środa, 9 lutego 2011

Małe miasteczko.

Tak samo jak śledzie i palmy lubię pod każdą postacią. Bez względu na otoczenie, czy obok śmietnika czy w palmiarni zawsze kojarza mi się z wakacjami i przyjemnym ciepłem. Zupełnie odmiennie p. reaguje na widok palmy, zgrzyta zębami. Winna jestem wyjaśnienia skąd takie jego niezrozumiale reakcje. Pierwszy raz gdy zobaczyłam palmę siedziałam za kierownica i na widok palmy oniemiałam śledząc ja w zachwycie jak urzeczona. Zapomniałam o całym świecie i przestałam reagować na ruch uliczny. Widziałam palmę i nic poza nią. Wrzask pasażera i szarpniecie kierownicy uruchomiło prawa nogę przesuwając ja na hamulec ale wzrok pozostał przy palmie. To co usłyszałam po sekundzie nigdy nie pojawi się nawet w najwybredniejszym słowniku współczesnej łaciny. Patrzyłam z przerażeniem na p., spoconego i w stanie przedzawałowym. Nasze auto o centymetr zatrzymało się przed stojącym przed nami większym pojazdem. Klaksony stojących za nami pojazdów brzmiały jak syreny ostrzegawcze przed nalotem w czasie drugiej wojny światowej.
- Czemu oni tak się denerwują?  
- Jedz dziewczyno, jedz bo nas zabija. - Wrzuciłam jedynkę, Maluch podskoczył i uciekliśmy przed oczywistym linczem wzburzonych południowców. Po chwili było więcej palm ale ja podziwiałam je już z fotela pasażera bo p. odebrał mi przywilej kierowania autem. Do dziś na widok pierwszej palmy, która widzimy zgodnie mówimy na głos; „o palma, palma, buuum”. Drugim znaczącym powodem, według p., jest fakt, ze palmy są winne katastrofie materaca. Spaliśmy na plaży pod gołym niebem cudownej Grecji gdzieś z dala od turystów na południowym Peloponezie. Dzika plaza aż prosiła się o zamieszkanie więc skorzystaliśmy z tego zaproszenia z przyjemnością. Po całym dniu wylegiwania się na wodzie tak słonej, ze wystarczyło leżeć nieruchomo bez obawy o utoniecie postanowiliśmy spać pod palmami. Korony tych cudownych drzew zamieszkiwane są przez szczury i to w ogromnych ilościach. Gryzonie owe ostrza sobie zęby na twardej korze palm zrzucając na ziemie ostre jak szkło pozostałości po niej. Zupełnie nieświadomi głupoty położyliśmy nasze materace pod sama palma rosnącą obok brzegu. Idylla trwała do trzeciej rano gdy obudził mnie mało wyrafinowany język jedynego oprócz mnie człowieka w zasięgu kilku kilometrów. Wtedy to jeszcze nic nie ważyłam ale cięższy ode mnie p. przebił materac na wylot i pokuł sobie zadek. Poderwał się z flakowatego materaca i bosa noga stanął na palmowych okruchach. Wrzask obudził wszystkie rekiny w okolicy i p. pobiegł jak domorosły fakir w stronę morza jak najdalej od palm. O dalszym spaniu nie było mowy, pozostał nam tylko jeden materac a zaklejenie stu dziurek było niemozliwe. Ja ciągle uwielbiam palmy i nie lubię szczurów ale p. lubi szczury (nawet miał kiedyś jednego, ukochanego, białego szczura w domu) a cała wina obarcza palmy.
W małym miasteczku w Oregonie, postanowiliśmy uzupełnić zapas wody i może jakieś drobiazgi spożywcze wpadną nam w oko. Zaparkowaliśmy auto w samym jego centrum obok wysypiska śmieci.
Okazało się, ze to muszle ostryg a całe miasto żyje z rybołówstwa. Weszliśmy do sklepu obok przetwórni ryb licząc na wyjątkowo niskie ceny. Nadzieja trwała krotko. Jako osoba odpowiedzialna za zaopatrzenie w naszym domu wiem co i ile kosztuje więc tutaj popatrzyłam na połki i zamknęłam drzwi po stronie ulicy.
- Może w tamtym kupimy chociaż wodę bo już nam się kończy. - Przeszliśmy parę metrów do sklepu z kolorowymi markizami. Dzwonek wiszący u drzwi oznajmił wszystkim wewnątrz o nowo przybyłych. Odruchowo klienci tak samo jak obsługa spojrzeli na mnie stojącą w otwartych drzwiach. Spotkałam dwadzieścia gałek ocznych i dziesięć zaciekawionych twarzy. No tak, p. zawsze gdzieś się zapodzieje a ja wparowałam do monopolowego sama.
- O kurcze ale asortyment. - Usłyszałam rozmarzony głos
- Tak, tylko zamiast wody to możemy kupić wódę. 
- Czemu nie, jest w czym wybierać. - Oprócz alkoholu były jeszcze liny, ciężarki, miarki do krabów i inne nieznane mi przedmioty.
Skoro i tak już tutaj jesteśmy to chociaż kupie Totka. Nigdy nie wiadomo gdzie ten zabłąkany łut szczęścia się odnajdzie. Miła panią przy kasie poprosiłam o kupon w celu skreślenia jak zwykle szczęśliwych liczb. Tymczasem p. zniknął za regałami z kolorowymi podkoszulkami. Miła pani wręczyła mi karteczkę i zajęła się klientem z kartonem piwa. Nigdy nie będę wykładała angielskiego na Oxfordzie ani Yale ale troche orientuje się w tym języku. Nie mogąc doczytać się ile mam skreślić numerków w jednej kratce proszę o pomoc miła panią. Z wielka uwaga wczytywała się w instrukcje po odwrotnej stronie kuponu. Ja to przeczytałam dwa razy szybciej niż ona i zrozumiałam, ze nic nie wiem. Miła pani olała kolejke panow rybakow na głodzie i pilnie czytała. W pomieszczeniu obok kilka osób nie mogło się zdecydować na butelkę. Kolejny karton piwa walnal o ladę ale miła pani wciąż czytała.
- Tam się ukrywa jakiś gość, chowa się przede mną. - Az podskoczyłam nie przygotowana na to, ze p. potrafi  materializować się w dowolnie wybranym miejscu. Zanim odwróciłam głowę w kierunku skąd usłyszałam te słowa nikogo już nie było. Miła pani oddała mi kupon i dodała instrukcje gry w Totka, zaledwie kilkanaście stron. Zaczęła sprzedawać piwo a ja pomyślałam, ze chyba śnie, przeczytałam kilka zdań na kuponie wierząc, ze muszę znaleźć tam odpowiedz na proste pytanie ile skreśleń powinien zawierać jeden kwadrat z cyferkami. Łatwo było poznać, ze rybacy w kaloszach i z czerwonymi nosami widzieli we mnie śmiertelnego wroga przeszkadzającego w niecierpiących zwłoki zakupach. Bezwiednie rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu pomocy. Wtedy p. właśnie przemykał pomiędzy wiszącymi podkoszulkami z aparatem fotograficznym przy oku, zupełnie jak w kreskówce. Pomoc przyszła ale zupełnie z innej strony. Obok mnie stanął młody sprzedawca i podał mi broszurę o tym jak niebezpieczny może być hazard. Pomyślałam, ze może tam znajdę oczekiwana informacje. 
- To jest jakiś świr, on ssie ciepłego loda. - Nawet się nie odwróciłam, czułam ze krew odpływa mi do nóg i ze zdwojona siła uderza o sklepienie czaszki. 
- Czy nikt nie wie ile mam skreślić?! - Rzuciłam te słowa przed siebie. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na największą ostrygę na swiecie i gdy jej tam nie dojrzeli powrócili do swych obowiązków. Ja już oszalałam, trzymam dwa podręczniki do gry w Totka, nikt nie wie jak się w ta najprostsza grę gra a mój maż ugania się po sklepie za umysłowo chorym jegomościem. Miła pani patrzyła na mnie przerażona, świadoma tego, ze hazard jest niebezpieczny i przygotowana na to, ze z torebki wyjmę pistolet i wypale jej między oczy cały magazynek.
- Mam go! - Znów w jakiś cudowny sposób pojawił się w moim sąsiedztwie tajemniczy Don Pedro z Krainy Deszczowców. 
- A ja mam tego wszystkiego dość, chodźmy stad. - Wcale mnie nie interesowało kto kogo ma. Odłożyłam podarunki na ladę i bez słowa odwróciłam się na piecie, ruszyłam w kierunku drzwi. Tuz obok przy wyjściu były bardzo ładne i niedrogie muszle, wiedziałam, ze tu ich nie kupie bo jak nie wyjdę na świeże powietrze to wybuchnę jak granat.

23 komentarze:

  1. Twoja fascynacja palmami przypomniała mi nasz przylot do Singapuru.Przylecieliśmy nocą i gdy wyszłam poza budynek zobaczyłam,że wzdłuż całego budynku stoją stosunkowo niewysokie płaskie palmy przypominające wachlarze na długich rączkach. Łodygi były zielono-różowe.Stanęłam gapiąc się jak sroka w gnat i wygłaszając tekst: " o rany, zobacz ile sztucznych palm tu mają".Byłam pewna,że to dekoracja.W kilka dni potem zobaczyłam te "sztuczne" palmy na wyspie Sentoza - one rosły, nie były sztuczne.Wtedy zadziwiłam się po raz drugi a do naszych powiedzonek trafiło: "o, popatrz, sztuczna palma". Muszle rzeczywiście
    fajne i niedrogie, a takiego wysypiska muszli jeszcze nigdy nie widziałam.W tym miasteczku żyli sami realiści, nikt nie grywał, więc nie wiedzieli ile cyferek skreślić.:))
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać, że według P. winny zawsze musi być! :-)
    Pewnie jeszcze nie był Twój czas, aby wygrać, dlatego takie przygody z odszyfrowaniem regulaminu gry? :-)))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Palmy i mnie sie podobaja, lubie ich widok, od razu czlowiekowi jakby cieplej!
    Ale Twoja opowiesc o przygodzie w sklepie mocno mnie rozbawila, tak prostej sprwy nie umiala wytlumaczyc ekspedienta to dziwne, przeciez chyba ona przyjmuje te wszystkie kupony?
    A zdjecia po prostu rewelacyjne!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Anabell - faktycznie nie wpadlam na to, ze w miasteczku zyja sami realisci nie wierzacy w wygrana w Toto-Lotka.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fuscillko - oj prawda, prawda latwiej obwinic palmy jak samego siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wildrose - po wizycie w tym sklepie do dzisiejszego dnia jestem w szoku. Z checia spogladam na zdjecia palm aby zrobilo mi sie troszke cieplej bo za oknem -26C.
    :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Słowo "palma kojarzy mi się tylko z jednym: znowu mojej zapomniałam podlać. To cud, że jeszcze żyje :-)
    Strasznie się uśmiałam z polowania p. na ukrywającego się gościa :-)
    Twoje zdenerwowanie rozumiem, bo pijaczek, który musi czekać, może być w pewnym momencie nieobliczalny :-)))

    Z innej beczki- Kochana, o wyróżnieniu pamiętam, wkleję i podziękuję w następnym moim poście, bo jak sama się orientujesz, chwilowo nie miałam odpowiedniego nastroju :-))) Ale już jest ok, buziaki :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam Ci sie ze pierwszy raz slysze o szczurach mieszkajacych na palmach! Swiat chyba nigdy nie przestanie raczyc niespodziankami! A mezowi nie zazdroszcze....Bedac czestym gosciem na Florydzie naslucham sie przeroznych roznosci i jedna z nich jest wysoka liczba zabitych przez kokosy spadajace z palm. Nawet te ogromne liscie gdy spadaja moga niezle przycmic. I u mnie snieg, znow....Jest bajecznie pieknie - Serpentyna

    OdpowiedzUsuń
  9. Za te wszystkie cudowne wycieczki dla mnie po świecie zostawiłam na moim blogu kwiatek dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahaha, ale się uśmiałam,... ostrygo ;)

    Ataner, powinnaś książki pisać! Serio!

    OdpowiedzUsuń
  11. Riannon - Bardzo trudno dobrac odpowiednia ilosc wody dla palmy w warunkach domowych. U mnie w domu nie udaja sie takie egzotyczne rosliny pomimo wielu staran.
    Tak wiem bylo niezle zamieszanie.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po pierwsze popieram Taite we wniosku pisania ksiazek. Po drugie to lepsze od znanych kryminalow, bo Don Pedro i grozne zwierzeta i hazard i zagadka nie do rozwiazania. Super!!!! U nas znowu mrozek wiec specjalnie dziekuje za zdjecia palm i za powod do polgodzinnego smiania sie do lez.

    OdpowiedzUsuń
  13. Serpentyno - Przysiegam, ze w Grecji byly szczury w palmach. Tutaj nie spotkalam sie z nimi moze dlatego, ze omijam je z daleka aby nie dostac kokosem w glowe.
    U nas za to malo bajecznie bo -26C!!!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Muszę jeszcze coś dodać, bo zapomnialam. Czy ta kilkumetrowa pila, ktora wisi w sklepie to jest potrzebna rybakom? Pewnie jak nic nie zlowia, to piluja lodz na pol na pelnym morzu?

    OdpowiedzUsuń
  15. Tirenko - Dziekuje Ci bardzo za wyroznienie. Zabieram cie w kolejna podroz przy okazji nastepnego postu. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Taito - Tworze wlasnie ksiege wspomnien podroznika zwanego Ataner i niektore rozdzialy nawet przypadly wam do gustu.
    Pozdrawiam dowcipna Wyspiarke - Ostryga :) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Joterku - Slowo daje, ze pomimo najszczerszych checi nie dowiedzialabym sie do czego moga uzyc tej ogromnej pily bo nie moglam dowiedziec sie o najprostrza rzecz na swiecie jaka jest Totek. Zastosowanie jej pozostawiam naszej wyobrazni.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Joter - moze cos napisze ale nie moge sie zdecydowac na gatunek (nie)literacki. Czy to ma byc horror wedrowca, czy moze ckliwe wspomnienie o wakacjach? Mysle, ze lepiej poprzestane na pisaniu bloga. :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeglądam ten post już drugi raz i drugi raz zazdroszczę tym ludziom góry byłych ostryg. Jejku, jak ja bym chciała dostać ze dwa samochody dostawcze załadowanych po brzegi takimi muszlami...

    OdpowiedzUsuń
  20. Aneto - az sie boje pomyslec do czego bys je uzyla!
    Mysle, ze zastosowanie znalazlyby od bizuterii po nawoz.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dobrze mnie już znasz :) Różne rzeczy mi po głowie chodzą. Od super blatu na stół po nawóz :)

    OdpowiedzUsuń
  22. czuję, jakbym tam była :D handbikerka

    OdpowiedzUsuń