecie, niestety.Ale, jak ich taktownie pozbyc sie ich hmmm.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rinka, garnkow sie nie pozbywaj, a"odkurzacz" sie znajdzie hahaha.Jak sie czujesz,przegonilas chorubsko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jagusiu, mojemu mezowi bardzo spodobala sie odpowiedz Twoich znajomych haha, stwierdzil, ze rowniez zastosuje taka taktyke.
    Juz sie boje, przestana nas zapraszac.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bezczelni znajomi, to przekleństwo na całym chyba wiecie. Cierpią z nimi tylko delikatni i kulturalni, bo inni daj sobie łatwo radę.
    Joter

    OdpowiedzUsuń
  10. :) taki swiat, ...a ja i tak, mimo wszystko wierze.....

    OdpowiedzUsuń
  11. Cholerka, ja tez. Joter

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja się nigdzie nie wpraszam :)..zresztą zaraz potrafię wyczuć czy ktoś szczerze zadowolony z wizyty, czy udaje ;)..ostatnio przed wyjazdem uzgadniałem z sąsiadem parę rzeczy, jego siora po pół godzinie wstała, ja już prawie miałem zamiar wychodzić, coś tam przy garnkach robi, wyjmuje talerz..a ja nagle widzę kątem oka, jak jej daje znaki żeby nic nie robiła..haha..nic nie powiedziałem, nalała zupy, postawiła na stole..to powiedziałem żeby on jadł..już im było głupio chyba, powiedzieli, że to dla mnie..
    wcale mi nie zależy na jakiejś wyżerce u kogoś, a zresztą na szlaku mogę nie jeść i cały dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Grey Wolf - To jest ta polska goscinnosc:)

    OdpowiedzUsuń
  14. nom taka gościnność zależy od spodziewanych profitów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Grey Wolf - to straszne! Masz racje.

    OdpowiedzUsuń
  16. nom przeważnie zawsze tak jest, jak ktoś coć potrzebuje to się przymila, jak tak to zbywa, olewa :)..albo coś od kogoś zależy..

    OdpowiedzUsuń