piątek, 7 stycznia 2011

Miłość, zdrowie i pieniądze.

Święta nie minęły według planu, który starannie ułożyliśmy dwa miesiące wcześniej i Sylwester minął do bani. Wszystkiemu winna teściowa. Wcale nie zmyślam ani nie kłamię. Bilet dla niej kupiliśmy w obydwie strony bo taniej i pewniej, ze odleci. Fajnie mieć gościa z Polski, a nasza Babka jak nazywamy mamę p. jest osoba, której mi tutaj bardzo brakuje. Jak gość zza Oceanu to Święta koniecznie w domy tak po staropolsku. Zabawy sylwestrowe odpuściliśmy sobie tez ze względu na starsza panią. Nie wypada zostawić jej samej po tygodniu pobytu u nas. Żadnych wyjazdów na narty nie planowaliśmy również z tego samego powodu. Nie mieliśmy zamiaru ciągnąć Babki z nami gdzieś do schroniska na wygwizdów i pozostawiać ja w pokoju lub restauracji. To tak nieludzko i źle bym się czuła wiedząc, ze ona tam siedzi sama i wyczekuje naszego powrotu ze stoku. Plan był prosty, siedzimy w domu przez cały grudzień i najwyżej kogoś odwiedzimy. 
Piec dni przed Wigilia gdy już prawie wszystko miałam gotowe dzwonie do Babki dowiedzieć się czy na pewno ma przygotowane wszystkie leki na jej dolegliwości. Jak się okazało leki miała przygotowane ale przeziębiła się tak poważnie, ze nie była w stanie ruszyć się z łóżka nie mówiąc już o locie samolotem przez dziesięć godzin. Zdrowie najważniejsze i najlepiej poczekać z podróżą dwa tygodnie niż nabawić się zapalenia płuc na obczyźnie. Ręce mi opadły z bezradności i przypomniała mi się anegdota o teściowej wpadającej do studni. Tak właśnie się czułam, miałam mieszane uczucia. Ogłosiłam ta wiadomość w domu i po chwili, każdy z domowników miał skwaszona minę. Święta minęły z Babka przez telefon i nie w takiej formie jak sobie życzyliśmy. Wcześniej zaplanowany prawie wolny tydzień pomiędzy Świętami a końcem roku zapowiadał się leniwie i rodzinnie, tym bardziej, ze za oknem śnieg i -15C. Miałam dużo czasu aby odgruzować szafę i abym po wejściu do niej  zaczęła się orientować gdzie co leży na połkach. Postanowienie wyprania jeszcze raz letnich ciuchów i schowanie ich głębiej przebiegało jak po maśle do przedsylwestrowego popołudnia. Właśnie wtedy zepsułam humor mężowi oświadczając, ze nie działa suszarka. Sama tez wpadłam w popłoch bo przygotowana kupka do prania zalegiwała w zupełnie niewłaściwym miejscu. Okazało się, ze chłopską bieliznę zostawiłam na sam koniec i zapowiadał się kryzys rodzinny z braku świeżo wypranego odzienia. Mieszkam z dwoma rozpieszczonymi czyścioszkami, którzy ostatecznie wrzuca swoje ubranie do przeznaczonego do tego celu kosza. Sami boja się pralki jak diabeł święconej wody i najchętniej to by wymazali ze swej pamięci takie słowo. Nie chodziło o samego Sylwestra ale o kolejne dni.  Aby wysunąć suszarkę trzeba było zdjąć trzy pary drzwi i dziewięć połek w szafie. Z lekkiego rozgardiaszu w szafie zrobił się bałagan w całym mieszkaniu. Gdy zobaczyłam drzwi i połki obok stołu na, którym miały stać jutro dania na domowa imprezę nie wytrzymałam nerwowo i wyszłam z domu wymawiając się koniecznością zakupu żółtego sera, którego trzy odmiany są w lodowce. Tak palnęłam bez zastanowienia ale p. nie zwracał na mnie uwagi zajęty demolowaniem mieszkania. Trochę świeżego powietrza mi nie zaszkodzi tym bardziej, ze i temperatura zaczęła wariować. Zrobiło się ciepło +3C i padający deszcz zmył cały śnieg. Wróciłam po godzinie i jako pierwsza przywitała mnie suszarka stojąca pół metra od drzwi. Omijając przeszkody dotarłam do sypialni i widok zawalonego łóżka ciuchami ze zdemontowanych połek odebrał mi resztę optymizmu. 
- Jak będziemy spać? - Spytałam.
- Oj to nie problem, przesuniemy wszystko na sam kraj łózka i wreszcie będziemy spać blisko siebie. - Przeniosłam stertę z łózka na stół i zaprosiłam p. na kolacje przy ławie. Grzebanie w zepsutym sprzęcie zaowocowało stwierdzeniem, ze do wymiany jest programator. Wiadomo, ze na serwis nie ma co liczyć w dniu następnym a po noworocznej hulance mało który fachowiec ruszy się do pracy w ciągu tygodnia. 
- Naprawa wyniesie prawdopodobnie połowe albo 1/3 wartości nowej wiec chyba lepiej kupić jutro nowa i mieć problem z głowy. - Było wiele racji w tym stwierdzeniu bo naprawy w USA są drogie i wymagają stalowych nerwów do fachowców. Sylwestrowy poranek rozpoczęliśmy od wypadu do pobliskiego sklepu ze sprzętem gospodarstwa domowego. Tylko kilka kilometrów i już wybieraliśmy jakąś niedroga. Wybór był ograniczony ale nie czas wybrzydzać na pokrętła czy nazwę. 
- Kiedy dostarczyć do domu? - Zapytał sprzedawca.
- Nie, nie, zabierzemy ja sami. Mamy tu auto wiec nie ma problemu. - Machająca ręka p. przed samym nosem sprzedawcy nie zmieniła jego znudzonego wyrazu twarzy.
- Wszystkie elektryczne suszarki dostarczamy z głównego magazynu. Gazowe są w sklepie.
- A inne sklepy waszej sieci? - p. szukał ratunku.
- Spróbujcie w Sears mogą mieć kilka. - Szybko wróciliśmy do domu i posługując się internetem znaleźliśmy numer telefonu do sklepu z, którego pochodziła poprzednia. 
- Mają, jedziemy! - Teraz mamy pięćdziesiąt kilometrów do sklepu a na zegarku wskazówki układają się w bardzo niepokojący sposób. Była dwunasta dwadzieścia dwie jak ponownie wyjechaliśmy z parkingu. Sklep Abt ma olbrzymi parking dla swych klientów i ani jednego wolnego miejsca.
- Czy ja śnię jakiś koszmar na jawie? Tyle ludzi w sklepie chcących pozbyć się ukochanych dolarów, dzisiaj w Sylwestra? - Miejsce aby zaparkować znaleźliśmy dalej przy innym sklepie. 
Już spokojniejsza, z suszarka w aucie zadzwoniłam do Babki aby sprawdzić stan jej zdrowia i opowiedzieć o perypetiach dnia wczorajszego i dzisiejszego. Jeden problem z głowy wiec życie znalazło natychmiast kolejny. W czasie rozmowy dowiedziałam się, ze koniecznie musimy zapalić trzy świece przed końcem roku i czekać aż się wypala do końca. Pomyślałam sobie, ze to żaden problem bo świec u nas nie brakuje ale gdy okazało się, ze muszą być w konkretnych kolorach to mina mi się zasmuciła. Nie ma w domu złotej ani niebieskiej świecy. Babka mówiła, ze czerwona to miłość, niebieska to zdrowie a złota to pieniądze. Wypalajac wszystkie naraz zapewnimy sobie wszelki dobrobyt na cały przyszły rok. Na poszukiwanie kolorowych świec w sklepach nie mieliśmy czasu i odłożyłam to zmartwienie na późniejszy nieokreślony termin. Naszym głównym zadaniem dzisiaj jest uporać się z bałaganem w domu. Wiedząc, ze Babka nie przyleci zaprosiliśmy znajomych, którzy postanowili siedzieć w domu i we dwójkę przywitać Nowy Rok. Nie obyło się bez przepychanki słownej ale w ostateczności zgodzili się na moja wersje aby to oni przyjechali do nas. Po powrocie do domu p. zajął się przywracaniem normalności w domu a ja zajrzałam do szuflady ze świecami. O zgrozo wszystkie wypalone podczas Świąt. Pozostały tylko takie w słoikach ale żadna nie miała odpowiedniego koloru. Na sama myśl o tym jak długo pali się świeca w słoiku zachciało mi się spać. Jednak są cienkie ale tylko białe. Nie jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, wystarczy zmienić kolor i już. 
Gdy po zamontowaniu suszarki i połki wróciły na swoje miejsce, ja zajęłam się układaniem na nich garderoby a p. wyczarował kolory. Ze złotym i czerwonym nie było kłopotu bo w takich kolorach miał farbę w sprejach. Mieliśmy już dwie gotowe świece i pomalowane palce bo p. trzymał je za knoty i emalia osiadała na wszystkim co w polu rażenia. Z wielkim zainteresowaniem przyglądałam się nakładaniu kleju roślinnego na trzecia świecę, która miała być koloru niebieskiego. 
Moje pytanie spotkało się z wyczerpującą odpowiedzią co nastąpić miało później. Niebieska farbę mogliśmy zastąpić tylko atramentem do wiecznych piór. By taki wodny roztwór trzymał się wosku powinien mieć chropowata powierzchnie, którą zapewniał klej. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Dwadzieścia minut przed północą uroczyście podpaliliśmy świeczki wierząc, ze wypalając je Nowy Rok przyniesie zdrowie, miłość i pieniądze. 
Wszystkie trzy umieściliśmy w małej popielniczce aby łatwiej je obserwować. Jako pierwsza zgasła czerwona, z niebieskiej został tylko knot oparty o szkło i tlił się małym płomieniem.
Złota świeca wypalała się najwolniej ale tez zgasła. Zaproszeni goście umknęli do domu około drugiej rano. Niedługo po nich p. ewakuował się do sypialni. Zostałam sama na placu boju i obserwowałam ciągle palący się knot po nieistniejącej już niebieskiej świecy. Leżał na samym brzegu rozgrzewając popielniczkę roztapiał w ten sposób resztę wosku z pozostałych świec. Postanowiłam dotrwać do samego końca bo czarów nie można przerwać tylko dlatego, ze chce się spać. O czwartej trzydzieści wróżba się zakończyła.
Po południu zadzwoniłam do Babki aby zinterpretowała co oznacza kolejność wypalenia się poszczególnych świec. Byłam ciekawa czy czerwona – miłość, niebieska – zdrowie i złota – pieniądze wypaliły się w dobrej kolejności. 
Nasza Babka, kobieta po siedemdziesiątce skwitowała to jednym krótkim zdaniem.
- Dziecko drogie, kto by się przejmował takimi głupstwami. Najważniejsze, ze mieliście złotą!

24 komentarze:

  1. Ataner, ale się pokiełbasiło u Was! Mam nadzieję, że starsza Pani czuje się już lepiej. Świetnie podsumowała Wasze wróżby, najpierw sama nakręca, a potem mówi, że to bzdurki :)
    Serdeczności!
    O.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obiezyswiatko - Babka czuje sie juz lepiej i przyjedzie do nas prawdopodobnie w lutym.
    Z nia nie mozna sie nudzic, zawsze cos wymysli i jest wesolo.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzy wielkie plusy za kreatywność! :-) Oby Wam ani miłości, ani zdrowia, ani pieniędzy nigdy nie zabrakło :-)
    Nawiasem mówiąc, nie znam tej wróżby. Jeśli nie zapomnę, to postawię sobie takie świeczki w przyszłego Sylwestra.
    Trzymam kciuki za zdrówko Babci :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. nigdy nie slyszalam o takim zwyczaju, mama zawsze robila pierogi z jakas mala kasza, aby sie wiodlo w nowym roku; nic dziwnego, ze u nas ciagle bieda, bo nie zdazyla mnie nauczyc za nim wyfrunelam z domu i nigdy takowym nie robie. Mojemu przeszla juz mania swieczek, ale przez przypadek mielismy w sylwestra niebieska, bo na takie wlasnie byla przecena; pieniedzy brak, ale zdrowie gwarantowane, to dobrze, czego i Wam zycze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Riannon - pomysly p. czasami przerastaja moja i tak bujna wyobraznie. Z nim nie mozna sie nudzic, ciagle mnie czyms zaskakuje.
    Dziekujemy za zyczenia, niech sie spelnia!

    PS. Pod koniec roku przypomne Ci o Trzech swieczkach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Artedco - nasza Babka to nowoczesna kobieta wrozbe wyszperala gdzies w internecie.
    Ja to leniwa baba jestem pierogow nigdy w zyciu nie robilam, wole juz palic swiece:)
    Jak jest zdrowie to beda i pieniadze!

    OdpowiedzUsuń
  7. Do lepienia pierogow tez sie nie nadaje:) Natomiast swieczki ida mi calkiem dobrze, tyle ze nie wiem czy czekalabym tak dlugo? Moze trzeba bylo zakupic takie tea lights i te sie szybko wypalaja:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak na swiateczny a i przedsylwestrowy tydzien to troche tego za duzo! A Babka to straszna figlara - czy wie ile narobila z tymi swiecami? Jednak dobre co sie dobrze konczy a wrozba gwarantuje dobre zdrowie ktore moze sie przydac na czas wizyty Figlarki. Usmialam sie, Ataner choc taki nieprzewidziany rozgardziasz w moim domu z reguly doprowadza mnie do zalamania nerwowego. Z usciskami - Serpentyna

    OdpowiedzUsuń
  9. No to "miałaś nerwy".Szkoda,że nie wierzę w żadne wróżby.Te nasze pogody jakoś ostatnio nie sprzyjają zdrowiu - u nas wiele osób choruje, co jakoś mnie nie pociesza. To leżenie ( bo kazano mi leżeć, a nie siedzieć) z lekka mnie już wpienia.Ale może to dobrze, bo co jakiś czas zasypiam i zaczynam niczym prawdziwy lew- spać 20 godzin na dobę.A teściowa ma poczucie humoru, słowo daję.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uśmiałam się, choć wierzę, ze Wam do śmiechu nie było. Najpierw rozgardiasz z suszarką, a potem te świece. Babka narobiła Wam galimatiasu, ale wierzę, że ten nowy rok będzie dla Was dobry. A o świecach nie wiedziałam, postawię sobie takie na nowy rok. Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  11. Stardust - ja swieczki uwielbiam, szczegolnie te zapachowe. Zapalm je wszedzie boje sie, ze kiedys chalupe puszcze z dymem.
    Na nastemna wrozbe faktycznie zakupie te szybko wypalajace sie.
    Milego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Serpentynko - balagan jakos ogarlelismy, takie sytuacje rowniez doprowadzaja mnie do nerwicy.
    Jakos sobie poradzilismy bylam wsciekla bo przypadlo to akurat w Sylwestra.
    Babke trafnie okreslilas jako figlarke :)
    Z ta kobieta nie mozna sie nudzic!
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Anabell - tak szczerze to ja tez nie wierze we wrozy. Ale wiesz jak to jest, Babka kazala to trzeba bylo zrobic! Moze pomoze.
    A Ty kochana lez w lozku jak przykazal lekarz i zdrowiej, snu nigdy za duzo.
    Zdrowka zycze:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rineczko - my takie niedogodnosci pokonujemy z usmiechem na ustach nawet wtedy kiedy sie denerwuje.
    Nie mam na kogo byc zla, na los?
    W przyszlym tygodniu zakupie swieczki i niech leza ukryte w szufladzie do konca roku.
    Caluski:)

    OdpowiedzUsuń
  15. nieszczęścia chodzą parami ;)..tu też się nie kalkuluje naprawa rtv-agd, albo wyjdzie pół ceny nowej..pewnie na wyprzedaże się tak rzucili, współczesne polowania..
    ja takich świeczek nie paliłem, zabobony :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Gey Wolf - wyprzedaze sa tutaj non stop i osobiscie nie wierze w te super okazje. Jak cos potrzebuje to ide i kupuje.
    A tak szczerze, to nienawidze zakupow!

    OdpowiedzUsuń
  17. nom to my z jednej gliny :)..ja też nie mam pędu do zakupów, wyprzedają przeważnie stare, niechodliwe modele..a kupuje jak już coś naprawdę potrzeba, i się uzbiera na to..
    Najwięcej się zaoszczędzi nie kupując jakiś reklamowanych bzdetów ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. nie ma się co przejmować :) mi zima daje popalić, ale nie poddaję się jej. No i najważniejsze, że przecież kiedyś się skończy. handbikerka

    OdpowiedzUsuń
  19. Hahaha, tyle zachodu z tymi świecami i kolorami tylko po to, by na koniec usłyszeć: "kto by się przejmował takimi głupstwami"? :) Fajne zakończenie :)

    My mieliśmy podobny plan z gościem z Polski. Niestety zakończył się on bardzo podobnie, jak w Waszym przypadku. Mama mojego Połówka nie przyjechała ze względów zdrowotnych. Szkoda, bo święta jednak powinny być rodzinne.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ewo - byle do wiosny!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Taito - tak to juz bywa, ze nie zawsze jest tak jakbysmy chcieli. Wypadki losowe zdarzaja sie niestety kazdemu. Szczegolnie jest to przykre gdy jest to choroba i dotyczy bliskiej nam osoby.
    Tak, historia ze swiecami faktycznie zabawna :)
    Sama jestem ciekawa co nasza Babka wymysli nastepnym razem.

    OdpowiedzUsuń
  22. Olaboga! Jakmyśmy przeżyli te wszystkie lata BEZ świec??? Tak się narażać losowi!!! ZGROZA!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Motylku - prawda?! Zastanawiam sie jak ja przezylam tyle lat :)))

    OdpowiedzUsuń
  24. Atanerku, wszyscy niby nie wierzymy w przesady i wrozby, ale lepiej te swieczki palic, bo po co sie narazac? Ja wlasnie tak robie, tym bardziej, ze wtedy jest weselej i cos sie dzieje. Najwazniejsze, ze czlowiek nie ma czasu sie nudzic!

    OdpowiedzUsuń