sobota, 21 maja 2011

Robal w sklepie.

Jest ciepło w południowych częściach USA gdzie dawno zapomniano o wiośnie i panuje tam już lato. Przynajmniej dla nas przybyszów z północy gdzie temperatura dopiero niedawno zbliżyła się do 20°C. Nasza kolejna wizyta u Chandry minęła bez większych emocji jak ta poprzednia (opisana w "Chandra z Georgii"). Takie tam babskie gadanie i chłopskie picie po świt. Nadciągająca mgła dała znac, ze czas na śniadanie.
Po całonocnych plotach oczy mi się zamykają na widok wschodzącego słońca i nawet kawa niewiele pomaga. Panowie budzili się równie ciężko jak my ale z ciężkimi głowami i zamglonym wzrokiem. Lata wprawy w zarywaniu nocy trzymały nas na nogach i po szybkim chłodnym prysznicu wyglądaliśmy tylko o trzy lata starzej ale zupełnie przyzwoicie. 
Nie było ciągnięcia zapałek kto prowadzi. Razem z Chandra dodałyśmy do kawy, tylko dla siebie, pokaźną ilość likieru Kahlua aby krew lepiej krążyła w organizmie i oczywiście dla urody aby nabrać rumieńców.
- Wiesz, ze prowadzisz i nie będę mog
ła cie zmienić. - Oświadczyłam przed naszym popołudniowym wyjazdem.
- Zawsze mnie wrobisz.
- To dla naszego dobra i twojego zdrowia. - Odparłam balansując nad przepaścią krocząc na cienkiej, kołyszącej się linie.
- Co ty pleciesz, chyba ci rozum odebrało. Dwanaście godzin za kierownica ma być dla mnie tym wyczekiwanym od dawna i do tej pory niespełnionym marzeniem? - Patrzył na mnie jak na jakiegoś upiora. Może nawet trochę go przypominałam po nieprzespanej nocy ale mógłby być choć o odrobinkę bardziej wyrozumiały dla bezbronnej kobiety.
- Zawsze masz jakieś zastrzeżenia jak ja prowadzę auto i tak się nie relaksujesz wiec po co się denerwować? Ja sobie pośpię a jak dojedziemy do domu to zrobię ci królewskie śniadanko. Cieszysz się? - Moje słowa jakby uleciały w przestrzeń kosmiczna i p. tylko podniósł oczy do nieba i coś mamrotał niezrozumiale pod nosem przez chwile. 

Już prawie zapadałam w drzemkę a tu raptem zjeżdżamy na tankowanie. Darmo auta nie chcą jeździć a pic musi nawet samochód. My również, ja lodowato zimna wodę z bąbelkami a p. jak zwykle wiadro kawy. Gdy ja oglądałam dziwności na polkach p. stał w, o dziwo, długiej kolejce. Dwie ekspedientki, jedna wolniejsza od drugiej zrobiły niezłe zamieszanie pośród oczekujących osób. Podeszłam do p. aby umilić mu oczekiwanie. W drugiej kolejce obok stał tubylec sądząc po kolorze skóry a pomiędzy nimi na podłodze leżał zdechły robal. Duży, czerwonawy z wielkimi oczami.
- Wiesz jak to się nazywa? - Tubylec wskazał nog
ą lezącego robala. Pytanie najwyraźniej było skierowane do p. Już chciałam powiedzieć, ze jest to..., jest to..., no ta.... I tutaj klapka nie zaskoczyła i nastąpiło zupełne wyjałowienie umysłu. Myślałam, ze się wścieknę. Owady te uprzykrzały nam całą noc przesiedzianą na tarasie przed domem Chandry. Jeżeli oddziałuję telepatycznie to wolałabym aby było ono pozytywne. Błagalnie spojrzałam na p. oczekując, ze on od razu odpowie. Jego mina nie zdradzała jednak cienia błyskotliwej inteligencji. Patrzył tępo na nieżywego owada i czułam, ze zaraziłam go ciemnotą umysłową. Wciągnęłam powietrze jakbym miała wpaść do głębokiej wody z wysokiej skały gdy usłyszałam recytującego p.
- Jedno co wiem to to, ze jest to ugly motherfucker. - W wolnym tłumaczeniu mogło to być "ohydny skurwiel". Zamarłam w bezruchu i stałam się niewidzialna. Wszyscy spojrzeli w nasz
ą stronę a moja mina mówiła: ten cham wcale nie jest moim mężem.
- Ugly motherfucker! - Tubylec roześmiał się na głos a jego białe zęby kontrastujące z ciemnym kolorem sk
óry wydawały się wielkie i groźne. Zanosił się od śmiechu i powtarzał te dwa słowa bez końca. Obydwie kolejki obudziły się z odrętwienia i trochę życia udzieliło się rowniez ekspedientkom.
- Ale obciach. - Skarciłam p. po wyjściu ze stacji benzynowej.
- E tam, nic się nie stało, a tak mnie zaskoczył tym pytaniem, ze nazwa wyleciała mi z głowy. Czy ja wygl
ądam na eksperta od owadow? Zupełna pustynia, bezdenna studnia, niezmierzona otchłań zasysająca resztkę mózgu. Zapomniałem jak ta cholera się nazywa. Jak ona się nazywa?
- C y k a d a. - Odpowiedziałam bez zastanowienia.

- Przecież to oczywiste, ze cykada. Sa ich miliony wszędzie dookoła. Czy myślisz, ze on nie wiedział jak nazywa się cykada, ze nigdy nie widział cykad, szczególnie tu na południu?
- Myślę, ze to mało prawdopodobne. - Ładna nazwa tego owada do momentu jak go nie zobaczyłam na własne oczy kojarzyła mi się z czymś egzotycznym i pięknym. Cykada jest po prostu obrzydliwa i jak przelatuje w pobliżu to staram się jej unikać aby na mnie nie usiadła. Jest duża, gruba i paskudna. Tak, p. dobrze ja określił choć w złym miejscu i za głośno. W okolicach Chicago wylęgają się w lipcu w olbrzymich ilościach. Tutaj w Georgii nastąpiło to wcześniej bo już w maju. Jest ich tak dużo, ze nikt już nie zwraca uwagi na zdechłe owady po których się stąpa bo za bardzo nie ma jak ich ominąć. Co siedem lub trzynaście lat, w zależności od rodzaju cykad, następuje masowy wylęg i wtedy jest to aż nieprzyjemne. Całe chmury czterocentymetrowych owadów przelatują z miejsca na miejsce jak szarańcza na filmach grozy. Cykady latają wolno i na krótkich dystansach. Sa zupelnie niegrozne. Ich martwe szczątki są bardzo bogate w białko i chętnie zjadane przez ptaki, nietoperze, małpy, psy i ludzi. 
Tfu, na samą myśl o takim przysmaku moj żołądek skurczył się a jego zawartość podchodzi mi do gardła. Ponoć w niektórych częściach świata jak Azja, Afryka i Południowa Europa, cykada jest potrawą na porządku dziennym. 
Stoisko w Hong Kongu
Już więcej nie piszę o walorach smakowych cykad bo nie domyję laptopa. 
Restauracja w Japonii
Zalotne śpiewy wykonywane w niewielkim gronie są miłym akcentem upalnych wieczorów i nocy. Jednak gdy chór zalotników składa się z tysięcy uczestników to wtedy zamiast śpiewu jest to jeden wielki hałas. Bywa tak głośno, ze aż nie do wytrzymania. Niekiedy dźwięk ten osiąga poziom 100 decybeli czyli próg bólu.

39 komentarzy:

  1. Impreza musiała być ekstra, ale menu na fotkach.... cholerka, śniadanie mam z głowy.
    100 decybeli? Kurcze to jak kosiarki moich sąsiadów. Haa..haa
    Pozdrawiam porannym słoneczkiem

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam taki sam odruch na myśl o chrabąszczach majowych. Tyle że mają tą zaletę ;), że nie latają zbyt długo i furkot skrzydeł jest mniej hałaśliwy :) BRRR

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka,
    widzę że spotkanie było superaśne...
    a jeżeli chodzi o fotki z tym robalem,to fakt - to jest robal...fe...
    pozdrawiam Haneczka :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe jak cykady odbierają hałas wielkich miast :lol:. Co do menu, to sądzę że jak bym był bardzo ale to bardzo głodny i nic ciekawszego nie było by na horyzoncie, wszamałbym taką cykadę na surowo, oblizałbym się i rozejrzał za następną, a co dopiero za upieczoną. Więc tak sobie myślę, że obrzydzenie jakie czuję patrząc na nie teraz jest domeną człowieka sytego, bez perspektywy głodu przeżycia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Całe szczęście, że jestem już dawno po śniadaniu.
    Ale przy obiedzie nie będę o nich myśleć, o nie!
    Pozdrawiam niedzielnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. robale feeeeeeee
    nie zjadłabym tego, ale oglądałam cały progrm o tym jakie to karaluchy np. są czyste, hodowane karmione i sprzedawane na pokarm...no cóż, ponoć smaczne

    sorki Renia że tak rzadko skrobię ale nie mam na nic czasu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mieszkajac w Arkansas mialam okazje zapoznac sie z tymi "robolami". Faktycznie sa pory roku kiedy to lataja calymi chmurami i sa glosne. Niby zdaje sobie sprawe o istnieniu narodowosci ktorych dieta jest inna niz nasza ale nie wiedzialam ze smakoszy cykad mozna spotkac i u nas. Coz, skoro istnieja amatorzy ptasich gniazd czy slowiczych jezykow....Pozdrowienia od Serpentyny:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jasny gwint, akurat przy czytaniu pałaszowałam czipsy i stanęły mi w gardle, jak dotarłam do szaszłyków z robali :-) Nic to, na zdrowie mi wyjdzie mniej czipsów :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ugly motherfucker - dobra reakcja:))))
    A robale.. no coz mnie to nie dziwi, ludzie na swiecie jedza rozne rzeczy. Nie wiem czy ogladasz czasem program Andrew Zimmermana na Travel channel, ja ogladam i juz sie przyzwyczailam :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten m......r zmarnowal mi wakacje w przepieknym miejscu z 10 lat temu- oka nie mozna bylo zmruzyc , a i w dzien tez szalaly. Dzieki Bogu zawsze mam ze soba stopery do uszu , bo mozna oszalec, ale jesc to ...no raczej nie...

    OdpowiedzUsuń
  11. cykad i wszelkiego innego robactwa nie wloze nigdy do ust, ale przyznaje, ze zaraz po przyjezdzie tutaj oprawilam sobie jedna cykade w ladne ramki i jakis czas wisiala w garazu. Dzisiaj na spacerze oboje z polowica doszlismy do wniosku, ze lato mogloby sie juz skonczyc, juz mam dosyc :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Azalia - To chyba bez roznicy jakie 100 decybeli przyprawia o bol glowy, Mysle jednak, ze gdybym miala wybor pomiedzy kosiarka a cykadami wybralabym te drugie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Aneta - Ja nie lubie robactwa ani latajacego ani pelzajacego:)))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Haneczka - Cykady ktore sa w USA i tak sa mile, bo sa rowniez takie ktore maja dodatkowe trzy oczy pomiedzy tymi duzymi ale tych tutejszych i tak nie poglaskam.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Urden - Wydaje mi sie, ze bardzo lubia miasto i wielkomiejski halas im nie przeszkadza. Mnoza sie regularnie i w olbrzymich ilosciach o czym powiadamia Cie Ataner przegryzajac nastepna cykade:)))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Fuscila - No popatrz, a dla innych jest to przysmak:)brrr.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ewa - Ja tam sie brzydze nawet wypranego robaka:)
    Ja wiem, ze Ty teraz zajmujesz sie zbieraniem zlota wiec masz rozgrzeszenie do konca sezonu kolarskiego.
    Buziaki:))

    OdpowiedzUsuń
  18. Serpentyna - To sie w glowie nie miesci, ze ludzie jedza takie obrzydliwstwa ktorych swinia by nie tknela:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Riannon - Nie chce Ci bardziej obrzydac czipsow ale mysle, ze niektorzy wlasnie cykady zajadaja jak my czipsy:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Stardust - Ja rowniez naogladalam sie roznych programow ale co innego ogladac to w TV, a co innego miec to na talerzu.
    P. probowal kiedys jesc pieczone skorpiony ktorych smrod pamietam do dzis. Nie przekonam sie do takich rarytasow:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Agnicy - Niezle musialy Ci zajsc za skore, skoro do dzis pamietasz. Wiesz, ze to wszystko wina chlopow, bo to samce tak sie dra:)))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Artdeco - Zgadzam sie z Toba i wole juz epsperymentowac z owocami ktorych do spozycia jest niekonczaca sie lista a robaki niech jedza inni:))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie słyszałam cykady, ale nasze rodzime świerszcze dzielnie je zastępują, w cykaniu też. Myślę, że głód zmusiłby ludzi do zjedzenia niejednego paskudztwa, a cykady, no cóż! tak dobrze im z oczu patrzy, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pierwszy i jedyny raz widziałam cykadę pełzającą po chodniku w Singapurze. I był to jedyny "robal" jakiego tam widziałam.Byliśmy potem wprawdzie w insektarium, ale tam ich nie było, ale były przecudowne ciemnobłękitne motyle wielkości naszego wróbla.Mnie się cykady nie podobają, ani troszeczkę.A jako zakąska też mi nie pasują- obrzydliwość i tyle.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. jak to możliwe, że taki ochydny robal, tak miło cyka?:)

    OdpowiedzUsuń
  26. KŁANIAM SIĘ, jako gość po raz pierwszy! Dzięki za wizytę u mnie, bo u mnie w sumie nudno, więc tym bardziej dzięki :))
    Natomiast u Ciebie bardzo interesująco - czyż to typowe dla rodaków na obczyźnie,zdolniejsi ludzie wyjechali w ŚWIAT?!
    Cykada - piękne imię dla owada, ale znam tylko ze słyszenia np.Kora i Manaam - "Cykady na Cykladach" ( lubię ). Ale w ogóle nie przepadam za owadami, więc rozumiem Twe uczucie do cykady. A opowiadanko świetnie napisane i zilustrowane! W ogóle pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. "Cykady na Cykladach"...

    Jakoś nie zachęciłaś mnie do eksperymentów kulinarnych z cykadami na talerzu...

    Pozdrawiam,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  28. Maria z Pogorza - Swierszcze sa zgrabniejsze i sympatyczniejsze. Sadze, ze ladniej spiewaja. Dzwiek cykad jest monotonny i brzydki(jak pila po zelazie).
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Anabell - Nie masz czego zalowac, ze nie slyszalas ich spiewu. Oddalabym sto wlasnorecznie zlapanych cykad za takiego niebieskiego giganta motyla.
    W Singapurze widzialas tylko jedna sztuke, bo reszta jest w sklepach na wystawach albo w restauracjach:)))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ola - Cyka, cyka ale po dluzszym czasie ten dzwiek jest nie do wytrzymania.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Kwoka - Gosc w dom, Bog w dom a ja Ci robale serwuje az wstyd. Mysle, ze sie nie zrazisz i nastepnym razem bedzie lepiej:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  32. Motylek - Slusznie zrobisz, ze nie bedziesz eksperymentowala z cykadami na podwieczorek - wyobraz sobie mine Smyka:)))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  33. Hahahaha - P. nie mógł tego lepiej ująć! Podoba mi się ten "ugly motherfucker" :) I jestem pewna, że gdybym wtedy była gdzieś koło Was, to po prostu wybuchnęłabym głośnym śmiechem :)

    Obrzydlistwo! Dobrze, że u nas tego nie ma. Ja się wzdrygam, jak mały robal na mnie wejdzie, a co dopiero jakiś 4 cm potwór.

    Co do kulinarnych amatorów cykad, to nie wiem, co ludzie robią w tej wyliczance koło tak "szacownego grona" jakim są nietoperze, małpy, ptaki i psy ;) A to, że w Japonii zajadają się cykadami akurat mnie nie dziwi ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. To tylko proba bo dzisiaj znow byly problemy z bloggerem.

    OdpowiedzUsuń
  35. Taita - Z dwojga zlego to i tak sie ciesze, ze nie mieszkam na Florydzie i nie laza mi po domu jaszczurki, weze i aligatory:)))
    Ja to sie bardzo dziwie, ze ktokolwiek moze to jesc i nie wazne czy jest to Japonczyk, Chinczyk czy inny mieszkaniec naszej ziemi.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ugly...to najlepsza nazwa dla tych pil spalinowych na wysokich obrotach!
    Atanerku, tak plastycznie wszystko opisujesz, ze Twoj blog moze sie ktoregos dnia zamienic na scenariusz filmowy. Tego wlasnie Ci zycze, zeby kupiono Twoje teksty, bo sa z dnia na dzien coraz lepsze, barwniejsze, po prostu cudne!

    OdpowiedzUsuń
  37. Joter - Ja nie mam szans na sprzedaz bo moj blog jest otwarty dla wszystkich i kazdy moze kopiowac co chce i kiedy chce. Moje przygody sa zupelnie normalne a to, ze ich opisy podobaja sie czytelnikom to dodatkowy impuls aby ciagle pisac.
    Dziekuje za slowa uznania i nie zawiode WAS bo za tydzien juz ciag dalszy.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  38. Faktycznie obrzydliwosc te cykady, a ja myslalam, ze to jakies mile, ladne stworzonka!

    OdpowiedzUsuń
  39. Wildrose - My ich nie lubimy ale inni nawet sie nimi zajadaja.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń