niedziela, 10 października 2010

Crazy Horse 2

Pożegnaliśmy Badlands i naszym kolejnym punktem na mapie był Crazy Horse, monumentalny pomnik legendarnego indiańskiego wodza. Tym razem już nie byliśmy w kinie aby obejrzeć cala historie powstawania pomnika. Jak zwykle koncentrujemy się na najważniejszych sprawach i pomnik to dla nas numer jeden a nie całość wokół niego. Nie mogłam jednak oprzeć się krótkiemu rekonesansowi po wystawach. 
Oczy otwarte na najmniejsze detale dostrzegły bardzo ładną indiańską biżuterię i indiański nos. Kiedy widzę te wyroby to tracę zmysły i gubię kontakt ze światem. Nie muszę kupować, wystarczy mi kontakt wzrokowy z mini arcydziełami. Taka zupełnie inna ta biżuteria jakby z innego świata, z innej planety. Być może to będzie niewytłumaczalne ale podobne wibracje duszy miałam tylko w sklepach w centrum Helsinek. Sztuka złotnicza Indian i Skandynawów (zupełnie odmienna) jest mi bliska w niewytłumaczalny sposób. Rozumie ja i inspiruje mnie ona jak żadna inna. Święte Niebiosa ja tutaj o srebrze i turkusach, zawijasach z miedzi a zapomniałam napisać o tym, ze (wspoł)żyję z Indianinem. Chodziłam i patrzyłam, nie przypatrywałam się szczególnie makietom pomnika Crazy Horse, których było bez liku na dystansie 150m. W pewnym momencie p. stanął przy kolejnej miniaturze pomnika i jego profil pokrył się z profilem sławnego wodza. Chichocząc odwróciłam głowę udając zainteresowanie jakimś przedmiotem obok mnie. 
Prawie taki sam ....
Prace posuwają się na przód i już jest gotowa twarz pomnika. 
zdjecie z internetu
Z napisów wynikało, ze można pojechać na wyciągniętą dłoń i stanąć oko w oko z walecznym Indianinem. 
- Jedziemy? - Zapytałam ostrożnie. Po uzyskanych informacjach o cenie takiej krótkiej wycieczki wynikało, ze dojazd vanem i wejście na rękę pomnika kosztuje 125 dolarów od osoby. Stojąc przy kasie zamieniliśmy się w dwa slupy soli. Nasza reakcja nie zrobiła najmniejszego wrażenia na obsłudze. Widać nie byliśmy jedynymi, których cena zaskoczyła. 
- Nie jedziemy. - Z żalem zadecydowaliśmy. To lekka przesada aby za półtora kilometra jazdy zapłacić taka sumę. 
Oczywiście nie za sama jazdę ale jeszcze za możliwość znalezienia się na rzeźbie. Pomimo wszystko, uznaliśmy, ze to są nienormalne opłaty dla normalnych ludzi. Cale to zamieszanie trochę mnie wzburzyło i popsuło wizerunek całego przedsięwzięcia, którym kiedyś byłam bardzo zachwycona. Idea wspaniała ale realizacja do niczego. Za 50 zielonych byłoby dużo więcej ludzi i zysk większy. No cóż ja nie kalkulowałam zysków i strat tego kompleksu, wystarcza mi moje własne domowe: co i za ile. 
Jeżeli jest ktoś chce tylko zaliczyć to miejsce to wcale nie musi płacić za wjazd na teren powstawania pomnika. Można go obejrzeć z drogi a lornetka pomoże dostrzec szczegóły.

17 komentarzy:

  1. Cena i mnie zaszokowala, ale pewnie i tak znajda sie chetni, ktorzy zaplaca i zobacza Indianina z bardzo bliska!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj to faktycznie cena jak dla mnie z kosmosu, ale cóż i tak ktoś zapłaci, żeby zobaczyć. Chyba wiedzą co robią. Fajne zdjęcia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. nie sprawdzalam cen kiedy bylismy, bo byla mgla i vany nie jezdzily, ogladalismy z tarasu i ja uznalam atrakcja za zaliczona, podobnie jak Rushmore, chociaz tylko nosy wystawaly :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
  4. Wildrose - to miejsce dla mnie jest przepiekne, kawal historii. Indianie walczyli o swoja ziemie tak jak potrafili. Dzisiaj to tylko komercja, szkoda, wielka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rineczko - Cena z kosmosu, to jest prawda. My rowniez bylismy w szoku!!! Tym bardziej, zeby dostac sie na teren tego obiektu musielismy uiscic oplate nie pamietam ile? Chyba ok 25 dolarow.

    OdpowiedzUsuń
  6. Artdeco - ja Crazy Horse ukochalam szczegolnie to miejsce mnie zafascynowalo,bylismy tam kilka lat wczesniej i zachwycilam sie, a teraz jestem rozczarowana... Roshmore, mnie nie zachwycilo. Jesli chodzi o mgly to nasze wakacje w Oregnie byly bardzo mgliste ciag dalszy nasapi...

    OdpowiedzUsuń
  7. I mnie miło będzie gościć Ciebie u mnie a przede wszystkim też chciałabym tu zaglądać.

    Marzenie, które zostanie na dnie serca - wyjechać na rok do Stanów i do Kanady - tylko i wyłącznie w celu wycieczkowym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Arytrejo - marzenia sie spelniaja :) Witaj na moim blogu. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ataner, dzięki takim ludziom jak Ty wierzę w powodzenie mojego upragnionego celu. Aby nie narażać Cię na koszty mój mejle w PAYPALL to ewa.kacz@wp.pl
    Działam dalej hihih jesteś kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Marzenia się spełniają - wiem o tym... tylko muszę w nie uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzisz! Jezdzenie po swiecie oplaca sie. Bez niego nie wiedzialabys, ze masz w domu Szalonego Konia ;)
    Ceny takze szalone.

    OdpowiedzUsuń
  12. znam to uczucie, kiedy traci się kontakt ze światem z zachwytu rzecz jasna hihi. Trace go gdy czytam i gdy....wsiadam na rower... :)
    Dziękuję za pomoc, ciężka sprawa z tym moim celem...Pozdrawiam ewahandbike

    OdpowiedzUsuń
  13. Margo - Wiem, ze mam Szalonego Konia a czasami to nawet zamienia sie w Dzikusa. Az strach sie bac co bedzie jak wybierzemy sie w nastepna podroz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ewo - poradzisz sobie, wierze w Ciebie. Poczatki zawsze sa trudne nie zniechecaj sie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Atanerku, Ty jesteś szczesciara, bo aby spojrzec w oczy TWOJEGO Crazy Horse, nie musisz wcale wydawac takiej kasy, co najwyzej cieplo sie usmiechnac! Twoj lepszy, bo prawdziwy.
    Choc przyznaje, ze te rozmiary skalnego niesamowite!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Joasiu - zahipnotyzowal mnie od pierwszego wejrzenia a bylo to wiele, wiele lat temu i tak juz mi zostalo. Caluje mocno i przytulam do serducha.

    OdpowiedzUsuń