sobota, 1 października 2011

(247365) Zakochałem się.

Zaczęło się od wizyty u znajomych. Wpadłem niezapowiedziany w sam środek karczemnej kłótni pomiędzy małżonkami. Krótkie i wymuszone cześć i butelka piwa. Tyle poświęcili mi swojej uwagi. Usiadłem i obserwowałem ciąg dalszy. Było to bardzo współczesne przedstawienie. Nie dość, że siedziałem na scenie i akcja toczyła się wokół mnie to jeszcze genialny scenariusz tej sztuki wciągnął mnie bez reszty. Pani domu jako zona i pan domu jako mąż byli głównymi aktorami, reszta domowników gdzieś skryła się w zakamarkach swoich pokojów i siedziała cicho jak mysz pod miotłą. Otworzyłem butelkę i siadłem przy lawie na skórzanej kanapie dla trojga. Zapadłem się w nią wygodnie i oddałem się obserwacji. Bardzo szybko zaskoczyłem o co biega. Maz miał pretensje, że małżonka się opieprza zaniedbując obowiązki wobec rodziny. Ona natomiast broniła się tym, że jak świat światem kobieta zawsze na przekichane i nawet jakby na głowie stanęła to mąż powie, ze spódnica odsłania majtki a tak kobiecie nie przystoi. Krotko mówiąc chodziło o to, że literatura pochłonęła 87% wolnego czasu pani domu a tylko te marne resztki poświęca domowi, który jest zaniedbany itd, itp.
- Wyrzucę to gówno z domu.
- Tylko spróbuj tknąć chociaż jedna książkę to ci łeb odrąbię tasakiem.

Nikt nie zwrócił uwagi na to, ze wziąłem sobie druga butelkę piwa z lodówki. Teraz zaczęła się powtórka zarzutów i moje zainteresowanie jakby osłabło. Rozejrzałem się wokół siebie i przyznaje, ze takiego bajzlu dawno już nie widziałem. Wszędzie dookoła walały się książki, jedne rzucone na podłogę inne tuz obok przewróconego kwiatka. Musiało być bardzo gorąco zanim przyszedłem. Teraz to już tylko pozostałości po cyklonie awantury, który pozostawił po sobie piętno na mieszkaniu znajomych. Tuz obok lawy stal wysoki komin książek, jak przetrwał w tej pozycji nietknięty nie wiem. Wziąłem pierwsza z góry książkę. Nora Roberts:  "Stolik dla dwojga", wydawnictwo "Harlequin" 2010. Postanowiłem przeczekać kończącą się awanturę i otworzyłem książkę. Wciągnęła mnie na tyle, ze zapomniałem o groźbach i obietnicach o przyrzeczeniach i ... które padały z ust ludzi, których ponoć tak dobrze znalem. Teraz cala akcja domowa jakby oddaliła się na tyle, ze przed moimi oczami widziałem akcje z czytanej książki.
- Głuchy jesteś? Mowie do ciebie. - Pan mąż walnął mnie w ramie o dużo za mocno aż zapragnąłem mu oddać.
- O! Żyjesz to łba ci
jednak nie odrąbała. - Palnąłem tak niefortunnie, ze pani zona od razu przerwała zaległą cisze.
- No popatrz on tez to niby gówno czyta. - Palcem wyciągniętej przed siebie reki wskazywała prosto w moja pierś. Po jaka cholerę ja tu przyszedłem a jeżeli już tak wyszło powinienem natychmiast wyjść. Bałwan bez wyczucia sytuacji. Teraz ja stałem się kolejnym powodem do rozpoczęcia kolejnej fazy tej domowej farsy. I zaczęło się wszystko od początku a wyglądało na to, ze uczestnicy słownej potyczki maja na tyle sil, ze potrwa ona jeszcze długo.
- Idę do domu, wpadnę kiedyś. - Chwyciłem za klamkę i wrzask Doroty zamroził mnie w tej pozycji.
- Zostaw ta książkę ty podły złodzieju. Namówił cie do tego ten poganin analfabeta, będziesz wynosił moje książki z domu. Gazetę weźmie do reki ale najlepiej taka z gołymi babami. - Czułem jak wpadłem w szambo po same uszy. Dorota nigdy tak się nie zachowywała i jest osoba z natury spokojna i baaardzo wyrozumiałą.
- Idę z nim na piwo, tyle ci powiem.
- Roman jak wyjdziesz z domu to możesz nie wracać.
- Warknąłem cześć i zamknąłem drzwi za sobą.
- Tylko przynieś ja jutro po pracy. Słyszysz. - Czerwona jak wsyp na pierze w oknie stała zona mojego kolegi. Słowa te rozniosły się po całej ulicy a skierowane były tylko dla moich uszu. Machnąłem ręką w geście zniecierpliwienia i wsiadłem do auta. Cisza zaległa raptownie jakbym wskoczył do basenu na 3,6m. Chyba ja pogięło przecież nie będę zarywał nocy aby skończyć książkę, to już nie te lata. Oj nie pogięło jej, o nie. Skończyłem czytanie nie przerywając nawet na sekundę. Jadłem, piłem mając przed oczami kolejne kartki. O kąpieli i myciu zębów nie było nawet mowy. Z wilgotnymi oczami dotarłem do końca. Przetarłem je wierzchem dłoni i zasiadłem przy komputerze. Jezu ja nic nie widzę, jakaś szara mgła unosiła się w pokoju. Ekran monitora jakiś taki ciemny. Okręciłem się na fotelu i rzuciłem okien na otaczającą mnie moja własną rzeczywistość. Jakoś tu inaczej niż zwykle, petów cala popielniczka a ostatni jeszcze się tli. Jego dym ledwo mieszał się z tytoniowym oparem wiszącym w połowie pomiędzy sufitem a podłogą. Kurtka, buty i spodnie leżały rzędem od drzwi do kanapy. Ale syf, posprzątam za chwile. Otworzyłem okno aby lepiej widzieć ekran bo w oddychaniu ten smog mi zupełnie nie przeszkadzał. Google, Nora Roberts, audiobooks, return. Ku mej uciesze wyszukiwarka nie spala o tej porze i odnalazła jakieś miliony stron w ułamku sekundy. Po kilku minutach w taki czy inny sposób ściągała się kolejna książka. Matko jaki jestem wykończony, łeb mi pęka od fajek a kolacji nawet nie tknąłem. Wszystkie czipsy zniknęły z szafki kuchennej, nawet te stare kiedyś tam otwarte. Brzuch mam jak słonica w ciąży. Jezu ale książka! Po kąpieli jakoś przywróciłem stan użytkowości mieszkania i zająłem się obmyślaniem planu na jutro, zerknąłem na zegarek. Nie na jutro a na dziś. Po dwóch godzinach snu odgłos budzika jak walących się ścian na moja głowę postawił mój umysł w stan tylko trochę mniejszego oszołomienia. To już chyba trzeba wstawać do pracy, zaświtało gdzieś w zakamarkach otępiałego umysłu. W samochodzie można robić wiele rożnych czynności równocześnie i wiele z nich jest tak samo niebezpiecznych jak przejechanie skrzyżowania na czerwonym świetle. Zanim dojechałem do pracy udało mi się połączyć bezprzewodowa słuchawkę z ipodem. Odszukałem plik z książką i tak na probe przycisnąłem "play". Działa i słychać idealnie. Słuchawka w uchu nikogo już nie razi wiec nikt na mnie nie zwróci uwagi. Na parkingu musiałem dosłuchać do końca rozdziału i spóźniłem się tylko osiem minut.
W ten oto sposób moje ciało przebywa w pracy a dusza ulega miłosnym emocjom. Ja po prostu nie wiem co się wokół mnie dzieje. S
łucham na okrągło.
W drodze do domu trochę musiałem zboczyć z drogi aby oddać książkę Dorocie.
- Żyjesz?
- Masz książkę?
- A jak sadzisz? Przyszedłem aby posłuchać dalszego ciągu waszych kłótni. Gdzie Romek?
- Pojechał do sklepu po jakieś obcęgi czy coś takiego, to nie moja działka i wziął chłopców ze sobą. Poczekasz?
- Wiesz...
- Zacząłem niepewnie. - Nawet dobrze, że go nie ma.
- I co stary pierniku będziesz mnie podrywał?
- Dorota pożycz mi następną książkę.
- Jej oczy były przerażone i zaskoczone. 
- Błagam. - Lekko uśmiechnęła się i walnęła mnie w plecy tak niefortunnie, ze zachłysnąłem się własną śliną. Kawał z niej baby nie ma co.
- No to mamy wspólny sekret. - Zarechotała wesoło. - No dobra tylko oddaj mi ja za... - Spojrzała na m
ą umęczoną postać i dokończyła. - ...za tydzień.

(247365) 

26 komentarzy:

  1. Jako milosniczka czytania troche rozumiem, jako nienaganna gospodyni wogole. Moja dlugoletnia a raczej calozyciowa praktyka w tych materiach mowi ze mozna doskonale polaczyc i pogodzic jedno z drugim - czyta sie gdy wazniejsze obowiazki ma sie za soba, przeznacza czas kiedy to nie przynosi uszczerbku innym zajeciom. Gdyby jej maz byl np. wedkarzem i kazda sekunde poswiecal wedkowaniu, zaniedbujac dom, ogrod i cokolwiek - czy nie wywolal by slusznego gniewu i uwag zony? Cala sztuka polega na stosowaniu sie do popularnego powiedzenia: wszystko mozna ale z umiarem.
    Moje ksiazki, a mam ich setki, stoja tam gdzie ich miejsce - w biblioteczkach - i nikomu nie przeszkadzaja ani nie robia nieporzadku. Moze te zwyczaje pomogly w tym iz moje hobby nigdy nie dawalo powodow do pretensji i klotni.
    Ataner - mam nadzieje ze u Ciebie lepiej, ze prognozy dobre, czego serdecznie zycze - Serpentyna.

    OdpowiedzUsuń
  2. To Twój - najciekawszy jak dla mnie - tekst. Przeczytałam z zainteresowaniem, czemu chciałam dać wyraz niniejszym komentarzem.

    Sympatii do Nory Roberts nie podzielam, choć może nie powinnam się wypowiadać, bo przeczytałam tylko dwie jej książki. Obydwie wydały mi się tak samo przewidywalne i hmm, jakby to powiedzieć, dość mdłe. Nie wnoszące nic nowego, zbyt ckliwe, tak jakby były ukierunkowane na wąską grupę czytelniczek - kobiet niespełnionych, marzących o romantycznej miłości i namiętnym romansie. To nie jest do końca mój typ książek. I prawdę powiedziawszy, rozwinięcie, a potem zakończenie Twojego posta, w pewnym sensie zaskoczyło mnie - w przeciwieństwie do książek Nory Roberts.

    Podzielam zdanie Serpentyny - można połączyć miłość do książek z obowiązkami. Potrzeba tylko trochę dobrej organizacji i chęci. Sama mieszkam w domu, gdzie królują książki, ale oprócz nich gości u mnie także ład i porządek. Bałaganu i brudu zwyczajnie nie znoszę. Nie twierdzę, że zawsze mam idealnie wysprzątane, w końcu pracuję i mam inne obowiązki, ale spokojnie mogę powiedzieć, że mój "bałagan" jest i tak dla niektórych przykładem czystości.

    Ps. Wyszłabym stamtąd. Kłótnie wprawiają mnie w zakłopotanie i nigdy nie czuję się swobodnie w gronie sprzeczających się osób.

    ***
    Ataner i P. - przesyłam ciepłe myśli z deszczowej wyspy. Niech siła do walki z przeciwnościami losu Was nie opuszcza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem doskonale stan "za"- czytania, -koralikowania, -robótkowania itp. Wygląda wtedy u mnie w domu jak w burdelu po pożarze, i już zdarzyło mi się nawet makaron usmażyć w garnku. Ale z reguły pilnuję się, by wcześniej przygotować obiad.Tyle tylko,że nie czytam tej autorki ani innych romansideł.A stopień bałaganu zależy głównie od tego co robię- jeśli to decoupage to rzeczywiście jest wszystko przez kilka dni porozstawiane, bo schnie.Przy zaczytaniu bałaganu nie ma, tylko obiad może nieco ucierpieć.A mój mąż jest wielce wyrozumiałym człowiekiem i nawet marnego słowa nie powie, jeśli obiad się nieco opózni lub bardzo uprości.
    Miłego;)
    P.S.
    Ataner- buziaki Wam przesyłam i same dobre myśli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma gorszej sprawy jak byc swiadkiem klotni bliskich... chyba dla obydwoch stron...Raz zwialam spod drzwi po zapukaniu, bo w trakcie COS tam wybuchlo...
    Czesto sie zaczytuje , zablogowuje, no zapominam doslownie bo wciaga jak diabli, ale wszystko mozna zatuszowac ,chyba ze pozar , albo czarny dym wgryzl sie w szafki....he, he.

    Czy sprawy poprawiaja sie powolutku ???

    OdpowiedzUsuń
  5. Serpentyna - Kobietom jakos latwiej "ogarnac" chalupe nawet w piec minut i to w taki sposob, ze wyglada jak przed "przed Swietami". To chyba dar od Boga do tego jeszcze jedno lub dwa mile slowka i w domu jak raju. Jezeli na nastepnej stronie ma sie dziac sedno ksiazki to nawet najbardziej pachnace danie nie zmusi mnie do porzucenia lektury wlasnie w tej sekundzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Taita - Z N Roberts to strzal w dziesiatke. Ksiazki tej pisarzowej sa przewidywalne i to nad wyraz. Ale co poradzic. Na poczatek trafic na Krolowa to i tak super. Teraz mam inne ulubione romansidla ale to nie mialo byc o wspomnieniach znad kartek ksiazki. Polubilem Harlequiny tak od razu jak i moja wielka milosc do nich przygasala do nich w szybkim tempie. Jeszcze nie wygasla do zera ale juz nie oswietla nocnych ciemnosc. Spie w nocy jak noworodek po nasluchaniu sie ksiazek do bolu. Walka z balaganem to juz jak mit w niektorych domach gdzie latwiej spodziewac sie trzesienia ziemi niz pozadku. Pojecie czystosci jest tak rozbiezne dla wielu z nas, ze az nie do zrozumienia, ze pochodzimy z jednego plemienia.
    PS
    Dziekuje za slowa pochwaly, dziekuje!

    OdpowiedzUsuń
  7. Anabell - Choc juz od dluzszego czasu nie doznalem blogiego stanu zapracowania to rozumie oddanie sie wykonywanej pracy, domowej czy hobby. Wtedy to i godzinka prysnie nie wiadomo kiedy a tu nic nie zrobione. Malzonkowie zawsze maja przekichane z nami tworcami ale pozniej jest czym sie pochwalic!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Agni - Tutaj akurat moj umysl zwiodl mnie i nie wyslal powaznego ostrzezenia. Znam tych dwojga od bardzo dawna i nie sadzilem, ze klotnia moze byc brana na powaznie pomiedzy Dorota a Romkiem. Oni po prostu droczyli sie w bardzo wyrafinowany sposob a dlugosc tej wymiany slow byla lekko przesadzona. I tak udalo mi sie wymknac w trakcie. :-)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie przepadam za awanturami, dlatego na pewno nie nie natknęłabym się na tę książkę ;), zwiałabym od razu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie cierpię kłótni, więc pewnie bym zwiała, gdzie pieprz rośnie. Ale książkę Nory Roberts czytałam i choć na razie tylko jedną, to daleko jej od romansidła. Powiedziałabym raczej, że trafiłam na powieść obyczajową. Nie czytam romansideł, choć kilka książek mi wpadło w rękę, ale wolę kryminały. Na razie jestem w fazie Chmielewskiej. Przeczytałam Lesia i ryczałam ze śmiechu w autobusie. Ludzie się na mnie dziwnie gapili, ale ja nie mogłam się oderwać. Więc, zupełnie rozumiem Twoje zaczytanie. Ja niestety mam tylko czas podczas podróży do/z pracy. Więc nie jest to jakieś MEGA zaczytanie. Ale tekst ciekawy. Pozdrawiam

    P.S. Renatko modlę się by z P. było coraz lepiej. Daj znać bo umieram z niepokoju. Buźka.

    OdpowiedzUsuń
  11. O, Boże, ile ja garnków spaliłam przez książki.
    Ale, żeby się kłócić i to przy osobach trzecich, nawet zaprzyjaźnionych, to już tego nie pochwalam.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. a wystarczyło sprawdzić hobby żony przed ślubem:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj
    Po przeczytaniu Twojego postu skorzystałam z przeglądarki Google i dowiedziałam się ,że książki Nory Roberts to połączenie romansu,sensacji,przygody i obyczajowości.Jeżeli dobrze to robi to może są ciekawe.
    Ja (niestety) dawno już mam za sobą okres gdy czytając całą noc ,rano szłam do pracy(a przyznaję bywało tak i to nie raz).Dzisiaj bardzo mało książek potrafi mnie zainteresować.Czasami wydaje mi się,że to wszystko już kiedyś gdzieś czytałam.Dzisiaj sięgam po książkę przeczytam kilkanaście stron i odkładam.Chyba to smutne ,że tylko jedną z wielu przeczytam do końca.
    Pozdrawiam serdecznie:))
    PS.Twój post przeczytałam z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ataner jak ma się małżowinka Twoja?

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie Ataner i p.to wzór dla Nory Roberts do kolejnej powieści.
    Nie przyszło mi do głowy że czytelnikiem Nory może być facet, wybacz, ale gdy to sobie wyobraziłam, pękałam ze śmiechu. Sama kiedyś przeczytałam wszystkie wtedy dostępne jej książki jako "WIELKĄ CAŁOŚĆ", czyli jedną po drugiej. Przypuszczam, że mój pokój też wyglądał wtedy nieciekawie. Zastanawiałam się wiele razy na czym polega jej narkotyczny fenomen. Chyba na budowaniu złudzenia, że miłość jest dostępna dla każdego i w każdej sytuacji.
    Teraz przejęta jestem losem p.i Ataner. Życzę im prawdziwie harlekinowskiego happyendu!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Margarytka - Mnie tam akurat wymiana slow pomiedzy bliznimi wcale mi nie przeszkadza a jezeli jest to ostra wymiana slow to staram sie wyjsc jak najszybciej tutaj jednak Nora uchwycila mnie w swoje pazury.

    OdpowiedzUsuń
  17. Rinka - Chmielewska to kolejna swiecaca gwiazda ciagle niezmiennym, dobrej jakosci swiatlem. Pisarka wielkiej klasy, nawymyslac tyle bzdur i na dodatek ubrac to wszystko w kryminalne watki, wzor.

    OdpowiedzUsuń
  18. Azalia - Wole nie myslec jak wygladalaby moja kuchnia w trakcie transu czytelniczego. Pewnie jak po pijackiej imprezie na dwudziestu chlopa.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ola - Sprawdzanie kobiety przed slubem niewiele ma wspolnego z dniem obecnym. Te przedziwne istoty zaskakuja nas wraz z uplywem lat i dlatego tak je kochamy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Tenia - Nie namawiam do palenia garnkow w kuchni czy balaganu w pokoju ale Harlequiny niektore sa wysmienite. Lekkie i milosci w nich tyle, ze ledwo miesci sie ona pomiedzy okladkami. Polecam fajna rozrywka jak lubisz wyrzymaczki do lez.

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy - Czesc z tego co wiem to malzowinka od Atanera juz jest calkiem dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  22. Joter - Ponoc nie ma typowo damskiej literatury. Przekonalem sie sam na sobie. Dlugo zastanawialem sie czy obnazyc sie tak do kostek. Stalo sie blysnely posladki i pozostal post o czytelniku, ktory wzdycha nad ksiazka.
    Moze to i nie codzienne ale tez nie calkiem nierealne.

    OdpowiedzUsuń
  23. Joter - Przyznam sie, ze zaskoczylas mnie kompletnie. Teraz juz wiem, ze tylko podpucha bo pisze w dlugich spodniach i jezeli nawet ukradkiem porazily cie moje posladki to i tak kostki zostaly dokladnie przysloniete. Proba godna mistrza. Gratuluje.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nory Roberts nie czytam ale jak juz zaczne cos czytac co mi pasi... to zarywam noce i dni i nic mnie nie powstrzyma, jak narkomanka...

    Chmielewska kiedys, teraz mnie nuzy... ale odkrylam swietne dobre pisarstwo chocby Herlinga-Grudzinskiego i to dopiero miod na dusze, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wildrose - Sa talenty o niesamowitym "parciu" na tekst. Pamietam jak nie moglem sie odczepic od Wilbura Smith'a. Tak pisze, ze nie mozna odlozyc ksiazki na bok no i balagan w domu murowany. Jazn gdzies bujajaca w oblokach i nawet nie ma jak pogadac przez telefon bo znajomi mysla, ze cos wypilem albo pale nielegalne papierosy. Zupelnie inny swiat zalega sie w glowie gdy ksiazka wciaga bez konca.

    OdpowiedzUsuń