poniedziałek, 25 października 2010

Halloween i ja.

 Jak przyjechałam tutaj to wszystko było inne niż w Europie a Ameryka wydawała się być odleglejsza o co najmniej dodatkowe dwa oceany w porównaniu z Polska. Dzień, w którym tabuny przebierańców chodzących od domu do domu należał do dziwactw zaakceptowanych bez szczególnego zastanawiania się. Tak tutaj jest i koniec. Co ja o tym sadze to już zupełnie inna para kaloszy. 
Dla Wika, który był na tyle mały, ze podobało mu się przebieranie za diabła, korsarza, ducha i kto tam wie za co jeszcze, dzień taki to nie lada atrakcja. Dziecku nie można odmówić takiej frajdy wiec jako ochrona chodziłam z nim i kilkoma jego kumplami po domach i uczestniczyłam w żebractwie-zbieractwie cukierków i podłych słodyczy. Końcówka października nie należy do ciepłych w okolicy Chicago i spacery wieczorem przy temperaturze około zera stopni C nie jest dla mnie atrakcja a wręcz przeciwnie utrapieniem. Głównym celem i ambicja każdego uczestnika "Trick or treat" czyli „jak nie dasz cukierka to ci wytnę numer” było zebranie jak największej ilości słodyczy. Kilka domów czy mieszkań nie wystarczało i teren polowań na słodkości powiększał się bo trzeba zbierać więcej i więcej. 
Tempo tez niczego sobie i po godzinie byłam mokra i spocona. W takiej sytuacji stać nie wolno bo przeziębienie gotowe. Ruch na świeżym powietrzu jest zdrowy ale nie latanie z wywieszonym jęzorem o godzinie dwudziestej. 
Przez kilka następnych lat Wik nie uczestniczył w halloweenowych polowaniach bo uważał się za zbyt dorosłego. Male nastolatki mają w tym okresie niezrozumiale podejście do świata. Wielkim zaskoczeniem dla mnie było jego przebudzenie się w wieku lat osiemnastu. Razem z kolegami z collegu (stare duże chłopy) postanowili zabawić się tego wieczoru. Jeszcze za młodzi na alkohol wzięli worki śmieciowe i dalej na „zebry”. Po dwóch godzinach bezpardonowego łupienia okolicznych domów przytachali wory zapełnione po brzegi słodyczami. To chyba rekord świata, tyle cukierków jeszcze u nas w domu nie było. Powodzenie akcji w dużej mierze mogą zawdzięczać swojemu wzrostowi. 
Regułą jest, ze po łakocie chodzą dzieci a nie dryblasy. Gdybym ja otworzyła drzwi takiej „bandzie” oddałabym wszystko co mam aby im się nie narazić. W ten oto sposób na „zastraszenie” zdobyli takie ilości cukierków, czekolad i innych czekoladopodobnych wyrobów. Nie brali po jednym czy w ostateczności kilka. Ich wielkie łapy czerpały garściami co popadło. W Halloween trzeba mieć cukierki w domu bo  lepiej nie narażać się przebierańcom. Urażeni mogą zrobić nieszkodliwego psikusa a czasem wręcz przeciwnie. Inwencja maluchów puszczonych samopas nie ma granic a wyobrażenie o dobrym nie ma z nim nic wspólnego. Halloween nie jest świętem i nikt tego dnia nie uważa za święto. Ot taki zwyczaj i nic więcej. Spotkałam się ze stwierdzeniem, ze to tylko czysty biznes. Sprzedają się słodycze, kostiumy oraz knajpy pękają w szwach od gości poprzebieranych za śmierci, trupy, czarownice i wampiry. Otwierają się specjalne sklepy z akcesoriami na ta okazje. Rolnicy mają dodatkowy dochód ze sprzedaży dyn. Mylnym byłby pogląd, ze Halloween to tylko dynia, cukierki i alkohol. To również festyny i spotkania towarzyskie. Konkursy na największą dynie albo na najładniej wyciętą. Powodów do zabawy nie brakuje a ten dzień właśnie temu sprzyja. Organizowane są mistrzostwa USA w rzucie dynia w dal. Konstruowane są różnego rodzaju wyrzutnie, katapulty i działa, dynia po wylądowaniu musi być w całości, wszystko na wesoło i dobrowolnie. Trudno mi nie tolerować tego obyczaju gdyż istniał on już dawno przed moim przyjazdem i akceptacja była jedynym wyjściem. Halloween jest częścią Ameryki jak język angielski czy obecnie hiszpański. 
Ja tez przebieram się za czarownice, hippiski i inne wyimaginowane postacie, kupuje cukierki na zapas i z przyjemnością obdarzam poprzebierane dzieci.
W tym roku jest biedniej niż zwykle. Domy jeszcze nie są przystrojone chochołami i pajęczyną. Dyn przed progiem na lekarstwo. Czy to kryzys finansowy wstrzymuje ludzi przed zakupami? Chyba tak bo nie znajduje innego wytłumaczenia. Mieszkam na przedmieściach dużego miasta i okolica ta należy do bogatych a domy ciągle nie są gotowe na ta porę roku. Chciałam zrobić kilka zdjęć tych najładniej przystrojonych ale nie nie mam co fotografować. Ciekawa jestem czy Motylek z Oregonu, artdeco z Północnej Karoliny i Grażyna z Południowej Karoliny mają podobne odczucia czy tylko moja okolice dotknęła amnezja i ludzie zapomnieli o miłych dla oka obowiązkach. 

Czy mi się podoba czy nie Halloween mnie nie ominie.

24 komentarze:

  1. W sobotę pospacerowaliśmy sobie ze SMykiem po okolicy - wiele domów już udekorowanych jesienno-haloweenowo. Pewnie wiele dekoracji, jak u nas, to te wyciągnięte z piwnicy/garażu, sprzed roku, ale dyń też kilka widzieliśmy.
    W zeszłym roku SMyk pierwszy raz żebrał o te cukierki a potem leżały one do wiosny, aż w okolicy Wielkanocy wyrzuciłam. Ciekawe jak będzie w tym roku. W TV pouczają, żeby choć organiczne łakocie kupować, jak znam życie to przyniesiemy do domu worek niejadalnych wyrobów czekolado podobnych.

    Pozdrawiam,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  2. na naszym osiedlu widok tez bardziej ponury, niz w poprzednich latach. Na swieta robia konkurs na najladniejsza dekoracje domu, wiec bywa wiecej do ogladania, chociaz tez duzo mniej dekoracji z roku na rok. Wszystko schodzi na psy, rok temu HOA zasypywala wszystkich karami za nieostrzyzone trawniki, a teraz kiedy przy co piatym domu stoi tabliczka sprzedazy troche sobie odpuscili. ale wracajac do halloween - na mojej dosyc dlugiej ulicy naliczylam tylko cztery domy z dyniami przed wejsciem, zadnych pajeczyn, czarownic, duchow tak jak w ubieglym roku. My nieporawnie co roku chodzimy do kina, aby nie otwierac dzieciom, ale nie jestesmy sami, nasze osiedle slynie z najmniej przyjaznych sasiadow, nikt nie mowi sobie hi na codzien to i w ten wieczor maja zgaszone swiatla przed wejsciem, jako znak niecheci na odwiedziny. Zachecilas mnie do przejazdzki, zaraz wyciagne slubnego na objazd po innych osiedlach :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
  3. W mojej okolicy rowniez malo domow przybranych na swieto duchow, ja ubieralam dom na zewnatrz (ale tylko w przyjazne duchy i dynie wycinane wlasnorecznie z swieczka w srodku, czasem jakis pajak na pajeczynie )jak dzieci byly w domu teraz sa na studiach to nie mam motywacji i ograniczam sie do malej sztucznej dyni z swiatelkiem w srodku.Okolica tez nie ubiera sie spacjalnie mamy jeden dom co jest przystrojony w dmuchanego kota rozmiarow sporych i cmentarz z nagrobkami wlascicieli i ich dzieci dla mnie to srednio zabawne.Poza tym u nas cukierki dajemy w tym roku w sobote -byla debata bo w naszym "biblijnym pasie" niedziele nalezy spedzic w kosciele a nie na zbieraniu cukierkow wiec zadecydowano ze sobota jest OK. Ale nie widze spacjalnej roznicy ze wzg na kryzys w tym roku. Pozdrawiam cieplo
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze się zastanawiam, jak to jest, że w innych częściach świata ludzie potrafią się tak świetnie bawić. U nas księża odsądzają Hallowen od czci i wiary. Bo u nas tylko żałoba, i powaga, i ponurość!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ataner, bardzo ciekawie to opisałaś :) Uśmiałam się przy opisie wyczynów Twojego syna. Super.
    I fajnie, że tak do tej zabawy podchodzisz. To jeden z elementów kraju, w którym mieszkasz, ominąć Cię nie może.
    Wiem, że prosiłaś o notki o tych obchodach, ja nie mam jakoś materiału na opisanie tego. Chyba, że w międzyczasie coś wyskoczy :)
    Uściski i dobrej halloweenowej zabawy! Pisałam Ci już, że chętnie przeżylabym to live i nie dlatego, że przepadam za tym dniem, tylko chciałabym przeżyć tę atmosferę.
    O.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja nie obchodze zadnych swiat co prawda, ale to swieto nawet mi sie podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma to jak dobra zabawa, a czy sie uczestniczy czy nie to juz kazdego indywidualna sprawa.
    Mnie sie bardzo strojenie domow podoba, kiedy bylam w USA wlasnie w tym czasie, to najbardziej utkwily mi w pamieci te piekne dekoracje, dynie pajeczyny, jakies malutkie czarownice... inne, ciekawe i ladne!
    Baw sie dobrze, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię atmosfere festynow. Mysle, ze z kazdego powodu moze wynikac dobra zabawa, a jak wiaze sie z przebieraniem to zawsze jest weselej. A dzieci to potrafia nas zaskoczyc!
    Nawet w tych smiesznych strojach tworzycie dobrana pare!
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Motylku - pare dyn wpadlo mi w oko, moze ludzie przystroja domy dopiero w sobote. Ja jeszcze nie widzialam "organicznego cukiera " batoniki i owszem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Artdeco - genialny pomysl z tym kinem! Zamiast siedziec w domu po ciemku to sie ukulturalnisz. Moze ja tez kiedys z tego skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Grazynko - fajnie, ze chociaz u Ciebie jest atmosfera taka jak powinna byc :) Pozdrawiam bardzo serdecznie i napisz mi e-maila w koncu czy piszesz bloga, prosze Cie o to juz po raz kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  12. Fuscillko - co kraj to obyczaj, nigdzie nie jest rozowo.
    Sama dobrze o tym Wiesz, pozdrowienia od czarownicy z Chicago.

    OdpowiedzUsuń
  13. Obiezyswiatko - nie zamiescilam zdjec z ostatnich wypadow halloweenowych mojego syna, mysle, ze co niektorzy byliby w szoku. Szczegolnie nasza rodzina w Polsce :)Zbawa jest niesamowita, niektore kostiumy sa tak piekne jakby pochodzily z najleszej opery. Dziela sztuki ! Mnie na takie nie stac i po cichu zazdroszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy - to nie jest swieto. To jest zabawa w ktorej kazdy moze uczestniczyc, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wildrose - dobrze,ze trafilas na okres kiedy wszyscy przystrajali domy. Teraz tych dekoracji jest o wiele mniej. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Joterku - dla rozrywkowej duszy powodow do zabawy nigdy dosc. Caluski Joterku:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ataner życzę dobrej zabawy. A ja ostatnio będąc u mojej cioci zobaczyłam okno pełne ciekawych dyń. Nie wszystkie były okrągłe, a wręcz przeciwnie, jedne wyglądały jak łabędzie albo kaczki, choć koloru pomarańczowego. Nawet pstryknęłam fotkę, bo tak mi się to spodobało. Może niedługo umieszczę na blogu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj, Ataner :)
    Halloween tuż, tuż - w Irlandii nie da się tego nie zauważyć. Szczególnie wtedy, kiedy robi się zakupy w sklepie: wszędzie pełno tandetnych kostiumów, ozdób i innych straszaków ;) Co się zaś tyczy domów, to nie wszystkie są przyozdobione - na moim osiedlu tylko kilka udekorowanych widziałam.

    Ja mam raczej neutralny stosunek do Halloween. Akceptuję je, bo to tutejszy zwyczaj i tradycja, ale jakoś szczególnie go nie obchodzę. Dzieci nie mam, więc nie mam z kim biegać po domach, a mnie trudno uznać za dzieciaka ;) Choć może powinnam wziąć przykład z Twojego syna i jego kolegów :) Słodycze dla przebierańców nabyłam już jakiś czas temu, pozostaje czekać, aż rozlegnie się pukanie do drzwi :)

    Przesyłam ciepłe pozdrowienia z jesiennej Irlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rinko - co do dyn to ich roznorodnosc przyprawia o zawrot glowy. Sa w roznych kolorach i ksztaltach ale te na Halloween musza byc okragle i pomaranczowe. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Taito - Jak sie przebierzesz to wez kogos ze soba, bedzie razniej w kilka osob. Chetnie bym poszla z Toba ale fizycznie nie zdaze wiec przynajmniej bede z Toba duchem.
    Przez dwa ostatnie dni wialo huraganem, jak przystalo na witrzne miasto, i wywialo cala jesien z naszej okolicy. Drzewa nie maja lisci i jest wyjatkowo szaro. :) :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. U mnie też nie jest tak pięknie, jak bym sobie tego życzyła. Zresztą pisałam o tym w ostatnim poście, więc nie będę się powtarzać :)

    "Obchód" po domach odpada z prozaicznej przyczyny... nie jem słodyczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Taito - ja za slodyczami tez nie przepadam, ale kesem dobrej czekolady nie pogardze. Zycze Ci Taitko milego weekendu.

    OdpowiedzUsuń