wtorek, 28 stycznia 2014

Palmowy Sylwester

   Typowy dylemat kobiety, w co się ubrać na Sylwestra, tym razem ominął mnie pozwalając na kreatywność i dowolność bez ograniczeń. Zamiast wymyślnych fryzur i kiecek z rozcięciem po same uszy oraz dekoltem po kolana demonstrowanych na salach z kryształowymi żyrandolami zdecydowaliśmy się na coś zupełnie odmiennego. Chcieliśmy aby gwiazdy zastąpiły żyrandole a niebo było sufitem największej sali balowej. Zamierzaliśmy przywitać Nowy Rok pod gołym niebem. Aby nie udawać supermana i „superłumenki” odpornych na ujemne temperatury uciekliśmy z mroźnego o tej porze Chicago do zawsze ciepłego Miami.
Wybór ciuchów na sylwestrowy wyjazd to istna groteska. Kiedy p. na tydzień wcześniej miał wszystko przygotowane i zapewne jeszcze wcześniej przemyślane a koszulki, podkoszulki, spodnie, buty i całą resztę ułożoną na półkach i wiszącą na wieszakach ja ciągle mówiłam, że czasu mam pod dostatkiem. Miałam pod dostatkiem do dnia wyjazdu gdy okazało się, że nie mam pojęcia co wziąć ze sobą. Niby tak ogólnie to wiedziałam co chciałabym zabrać ale nie mogłam się zdecydować co zostawić w domu. 
Gdy jego torby spoczywały w bagażniku auta ja wpadłam w panikę i rozum mi odjęło, nie mogąc zrezygnować z trzeciej pary szpilek usiadłam na krześle i zapaliłam papierosa. Gdy p. po raz kolejny wszedł do mieszkania na podłodze głównego pokoju leżały wszystkie moje buty. Począwszy od sandałków przez buty do pływania, szpilki i kozaki. 
- To co mam zabrać? - Jego pochmurny głos wprawił mnie w panikę i rozpacz. Zaczęłam się jąkać i prawie płakać bo przez część drogi będzie zimno i muszę mieć odpowiednie obuwie na zimę a później czeka nas środek lata więc ilość zwiększa się geometrycznie i niebotycznie a nie tylko dwukrotnie. Chłop który zna mnie nie od dziś jakby stęknął cichutko i westchnął z rezygnacją a potem wyswobodził swą żonę z kłopotu. - Weź wszystko co wydaje ci się potrzebne. - Jak ja kocham mężczyzn i ich męskie decyzje! Ruszyłam do pralni gdzie trzymam worki śmieciowe i zapakowałam dwadzieścia par butów do jednego z nich. Do drugiego upchałam grubsze rzeczy a trzeci aż trzeszczał gdy usiłowałam dopchać kolejną bluzkę. Raptem w ciągu 10 minut byłam gotowa do wyjazdu a nie jakieś przygotowania z tygodniowym wyprzedzeniem. Oj zapomniałabym o dwudziestu wieszakach z innymi bluzkami które zawisły nad tylnym siedzeniem.  
W Miami dostatnio wyposażona w garderobę pierwszej potrzeby i tak nie mogłam od razu podjąć decyzji, wybór sylwestrowej kreacji okazał się niełatwy. Sylwestrowa noc zobowiązuje do elegancji w pewnym stopniu, spacery natomiast jakby sprzeciwiały się takiemu spojrzeniu. p. siedział sobie w fotelu trzymając nogi na drugim łóżku w którym nie spaliśmy i przyglądał się pokazowi mody od zaplecza. Paląc papierosy jakby z zadowoleniem, że urodził się mężczyzną przyglądał się latającym bluzkom i spódnicom. Gdy pojawiły się sukienki do zapięcia których musiał się podnosić poziom przyjemności z widowiska jakie uskuteczniałam zmalał i poszedł umyć przednią szybę samochodu. Będziemy chodzić i stać więc szpilki odpadają tak jak mała czarna. Po jaką cholerę ja to wszystko zabierałam? To jest Sylwester na plaży głupia babo, pomyślałam, w dodatku na chodzonego po ulicy więc zapomnij o kreacjach. Przywołałam się do porządku i zaczęłam zupełnie z innej strony. Ile szyb p. umył i czy dostał za swą pracę jakies napiwki nie chcę wiedzieć ale gdy przyszedł po długim czasie byłam prawie gotowa. Zdecydowałam, ze mym ojcem był hippis a matka cyganką więc dziecko takiego związku powinno wyglądać właśnie tak a nie inaczej. Apaszka we włosy plus kapelusik aby wiatr znad Atlantyku nie zniszczył fryzury, luźna spódnica i podkoszulka pod kraciastą koszulą. Całość ubioru powinna poruszać się z gracją i wygodnie na płaskim obcasie. Gdy p. stanął w drzwiach i zobaczył arcydzieło mojej fantazji z przekąsem spojrzał na tony zupełnie niepotrzebnych ciuchów i na mnie. 
- I co? - Musiałam przecież uzyskać aprobatę ukochanego. Uzyskałam. 
    Od godziny 21 neonowa pomarańcza w słonecznych okularach miała rozpocząć swa wędrówkę ku samemu dachowi hotelu Inter Continental aby o północy dać znać, że to już Nowy Rok. W tej samej chwili na wyspie Miami Beach rozbłysną fajerwerki.
Nigdy wcześniej nie braliśmy udziału w takich imprezach pod gołym niebem więc mój przezorny mąż nie chciał ryzykować zbytnego zagęszczenia i postanowiliśmy za dnia zobaczyć miejsce w którym napadnie nas Nowy Rok. Skwer w samym centrum Miami gdzie miała rozegrać się atrakcja sylwestrowej nocy nie bardzo przypadł nam do gustu.
Głowna scena na której mieli występować wokalisci i grupy muzyczne była mała i w odległości 20 metrów od knajpy Hard Rock Cafe więc przewidywany tłok mógł być tak wielki, że łatwiej można było się spodziewać ataku rozochoconego i pod rauszem fana latynowskiej muzyki niż łagodnego pojawienia się Nowego Roku. 
Jeszcze kilka godzin przed zmrokiem impreza nabierała rumieńców. Przy muzyce z komputera lub na żywo chętne do zabawy pary zaczynały świętować ostatni dzień w roku.
Wzdłuż nadbrzeża przygotowane już były stragany z jedzeniem a przyrzadzane posiłki na siedem godzin przed spożyciem przedstawiały jawne zagrożenie naszego i tak już sfatygowanego używkami zdrowia. 

Wcinająca się w lad marina dodatkowo ograniczała ilość miejsca dla spacerującej wieczorem ludności więc obeszliśmy zielony skwer pomiędzy wieżowcami wtykając swe nosy w każdą dziurę aby poznać okolice.
Atrakcja nie lada okazało się gigantyczne, stuletnie i nieznane mi drzewo Banyan (Ficus benghalensis) o wysokości 33 metrów które mogło pomieścić w swym pustym pniu trzy małe osoby. Drzewa te pochodzą z Indii skąd zostały sprowadzone pod koniec dziewiętnastego wieku.  Moje niecne zamiary uszczknięcia gałązki aby wychodować podobny okaz w domu jednak nie udały się ze względu na znaczna ilość widzów więc ruszyliśmy po soczystej zieleni trawnika w stronę parkingu na którym zostawiliśmy auto.
Moje przedłużające się obcowanie z niebezpiecznym Billy The Kid albo Buffalo Billem zostało przerwane przez pojawienie się Szeryfa pilnującego porządku w kipiącym życiem Miami. Nasza drogę umilał silny wiatr bo temperatura około +26C wydawała się nam upałem. Jeszcze kilka dni wcześniej śnieg stroił drzewa i trawniki a tutaj palmy i krótkie spodnie.
Po zaznajomieniu się z terenem oraz jego plusami i minusami postanowiliśmy udać się na wyspę gdzie i tłuszczy mniej i jakoś spokojniej się wydawało. Mowa tutaj o Miami Beach. Wyspa ta leży naprzeciw Miami na która można dojechać dwoma mostami. W Miami Beach South o północy miał odbywać się główny pokaz fajerwerków więc nasze dusze spragnione huku, błysków na niebie i atmosfery wielkiej pompy zmusiły nasze ciała do zmiany miejsca w którym 2013 odda świat we władanie 2014 rokowi.
Nadmorski bulwar w ostatni dzień roku został zamknięty dla ruchu pojazdów mechanicznych i hotelowe knajpki rozrosły się na tyle, ze zajęły cały chodnik oraz część ulicy. Tak, tutaj było bardziej przestronnie a wybór restauracji wręcz nieograniczony. Zerkając na menu każdej knajpki wreszcie zdecydowaliśmy się na obiad bo pora na zapełnienie żołądka wydawała się odpowiednia co mogłam zaobserwować po minie p.. Stoliki pod parasolami nadawały mila atmosferę temu miejscu. Jak sylwestrowa noc pod gołym niebem to posiłek również nie powinien odbiegać od tego schematu. Usadowiliśmy się wygodnie przy stoliku bez parasola aby nacieszyć się widokiem palm. W miarę przesuwania się wskazówek zegara ku północy ludzi spacerujących po Ocean Boulevard w South Miami Beach przybywało a wolnych miejsc przy stolikach ubywało.
Przykładny porządek nie brał się z odmiennej natury zamieszkującej Florydę ludności. Patrole policji na rowerach oraz pieszo studziły zapały do szaleństwa chyba na życzenie właścicieli hoteli którzy musieli zadbać o wizerunek beztroskiej zabawy dużo wcześniej. Luksusowe miejsce jakim niewątpliwie jest Miami Beach nie mogło pozwolić sobie na burdy i pijackie awantury więc oficjalny pokaz „kto tu rządzi” rzucał się w oczy póki jeszcze było widno. Policyjna czujka w przestrzeni wyposażona była w kamery rejestrujące przebieg zupełnie nienadzorowanego nadejscia Nowego Roku.
Serwowane posiłki nie zwaliły nas z nóg swym wykwintnym smakiem ale były poprawne i chyba świeże bo nie mieliśmy rewolucji trawiennych. Teraz przyszła kolej na deser pod postacią margarity w wazonie w którym można z powodzeniem hodować lilie wodne. Nawet tak olbrzymia porcja alkoholu po jedzeniu nie przedstawiała problemu ale nie wyobrażałam sobie jak będę w stanie wypić taka ilość płynu przez rurke o średnicy rury odpływowej zlewozmywaka. Poszło lepiej niż przypuszczałam i przy dźwiękach klubowej muzyki wypiliśmy zaraz druga. Humory poprawiły się o kilka procent jak i zawartość alkoholu we krwi. Zaszumiało nam w głowach po łapczywym przyswajaniu rozweselacza więc godzinny spacer uznaliśmy za wskazany.
Wygodne obuwie okazało się zbawieniem przy spacerach bo szpilki oferowane w jednym ze sklepów pomimo swej rzucającej się w oczy elegancji lepiej pasowały w witrynie na półce niż dzisiejszej nocy na moich nogach.
Teraz już, gdy przyszła pora na kolejna margarite, o wolne miejsce było trudniej gdyż chętnych na wypicie i puszczenie dymka z wodnej fajki było dużo. Czy to był haszysz czy opium nie wiadomo ale paszcze mieli zadowolone i uśmiechnięte. Znów pojawiły się przed nami dwa baseny wypełnione mielonym lodem z tequila. Bardzo smakowity napój znikał jakoś podejrzanie szybko i zastanawiałam się czy przypadkiem nie zapadną mi się policzki na zawsze od naprędce pociągania z dwóch rur. 
Było milo i wesoło, wydawało się, ze nikt nie ma zamiaru „nawalić się” dzisiejszej nocy. To chyba był dobry wybór sali balowej bo póki skleroza mnie nie zaatakuje swa maksymalna mocą to pamiętam duszne pomieszczenia balowe i śpiących na stolach którzy nie doczekali północy.
Rachunek za dwa wypite kanistry na piec minut otrzeźwił nas oboje. Przypuszczałam, ze alkoholu w tak gigantycznych drinkach jest niewiele ale jednak przyznam się,
że świat wydawał mi się jeszcze bardziej kolorowy niż na samym początku naszego imprezowania. Cena która usłyszeliśmy została trzykrotnie powtórzona przez miła kelnerkę na specjalne życzenie konsumentów bo p. uznał to jako żart. Sto trzydzieści sześć dolarów wydawało się nam zupełnie nie na miejscu. Dopiero menadżer swym groźnym wzrokiem pozbawił nas na chwilę zabawy. Dodaliśmy jeszcze napiwek i wyszło półtorej stówki za dwa wiadra radości. Opuściliśmy lokal aby rozprostować nogi i udać się na kolejna margaritę tuz przed samą północą. Czułam, że jeszcze dwie a padnę tam gdzie siedzę. Jednak przyspieszone krążenie krwi po zapłaceniu rachunku w ostatnim hotelu spaliło kalorie oraz nędzne promile kołaczące się w naszych organizmach.
Nowy Rok zbliżał się nieuchronnie i końcówkę Starego postanowiliśmy spędzić w gorącym rytmie muzyki latynoskiej, popijając oczywiście margarite! Zgadnijcie jak nauka nie idzie w las. Przed zamówieniem kolejnych wazonów wypełnionych płynnym szczęściem p. zapytał o cenę i od razu zapłacił aby później nie było zgrzytów. Zupełnie zrelaksowani oczekiwaliśmy fajerwerków oznajmiających o wkroczeniu w 2014 rok. Ostatni łyk margarity z troszkę już mniejszych kieliszków rozpoczął barwne przedstawienie na niebie. Gorący, długi pocałunek zespolił nasze usta na długą chwile. Potem były serdeczne życzenia i jeszcze dwa, jeszcze gorętsze pocałunki. Ruszyliśmy w stronę parkingu i po chwili zapowiadane i zawczasu wychwalane przedstawienie zgasło i ucichły echa ostatnich fajerwerków. W głowie jednak ciągle słyszałam kolejne wybuchy eksplodujących gwiazd i nie minęło to odczucie do momentu aż padłam bez życia na łóżko.

47 komentarzy:

  1. P. musial trzy razy pytac, ja piec razy przeczytac cene tych dwoch kieliszeczkow margarity. To sie nie miesci w glowie! No nie miescie sie i juz! Nie dziwota, zescie na miejscu wytrzezwieli, dziwne tylko, ze nie uciekliscie zaraz do domu, byle dalej od tych rozbojnikow :)
    Cala impreza godna pozazdroszczenia, niezwykla o tej porze roku (u nas) mozliwosc spedzenia sylwestra na swiezym powietrzu pod palmami. Sama egzotyka!
    Ja chyba jestem nietyowa kobieta, bo pakuje sie jak Twoj P., wczesniej i odpowiednio malo biore ze soba, bo wiem z doswiadczenia, ze i tak 3/4 nie zaloze, a po co dzwigac po proznicy.
    Sciskam mocno :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pakowanie na wyjazd zupelnie kiepsko mi wychodzi i zawsze zabieram za duzo zupelnie nieprzydatnych ciuchow. Mysle, ze jestes typowa kobieta; zapobiegliwa i przewidujaca a moj brak zdecydowania przysparza niepotrzebnych zgrzytow. Jedynym rozgrzeszeniem jest fakt, ze jezdzimy na wyprawy samochodem a nie samolotem wiec zabieram co sie da.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Jeśli jechaliście pojemnym samochodem, to dlaczego miałabyś się ograniczać? ;) A na miejscu moglaś swobodnie korzystać z zasobów Twojej szafy :))
    Sylwester pod palmami fajna rzecz, bo ciepło i to jest dla mnie ogromnym plusem. Wielkość drinów zwaliła mnie z nóg niemalże, cena też - widocznie stwierdzili, że jak dużo, to trzeba sporo płacić i już. Prorocze okazały się słowa w "Samych swoich" - " u nas wszystko największe ..." ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Auto mamy na tyle duze, ze mieszcze swoje ciuchy bez problemu i czy wezme wiecej czy mniej nie robi to zadnej roznicy. Przed zakupem kolejnego auta jak zwykle najczesciej ogladany byl bagaznik i tym razem padlo na kombi aby caly podrozniczy ekwipunek pomiescic bez problemu.
      Duza ta Ameryka, duze drinki i duze rachunki do placenia. W tej knajpce bylo wyjatkowo drogo ale inne tuz obok byly o wiele tansze. Zaplacilismy gapowe nie pytajac o cene przed zamowieniem.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Czysta egzotyka w Sylwestra, no i jak Ci potem było wracać do mroźnego Chicago? ależ tam "duzi" ludzie żyją; i ten turkusik na Tobie bardzo mi się podoba; dobrego, Ataner, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak bylo?
      Koszmarnie!!!
      W Miami +30C a po dniu jazdy przywitalo nas -27C. Przwie 60C roznicy wiec przeziebilam sie po dwoch dniach i kaszle do dzis bo zima trzyma na calego choc mrozy zelzaly i jest w okolicach -10C.
      Jeszcze dwa miesiace i wiosna zawita na swiecie wiec na sama mysl usmiecham sie zza cieplego szala owinietego dookola szyji i twarzy.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Widać z tego, że w następnym roku najlepiej będzie się zająć produkcją i sprzedażą tych drinków niż tylko ich konsumpcją;)))- pokaz ogni i tak usłyszysz i zobaczysz, tłum wesołych dookoła też będzie a do tego jeszcze nie będziesz musiała płacić jak za złoto.Kieliszeczki rzeczywiście powalającej wielkości. Podoba mi się takie spędzanie przełomu roku o wiele bardziej niż sterczenie w ciasnej sali przy stoliku, na którym stoją remanenty knajpiane z ostatniego miesiąca. Bardzo fajnie wyglądałaś.
    Buziaczki dla Was;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo, ze domowe drinki sa moze lepsze ale knajpiane lepiej smakuja. Nie jestem w stanie wyobrazic sobie gdzie moglabym trzymac takie wielkie kielichy bo chyba do kuchennej szafki nie wcisnelabym nawet jednego.
      Czy zauwazylas jaki piekny mialam naszyjnik? Cala reszte dobralam do jego koloru:)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Dziekuje za szeroki usmiech, ktory wywolalas na mojej twarzy!
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy byli usmiechnieci i nie dostrzeglam ani jednego smutasa. Troche bylo szkoda starego roku ale przeciez nastepny i tak bedzie lepszy od poprzedniego.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Sylwester, jak w bajce. Alkohol podawany w basenach i wiadrach, robi wrażenie...noooooo cena też niewątpliwie należała do atrakcji tej imprezy !
    Szpilki prezentowane na jednym ze zdjęć..boooooskieeeee !!!!!
    Zabranie "szafy" ciuchów rozumiem i się jednoczę...lepiej nosić, niż się prosić !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakos przezylismy zaskakujaca cene i predko zapomnielismy o tym niemilym incydencie.
      Takie boskie szpilki na boskich nogach, nogi natomiast wysoko na poduszce bo jak szalec w sylwestrowa noc na taaakich szpilach.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Nie zazdroszczę pakowania się na taki wyjazd, gdzie trzeba mieć ubrania na nie jedną porę roku, Wzięłaś za dużo, nie szkodzi, przecież tego nie musiałaś nosić. Noc sylwestrowa była wspaniałą zabawą i świetnie ją opisałaś, jak Ty to potrafisz.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupelnie zagubilam sie w pakowaniu ale wszystko zmiescilo sie bez problemu. Jak Sylwester pod golym niebem to tylko w cieplych krajach. Kto wie czy nie powtorzymy tego numeru i w tym roku.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. bardzo ale to bardzo podoba mi się pomysł na takiego Sylwestra, no i zazdroszczę pogody... co prawda nie wiem jak tam teraz jest, ale na pewno nie taki śnieg i zima jak u nas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Florydzie nie ma sniegu ani mrozow wiec specjalnie ucieklismy od tradycyjnej sylwestrowej aury. Udalo mi sie nawet lekko przypiec cialo na plazy co dodatkowo uatrakcyjnilo wyjazd.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Egzotyczny i kolorowy Sylwester, miło i przyjemnie o tym czytać Atanerko. Pięknie wyglądasz z osobistym mężem. Spódnica cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez niego tez czasami uda mi sie dobrze wyjsc na zdjeciu:)))))
      Kolorowo, palmowo i cieplo, zupelny odlot jak dla mnie bo zwykle to marzne w tym okresie a tam bylo tylko ciut chlodniej niz w Rio.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Mysle ze to byl dobry sposob na przywitanie N. Roku. Kazdy z nas mial przeciez tyle "normalnych" sylwestrow ze pora na cos nowego.
    Wygladalas bardzo fajnie I "pasujaco", Ataner.
    Nigdy nie spedzilam w Miami Sylwestra choc samo miasto znam jako ze czesto bywam odwiedzajac corke - nawet ta uliczke z kawiarniami wiele razy szlifowalam.
    Jak wiesz lubie Margarite jedynie nie mysle ze podolalabym tak duzym kielichom, haha.
    Pozdrawiam sedecznie z mroznego Arkansas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprobuj a przekonasz sie co czlowiek potrafi. Taka rowniez byla moja mysl, ze nie podolam jednej margaricie we wiadrze a okazalo sie cos zupelnie odmiennego. Zaskoczeniem bylo rowniez to, ze ogolnie wieczor wypadl interesujaco i jestesmy zadowoleni z podjecia takiej ryzykownej decyzji.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. U mnie jak w schemacie - Sylwester powinien być mroźny.
    Pewnie nie dane mi będzie stwierdzić że się mylę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niedawna koniec roku kojarzyl mi sie z choinka i marchewkowym nosem nie tylko u balwana za oknem. Sprobowalam Sylwestra na cieplo i bardzo mi odpowiada zabawa bez kozucha i kozaczkow. Na poludniowej polkuli Sylwester przychodzi w srodku lata i to dopiero musi byc zerwanie z naszymi przyzwyczajeniami a dla nich sylwestrowa zabawa ze sniegiem to chyba kara.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. swietny taki Sylwester, rozpoznalam kilka miejsc; bardzo podoba mi sie Twoj stroj, szczegolnie kapelusik (wciaz mam bzika na ich punkcie chociaz przestalam nosic) artdeco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapelinder wpadl mi w reke gdzies w Kentucky po drodze do Miami i przypasowal mi od pierwszego spojrzenia w lustro. I jak tu nie kupowac czegos co sie podoba.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Za taka cene to bym sobie te wiadra do domu zabrala:))
    Ale i tak nawazniejsze jest ze pobyt i przywitanie Nowego Roku bylo bardziej niz udane,a pieniadze jak nie w ten to w inny sposob byscie wydali:)ZYJE SIE RAZ!!!!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szmal ma tak szybkie nogi, ze nawet nie wiadomo kiedy i gdzie ucieka. Moze moje konto bankowe jest dziurawe albo ktos sie pod niego podpial. Tak przynajmniej wiadomo gdzie przepuscilismy nasze oszczednosci.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. I slusznie...lepiej dac masarzowi niz lekarzowi:)

      Usuń
  14. ehhh, jak ja bym chciała móc ze mną zabrać na wakacje 3 worki ciuchów i butów!:) Fajnie, że jechaliście samochodem, to można to zawsze jakoś upchnąć, niestety lot międzykontynentalny ma swoje wady: tylko 1 walizka!:(
    Tak mi się na wspomnienia zebrało oglądając te Twoje zdjęcia! Mam też zdjęcie przy tym ogromnym fikusie i przy tym zegarze z temperaturą na Ocean Boulevard :)) Ale chyba trochę padało w dzień Sylwestra, bo ulica mokra?
    Super ogromne te drinki, ale też musiałam przeczytać 2-3 razy, aby być pewną czy przeczytałam dobrze! Taka cena??? Czy to cena tylko w sylwestra czy cały rok taką mają? My nie piliśmy alkoholu, bo ja byłam na antybiotykach a mój S. prowadził wynajęty samochód, więc wolał nie ryzykować.
    Super się bawiliście i kreacja sylwestrowa wystrzałowa!:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczescie raz sie usmiecha i nie sadze aby udalo mi sie powtorzyc ten numer z nieograniczona iloscia ubiorow na rozne okazje.
      Pogoda byla bardzo przyjemna i nie udalo nam sie zmoknac. Widocznie padalo troche noca bo po poludniu gdy dotarlismy na miejsce przeznaczenia wiatr skutecznie wysuszyl ulice i chodniki.
      Trudno mi powiedziec czy pod koniec roku ceny ida w gore ale sadze, ze tak bo trzeba przeciez wyczyscic kieszenie turystow i klientow. Karta win z reguly jest bez cen wiec nie pytajac o cene zamawiasz w ciemno. Rachunek moze zatem opiewac na dowolna cene i po fakcie reklamacji nie ma. To byl szok bo cena byla zupelnie nie na miejscu ale trudno, zabawy i tak nam nie zepsula.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Zabawa przednia!
    Ale za to cała reszta nieco oderwana od rzeczywistości- poczynając od krótkich spodenek i letniego odzienia w sylwestra-no bo jak to tak? Nie po "naszemu";) Zamiast rozgrzewającego w mroźną noc grzanego wina ogromne- wanny prawie -margarity. A cena! Dobrze, że siedziałam...
    Och, ale warto raz na jakiś czas zaszaleć i przeżyć coś takiego- wspomnienia na całe długie lata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szalony Sylwester gdzie wszystko bylo inne. Bez brokatow i atlasow, szpilek i krzysztalow tylko sandalki i podkoszulki. Luzna spodnica i fryzura ktora ukladal po swojemu silny wiatr.
      Taki rozgrzewajacy Sylwester to bardzo dobry pomysl bo naladowalam swe sloneczne baterie na okres do wiosny.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  16. Witaj Ataner.
    Ciekawy ten sylwester.
    Pięknie Ci w tym niebiesko czerwonym stroju. Ja nigdy nie połączyłabym tych kolorów, a Ty wyglądasz ślicznie.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to juz kazdy kolor mozna laczyc w kompozycje. Szczegolnie gdy ubior jest daleki od eleganckiej kiecki. Moda na kolory to fajny pomysl na szara codziennosc. Dzieki temu jest weselej i usmiech czesciej gosci na ustach.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  17. Ależ niesamowita relacja!!!Czytałam z bananem na buzi,śmiałam się jak nigdy!!!Zazdroszczę Ci tego Miami!!!Tym bardziej,że nasz siostrzeniec właśnie bawi na Florydzie u mojej kuzynki i wkurza nas zdjęciami z raju!!!Mam rodzinę w tamtych okolicach i zazdroszczę im "okolicy"choć jednak wolę swoje Trójmiasto!!!Ależ bym chciałą kulę z Miami:))Jeszcze z USA nie mam:)Bardzo bardzo Cię serdecznie pozdrawiam i przesyłam moc uścisków z nad Bałtyku:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie minus pietnascie hula mi za oknem i koniecznie chce wlezc do mieszkania. Zyjacy w cieplych krajach nie maja az tyle radosci z zimy ale nam udalo sie poszalec bez towarzystwa balwana posrod palm. Kwitly rowniez kwiaty w Miami ale zdjec nie zamieszczalam bo co za duzo to nie zdrowo. Po co sie denerwowac i denerwowac innych. Jezeli Floryda to tylko plaza, plaza i plaza. Srodek ladu jest brzydki i nijaki a do tego jeszcze krokodyle i aligatory o ktorych bedzie juz niebawem.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Niebieska Ty, na niebieskiej ławeczce! Przepiękne zdjęcie!
    Zawiszczam super imprezy! Pozytywnie of course! :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomijam ma zawadiacka urode ale czy zwrocilas uwage, ze jest to lawka tylko na trzy osoby. Kazda z osob ma tylko tyle miejsca i ani centymetra wiecej. Nawet nie mozna sobie pospac na takiej lawce i gdzie tu wolnosc?
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  19. Dalibóg jak fajno :). Ale Sylwester a te napoje i ta piękna dziewczyna :). No i po co upadającego faceta podtrzymywać niech leci na spiżowy nos. :) Zdjęcie super!
    Wszystko super i pogoda i zabawa i te napoje :). Serdecznie pozdrawiam z mroźnej zawiejami chłostanej Polski. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie napoje to nie wytrwalabym do dwunastej. Tyle czasu uplywalo na wypiciu jedej margarity, ze czas plynal jak rwacy gorski potok na wiosne.
      Ten krzywy kowboj tak mi sie podobal, ze nie moglam sie od niego odczepic.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  20. Cudną miałaś spódnicę Ataner! I sandałki! I tak słodko, wzruszająco wręcz wygladasz na tym zjęciu, gdzie masz przymknięte oczy i opierasz głowę na stoliku. Piekna, rozmarzona pani...A wokół hałas, tłum, ruch. Lecz pani zmęczona, oczy przymyka i odpływa w swoim świecie kolorowym, tam odpoczywa...A książe powinien wtedy podejśc. Całusa dać. W tany porwać.Niech wiruje stary rok z nowym i Ataner ze swoim ukochanym p.!
    Pięknego miałaś sylwestra, księzniczko w powiewnej, lazurowej spódniczce, rozmarzona margaritą i kolorami!Na pewno długo go będziesz pamiętać!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1) Odnośnie: „A książę powinien wtedy podejść. Całusa dać”. Prędzej spodziewałabym się takiej wersji; „A książę powinien wtedy podejść i w łeb dać”. Kilkugodzinne wyczyny trochę bulwersowały przykładny tłum ale przecież to Sylwester i trzeba a nie tylko można szaleć i bawić się do upadłego.
      2) To silny wiatr wspomagany margaritą szumiał mi w głowie ale nie na tyle mocno i dokuczliwie abym nie chciała powtórki również w tym roku.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  21. Twoj sylwester bardzo mi sie podoba, ciepło, plaza, palmy, zimne drinki...cena no wysoka, ale co... sylwester w Miami to niecodzienne wydarzenie wiec nie ma co zalowac sobie :)
    Swietny ten post!! I te zdjecia niesamowite!

    A z pakowaniem sie mam dokladnie jak Ty!
    Nigdy nie wiem co zabrac, zabieram przewzanie nie to co powinnam i jak nie moge wszystkiego to z pewnoscia bede miała walizę niepotrzebnych i niepasujących do siebie ciuchów, potem latam i dokupuje!

    Myślałam, e tylko ja taka niedecydowana bywam, ciesze się, ze to po prostu kobieca przypadłość!

    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana dekoracji na sylwestra okazala sie bardzo przyjemna. Snieg i mroz dopadly mnie niestety po powrocie do domu i wpomnienie chwil sprzed miesiaca malo mnie rozgrzewa.
      Bede musiala zapozyczyc i zmodyfikowac twoja wersje pakowania i po prostu zabiore tylko karte kredytowa. To rozwiaze wszystkie dylematy na temat co przyda sie w danej chwili. Tak bedzie latwiej i o wiele wygodniej.
      Kobiety maja cos w sobie, ze wymagaja ciaglej zmiany swego wygladu wiec kupujmy tyle ile potrzebujemy aby nasi mezczyzni byli zadowoleni:))))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  22. Wspaniały pomysł na sylwestrowy wypad :--))) Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dużym stopniu pogoda dodała rumieńcow wieczorowo bo deszcz mogłoby zepsuć całą imprezę.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  23. Jesteś najpiękniejszą hippiską jaką widziałam! Wcale się nie dziwię że wielki gangster leciał jak głupi na Ciebie!
    Ja jak biorę ciuchy do walizki to najczęściej żadna góra nie pasuje do dołu i wracam w tym w czym pojechałam, nadźwigawszy się do utraty tchu. Ale mniej nie mam zwyczaju zabierać. Fason należy trzymać. Buziole!.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie wiadomo co się przyda i dlatego kobieta podróżuje z torbami a nie torebką. Brzydkie chlopy niech zaciągają krawaty po same grdyki a my piękna płeć pokazujemy swe powabne wdzieki. Wybór odzienia na dany wieczór to nie byle jaka decyzja i na pewno nie pochodna.
      Ja przywoze do domu nawet nie tkniete ciuchy o istnieniu ktorych nie wiedzialam bo lezaly na samym dnie jednej z toreb. Musi być zapas bo wtedy lepiej się czuję.
      Pozdrawiam:)

      Usuń