piątek, 15 października 2010

Spanie w Montanie

Nasze plany zapowiadały dość krotki przejazd do Wyoming i tam nocleg nad znanym nam jeziorem. Podkreślam, ze byliśmy w tym miejscu już dwa razy i dlatego je wybraliśmy. Już nam się widziała kąpiel, ognisko i odpoczynek a okazało się, ze nie mogliśmy znaleźć drogi dojazdowej. Mieliśmy komputer z dokładnymi mapami i GPS. Wszystko było jak należy tylko drogi nie było. Jak to możliwe nie mam pojecia. P. toczył piane jak wściekły pies, warczał bluźnił i jeździł jak wariat. Po dwóch godzinach wylądowaliśmy na drodze prowadzącej w kierunku domu. ☹
Zatrzymaliśmy się aby chwile odsapnąć. Dwa papierosy p. wypalił w ciągu minuty. Chodził dookoła samochodu jak lew w malej klatce. Widać trochę ruchu na świeżym powietrzu uspokoiło jego nerwy i zaczęliśmy po raz kolejny studiować mapę. Ku mej uciesze zrezygnowaliśmy z dalszego poszukiwania i pojechaliśmy w stronę Montany.
Zupełnie na wariata wybraliśmy jakieś jezioro daleko od naszego wytyczonego celu i okazało się, ze warto było dać się poprowadzić ślepemu losowi. Nie można robić czegoś na sile jak nie wychodzi. Nie mogliśmy znaleźć jeziora w Wyoming to będzie jezioro w Montanie. Ślepy los okazał się rzeczywiście ślepy bo miejsce do którego o dziwo dojechaliśmy bez problemu okazało się ładne ale niegościnne. Już po drodze zaczął padać deszcz z kilkoma przerwami. 
Trafiliśmy na jedna z nich w czasie rozbijania namiotu, nie padało ale za to wiało. Druga noc zapowiadała się burzowo jeżeli nie huraganowo. Znaleźliśmy jednak wyjście by namiot nie zamienił się w latający dywan i umiejscowiliśmy go pod dachem obok piknikowej ławki. 
Przywiązaliśmy namiot gumami bo o śledziach nie było mowy, betonowa podłoga nie pozwalała na to. Od drugiej strony zrobiliśmy prowizoryczna ścianę aby wiatr nie hulał z taka silą. Pomysł okazał się idealny na ta pogodę bo noc rzeczywiście była niespokojna a deszcz ustał dopiero nad ranem. 

22 komentarze:

  1. tia... Polak potrafi ;)

    Juz mialam na ciebie nawrzeszczec, ze palisz, ze palicie, ale wole cicho siedziec, bo i mnie samej zdarza sie jeszcze od czasu do czasu pogrzeszyc z dymkiem. Najlepszy sposob na rzucenie palenia jaki do tej pory znalazlam, to codzienne wkladanie pieciu euro do puszki po schweppsie. Jestem na etapie ich upychania i juz zacieram rece na sama mysl co z nimi zrobie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Margo - w moim przypadku piec euro powedrowalo by do puszki a ja do sklepu po karton papierosow bo hurtowo zawsze troszke taniej. Walka z paleniem to oszolomstwo jak kiedys z cukrem i sola. W zeszlym roku gdy ceny benzyny siegaly nieba wina obarczono rozwijajace sie Chiny, w tym roku Chiny chyba sie zwinely bo ceny wrocily do umiarkowanej granicy. Mysle, ze moda na dymka kiedys jeszcze wroci. Przypomniala mi sie piosenka Ordonki "Dym z papierosa".

    OdpowiedzUsuń
  3. EE, muszę wyrazić moje głębokie rozczarowanie ;) Jeszcze dobrze się nie rozsiadłam, jeszcze się do końca nie wkręciłam w klimat tej podróży, a tu już koniec. Skandal :) Będzie ciąg dalszy? Mam nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taito - Ja sie dopiero rozkrecam, to jest zaledwie druga noc naszej trytygodniowej wycieczki, Bedzie jeszcze duzo do czytania i ogladanie ale obawiam sie, ze moge Was zanudzic. A niech tam bedzie ze ze mnie nudziara.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny plac na spanie :) Baaardzo dzielni jesteście. Fajnie, że piszesz bloga, bo takich przygód szkoda by było zapomnieć.
    Atanerku, zmieniłaś wygląd bloga, czy mam zwidy i migają mi po bokach jesienne kolory?:)
    Buziaki!
    O.

    OdpowiedzUsuń
  6. Obiezyswiatko - szata graficzna zmieniona, tak miedzy nami mowic mialam juz dosc tego czerwonego koloru. Nie wiem czy tak jest lepiej ale jest po prostu inaczej i chyba bardziej przejrzyscie, caluski.

    OdpowiedzUsuń
  7. Atanerku, pomyslowosc godna mistrzow! I przy tej lampie zrobilo sie tak jntymnie, jak w domu!
    Ale jak mogla zginac droga, to mnie zastanawia.
    Sobotnie buzi przesyla

    OdpowiedzUsuń
  8. Przygoda na wycieczce zawsze musi być ale zastanawia mnie jedno - ile przygód i jakich mieliście podczas tej eskapady. Mam nadzieję, że są one dużo spokojniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  9. Joter - tematu ukrytej drogi wole nie poruszac aby sie nie denerwowac. Dzieki temu odkrylismy rownie wspaniale miejsce do ktorego na pewno nie trafimy ponownie. Widac jest nam pisane odkrywanie nowych miejsc :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Arytko - bedzie sie dzialo wiele oj bedzie. Niektore miejsca splataly nam nie lada figla.

    OdpowiedzUsuń
  11. miejsca nie z tej ziemi :-)
    A może z tej?
    Hihihi

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Ewa na handbikeu

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj jak zawsze u was wyjazdy z przygodami! Ciekawa jestem ciagu dalszego?
    Zdjecia swietne, te widoki jakze odmienne, niz znane mi dotad :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ewo - sa piekna miejsca na swiecie. W USA takich miejsc jest bardzo duzo, buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wildrose - oj bede was zanudzala tymi przygodami jeszcze bardzo dlugo :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyznam się zazdroszczę ci tych podróży.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Jagusiu - jakos Ci nie wierze! Ty nie nalezysz do takich osob ktore komus czegos zazdroszcza. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Atanerku zachłannie się wczytałam w treść notki a tu tylko tyle? Niecierpliwie czekam na cd. A swoją drogą ten Twój P. jest zaradny facet. Przygotowany na wszelkie okazje. Podziwiam. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  18. Czyli - potrzeba matka wynalazku! :-))))
    Pozdrawiam przeserdecznie!
    Tylko cosik ta Twoja strona wolnawo się otwiera!

    OdpowiedzUsuń
  19. Rineczko - p.zadziwa mnie kazdego dnia swoimi pomyslami. Dobrze, ze ja w miare twardo stapam po ziemi bo nie wiem jak to by bylo :)
    Wyrazy podziwu oczywiscie przekaze, buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  20. Fusilko - Polak potrafi! i to jest prawda. Nie wiem dlaczego moja strona wolnawo sie otwiera, moze dlatego, ze zamieszczam duzo zdjec?! A moze dlatego, ze srwer jest za oceanem. Pozdrawiam rownie serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Renata, jak cudnie... Wy to macie przygody. Sluchaj, powoli wracam do siebie... w miedzy czasie mialam tez problem z komputerem bardzo duzy i nei mam ani jednego adresu mailowego, wiec jak mozesz.. prosze przeslij mi mailika z tym co tam slychac u Ciebie i ogolnie. Aha i jeszcze jedna prosba... zaloz sobie facebooka, bo ja glownie tam teraz jestem - po smierci tatusia jakos stracilam serce do bloga (poki co). Jak zalozysz przyslij mi na maila namiary , a ja Cie dodam i bedziemy miec normalny i systematyczny kontakt :-) caluje

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  22. Aniu - cudne jest to, ze u Ciebie w miare ok.
    Oczywiscie, ze napisze. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń