poniedziałek, 21 lutego 2011

Koszmarny kemping.

Przy wjeździe na kemping stal ładny ale zapuszczony lub jak kto woli zaniedbany dom mieszkalny. Obok wolno stojący, podwójny garaż. Na zewnątrz parkował jednoosobowy pojazd z napędem na cztery kola, którego rozpoznaje jako "quad" ale nie wiem jak nazywany jest po polsku. Obok niego furgonetka, której niechlujny wygląd postarzał ja o kolejne 10 lat.
- Przepraszam czy znajdzie się wolne miejsce na jeden namiot? - Zapytany jegomość o wybujałym łojotoku, którego nadmiar spływał po włosach spiętych w cienki jak ogon szczura za kołnierz brudnej bluzy roboczej, spojrzał na nas spode łba. Jeżeli był pracownikiem opłacanym na godziny to mógł skorzystać z okazji i oderwać się od pracy a jeżeli był właścicielem tego miejsca to idąc najprostszym tokiem rozumowania jego twarz powinna tryskać szczęściem, ze przyjechały do niego pieniądze.
- Sekundę. - Ale gaduła, prawie mnie wmurowało. Gość powlókł się w stronę domu i wszedł po wąskich schodach na półpiętro. Zniknął w środku po otwarciu drzwi.
- Chodźmy tam, bo na pewno biura w garażu nie ma. - Już mieliśmy wejść na schody gdy raptem zbiegł po nich nasz znajomy i wskazując palcem na środek powiedział.
- Ona tam jest. - Omiótł nas przelotnym spojrzeniem i poszedł w stronę swojego samochodu.  Zostałam wepchnięta do środka jako pierwsza, gdyby p. nie trzymał rak na moich plecach wpychając mnie po schodach to bym uciekła. Chciałam zrobić krok w tył ale w tym samym momencie p. stanął tak blisko za mną, ze czułam jego piersi na moich plecach. Pomieszczenie było mikroskopijne dwa metry na dwa i za kontuarem stała dwudziestoletnia baba-jaga. Włosy zaczesane do tylu, jej mysie oczy wpatrywały się we mnie jak w zakąskę a wykrzywione usta, które według niej miały chyba być uśmiechem były rozchylone na tyle aby pokazać bezzębne dziąsła.
- Ale paszczur. - Ledwo usłyszałam szept mojego ukochanego. Jego usta dotykały moich włosów i wiedziałam, ze nikt oprócz mnie nie słyszał tych slow. Paraliż sytuacyjny był nie do zniesienia. Nie wiedziałam czy p. przypadkiem nie płacze ze śmiechu na widok tej zjawiskowej kobiety czy go zatkało jak mnie. Na wszelki wypadek stałam jak wryta i z niedowierzaniem patrzyłam na coś co można by określić jako arcydzieło sadysycznego chirurga plastycznego, zmarłego przed dokończeniem dzieła swego życia.
- Ile nocy? - O kurcze, jej głos skrzypiał jak zawiasy drzwi nieotwieranych od stuleci. Stalam zbyt blisko i poczulam, ze jej oddech moglby uspic na kolejne tysiaclecia obudzona mumie.
- Tylko jedna. - Powiedziałam zdecydowanie za szybko i za głośno jak na takie małe pomieszczenie i znikoma odległość pomiędzy nami. Ja chyba się jej bałam. Poczułam jak p. przesuwa mnie jak dużą doniczkę i wciska się obok. Zaczął załatwiać resztę formalności, ja tymczasem nie mogłam oderwać wzroku od młodej kobiety, która intrygowała mnie nieustannie. Wyobraziłam sobie staruchę czarownice po zabiegu face liftingu. Jej ziemista cera pozbawiona była brodawek i długiego haczykowatego nosa a straszyła jak prawdziwa czarownica. Lekko wygładzone zmarszczki wskazywały na ich stuletnia historie.
p. szarpnięciem za rękaw wyrwał mnie z odrętwienia i usłyszałam ciche "idziemy". Po schodach sfrunęłam jak motyl. Przy aucie przeszedł mnie zimny dreszcz i objęłam się rekami.
- I co?
- Nawet nie da
ła pokwitowania zapłaty ale już nie chciałem się wykłócać bo rzygać mi się chciało na jej widok. Takiego brzydactwa nie widziałem jak żyję. Jak można być takim brzydkim. Chyba się urżnę.
- Nie ma sprawy ja tez potrzebuje czegoś otumaniającego. Musze jej widok zmazać sprzed moich oczu. - Kilometr dalej było pole namiotowe wielkości boiska do piłki nożnej i ani jednego namiotu. Coraz gęstsza mgła znad oceanu zaczęła dochodzić nawet tutaj. Wyznaczone miejsce okazało się nie do zaakceptowania. Kępki trawy, rzadkie i wysokie nie tworzyły odpowiedniej powierzchni pod namiot. Usychające drzewo gubiło liście i stojąca woda w rzeczce zaraz obok sprawiały, ze lepiej spać w aucie niż tu. Poszukaliśmy innego w miarę znośnego miejsca. Gdyby ktoś nas obserwował to niechybnie zadzwonił by do szpitala dla wariatów z wiadomością, ze dwójka szaleńców miota się po kempingu, jeden jeździ autem a drugi chodzi i kopie noga w wielu miejscach. Po pół godzinnych poszukiwaniach, bo tyle czasu nam zeszło, znaleźliśmy "ideał".
- To ja pojadę i powiem im, ze wybraliśmy inne miejsce, chyba nie będą mieli nic przeciwko temu bo jesteśmy tu sami.
- W życiu tu nie zostanę sama nawet na sekundę, jadę z tobą.
- To tylko chwila, zaraz będę.
- Nie ma mowy! Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego ile ja naoglądałam się horrorów.

Sina mgła gęstniała bardzo szybko. Gdy dojechaliśmy na wzgórze na którym znajdował się dom właścicieli widoczność była znikoma. Nawet nie wysiadłam z auta jak p. poszedł poinformować straszydło o zmianie. Po powrocie namiot stanął w oka mgnieniu.
- Rozpal szybko ognisko a ja zrobię coś na ząb. Jesteś głodny? - Niedawno jedliśmy jakąś padlinę w przydrożnej jadłodajni i przynajmniej ja czułam się syta.
- Nie jestem głodny. Zrobimy kiełbasę na ognisku to wystarczy.
- Bardzo dobrze szybko spać i rano stad uciekamy.

Poranek przywitał nas chłodem i w ten sposób zmobilizował do szybkich ruchów rak, nóg i ciała. Zastanawiając się co dziś na siebie założyć skonstatowałam, ze warto zrobić pranie. Pomysł był dobry bo nikt inny oprócz nas nie prał i wszystkie pralki i suszarki były do naszej dyspozycji. W ten sposób po godzinie wszystko mieliśmy czyste i pachnące. Widoczny z daleka ocean nie nastrajał do spacerów plaza wiec postanowiliśmy jechać dalej bo tutaj nic uroczego nas nie spotka.
Po godzinie jazdy zatrzymaliśmy się na dokładniejsze oględziny bo wydawało mi się, ze widok jest wart chwili. Wiadomo, ze ludzie są stadnym zwierzęciem i do tej pory jakoś mi to nie przeszkadzało. Szczególnie turyści zadni wrażeń podążają za innymi. Gdy tak sobie siedzieliśmy na skraju wysokiej wydmy wpatrując się w dal dołączyli do nas inni. Cmokali z zachwytu i klikali aparatami. Atmosfera pękła jak banka mydlana bo zaraz zatrzymał się kolejny samochód i wysypała się grupka gapiów. Ci byli wyjątkowo przyjaźnie nastawieni do bliźnich bo zagaili nas w stylu; kim jesteśmy, po co i dlaczego. Widząc, ze są z Kalifornii odwzajemniliśmy im się pytaniem kiedy nie ma mgły nad Oceanem.
- Ooo, mgła jest zawsze. - Z nie byle jakim znawstwem rzeczy odpowiedział jeden ze starszyzny.
- Zawsze zawsze? - Pytanie go trochę strapiło.
- No nie, zdarza się parę dni bez mgły. Przeważnie wczesna wiosn
ą i pozną jesienią. - Nic gorszego nie mogłam usłyszeć, tyle kilometrów po to aby zachwycać się mglą. Fakt niezaprzeczalny, ze nigdy w życiu nie widziałam takich majestatycznych mgieł wiec nie powinnam tak bardzo narzekać. Może ludzie z pustynnych stanów przyjeżdżają tutaj specjalnie aby zobaczyć mgłe? Tak sobie rozmyślając nad przewrotnością losu dojechaliśmy do miasta w którym chcieliśmy upolować prawdziwa kawę.
 Zanim zaczęliśmy poszukiwania w oko wpadł mi skwerek z wielobarwnymi kwiatami. Największe wzburzenie mojej krwi wywołał krzew fuksji rosnący sobie półdziko tak od niechcenia. Delikatne kwiaty były blado różowe i niknęły pośród liści. Mam wyjątkową słabość do tej rośliny a raczej do jej kwiatów. Co roku kupuje dwa kosze z tymi kwiatami w rożnych kolorach i wiszą blisko mojego letniego fotela abym mogla cieszyć moje oko ich widokiem. Jako wielką atrakcje uwieczniliśmy również największą sekwoję ściętą ręczną piłą.
Co jeszcze można zwiedzić w Fort Bragg? Czytamy z niedowierzaniem, ze największą bazę lotnictwa w USA. To akurat dla nas nie stanowi atrakcji. Wyzbyci żądzy władzy pacyfiści, lekko zboczeni na temat granic i podziałów świata, duchowo jesteśmy daleko od jakichkolwiek formacji wojskowych.
Jest jeszcze coś ale to już ostatnia atrakcja. No nie do wiary, w przewodniku czytamy o niebywałej atrakcji tego miasta, o wysypisku śmieci. Czytamy jeszcze raz bo może coś nam się pomyliło. Tak, do roku 1970 mieszkańcy miasta Fort Bragg wyrzucali swoje śmieci do Oceanu. Z wysokiej skały nadbrzeżnej wyrzucali zbędny sprzęt domowy i inne niepotrzebne rzeczy gospodarstwa domowego. No proszę jak można zachęcić turystów. Pokazywać śmieci i chwalić się tym to już zakrawa na hipokryzje. Czytamy dalej, ze aby zejść na kolorowa plażę utworzona przez rozbite szkło śmieciowiska trzeba mieć zbrojone buty aby nie zranić stopy i uważać na zardzewiałe kawałki żelastwa. Tylko tyle? Schodzić piec pieter na plażę ze szkła i być narażonym na zranienie nóg. Może ktoś inny ale my mówimy pas. Z uśmiechem na ustach i lekkim politowaniem opuszczamy Fort Bragg. Zapomnieliśmy nawet, ze do życia niezbędna jest kawa. Pijemy zwykłą wodę i czekamy na prawdziwe atrakcje, których będzie jeszcze bez liku.

22 komentarze:

  1. Ty podziwiasz największą sekwoję, a niedaleko mnie jest najdłuższa deska świata!
    Całe szczęście, że śmietnisk w wodach niema, a jezior u nas całkiem sporo!
    Pozdrawiam serdecznie z mroźnych Kaszub!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fusillko - to juz wiem gdzie mieszkasz. Szymbark to piekne okolice. Slyszalam, ze duza atrakcja jest rowniez dom postawiony do gory nogami.
    Nie wiem czy Wiesz, ale najwieksza atrakcja Kaszub jaka znam jest, UWAGA!
    "Dom wspanialej blogerki nad jeziorem"
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Okropnie wielka ta fuksja. Ja zawsze z zazdrością czytam, jak to w Anglii rosną sobie żywopłoty z fuksji.Takiego pustego campingu jeszcze nie widziałam, aż strach spać, gdy tak pusto dookoła.Pewnego lata w Kołobrzegu codziennie nad morzem była mgła,może nie specjalnie gęsta, ale była. Na plaży było wtedy +18, woda miała +9. I wiesz, nawet się nikt nie kąpał.Ściętej sekwoi nie widziałam, ale żywą, jedną, w ogrodzie botanicznym w Niemczech. I mam jej zdjęcie w 3 kawałkach, bo inaczej się nie mieściła w kadrze.Ciekawa jestem ile dni tę sekwoję ścinali ręcznie. Bo ona jest bardzo twarda no i objętość też spora.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko Amerykanie potrafią zrobić ze śmietnika atrakcję turystyczną! :-)
    Fajnie się czytało, znów uległam iluzji, że podróżuję z Wami. To całkiem niezła forma zwiedzania świata w mojej sytuacji wykluczającej mobilność.
    Cytat "jak można być tak brzydkim?" :-))) rozłożył mnie na łopatki :-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. umre kiedys z zazdrosci czytajac te wpisy; nam poza klotniami niewiele sie przydaza w podrozy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku. Początek o lepkich włosach i ścisku w budce u paszczura strasznie mnie obrzydził.... łeee.
    Tak mną to wstrząsnęło, że nawet wzmianka o sekwoi i fuksji nie poprawiły mojej miny....
    Czekam z niecierpliwością na kolejny post, bo mam nadzieję, że ta wycieczka pozostawiła jednak miłe wspomnienia :D Czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzizas, jak to dobrze, ze ja nie mieszkam w Ameryce:)))))))))) Umarlabym ze strachu i pewnie jezdzila dookola swiata, ale balabym sie zostac na tym pustym polu namiotowym:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, ze bazy lotnictwa nie zwiedziliscie, coz... ja mam zawodowe zboczenie na temat wszystkiego co fruwa, plywa i strzela :)
    Ale i tak fajna notka no i te kwiaty :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Atanerku czytałam Twój opis niczym z horroru. Ja pewnie też bym się bała zostać sama na polu namiotowym. Jak widać było same tam indywidua. Więc nie ma co żałować, bo oprócz mgły to mało co było do zobaczenia. A już ten śmietnik do plaży i to ostrzeżenie to niczym jakieś sf, w dobie ekologii. Ta fuksja jedynie przykuła oko. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. ATANER!
    Dom jest niesamowity, a zwłaszcza wariacje błędnika! Prócz tego dom sybiraka i autentyczny pociąg z czasów wywózek na Sybir.
    Z roku na rok przybywa atrakcji. My jeździmy tam poza sezonem, to wtedy kolejki mniejsze! Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ataner - w swoich podrozach masz zawsze jakas nieprzewidziana atrakcje i to gratis. Szkoda ze nie masz zdjecia tej Ugly . A moze i lepiej bo moglaby sie nam przysnic - Serpentyna.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anabell - ja bylam przekonana, ze fuksja jest roslina jednoroczna i doniczkowa. Stad moje zdziwienie gdy zobaczylam ten krzew.
    Sekwoje to w ogole dziwne drzewa ale o tym napisze oddzielny post.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Riannon - Amerykanie to pomyslowy narod, wszyscy o tym wiemy. Sa tacy ktorzy chca ogladac smieci i inni ktorzy potrafia zrobic z tego atrakcje :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Artdeco - klotnie moga miec wiele pozytywnch cech. Mozna wyrzucic z siebie zla energie jak rowniez nabrac wprawy w cietych ripostach.
    To, ze trening odbywasz na bliskiej osobie to moze bezpieczniej niz na przelozonym :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Aneta - wycieczka byla super ale zdarzaly sie i takie przygody:)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Stardust - Ameryka ma wiele oblicz, jak Wiesz.
    Na pewno w okolicach NY jak i w samym miescie jest wiele dziwnych miejsc dla osob ktore ich nie znaja.
    Milego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wildrose - zastanawiam sie kim Ty jestes z wyksztalcenia.
    Chyba nie jestes zolnierzem zawodowym:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Rinko - podrozujac i na takie takie przygody mozna trafic:))

    OdpowiedzUsuń
  19. Fusillko - dziekuje za zaproszenie. Kaszuby to nie tylko piekne jeziora, tak jak piszesz jest wiele atrakcji ktore warto zobaczyc:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Serpentynko - Baby Jagi nie sfotografowalam, takich widokow wolalam wam oszczedzic:)))
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Atanerku,wielka atrakcja sa podroze z Wami, ale ja dodatkowo uwielbiam Twoj soczysty jezyk. Bez trudu wyobrazilam sobie cale zdarzenie i pol godziny pokladalam sie ze smiechu. Niedaleko mojej wsi powstaje wlasnie wysypisko gminnych smieci. Musze powiedziec mieszkancom, zeby zaprzestali protestow, bo to turystyczna zyla zlota!

    OdpowiedzUsuń
  22. Joasiu- jezyk powinnam sobie skrocic o polowe, gadanie jest moja wielka wada. Ja szybciej gadam jak mysle. Czasami a nawet bardzo czesto mam przez to wiele problemow.
    Wysypisko smieci w twoich okolicach trzeba oflgowac i protestowac jakby co to sluze pomoca w prawdzie mala jestem ale wszedzie mnie duzo:)))

    OdpowiedzUsuń