piątek, 15 lutego 2013

Melancholia i dół.

W środę rankiem zadzwonił telefon leżący gdzieś gdzie wzrok od razu go nie dostrzega. Ki diabeł tak wcześnie rano mnie atakuje? 
- Pojedziesz ze mną do Południowej Dakoty? - Ten głos przypominał mi najprawdopodobniej Izę nie słyszaną od długiego czasu. - Nie ma ku... kto ze mną pojechać. Musisz mi pomoc, błagam bo zwariuję. - Czy ja dobrze słyszę? Jak trwoga to do Boga, nie ma już kto więc ostatnia deska ratunku to właśnie ja? Przyznam, ze poczułam się wzburzona bo nigdy z Izą nie byłyśmy na tyle blisko aby wymagać od siebie jakiś poświęceń. 
- Kiedy? - Zapytałam sądząc, ze to w jakieś odległej przyszłości. Iza natomiast odebrała to jako zgodę i pozostała tylko kwestia szczegółów. 
- Dzisiaj w nocy. Ja pojadę swym samochodem a wrócimy dwoma. Zapłacę ci za jeden dzień stracony w pracy. Potrzebuje twojej pomocy. Będę u ciebie o dziesiątej w nocy. - Jeszcze było kilka zdań ale już ich nie słyszałam. Zamurowało mnie na dobre. Połączenie zostało przerwane a ja jeszcze kilka chwil stałam jak skała. 
- Jadę do Dakoty. - Oznajmiłam p. tonem pogrzebanej strzygi. 
- Ty? - Już miałam odpowiedzieć, ze „niby mnie to nie wolno” ale zapewne widać to było na mej twarzy bo usłyszałam kolejne pytania. - Z kim? Kiedy? - Widać, ze małżonek był zupełnie zbity z tropu i wpatrywał się we mnie jak w obcą osobę pojawiającą się w sypialni raptem przed wyjściem do pracy. Tutaj nastąpiło wytłumaczenie zaistniałej sytuacji i spotkaliśmy się ponownie po południu. 
- Musisz się ciepło ubrać, przewidują minus dwadzieścia piec w nocy. 
- Mam zimowe ciuchy. - Odrzekłam a p. znacząco spojrzał na drzwi wejściowe do szafy i potakująco kiwnął głową 
Wiem. - Dodał tak cicho, ze nie usłyszałam głosu ale odczytałam to z ruchu jego warg bo akurat patrzyłam na niego. Gdyby dodał coś w stylu „czy tylko je odnajdziesz” byłoby niebezpiecznie. Co z tego, ze nasza szafa jest duża jak mały pokój i pomieści tysiące przeróżnych i zwykle mało potrzebnych ubrań. 
- Oni zwykle przesądzają i w większości przypadków prognozy się nie sprawdzają co do stopnia. - „Oni” to pogodynka w TV. No cóż zima to zima i nie można się spodziewać niczego innego jak mrozu i śniegu.
  Dziesięć godzin z okładem minęło w towarzystwie Izy przyjemnie i szybko. Rozprawiałyśmy na babskie tematy i gdyby nie przymusowy postój na kawę i toaletę to nawet taki dziwny wschód słońca uszedłby naszej uwadze. Teraz ja siedziałam za kierownic
ą bo Izie ręce się trzęsły ze zdenerwowania i była bliska rozklejenia się na dobre. Wyjeżdżając ze stacji benzynowej na ulicę po lewej wschodziło słońce tak jakoś inaczej niż zwykle. Zatrzymałam się na ulicy i zaczęłam szperać w podręcznej torbie aby znaleźć aparat fotograficzny. 
- Co ty robisz wariatko! - Iza zareagowała natychmiast a ja westchnęłam tylko i pomyślałam „jak ja kocham swoje koleżanki”. Ruch tutaj niewielki o siódmej rano więc nikomu nie przeszkadzam ale powinnam jednak wycofać się na stację benzynową i stamtąd zrobić zdjęcie. Nie pomyślałam o tym i teraz ponaglana przez Izę cyknęłam bez możliwości przyłożenia się do pracy fotoreportera. (Zdjęcie zamieściłam w poście Zimia)
- Wynajęłam małą ciężarówkę i pojedziemy najpierw po nią a później do domu. Mike powinien tam być bo pracuje na druga zmianę to nam pomoże z pud
łami. - Urywanymi zdaniami informowała mnie o tym jak będzie wyglądał nasz dzień w Watertown w Południowej Dakocie. Jej rozbiegany wzrok świadczył, ze jest zdenerwowana. 
- To on będzie w domu? - Zapytałam zdziwiona bo nie chciałam uczestniczyć w ponownym i ostatecznym pożegnaniu dwojga ludzi po rozstaniu. - Nie masz kluczy? - Dodałam. 
- Nie, nie mam. Wszystko zostawiłam temu chu... Wszystko!
W wypożyczalni zeszło nam ponad godzinę na podpisywanie papierków i wybór pojazdu oraz odpalenie go w tak niskiej temperaturze. Ostatecznie gdy już byłyśmy gotowe i kłęby dymu z rury wydechowej unosiły się dookoła Iza kopnęła w oponę ma
łej ciężarówki aż syknęła z bólu i zapytała „czy to gówno dojedzie do Chicago”. 
- Powinno. - Kwaśno skwitował miły pan pomagający nam od samego początku. Współczułam takiej pracy gdy ma się do czynienia z rożnymi osobnikami i trzeba się uśmiechać pomimo cierpkiej atmosfery którą zapewniła Iza. - Chyba, ze wcześniej wylądujesz w rowie. - Dodał z uśmiechem i lekką drwiną na ustach. 
- Jedz za mną. - Rzuciła Iza i ruszyła w stronę swego auta. 
- Chyba cie porąbało. Ja tym "gównem" nie jadę! - Było tak zimno, ze czułam jak zamarza mi skóra na twarzy. Szalejący wiatr wywiewał resztki dobrego samopoczucia ale takie podejście do sprawy zagotowało mi krew w żyłach. 
- Wracaj! - Wrzasnęłam aby sprowadzić zupełnie niekontrolującą się koleżankę na ziemię. Rozkazująco wyprostowałam prawą rękę wskazując wynajęty pojazd. Zwrócona w stronę Izy nie zauważyłam, ze prawie o mały włos a walnęłabym pracownika w nos. Facet zaklął i zrobił bokserski unik w tył. Ale obciach, jedna wariatka warczy przez godzinę a druga na pożegnanie chce jeszcze uszkodzić mu fizjonomię. Nie mogę winić Izy bo sama nie wiem jak bym zachowała się na jej miejscu ale ja tu jestem jako pomoc a nie człowiek od czarnej roboty. Iza trzasnęła drzwiami wynajętej ciężarówki z takim impetem, ze czekałam aż szyba rozleci się na kawałki. Przy wyjeździe na ulicę prawie zahaczyła o słupek bramy a ja podążałam za nią modląc się w duchu aby już znaleźć się w domu cała i bezpieczna. Watertown to małe miasto i zanim ochłonęłam po wydarzeniach sprzed pięciu minut już pakowałam się w kolejną, z założenia niemiłą sytuację. Zatrzymałyśmy się przed domem. Jakoś nie miałam ochoty jako pierwsza spotkać byłego partnera Izy więc siedziałam spokojnie w aucie czekając jak potoczą się wypadki. Iza zapewne tez nie garnęła się do ostatecznego czynu jakim miało być zabranie swych rzeczy i powiedzenie „żegnaj” i tez czekała.   
Przed spędzeniem reszty życia w tych warunkach wybawił nas Mike który wyszedł z domu i machnął na nas ręką abyśmy weszły do środka. Uśmiechnęłam się do Mike'a tak mi
ło jak mogłam w tej żałosnej chwili i gdy puścił mą dłoń po powitaniu, spytałam czy napiją się kawy. Chciałam zniknąć z oczu rozstających się kochanków i nie miałam najmniejszej ochoty dźwigać pudeł z dobytkiem Izy. W kuchni stanęłam jednak bezradna bo gdzie może być kawa nie miałam pojęcia. Zamiast przeglądać wszystkie szafki po kolei krzyknęłam "gdzie jest kawa"w stronę wejściowych drzwi gdzie ułożone już były pudła. 
- Nie chcę jego kawy niech sobie ja w d... wsadzi, napijemy się w McDonaldzie. - Ręce mi opadły. To nie jest sytuacja gdy błyskam intelektem, czułam się bezsilna i nic nie mogłam poradzić, ze życie Izy rozpada się na tysiące kawałków których złożyć ponownie się nie da.
Ruszyłam by pomoc i chwyciłam jedno z najmniejszych pude
ł. „O cholera jakie ciężkie” pomyslałam, małe wcale nie znaczy lekkie ale powlokłam się jak za pogrzebem miłości i dołączyłam do dwóch osób uprzątających sześć lat wspólnego życia. Poszło nam składnie i znów podałam rękę Mikowi ale tym razem na pożegnanie. Twarz miał ściągniętą w martwym wyrazie ale to nie przejmujący chłód był tego przyczyną. Zrobiłam jakiś głupi grymas twarzy bo jak się uśmiechać gdy serce krwawi i gorycz przepełnia oczy. Szybko odwróciłam wzrok bo za chwilę gotowa byłam się rozpłakać, choć to nie moje życie legło w gruzach. Mike zatrzasnął drzwi bagażówki. I stał bez ruchu w pozycji jakby chciał wziąć Izę w ramiona. Ruszyłam autem i odjechałam na tyle aby nie widzieć jak zgliszcza miłości rozwiewa lodowaty wiatr. Nigdy nie chciałabym znaleźć się w podobnej sytuacji. Zamyśliłam się nad cieżkim żywotem pozostawiając Izę i Mike'a ze swoją troską. Głęboko zaciągnęłam się papierosem, uchyliłam okno aby strząsnąć popiół i podmuch wiatru tak zawirował, ze zamiast na zewnątrz popiół wylądował na moich udach. W panice, że może tam tkwił również żar otworzyłam drzwi i wyskoczyłam z samochodu starając się pozbyć niebezpieczeństwa. Nadjechała Iza i trąbiąc na mnie wyczyniającą dziki taniec uderzającą się po nogach pośród mroźnego dnia minęła mnie wskazując drogę powrotną. Zycie to bezustanna walka nie znająca kompromisów. Jest tyle niebezpieczeństw, ze chwila nieuwagi zniszczy je całe. Tylko silni wygrywają a słabym pozostają zgryzoty. Droga powrotna, jak to ironicznie zabrzmiało. Dla Izy nie ma powrotu, jedzie w nieznane życiem zwane ale ja wracam. Wracam do domu. 
Niesamowity widok słońca rozszczepionego w drobniutkich kryształkach lodu wpędził mnie w chwilowy stan melancholii. Zamyśliłam się nad swym życiem. Powróciłam do mojego dzieciństwa i późniejszych lat gdy duszą mą targały miłości niespełnione. Przypomniały mi się lata dobre i złe i zaczęłam bezwiednie ryczeć jak bóbr. Widocznie to we mnie siedziało w głębi duszy i teraz pod wpływem nastrojowej chwili rozkleiłam się na całego. Chwyciłam pudełko papierowych chusteczek i im dłużej rozmyślałam tym szybciej kurczyła się ich ilość. Co mnie napadło nie wiedziałam, teraz gdy byłam sama mogłam rozczulać się do woli i płakać i siorbać nosem nikomu nie przeszkadzając.
 Po trzech godzinach zatrzymałyśmy się na stacji benzynowej aby zatankować. Ja wcześniej uporałam się z tankowaniem i pobiegłam do środka. Właśnie znalazłam niezdrowe ale za to pyszne czipsy gdy dołączyła do mnie Iza. 
- Jak ty wyglądasz. Płakałaś? - Ciągle jeszcze miałam łzy w oczach i ściśnięte gardło. Nie miałam ochoty dzielić się swymi myślami z Izą. - To z mojego powodu? - Patrzyła na mnie tak znacząco, ze aż mi dech zaparło. Pokręciłam przecząco głową. 
- Nie ma już chusteczek higienicznych w aucie. - Wybełkotałam wzdychając głęboko.
- Zobacz co to życie jest warte. Całe spakowałam do pudeł. Całe! Nie zostawiłam po sobie nic tylko ryczeć mi się chce. - Odgarniała ręką włosy do tylu nerwowym ruchem. Rozpięła bluzkę tak mocno, ze widać było czarny stanik. Najwidoczniej było jej gorąco albo ciśnienie krwi chciało przysporzyć jej lekkiego zawału. Rozgorączkowana mówiła dalej. - Sześć lat zapakowałam do kartonów. Jestem załamana i nie chce mi się żyć. - Co chwila pociągała nosem i wreszcie wzięła z połki papier toaletowy. Rozpakowała rolkę odwinęła ze dwa łokcie i wysmarkała się tak donośnie, ze nieliczni klienci spojrzeli w nasza stronę. - Ten sk....el miał przez cały czas druga babę. Tak mnie to życie boli, ze wygryzę sobie żyły i zdechnę, nie chce już żyć. - Mówiła głośno nie zwracając uwagi na innych którzy z zainteresowaniem spoglądali w nasza stronę. 
- Żyłaś w trójkącie? - Zupełnie zaskoczona nie mogłam pojąć, ze Iza zdecydowała się na taki układ. 
- Tak, zupełnie świadoma, ze pokonam rywalkę swą miłością do niego. Jak ja go kocham. - Tu nastąpiła chwila zadumy ale ja nie śmiałam wtargnąć w rozszalałą dusze Izy. - Jak ja go kochałam. Wierzyc mi się nie chce, ze wszystko skończone. Ja nie umię być sama. Boże, ja chyba zwariuję. Idiotka, myślałam, ze przetrzymam ta dziwkę ale k.... nie mogłam. Nie mogę nawet myśleć, ze serce mnie tak wypuściło w maliny. Czy wiesz, ze nawet myślałam o wspólnym zamieszkaniu we trójkę? Zdajesz sobie sprawę, ze mi rozum miłość odebrała. Nie wiem co zrobię. Sześć lat nadziei i walki o każdą chwilę wyrwana tej drugiej poszło się j.... Przegrałam całe swoje życie. Przegrałam, słyszysz! Mam takiego doła, ze nie wygrzebię się z niego do końca mojego marnego życia. - Zatkało mnie na dobrą chwilę, nie wiedziałam co powiedzieć i nie miałam pomysłu czy będę mogła jej doradzić w przyszłości. Nic nie powiedziałam bo skrycie wierzyłam, ze wina nie leży ot tak na ławie i można ja przydzielić jednoznacznie jednej czy drugiej stronie.  
   Położyłyśmy swoje zakupy na ladzie. Dwie kawy, dla każdej inne opakowanie czipsów, dwie butelki wody, gumę do żucia i otwarty papier toaletowy wraz z rozdartym opakowaniem. 
- Szesnaście dwadzieścia osiem. - Sprzedawca swym zawodowym uśmiechem przyklejonym do twarzy powitał nas i beznamiętnie wodził po nas wzrokiem. Iza wyjęła banknot dwudziestodolarowy i cisnęła go na ladę. Wyciągniętą rękę z resztą Iza zbyła chamską odzywką; weź sobie będziesz mógł wydać to na dziwkę. Odwróciła się na pięcie unosząc swoje zakupy i ruszyła w stronę wyjścia. Poczułam, ze mam nogi jak z waty i za chwilę runę na podłogę. 
- Miała ciężki dzień. - Rzuciłam przepraszająco w stronę osłupiałego mężczyzny. Wzięłam resztę i ruszyłam w pogoń za Izą. Ona jednak wykonała ponownie zwrot i jednym susem znalazła się przy ladzie. Biedny facet, przerażony widokiem zbliżającego się zagrożenia życia cofnął się raptownie i uderzył plecami o regał z papierosami. Ręce uniósł w obronnym geście. Iza obrzuciła go paskudnym spojrzeniem wzięła papier toaletowy o którym zapomniałyśmy i wybiegła na spotkanie swym nowym dniom które jeszcze nie raz przyniosą smak goryczy.

50 komentarzy:

  1. No właśnie...Jak osoba tak wrażliwa Jak Ty Ataner, doskonale wczuwająca sie w emocje i nastroje innych osób wejdzie w ich położenie i weźmie na swe barki ich kłopoty, to bierze tym samym cudzą koronę cierniową na głowę. Koronę, której ciężar wzmacniają własne przeżycia, wspomnienia, tłumione dotąd żale.Naprawdę cięzko unosić w sobie ogrom zgryzot naszych znajomych i przyjaciół. To, jakby na chwilę było się w cudzej skórze i krązyło we krwi tej nieszczesliwej, krańcowo rozstrojonej osoby.
    Straszny i niebezpieczny stan, bo trudno się potem pozbierać. Odnaleźć w tym wszystkim swoje spokojne, zrównowazone "ja" i swoje światło, które na codzień daje siłę, by zyć.
    Nawet czasem człowiekowi jest głupio i mysli sobie: No jakże ja mogę być szczęsliwa i spokojna, gdy ten świat jest taki popie..." a ludzie tak cierpią...
    Ataner, moja kochana - ja też to mam. Za bardzo przeżywam, wszystko za bardzo...I teraz też...Przytuliłabym Cię duszo empatyczna, aleś tak daleko!
    Westchnę i posiedzę sobie przy Tobie, nic już nie mówiąc, ale czując razem z Tobą!
    Uściski ciepłe!:)))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w zyciu bywa, ze trzeba sie wspomagac w trudnych chwilach. Wiele osob "wyleczylo" mnie z przyjazni ale p. nie pozwolil mi tym razem odwrocic sie od pomagania bliznim zachecajac mnie do wyjazdu i pomagajac w pakowaniu kilku rzeczy na calodobowa eskapade.
      Juz dawno tak sie nie rozkleilam ale babskie lzy czasami sa potrzebne gdy nikt nie widzi i nie pyta o powod.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Bardzo trudno jest pomagac zrozpaczonej kobiecie, ktora kilka lat swojego nielatwego zycia pakuje w pare kartonow, by sprobowac rozpoczac nowe. Zawsze jednak to my mozemy znalezc sie pewnego dnia na jej miejscu, przez splot pechowych okolicznosci, jakas nowa milosc, ktora odbierze nam nasza.
    Ktos jednak musi pomoc i mniej tu chodzi o zapasowego kierowce i tragarza, bardziej o sama obecnosc i swiadomosc, ze nie zostawia sie czlowieka samego z jego tragedia.
    I nie ma tego zlego... Bylas swiadkiem rzadkiego zjawiska armosferycznego, czyli lodowego halo. Nie kazdemu jest dane ogladac je na wlasne oczy.
    http://www.atoptics.co.uk/halosim.htm
    Pozostaje miec nadzieje, ze Iza sie wygrzebie z dola i zacznie zyc nowym zyciem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jako bratnia dusza pomoglam jej w najgorszych chwilach ale cala gorycz porazki musi przelknac pomimo scisnietego gardla zalem. Najgorsze sa noce gdy w samotnosci mocniej przytulamy sie do poduszki i raptem rano ze zdumieniem spogladamy na mokra plame lez.
      Dziekuje za linka do "halo" ktore bylo takie jak moje.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Twoje jest cenniejsze, bo Twoje. Wlasna reka i aparatem uchwycone.
      jak ja Ci tego "hala" zazdroszcze!

      Usuń
    3. Taka szansa aby zobaczyc to niecodzienne zjawisko zdarza sie raz w zyciu i mnie sie udalo. Halo ksiezyca widzialam nie raz ale o podobnym zjawisku w dzien nie wiedzialam.

      Usuń
  3. Halo!
    " zgliszcza miłości" upowazniaja do uzywania siarczystych slow na k.., na j.., na d... na g..... Dlaczego milosc nie jest wieczna/wietrzna a tylko lzawa i rubaszna przy rozstaniach mimo lodowatego wiatru, zjawiska halo i innych pieknych widokow? Iza mogla tez swoje zle samopoczucie zapakowac w pudlo... i zakleic tasma. Dakota to jakis 'dziwnie dziki kraj'.
    Ataner, podziwiam umiejetnosci wspomagania w potrzebie. Z poprzednich postowych wpisow jawisz sie jak kobietka rozpieszczana przez mezczyzne zycia (spisz, gdy On wiezie Cie w nieznane). A tu, prosze, masz rowniez druga strone :) i to jakze empatyczna i .... sympatyczna :)
    PS. Czy to byl wpis walentynkowy? Jesli tak to podoba mi sie takowy. U nas Walentynki przedstawia sie jako 'Dzien przyjazni' a nie tylko milosci. Jest wtedy dostepniejszy i do przyjecia dla szerszej rzeszy zwolennikow. Kto sie przyzna, ze nie posiada przyjaciela/przyjaciol nawet gdy nie jest (w jakims okresie zycia) zakochanym. Bo kto moze byc wiecznie zakochanym (nastolatkow nie licze).
    Halo, halo - A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to sie nawyrabialo! Kiedys nawet ktos powiedzial, ze zyje jak ksiezniczka co zostalo podchwycone z radoscia przez p. pomimo, ze do ksiazecego zycia to mi duzo jeszcze brakuje. Mam radosci i rozterki ale wspolnie trzymajac sie za rece idziemy przez to jednak nielatwe zycie. Troche siebie tez daje innym w potrzebie aby swiat byl lepszy odrobine.
      Masz racje, ze to zdarzenie z konca stycznia dobrze pasuje do walentynkowego dnia bo pomimo wielu lez niesie jednak powiew nadziei.

      Usuń
    2. Halo.
      Ja na szczescie (to wynika z tej nadziei, ze kilkanascie wyrazow (sorry kilka- dziesiat, set wyrazow) pomaga zrozumiec jakis problem. Spogladam na blogi jako wyraz tworczosci (powiedzmy) literackiej a nie dziennikarska z zycia wziete. Wybaczam wiele, choc bawia mnie czasem niezamierzone efekty tekstow autora. Pisze sugerujac sie konkretnym tekstem a gdzies w tle (czesto bardzo odleglym i zamglonym) umieszczam osobiste sady :).
      W literaturze, filmie, sztuce bawi mnie wkladanie dialogow np meskich w usta kobiet czy odwrotmie. W Twoim ostatnim tekscie z 'zakleciami' tak mi sie wlasnie to skojarzylo :). Zaklecia przyslonily mi wszystkie inne tresci.
      Nadzieja nadzieja jest dobra do momentu przypomnienia o powiedzeniu: Nadzieja matka glupich :D. Ja mam nadzieje czesciej niz jej nie mam :).
      Halo, halo - A. z nadzieja na wiosne (rowniez w Dakocie).

      Usuń
    3. Oj szkoda, ze pogubilas sie w tekscie zwracajac uwage na brzydkie wyrazy.
      Zapewne moznaby sie usmiac do lez gdyby Iza zaczela mowic ''bylem'' zamiast ''bylam'' go bylby to jedyny meski akcent. O tym jak bluznia Polki, Finki czy Amerykanki nie musze przekonywac nikogo. Kobiety ulotne jak marzenia istnieja w sredniowiecznych balladach lub romansach Mniszkowny czesto zaliczanych do literatury czego u mnie nie znajdziesz.

      Usuń
  4. Samo życie i jak mawiała moja babcia , nawet największa miłość nie upoważnia nikogo do robienia głupstw. Nie należy wiązać swego życia z kimś, kto już od samego początku nie jest właściwym kandydatem do takiego związku.Bo jeśli już na początku wiadomo, że nasz wybrany jest (do wyboru): dziwkarzem, pijaczkiem, hazardzistą, damskim bokserem, to nic nigdy go nie zmieni, a nasza miłość zwłaszcza. Dobra z Ciebie dziewczyna, że z nią pojechałaś, ale nie rozumiem kobiet, które w swoje życiowe pomyłki i ich skutki angażują do pomocy innych. Nawet gdybym się miała przy tym "zamordować na śmierć" z wysiłku i kłopotu to pojechałabym sama. Jest duża szansa, że jej następny związek będzie również życiową pomyłką.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poddalam sie rozkazowi serca i pomimo miliona wad partnera zlagodzilam jego podly charakter na tyle, ze da sie z nim zyc. Walka o lepsze to moje przeznaczenie i to co zdobede to trzymam pazurami i juz nie wypuszcze.
      Jestem lagodna az boli ale swego nie oddam i rozumie Ize i jej bol po rozstaniu.
      Nigdy nie wiadomo na samym poczatku w co sie pakujesz bo nawet "aniol" moze okazac sie podlym gadem i zdrajca.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Przecież wiadomo, że każdy "tokujący facet" jest aniołem, a kobiety zakochane mają oczy mocno niedowidzące i umysł mocno niekojarzący pewnych symptomów, a do tego nie chcą zastanowić się nad tym, co widzą inni. Myślę Ataner, że ten "podły charakter" Twego p. nie był tak naprawdę podły, to po prostu facet, a więc inny gatunek biologiczny:)))
      Tak sobie myślę,że gdyby ludzie, wszyscy, częściej włączali opcję "myślenie", to byłoby na świecie znacznie mniej nieszczęścia, łez, bólu. Ale obserwując i słuchając różnych opowieści mam wrażenie, że robią to coraz rzadziej.
      Miłego, ;)

      Usuń
    3. Juz sama nie wiem co o tym sadzic bo mezczyzni chyba tez cos odczuwaja i cierpia.
      My z Wenus oni z Marsa a przyszlo nam zyc obok siebie na Ziemi.

      Usuń
  5. ojej
    nic więcej nie dodam, bo też mam doła ale z zupełnie innego powodu :(
    Ale to nie jest dół aż taki, co by mi zdolność jasnego myślenia odbierał :)
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyciagam zatem pomocna dlon przez ocean i ciagne z calej sily aby cie z "dola" wyswobodzic. Wierze, ze uda sie to nam wspolnie!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Kazdy koniec jest poczatkiem, tylko czesto tego nie widac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno wymagac jasnego spojrzenia na swiat po takim przezyciu. Czarne, klebiace sie chmury na zyciowym horyzoncie Izy to zupelnie zrozumiale zjawisko. Duzo czasu uplynie gdy bedzie mogla dostrzec watle promyki slonca.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Przezylam dwa rozwody:) I wiem, ze jest tylko tak czarno, jak sami malujemy. Naprawde;))

      Usuń
    3. Nie kazdy od razu moze otrzasnac sie z szoku po rozstaniu i potrzebuja troche czasu na zaakceptowanie nowej sytuacji. Masz racje, ze trzeba jednak widziec te dobre strony bo zawsze moze byc lepiej.

      Usuń
  7. Ataner, dobra z Ciebie przyjaciółka :)
    Serdeczności!
    O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram sie jak moge ale mialam duzo przykrych doswiadczen z niesieniem pomocy i teraz juz nie jestem taka "uczynna".
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Nie lubię wyrazac radykalnych opinii, ale mysle podobnie, jak Anabell. Przyjaciołka zwiazała sie jakby z zonatym mężczyzną, to czego miała sie spodziewac? Za nierozsądne decyzje sie placi, ale że tobie chcialo sie z nią jechac, to zadziwia mnie. Ja bardzo nie lubie,gdy ktos burzy moj spokoj i obarcza mnie swoimi problemami, jesli popelnione z glupoty.
    Co to jest 6 lat w zwiazku?! Jeszcze takim nieudanym. Trzeba powiedziec ' congratulations' , a nie rozpaczac. Ja rozstalam sie z mężem po 21 latach,to był kawał zycia, ale poczulam taką ulge, ze moge zaczac nowe zycie, chociaz tez bardzo go kochalam. Oczywiscie kazda wrazliwosc jest inna.
    Południowa Dakota to brzmi dla nas bardzo indiansko i przygodowo, pomimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno radzic i doradzac bo ja sama nie mam przepisu na cudowne zycie. Kazdy ma swoja role do odegrania w teatrze zyciem zwanym. Nie ma madrych ani glupich jezeli milosc wchodzi w rachube. Serce kaze i rozum slucha nawet gdy kierujemy sie nad przepasc.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Mnie o wiele bardziej od przejmującej treści uderzył styl pisania. Jestem zachwycona stworzoną dramaturgią i całą koncepcją wpisu. Genialnie oddany nastrój sytuacji. Wszystko razem wymusza zastanowienie się nad sytuacją Izy, nad postawą Ataner wplątanej w smutną intrygę, nad rozmyślaniem - co bym zrobiła gdybym.....?
    Piękne, poruszające opowiadanie!!Jesteś bardzo zdolną bestyjką!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Geniusz ze mnie wylazi na starosc:))))
      Czy uwierzysz, ze od dziecinstwa nienawidzilam pisac i moze wyplodzilam jeden list w zyciu! Milosnych bylo kilka.
      Zaambarasowana Ataner z przyjemnoscia przyjmuje komplementy i pozdrawia artystyczna dusze:)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Jeszcze chwila a pewnie zakochalby sie we mnie:)))
      Takie ma chlop dobre serce!!!!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. No tak:))Ale ponoc sa tacy mezczyzni,ktorzy zakochuja sie w wiecej niz jednej kobiecie,ale jest problem bo te kobiety nie chca sie z tym pogodzic;)
      Takie zycie,albo my ranimy,albo nas rania.Nie da sie przejsc przez to wszystko bezbolesnie.
      Tez nie raz placze z powodu niekoniecznie mnie dotyczacego,tak czasem bywa.
      Moze my jestesmy wrazliwe?poprostu:)

      Usuń
    3. Tak to juz w zyciu jest, ze trzeba od czasu do czasu uronic lezke:-) Jakos potem lzej na duszy.

      Usuń
  11. Każdy zbiera to co zasiał. Niektórzy muszą mieć świadka swojej porażki, inni liżą rany w samotności. Napisałaś z taką pasją i zaangażowaniem, że zmusza to do zastanowienia nad oceną i osądem, przeznaczeniem i przypadkiem. Wsiąkłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej podlej sytuacji nie moglam przedstawic byle jak wiec wyszlo z pasja i dramaturgia. Do dzis oczy mi sie poca gdy wspomne moj niesamowity wyjazd na pogrzeb milosci mojej przyjaciolki.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Iza, jak wiele innych oszukanych zon, pozbiera sie ale jakim kosztem emocjonalnym? Ta strona zycia jest znana innym tylko ze slyszenia albo wyobrazni i nigdy nie odda rzeczywistych przezyc. Rozumiem ja doskonale oprocz jednego: checi zycia w trojke, choc zdaje sobie ze to byl chwilowy pomysl. Oczywiscie ze pakowanie szescioletniego czy czterdziestoletniego zycia w kilka pudelek to nic przyjemnego. Jestes dobra przyjaciolka, Ataner - niewazne czy w przenosinach czy w innej sytuacji ale bylas ze swa znajoma a ludzie w dramatycznych momentach bardzo potrzebuja serdecznosci i pomocy.
    Z ucalowaniami i pozdrowieniami - Serpentyna, wciaz jeszcze odczuwajaca skutki choroby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze bylam pod bokiem aby swe emocje Iza rozladowala na mnie i ochlonela na tyle aby mogla w miare normalnie funkcjonowac. Pomoglam jej to fakt ale wrocilam do domu z worami pod oczami i ledwo zywa jak po trzykrotnym obejrzeniu Przeminelo z wiatrem.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Dobrze jest moc liczyc na przyjaciol w trudnych chwilach. Nawet jesli trudne chwile sa konsekwencja wlasnej glupoty/slepowy/oczarowania (do wyboru). Szesc lat to i krotko i dlugo. SZkoda tylko jak sie ludzie rozstaja w takich emocjach. O ilez jest prosciej rozstawac sie gdy uczucie juz sie samo wypalilo i pozostalo tylko przyzwyczajenie.
    W kazdym razie gratuluje stylu. Czulam sie jakbym tam z wami byla:))
    Pozdrawiam Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubie takich sytuacji gdy pomimo tego, ze stoje obok to i tak tsunami uczuc innych osob powala mnie na kolana. Czulam sie niepotrzeba przy rozstaniu i przezylam to jakby moje zycie walilo sie w gruzy. Tak mnie to dotknelo, ze nawet opisujac plakalam jak bobr.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. Miec taka przyjaciolke jak Ty...
    Coz, historia milosci... wszystko w swoim czasie sie ulozy,bo tak to w zyciu bywa: raz dol, a innym razem radosc i taki kolowrotek do konca naszych dni...
    Serdecznsoci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech to zycie takie fajne a jakie skomplikowane. Czasami jak sie nie uklada to od razu na wszystkich frontach.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  15. coś się kończy coś zaczyna ;-)
    najważniejsze jest to żeby Iza wyciągnęła wnioski z tej nauki !!!
    i więcej nie pakowała się w taki układ !
    bo pierwszy raz można nazwać błędem drugi raz jest już świadomym wyborem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, ze nigdy nie wiadomo kiedy nastapi koniec i zacznie sie nieoczekiwany poczatek.
      Pozdrawiam:-)

      Usuń
  16. Czasami pakujemy się w związek , który nie ma przyszłości i nie wyciągamy wniosków . powinna na przyszłość uważać. Moje życie 20 lat było też okazuje się trójkątem tylko ja nie wiedziałam io tym Mój mąż świetnie lawirowała zmieniając kobiety co jakiś czas a ja 11 lat siedziałam i wychowywałam dzieci, kiedy on zabawiał sie z panienkami. Niestety żadna z nich nie została z nim po rozwodzie . Teraz jest sam , chory i bezdomny. jego wybór, ja już nigdy więcej nie pozwoliłam sobie na taka bezgranicznie oddana miłość . Pozdraw3iami życzę jej by nie cierpiała,, życie jeszcze nie raz ja zaskoczy.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie bedziemy pewne, ze to co many to pelnia szczescia. Troche to pesymistyczne obawiac sie kazdego zwiazku i kroku w zyciu ale moze wlasnie tak jest bezpieczniej i wygodniej.
      Pozdrawiam:-)

      Usuń
  17. Ataner, niezła z Ciebie pisarka i oczywiście dobra przyjaciółka. Różnie się w życiu plecie, często wikłamy się w dziwne sploty okoliczności (myślę tu nim) i wyplątać się nie sposób. Przed Izą nowe życie... może być przecież niezwykle interesujące :-) Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, ze milosc nie umiera tylko czasami rozum bierze gore po latach rozlaki. Co czeka Ize nie wiadomo ale wszyscy zyczymy jej jak najlepiej.
      Pozdrawiam:-)

      Usuń
  18. Witaj Ataner.
    Myślę,że przeżyłaś niezłą przygodę.Może nie najpiekniejszą ale zawsze.
    W domu byś się tak nie wypłakała.A łzy są od czasu do czasu potrzebne.
    Zdjęcia "halo" też byś w domu nie zrobiła. A mają go nielioczni.
    Suma sumarą nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:))
    Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego tez ide na spotkanie dniom ciekawa co nowego przyniesie kolejna godzina.
      Pozdrawiam:-)

      Usuń
  19. Samochód to chyba dobre miejsce do płakania (pod warunkiem, że nie pogarsza się widoczność l-)
    Sama nieraz "czyściłam kanaliki łzowe" nie mając nikogo obok.
    Koleżance się wszystko uleży... lub nie.
    Nabierze dystansu i może cynizmu.
    Życie sobie ułoży, I to prawdopodobnie lepiej niż z facetem, który jej nie cenił.
    Ciepło pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, kiedys jadac samochodem zakrztusilam sie, cos strasznego. Myslalam, ze sie udusze, nie zycze takiej sytuacji najgorszemu wrogowi.
      Wiec placz uwazam za dozwolony ale w niewielkich ilosciach.
      Iza, to dzielna dziewczyna i mam nadzieje, ze poradzi sobie i jakos wyjdzie na prosta.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  20. Macham wesoło życząc odrobiny wycofania!
    Nie zawsze nasze dobre słowo jest odpowiednio przyjmowane! I nie zawsze nasza chęć pomocy da dobre wyniki!
    Podziwiam, że Ci się chciało do końca, bo ja zapewne uciekałabym gdzie pieprz rośnie zawczasu! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakos nie moge odmowic gdy ktos prosi o pomoc a kolezance potrzebna byla istota ktora mogla wysluchac jej zale. We dwojke zawsze razniej.

      Usuń