czwartek, 20 stycznia 2011

Chandra z Georgii.

Nie dlatego, ze jestem pracowita jak wół roboczy ale dla wygody przygotowałam kilkanaście postów na wyrost. Nasza wakacyjna trasa na blogu trochę się rozciagnela i chcialam przygotować nie za dużo tego pisactwa. Doszłam do San Francisco i dopadla mnie apatia i zniechęcenie. Wiem, ze mój blog jest przede wszystkim dla mnie samej ale zainteresowanie czytujących czasami moje zapiski jest dla mnie bardzo ważne. W szczególności komentarze wskazujące na to jak odbieracie to co Wam przedstawiam, czy jeszcze jest to interesujące czy już nudne. Przejrzałam jeszcze raz co o tym sadzicie i zadumałam się.
Nutka zwątpienia w sens pisania przeistoczyła się w sznur wisielca i skasowałam cala moja prace. Nie pisze i kończę z tym internetowym szaleństwem. Chyba zbyt emocjonalnie podeszłam do tematu.
Apatia wzięła gore i zaczęłam popadać w chandrę. Cały następny dzień przesiedziałam w pidżamie z nogami w pozycjach nie do wykonania w normalnym stanie ducha. 
- Chodź pojedziemy do Chandry*. - Delikatnie jak profesor psychoanalityk, p. zaproponował wyjazd na kilka dni. 
- Teraz? Zima? - Nie miałam ochoty na mycie zębów a co dopiero na 900 mil jazdy. 
- Latem jest tam za gorąco. - Skwitował. 
- Nie mam ochoty. 
- To żaden problem, pośpisz w aucie a ja cie dowiozę na miejsce. -  Niech się dzieje co chce, jedziemy. Wzięłam plastikowy worek na śmieci i zgarnęłam pół polki ciuchów i dwie szuflady kosmetyków. 
- Jestem gotowa, możemy jechać. - Oświadczyłam zgodnie z prawda. 
- W pidżamie? - p. wydawał się lekko zaskoczony. 
- A co, nago mam jechać? Założę czapkę i nikt nie będzie widział, ze jestem potargana. W aucie będzie ciepło, mam nadzieje? Zona przestała ci się podobać? Co? - mój sarkazm się wzmagał. 
- Nie. 
- Nie podobam ci się? 
- No, masz bombowa fryzurę. - Ostrożnie pochwalił mnie p.. Wiem jak wyglądam po wyjściu z łóżka a szczególnie moje włosy stercza jak po eksplozji bomby atomowej na mojej głowie, czyli jest bombowa. Do swojej torby p. wrzucił kilka niezbędnych rzeczy i po godzinie jechaliśmy na spotkanie z Chandra. 
- Co z praca? - Dopiero w Indianie p. zapytał o to. 
- Zadzwonię jutro rano z samochodu. - Zawinęłam się w śpiwór, poprawiłam poduszkę, naciągnęłam kaptur na głowę aby nie rozpraszać kierowcy i zamknęłam oczy. 
- Jedz ostrożnie bo w Tennessee ma być śnieg. - Kochająca zona musi przecież dbać o wszystko. Nad ranem obudziła mnie podejrzana cisza. 
- Co się dzieje? 
- Zobacz  sama. - W świetle reflektorów widziałam Alaskę, biało dookoła. Tak samo po bokach jak i przed nami. Jechalismy po śniegu i asfaltu nie było widać nawet centymetra. 
- Gdzie my jesteśmy? 
- Dojeżdżamy do Atlanty. 
- Już? Tak szybko? - Zawsze jestem zdziwiona przebyta trasa w czasie snu ale tym razem moja pochwala dzielnego kierowcy wywołała burze komentarzy. 
- Przez dwie godziny ujechaliśmy 50 mil, ja już nie mogę na to patrzeć, co chwila jakiś samochod ląduje w smiertelnym tancu na poboczu, oni chca nas zabic... 
- Zjedz na kawę. 
- Ale jak, przecież na tym lodzie nie da się kierować. - Chciałam powiedzieć aby zwolnił ale dostrzegłam na liczniku 30 mil na godzinę i wiedziałam, ze na parkingu przed sklepem z taka prędkością poruszają się pojazdy. No niby wolniej już nie można. Wybraliśmy stacje benzynowa dla ciężarówek sądząc, ze dzielni kierowcy wyjeździli trasę na tyle aby i osobowym autem dojechać. Owszem wyjeździli padający śnieg przekształcając go w gładziutkie lodowisko. 
- Ostrożnie. - Syknęłam gdy nasze auto zaczęło sunąc w sobie znanym tylko kierunku. Adidasy przy zetknięciu ze śniegiem odmówiły przyczepności i o mały włos nie zrobiłam pełnego olimpijskiego szpagatu. Resztki snu drzemiącego w moim organizmie ulotniły się razem z ochota na zrobienie kolejnego kroku. Jak dwa stare dziady trzymając się pod pachy, truchcikiem dotarliśmy do drzwi wejściowych. 
- Tylko nie zdejmuj czapki. - Jak chce to może być miły ten mój p.. Przypomniał mi o mojej niesamowitej fryzurze. 
- Bo jeszcze ktoś pomyśli, ze jestem takim złym kierowca i tak cie przestraszyłem. - Rzuciłam mu nienawistne spojrzenie i zniknęłam w kibelku. Jeszcze noc się nie poddawała jak ruszyliśmy dalej na podbój krainy wiecznego śniegu. Zwariowana pogoda dla wariatów jak my, zamiast śniegu zaczal padac drobny deszcz pokrywajac swiat dodatkowa warstwa lodu bo temperatura wynosila -3C.
Przejeżdżając nad wymarła autostrada żartowaliśmy, ze wystarcza dwa centymetry śniegu aby wyłączyć cala Atlantę. Prorocze słowa, urzędy i szkoły pozamykane do odwołania. W Georgii śnieg pada co roku ale utrzymuje się przez godzinę lub dwie. Z ekonomicznego punktu widzenia lepiej ogłosić klęskę żywiołową niż utrzymywać przez cały rok sprzęt do walki ze śniegiem.
Ślisko było jak diabli i może lepiej przeczekać taka pogodę w domu niż ryzykować jazdę gdy brak doświadczenia.
Jeżeli myślicie, ze ja zrobiłam to zdjęcie to się grubo mylicie. Wzrok p. wędrował za ta reklama jak igła kompasu za biegunem magnetycznym ziemi. Gdy usłyszałam, ze wszystkie naczepy powinny być tak malowane to od razu wyobraziłam sobie wzrost wypadków na drodze.
Taki marny śnieg dla nas, przyzwyczajonych do śnieżnych zim, wywoływał uśmiech na ustach. Dzięki temu, ze Atlanta nie była czynna w miarę szybko przejechaliśmy przez nią i pomknęliśmy dalej na południe.
Teraz jechaliśmy z dala od wielkich miast kierując się do miejsca zamieszkania Chandry. Pełny relaks i spokój Południa oraz poprawa warunków atmosferycznych poprawiła nam humor.
Lubie takie wąskie drogi, trochę górek i zakrętów bardzo urozmaica nudna jazdę. Wyobrażam sobie, ze za chwile zobaczę coś zaskakującego. Za kolejnym zakrętem i kolejna górką trafiliśmy na taki zakątek.
Stare i nowe miesza się tutaj na każdym kroku. Jak widać upodobania niewiele się zmieniły z upływem lat.
Tak wygląda Ameryka gdy odjedzie się od metropolii i można podziwiać wieś w pełnej krasie.
Choć od czasu do czasu padał deszcz, było ciepło i przyroda już budziła się z krótkiego zimowego snu.
Zatrzymaliśmy się na chwile aby odetchnąć świeżym powietrzem i trafiliśmy na szkółkę „choinek”. Degradacja środowiska i czarny scenariusz zagłady człowieka na naszej planecie to chyba lekka przesada bo jednak jak widać, ludzkość potrafi zadbać i o to aby sadzić nowe lasy.
Piętnaście stopni Celsjusza i deszcz to dobre warunki dla rozwoju roślin.
Pierwsze zakwitły zielska i chwasty.
Inne krzewy już puszczały liście dając znać, ze już wiosna.
Co jakiś czas mijaliśmy osmalone lasy. Po zastanowieniu się wykombinowaliśmy, ze w ten sposób oczyszcza się lasy z niepożądanego zielonego paskudztwa. Latem nie da się wejść do lasu bo po prostu nie ma jak.
Jeżeli takie wypalanie jest bezpieczne to po nim las wygląda o wiele zdrowiej.
Krzewy  rosną tak gęsto, ze tworzą jednolita warstwę nie do sforsowania na wysokość dwóch metrów. Wilgotny i upalny klimat Georgii to raj dla chwastów do których tutaj zalicza się również palma. Rośnie ona dosłownie wszędzie i to w kilku odmianach.
Z Chandrą przegadałam cały następny dzień, o wszystkim i o niczym jak to zwykle nazywają damskie pogaduszki mężczyźni. Spacer po okolicy dobrze mi zrobił na moją potarganą dusze. Wchodząc tam gdzie nikt od lat nie chodził znaleźliśmy stare auto powolutku integrujące się z przyroda. To takie muzeum na wolnym powietrzu. Powiało przeszłością, która przeminęła z wiatrem.
Oczywiście nie mogłam oprzeć się pokusie aby nie umieścić widoku bawełnianego pola po jesiennym zbiorze, przecież to Georgia.
Dom, który gościł nas przez dwa dni zniknął w tylnym lusterku i p. zapytał; 
- Wszystko wzięliśmy? 
- Nie. - Odpowiedziałam po zastanowieniu. 
- Dobrze, ze nie ujechaliśmy daleko. 
- Zostawiłam Chandrze moja chandrę.
................................................................
*Chandra - imie zenskie wymawiane "Czandra".

24 komentarze:

  1. zle, ze naszlo Cie zwatpienie i zniechecenie, ale to niestety czesc blogowania. Jako weteranka kasujaca 4 blogi przez komentarze z calego serca namawiam do pozostania / kontynuowania. Szkoda, ze skasowalas wpisy szczegolnie o San Fransico bo ja sie tam wybieram (kiedys). Nie przejmuj sie tak bardzo, mam nadzieje, ze blogowanie zaczelo byc juz nalogiem i nie bedziesz mogla bez tego zyc. Glowa do gory, pozdrawiam goraco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekna wycieczka i jakze optymistycznie zakonczona:))) Wlasnie slyszalam od klientki, ktorej matka mieszka w Georgii, ze Georgia zamknieta na amen az do wiosny:)) Ale faktycznie oni tam nie sa przygotowani na takie opady sniegu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rączki precz od kasowania wpisów! Jak mówiłaś, piszesz dla siebie i nikomu nic do tego. Nie pozwól, aby ktoś komentarzami psuł Ci humor, wywalaj komentarze :-)))
    Zafundowałaś nam fajną podróż, od śniegu po bawełniane pola, to niesamowite.
    Też złapałam niestety chandrę, ale nie mam jej gdzie zostawić :-(((

    OdpowiedzUsuń
  4. Ataner, i Ty masz jeszcze wątpliwości, czy to co piszesz, jest interesujące dla Twoich czytelników?? Kobieto, ja uwielbiam Twoje posty! Mam wrażenie z każdym następnym stajesz się coraz lepsza w pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli przestaniesz pisać, to po pierwsze ja się obrażę, a po drugie stłukę Cię na kwaśne jabłko. Kochana, zawsze przychodzą dni, że sama myśl o napisaniu posta przyprawia człowieka o dreszcz zgrozy. Ale zawsze można zmienić nieco : a) wystrój bloga, b) konwencję i coś dodać. To jest mój drugi blog, poprzedni porzuciłam i tkwi sobie w sieci(procontra -anabell.blogspot.com). Może do niego wrócę, ale nie wiem. Lubię Twoje posty, piszesz dobre, ciekawe posty i niech tak zostanie, proszę.Wiesz, w naszej blogowni to jeszcze wcale nie są podłe komentarze. Gdybyś była w Onecie, to dopiero miałabyś komentarze.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Artdeco - wszystko napisze od poczatku. Nie przepuszcze okazji i bedziesz musiala to wszystko przeczytac.
    Odchandrowana Ataner zyczy milej lektury:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Stardust - i to sie nazywa szczesciem aby trafic w ten jedyny dzien w roku kiedy w Georgii pada snieg:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Riannon - stalo sie! I teraz zacieram raczki do pisania. Zapraszam do Chandry ona ma jeszcze jeden wolny pokoj na Twoja chandre.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Taito - to chyba Twoje mocno zacisniete kciuki utrzymuja mnie przy zyciu:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Anabell - dziekuje za mile slowa, dzieki takim osobom jak Ty chwile zwatpienia mam juz za soba.
    Zabieram sie do pisania i zycze milego czytania:)

    OdpowiedzUsuń
  11. nom zimowa chandra jest wszędzie..sił brak..żeby wyruszać w taką ślizgawicę trzeba dużo samozaparcia :)..
    A takie oczyszczone z podszycia lasy są dobre dla ludzi, na deski, ale nie dla zwierząt..

    OdpowiedzUsuń
  12. Grey Wolf - wszystko zrozumialam oprocz tego "nom". Czy pamietasz, ze dinozaury wladaly ziemia czterdziesci tysiecy razy dluzej niz homo sapiens.
    I teraz powiedz mi nad kim chcesz sie litowac.
    Uwierz mi, ze tam gdzie bylam wlasnie zwierzat trzeba sie wystrzegac.
    Bylam, widzialam i wiem o czym pisze.
    Milych snow Szary Wilku:)

    OdpowiedzUsuń
  13. oh, ciesze sie, ze przeszlo i czekam :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
  14. No tak Stany to ogromny kraj, w którym jest tak ogromnie zróżnicowany klimat, że nie dziwota, że ze śniegu i mrozu dotarliście do krainy z +15 stopniami. Zdjęcia bardzo ciekawe. Dobrze, że tą chandrę zostawiłaś tej Chandrze. Jak to ktoś kiedyś mi powiedział "na chandrę najlepsza cudza chandra". Czasami tak jest. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. ale dinozaury nie niszczyły całej planety..im cieplejszy klimat tym większa różnorodność zwierząt, dopóki mają miejsce do życia..

    OdpowiedzUsuń
  16. Atanerku, nie strasz nas o przerwie w pisaniu. To byłaby niewyobrażalna krzywda dla nas, czytających Cię!
    Chandry zostawiaj gdzie chcesz i pisz wszystko, co czujesz! buzi przesyłam!

    OdpowiedzUsuń
  17. wpdam tu i troszkę zmienię temat, chcę się pochwalić, bo jest czym, no nie?
    Będzie rowerek nenenenene :)
    I pomyśleć, że biedny człowiek też może mieć szczęście :) CZad, aleeeeż ja WAM dziękuję hihihi :) Serce mi pęka ze szczęścia :* całuski ślę.
    Fotki piękne :)handbikerka.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja juz dwa razy podchodzilam, zeby tu cos napisac i niestety mam w domu takiego mula (internet), ze nie daje rady, dopiero w pracy czasem w wolnej chwili zajrze i napisze.
    No wiec zazdroszcze to raz kolejnej wyprawy a po drugie: swietne zdjecia!!! To stare autko super ale i roslinnosc stanu jaka ciekawa!
    Pozdrawiam :)
    Nie chce mnie przyjac jako wildrose to niech idzie jako Anonim, ale to ja :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rinko - mysle, ze Chandra nie chcialaby takiej reklamy. Ona jest stara szamanka i nie wszystkich wpuszcza w swoje progi:)
    Buziaki przesylam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Grey Wolf - pozwolmy im zyc:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Joterku - nawet nie wiesz jak sie ciesze, ze w koncu jestes:))) Bardzo mi Ciebie brakowalo.
    Buziaki przesylam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ewo - to jest tylko Twoja zasluga, TY JESTES WIELKA.
    Zycze wszystkim, aby uczyli sie od Ciebie!
    Powodznia Ewo!

    OdpowiedzUsuń
  23. Wildrose - takie muly internetowe zdarzaja sie wszedzie, mnie tez bardzo czesto wyrzuca z innternetu. Cos mnie trafia( nie napisze co) bo pisze, pisze i wszystko idzie w kosmos.
    Dziekuje Ci, ze jestes:))

    OdpowiedzUsuń